reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

W meczu pomiędzy East Team, a Stado Szakali to goście byli faworytami, przynajmniej na papierze. Zgodnie z planem otworzyli wynik spotkania, ale to było ostatnie trafienie w tej połowie. East Team jak natchnieni szybko operowali piłką i z wielką swobodą kreowali sytuacje podbramkowe, które bardzo skutecznie egzekwowali na kolejne bramki. Szakale nieco zaskoczeni takim obrotem sprawy nie byli w stanie zatrzymać drużyny rywali w tej części gry, byli bezsilni, kompletnie brakowało im recepty na zatrzymanie naporu Azamata Turlanova i jego kolegów, którzy bardzo dobrze funkcjonowali w ataku pozycyjnym. Do przerwy East Team prowadzili pewnie 5:1. Po zmianie stron gospodarze nadal kontrolowali przebieg spotkania, jednak w odpowiedzi Szakale zacieśnili szyki obronne, a to przyczyniło się do tego, że z minuty na minuty zmniejszali różnicę do przeciwników, grali cierpliwie, ale skutecznie. Głównie za sprawą efektownego duetu Olek Osowski wraz z Kamilem Ceranem, których dzielnie wspierał Maurycy Ostaszewski. Do ostatnich minut trwała gonitwa Stada Szakali i mimo że East Team strzelał kolejne bramki to w ostatecznym rozrachunku determinacja ligowców występujących w szeregach Stada Szakali wpłynęła na to, że wyrwali punkt w końcówce spotkania, potwierdzając, że są kandydatem do awansu. Ostatecznie wynik remisowy po szalonej końcówce 8:8, co potwierdziło, że nie można odpuścić podczas meczu nawet przez chwilę.

2
11:30

Niedziela siedemnastego października bieżącego roku i mecz piątej ligi, pomiędzy FC Albatros, a Pragą Warszawa – czyli pojedynek na szczycie. Najlepsza defensywa przeciwko jednej z najlepszych ofensyw, kapitalny Michał Karaś kontra Patryk Pawłowski. Mecz już na samym papierze rozpieszczał nas – obserwatorów, boiskową jakością. Mimo dobrej pierwszej połowy dla graczy z prawego brzegu Wisły i prowadzenia 2:3, finalnie nie udało się im dowieźć wyniku do końca. Nie myślmy jednak, że ekipie, w której między słupkami stoi Piotr Arendt przyszło to z łatwością. Ostatni kwadrans tej rywalizacji to prawdziwy rollercoaster w wykonaniu aktorów tego widowiska. Prowadzenie gry i sam wynik zmieniały się bowiem, niemalże co akcje. Obydwie ekipy otworzyły się w stu procentach – stawiając wszystko na jedną kartę. Brak kalkulacji i chęci spokojnego remisu, wiążącego się z podziałem punktów, sprawiły, że spotkanie to, było jednym z lepszych tego dnia - na obiektach przy Vincenta van Gogha 1. Mimo finalnej wyższości Albatrosów i fantastycznej dyspozycji strzeleckiej - wcześniej wymienionego Michała Karasia (trzy bramki), nie można doszukiwać się sprawiedliwości w hipotetycznym zwycięstwie żadnej ze stron. Nie mówimy jednak, że wynik 7:5 na korzyść gospodarzy nie jest zasłużony. W kontekście ligowej rywalizacji oznacza to również, że drużyny zrównały się punktami, a na sam rewanż w kolejnej rundzie zacieramy ręce z niecierpliwością.

3
12:00

ADP Wolska Ferajna w meczu z Sante od pierwszych minut musiała być czujna, ponieważ ich rywale w ubiegłej kolejce boleśnie przegrali, z lepiej dysponowanymi Stadem Szakali. Gospodarze na przekór rozpoczęli spotkanie bardzo dynamicznie, z werwą i co najważniejsze ofensywnie. Wynik spotkania gospodarze szczęśliwie otworzyli po samobóju rywala. Obie ekipy raczej nie forsowały pressingu na całym placu, grały ekonomicznie, dzięki czemu nacierali szybkimi atakami na bramkę rywali. Końcówka pierwszej połowy była dramatyczna, ADP wyszło na dwubramkowe prowadzenie, by chwilę później stracić bramkę na rzecz Łukasza Stefaniaka, a także sprokurowali rzut karny, który jednak został przestrzelony. Do przerwy 2:1. W drugiej części spotkania Sante przycisnęli, zepchnęli rywali do głębokiej obrony, wśród której szeregach pojawiało się zdecydowanie zbyt dużo komentarzy. Sante napierw wyrównało, by później wyjść na prowadzenie. Gospodarze mimo nieprzychylnych okolicznościach byli w stanie utrzymać się w grze. Głównie dzięki Kamilowi Jagiełło, który wybronił rzut karny. W tym spotkaniu widzieliśmy również mnóstwo twardej i ostrej walki pomiędzy ligowcami, kiedy czasami górę brały nerwy. Ostatecznie bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Łukasz Stefaniak, który mimo przestrzelonego karnego „wyciągnął" wynik na 4:6. Mimo porażki Wolska Ferajna powinna jak najszybciej zapomnieć o tym rezultacie, ponieważ za tydzień kolejna okazja na zdobycie punktów w ligowej tabeli.

