Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
Ze zmiennym szczęściem rundę rewanżową rozpoczęły obydwie drużyny. FC Melange pierwsze swoje spotkanie wyraźnie przegrali, natomiast FC Kanonierzy wywalczyli cenne trzy punkty pokonując swoich rywali jedną bramką. I widać było od początku spotkania, że to zwycięstwo nie było przypadkowe. Od początku goście narzucili swój rytm gry, byli szybsi, ich ataki były bardziej konkretne. Jedna z pierwszych akcji wyprowadziła ich na prowadzenie, chwilę później było już 2:0. Gospodarze próbowali pojedynczymi atakami zdobyć bramkę kontaktową, ale ich sytuacje bramkowe nie sprawiły żadnych problemów golkiperowi przeciwników. Dodatkowo, w pierwszej części spotkania Kanonierzy jeszcze dwukrotnie pokonywali bramkarza rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4:0 dla gości. Początek drugiej części meczu to kolejne ataki gości, którzy już po chwili zdobyli kolejną bramkę. Od tego momentu mecz się bardziej otworzył, czego efektem było pierwsze trafienie gospodarzy. Jeżeli mieli oni nadzieję na dogonienie rywali to szybko musieli się wycofać z tego pomysłu. W ciągu kilku minut stracili bowiem trzy bramki i już było wiadomo kto będzie się cieszył z kolejnego kompletu punktów. Pod koniec spotkania goście za bardzo się rozluźnili, dzięki czemu ich rywale zmniejszyli rozmiary porażki i mecz zakończył się wynikiem 4:9. Wielkie gratulacje dla zespołu FC Kanonierów, którzy pokazali kawał dobrego futbolu i są na dobrej drodze do wyjścia ze strefy spadkowej. FC Melange doznają drugiej wyraźnej porażki w rundzie rewanżowej i coraz bardziej zbliżają się do dolnych rejonów ligowej tabeli.
Mecz na szczycie 3 ligi już od samego początku przyniósł nam wiele emocji. Obie drużyny odważnie ruszyły do ataku, przez co już od pierwszych minut mogliśmy oglądać zawody przeprowadzane w szybkim tempie, gdzie akcja przenosiła się od jednego pola karnego do drugiego. Obaj bramkarze tylko potwierdzali swoimi interwencjami, że są jednymi z najlepszych na swojej pozycji w lidze. Nikt w tym spotkaniu nogi nie odstawiał i to też miało swoje konsekwencje. Już w 3 minucie został podyktowany rzut karny dla Wikingów, którego pewnie wykorzystał Eduard Vakhidov. Grubo ponad 10 minut musieliśmy czekać na kolejne trafienie, ale to wcale nie oznacza, że nudziliśmy się na tym meczu. Wręcz przeciwnie, intensywność była naprawdę wysoka. W końcu na 2:0 podwyższył Vasyl Pidluzhnyi i wydawało się, że szykuje nam się pierwsza porażka Energii. Nic bardziej mylnego. Jeszcze w pierwszej części lider złapał kontakt, po świetnym uderzeniu Andria Plekha. Po zmianie stron z ofensywnej strony pokazał się bramkarz Energii, który strzałem z dystansu pokonał swojego vis a vis doprowadzając do remisu. Potem z kolei popisał się fantastyczną podwójną interwencją, ratując swój zespół przed ponownym deficytem bramkowym. Energia łapała swój rytm, sprawnie operując piłką. Dużo akcji przechodziło przez Igora Petlyaka, który również dołożył swoją cegiełkę do wygranej Energii trafiając na 2:3. Wikingowie nie składali jednak broni i ambitnie dążyli do wyrównania. To im się udało za sprawą Arsena Oleksiva i wynik do ostatnich minut stał pod znakiem zapytania. Wtedy ponownie dał o sobie znać bramkarz Energii Volodymyr Slobozheniuk – kapitalnym strzałem zdobył swojego drugiego gola, a wynik na 3:5 ustalił Adrii Plekh. Wikingowie pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie, ale można powiedzieć, że w 3 lidze rywalizuje 10 zespołów, a i tak na końcu wygrywa Energia.
