reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:30

Zarówno dla Munji jak i Albatrosów ten mecz mógł zaważyć o dalszych szansach w walkę o awans. Stawka była więc spora, ale patrząc po składach, bardziej zmobilizowali się zawodnicy gości. I to właśnie Albatrosy z początku lepiej prezentowały się na boisku. Już w 6 minucie Cezary Małecki świetnie wypatrzył Michała Karasia wypuszczając go na dogodną sytuację, której ten nie zmarnował. Wyrównanie padło dość szybko, po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. Między 15, a 20 minutą, goście wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Najpierw piłkę przy linii wywalczył Michał Karaś i po indywidualnej akcji podwyższył na 1:2, potem Cezary Małecki wykończył dwójkową akcję z Damianem Kurasiewiczem, a na 1:4 goście podwyższyli po świetnie rozegranej kontrze. Dwa – trzy podania z klepy, szybko przetransportowana piłka na połowę przeciwnika i Cezary Małecki pewnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. Wydawało się, że FC Albatros będzie miał już ten mecz pod kontrolą. Munja grająca pierwszą część bez zmian opadała z sił, a gra rywala wyglądała coraz lepiej. Tymczasem gospodarze zdobyli pod koniec premierowych 25 minut  dwie bramki, goście trafili w międzyczasie raz i do przerwy było tylko 3:5. Do zespołu Munji dołączył w drugiej części spóźniony zawodnik, a i nastawienie wśród gospodarzy wskazywało, że w tym meczu nie zamierzają odpuszczać. Już na początku drugiej części z rzutu wolnego trafił Robert Zając i mieliśmy 4:5. Potem bardzo długo nie zobaczyliśmy kolejnej bramki. Gra zaczęła być nieco szarpana, sporo było przewinień z jednej i drugiej strony, widać było, że obie ekipy grają na całego. Dopiero na 4 minuty przed końcem wyrównał Robert Rząca i to obudziło Albatrosów. Chwilę później znów prowadzili jedną bramką, ale dosłownie minutę później świetnym uderzeniem popisał się Michał Konopka, ustalając wynik meczu na 6:6. W końcówce Munja mogła nawet wygrać, ale świetną paradą popisał się Piotr Arendt. Tak jak przewidywaliśmy w zapowiedział, doszło do podziału punktów z którego nikt nie był zadowolony.

2
11:30
( 2 : 1 )
5 : 1
Raport

Wielokrotnie chwaliliśmy East Team za młodzieńczą fantazję jak i talenty indywidualne, ale w starciu z wyjątkowo doświadczoną ekipą Sante drużyna Bauyrzhana Zhanuzakova musiała wznieść się na wyżyny swoich umiejętności jako zespół. Początkowo Kazachowie narzucili swoje warunki gry i zepchnęli gości do defensywy, ale odbijali się od dobrze ustawionych obrońców. Gospodarze stwarzali dużo groźnych akcji, brakowało jedynie skutecznego wykończenia. Za to goście dostali jedną, która wystarczyła na otworzenie wyniku. Wojtek Trochymiak sprytnie rozegrał rzut wolny pośredni, a Adam Lewandowski huknął nie do obrony i mieliśmy 0:1. Na odpowiedź East Teamu długo nie trzeba było czekać i po minucie był remis, kiedy strzałem z dystansu popisał się Nikita Galenchenko.  East Team atakował coraz skuteczniej i na 2:1 podwyższył Zhasulan Kamantay i takim wynikiem skończyła się pierwsza część spotkania. Początek drugiej połowy mógł okazać się dla gospodarzy katastrofalny. Nikita Galenchenko został ukarany żółtym kartonikiem i Sante stanęło przed świetną okazją do wyrównania, ale nie tylko nie było w stanie znaleźć drogi do bramki Yemira Yusufa, to na dodatek prawie straciło bramkę po jednej z kontr. Wyrównanie składów przyniosło dużo walki w środku pola i żadnej z ekip nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Sante atakowało coraz śmielej i kilkoma przytomnymi interwencjami musiał wykazać się golkiper East Teamu. Przełamanie nastąpiło dopiero w 39 minucie, kiedy daleki wyrzut bramkarza gospodarzy przejął Mislav Paic-Karega, popędził przez pół boiska i nie dał szans Kamilowi Opałce. Kazachowie poczuli wiatr w żaglach i dwie minuty później Zhasulan Kamantay pokazał talent – przebiegł niemalże cały plac, minął trzech obrońców i oszukał bramkarza Sante strzelając na 4:1. W końcówce do głosu doszły nerwy i obie drużyny musiały grać bez jednego zawodnika, a kropkę nad i w ostatniej akcji meczu postawił Nikita Galenchenko i East Team zasłużenie zwyciężył nad Sante 5:1.