4
14:00

Ilość zdarzeń jaka miała miejsce w tym spotkaniu spokojnie wystarczyłaby na całą kolejkę w 5 lidze. Dość długo nic nie wskazywało na to, że tak wiele będzie się działo w tym meczu. Były szanse na zdobycie bramek z jednej czy drugiej strony, ale na pierwsze trafienie musieliśmy czekać aż do 12 minuty, a było to... trafienie samobójcze zawodnika Przypadkowych Grajków. To nie podłamało gospodarzy i już chwilę później mieliśmy remis. Na przerwę schodziliśmy jednak przy wyniku 1:2 po bramce Michała Sztajerwalda. Znacznie więcej działo się po przerwie. Doszło bowiem do sytuacji, w której Przypadkowe Grajki zdobyły bramkę na 2:2, ale zawodnicy Munji protestowali wskazując, że rywale podczas akcji bramkowej dokonali nieprawidłowej zmiany. Po konsultacji, sędzia postanowił uznać bramkę, bo zawodnik, który wszedł na boisko, nie brał czynnego udziału w akcji, oraz ukarać Grajków karą za złą zmianę. Nie minęło zbyt wiele czasu, a tu znów mieliśmy dużą kontrowersję. Tym razem to gospodarze protestowali po tym jak Marek Reszczyński zagrał piłkę ręką na skraju pola karnego. Trudno było jednak jednoznacznie ocenić czy rzeczywiście bramkarz Munji zagrał piłkę poza polem karnym, a z powtórek wynikało, że jednak zrobił to w „szesnastce" i goście wciąż grali w pełnym składzie. Od tego momentu, Munja odjechała rywalowi. Na 10 minut przed końcem meczu było już 2:6 i nawet bramka Krzysztofa Stachowicza na 3:6 nie poderwała Przypadkowych Grajków do walki. Munja konsekwentnie punktowała swojego rywala i ostatecznie skończyło się na wyniku 4:10. Z pewnością będzie to mecz, który na długo zapadnie w pamięci obu ekipom.

5
19:00

Meczem kończącym zmagania w 5 lidze był właśnie pojedynek Tornado z Młodymi Wojownikami. Spotkanie zaczęło się od ataków gości, które dość szybko przyniosły oczekiwany efekt. Bramkę na 0:1 zdobył Adrian Kłoskowski po podaniu Łukasza Skwarnika. Przez dłuższy czas nie zobaczyliśmy więcej bramek, choć były ku temu okazje. W pierwszej części do siatki trafił jedynie Michał Nawrocki, po indywidualnej akcji, gdzie bardzo dobrze zabrał się z piłką i pewnie pokonał bramkarza rywali. Do przerwy mieliśmy więc wynik 1:1. Po zmianie stron, wciąż widzieliśmy zacięty pojedynek, choć nieco więcej pracy miał jednak Sebastian Szajkowski. Bramkarz Tornado parokrotnie dobrze interweniował, przez co BRD przez dłuższy czas zatrzymało się na tylko jednej bramce. Nie próżnowali za to zawodnicy z pola Tornado. Kapitalną bramką popisał się Arek Sajnog, a na 3:1 podwyższył Patryk Bejnarowicz i BRD zostało postawione pod ścianą. Musieli mocniej zaatakować, ale gospodarze do pewnego momentu dobrze się bronili. Końcówka należała jednak do BRD. Zdobyli w końcu bramkę kontaktową, a w utrzymaniu jednobramkowej przewagi nie pomogła jeszcze Tornado żółta kartka dla jednego z zawodników. Do tego widzieliśmy niemal identyczną sytuację jak sprzed tygodnia w meczu Tornado – Albatros. Z rzutu wolnego wyrównał Adrian Kłoskowski, a później wynik na 3:4 ustalił Łukasz Sokołowski i znów gospodarze wypuścili zwycięstwo z rąk w ostatnich minutach. BRD walczyło do końca i to im się opłaciło, a Tornado musi szukać szczęścia w innych meczach.

Reklama