Wydawało się, że w kolejnym meczu 3 ligi aż tak dużych emocji mieć nie będziemy. Bonito – drużyna walcząca o awans, mierzyła się z ekipą FC Ballers – czerwoną latarnią ligi. Tutaj faworyt wydawał się oczywisty i przynajmniej na początku spotkania te przewidywania znajdowały odzwierciedlenie na boisku. Bonito dość szybko osiągnęło przewagę, nie tylko na placu, ale również pod względem zdobytych bramek. Duet Leon Hendigery – Andrzej Skorupa szybko wyprowadził swój zespół na bezpieczne prowadzenie 4:0. Młodzi zawodnicy gospodarzy bardzo dobrze radzili sobie w grze kombinacyjnej, a drużyna Ballers ewidentnie nie weszła dobrze w to spotkanie. Nawet gdy jeszcze w pierwszej części udało im się zdobyć gola na 4:1, to spotkało się z mocną odpowiedzą Bonito w postaci dwóch bramek Leona Hendigery. Do przerwy mieliśmy więc rezultat 6:2. Po zmianie stron jakby doszło również do zmiany w ekipie Ballers. Dwa szybkie trafienia Karola Mileja sprawiły, że goście nabrali jeszcze wiary w odwrócenie losów spotkania. Nawet gdy Julian Hendigery ponownie podwyższył rezultat, to sam mecz nie był już tak jednostronny. Ballers miało swoje okazje, ale niekiedy brakowało lepszego wykończenia. Gdy Karol Milej skompletował hat-tricka trafiając na 7:5 do końca meczu zostało już około 5 minut. Widać było, że Bonito, grając bez zmian, powoli opada już z sił i zawodnicy nie są już tak dynamiczni jak w pierwszej części. Udało się mimo to dowieźć gospodarzom zwycięstwo do końca. Bonito zgodnie z założeniami dopisuje sobie kolejne 3 pkt, FC Ballers, mimo porażki, zaprezentowało się całkiem nieźle, ale punktów musi szukać gdzie indziej.
O meczu Old Eagles Koło z Un Mate Team można powiedzieć wszystko, oprócz tego, że był to ładny mecz. Po ostatnim niepowodzeniu Orzelków było widać dużą mobilizacje. Niech za przykład posłuży Piotrek Parol, który na obiekcie przy ulicy Grenady stawił się już 2 godziny przed meczem swojego zespołu! Nie wiemy, czy Piotrek swoją postawą zaraził swój zespół, przy okazji udzielając się również Argentyńczykom, ale boisko w tym spotkaniu płonęło jak race za mistrzowskich sezonów Legii Warszawa pod kolumną Zygmunta. Oczywistym było, że żadna z drużyn nie odpuści tego spotkania, a emocje które towarzyszyły temu spotkaniu sięgały zenitu. Wyżej wspomniany Piotr Parol wyprowadził swój zespół na prowadzenie już na początku spotkania. Goście jednak walczyli jak mogli by odwrócić losy meczu na swoją korzyść. Po fantastycznej, indywidualnej akcji Jonego Kraajenbrinka udało się doprowadzić do wyrównania. Goście w pierwszej połowie objęli jeszcze prowadzenie, Jony do bramki dorzucił asystę przy bramce Mariano Konopki. Druga połowa to w dalszym ciągu ostra gra, wymuszanie na arbitrze podjęcie właściwej dla swojej drużyny decyzji, dużo rozmów między zawodnikami obu ekip. W końcówce meczu Orzełkom wiarę w zwycięstwo dał Przemysław Długokęcki, który pewnym strzałem z najbliższej odległości pokonał bramkarza rywali, a chwilę później gospodarzom udało się objąć prowadzenie, którego już nie oddali do końca spotkania. Orzełki pewnie spodziewały się łatwiejszego meczu, ale w tej lidze nie istnieje pojęcie „łatwy mecz” tutaj każdy może wygrać z każdym, a tak wyrównane, choć może niezbyt ładne dla oka mecze na pewno dodają atrakcyjności całej lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)