3
11:30
( 0 : 5 )
1 : 10
Raport

W meczu pomiędzy przedostatnią ekipą Przypadkowych Grajków, a liderem 5 ligi zdecydowanym faworytem była drużyna Praga Warszawa. Goście kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa i pewnie zmierzają do awansu. Śmiało można powiedzieć, że spotkanie ekipy z Pragi potoczyło się dość jednostronnie za sprawą duetu zawodników, którzy niemiłosiernie nękali defensywę ekipy Przypadkowych Grajków. Tym duetem byli Patryk Pawłowski oraz Artur Markiewicz. Mecz zaczęło się po myśli gości, którzy objęli prowadzenie po bramce Markiewicza. Przewaga w posiadaniu piłki przez team Patryka Pawłowskiego była bardzo widoczna, a goście sporadycznie decydowali się na odważne wypady ofensywne. Potwierdzeniem inicjatywy po stronie gości były kolejne bramki, jeszcze przed przerwą duet Pawłowski - Markiewicz czterokrotnie rozmontowali obronę i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0:5. Po zmianie stron Praga nie zwalniała tempa, ich akcje były dokładniejsze i prowadzone z większym rozmachem, czego efektem były kolejne gole. Przy wyniku 0:9 honorowego gola dla Przypadkowych Grajków strzelił Mateusz Adamowicz. Niestety, to było wszystko, na co było stać gospodarzy w tym meczu. W samej końcówce meczu Praga Warszawa zdobyła jeszcze jedno trafienie i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 1:10, co mocno przybliża ich do mistrzostwa w piątej lidze. Gospodarze muszą postarać się o szerszy skład, bo liga jest naprawdę silna i meczową szóstką ciężko powalczyć o korzystne wyniki.

4
14:30
( 4 : 3 )
12 : 3
Raport

Szakale wiedząc już, że East Team i Praga Warszawa wygrały swoje mecze, oraz to, że Munja podzieliła się punktami z Albatrosami, pojedynek z Praskimi Wariatami musieli po prostu wygrać. Już od pierwszych minut ostrzeliwali bramkę rywala, ale znów bardzo dobrze między słupkami zagrał Piotr Serafimowicz, potwierdzając, że umieszczenie go w najlepszej „6” poprzedniej kolejki nie było przypadkowe. W dużej mierze dzięki niemu przez około 10 minut wynik pozostawał bezbramkowy. Dopiero później worek z bramkami się rozwiązał. Wynik otworzył Jan Mitrowski i oba zespoły poszły na wymianę ciosów. Tak doszliśmy do stanu 3:2 dla Szakali. Dzięki bramce Kamila Cerana gospodarze wyszli na dwubramkowe prowadzenie, po czym tuż przed końcem pierwszej części czerwoną kartkę dostał golkiper Stada. Nie skontrolował linii pola karnego i zagrał ręką przed „szesnastką”. Do rzutu wolnego przed polem karnym podszedł Paweł Roguski i mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce, po czym arbiter skończył pierwszą część. W drugiej Szakale grali jeszcze przez 9,5 minuty w osłabieniu, co było szansą dla Wariatów, szczególnie, że wynik do przerwy to tylko 4:3 dla gospodarzy. Goście mieli swoje szanse w drugiej części, ale ich nie wykorzystali, co w niedługim czasie się na nich zemściło. Szakale grając o jednego mniej zdobyli dwie bramki i gdy gra toczyła się już w pełnych składach raczej stało się jasne, że tego zwycięstwa nie wypuszczą z rąk. Co więcej, tak dobrze prezentowali się w osłabieniu, że w międzyczasie znów postanowili zagrać o jednego mniej, po żółtej kartce dla jednego z zawodników. Wynik jednak w tym czasie nie uległ zmianie. Przy stanie 7:3 na dobre odpalił Kamil Ceran. Zaliczył w tym czasie dwie asysty i trzy bramki, z czego ta ostania okazała się jubileuszową, 100, Szakali w tym sezonie. Gospodarze zasłużenie wygrali 12:3, dzięki czemu wciąż liczą się w walce o mistrzostwo 5 ligi.

5
21:30
( 0 : 1 )
2 : 5
Raport

Przed meczem zespół BRD Young Warriors miał 8 punktów przewagi nad Tornado Squad, ale w tej rundzie to zespół gości gra znacznie lepiej i sukcesywnie małymi krokami dogania zespoły z bezpiecznej strefy w tabeli. Gospodarze przyszli na ten mecz w 6 zawodników, bramkarzem był zawodnik z pola, swoją drogą w kilka minut popisał się kilkoma fantastycznymi interwencjami, dopiero z biegiem czasu na arenę Picassa zaczęli zjeżdżać się pozostali zawodnicy BRD. W tym samym czasie Tornado, które na mecz przyjechało solidną ekipą, nieustannie atakowało na bramkę rywali, ale właśnie jak wcześniej pisaliśmy świetnie dysponowany był zawodnik zastępującego bramkarza, a później już nominalny bramkarz. TS w końcu udało się wcisnąć piłkę do siatki, choć kłopotów z tym mieli naprawdę dużo. Do przerwy zobaczyliśmy tylko jedną bramkę dla gości, i z nadziejami na więcej goli czekaliśmy na drugie 25 minut. Nasze nadzieje nie okazały się złudne, bo w końcu obydwa zespoły ruszyły do jeszcze mocniejszych ataków, które przyniosły bramki. W zespole gospodarzy dwoił się i troił Arkadiusz Bieniek, który zdobył swoją bramkę, choć okazji na podwyższenie swojego dorobku było znacznie więcej. W zespole gości ciężko wyróżnić któregoś z zawodników, bo tam funkcjonował kolektyw, każdy z zawodników miał wpływ na grę swojej drużyny. Tornado wygrało to spotkanie 5:2 i na 4 kolejki przed końcem sezonu traci do bezpiecznej strefy w tabeli już tylko 5 punktów. Walka o utrzymanie nabiera rumieńców. 

Reklama