reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Patrząc na liczbę zawodników Munji z Sante przed meczem, mogliśmy prognozować, że gospodarze będą mieli ogromny problem z utrzymaniem sił przez cały mecz, a fakt, że Sante wróciło po kilku sezonach sprawiał, że zapowiadał się ciekawy mecz. I faktycznie okazało się, że Sante ma jeden cel na to spotkanie – pewne zwycięstwo. Już w 3. Minucie pierwszą bramkę zdobył Piotr Kowalski, mimo że Munja w kolejnych akcjach doprowadziła do sytuacji w której obiła słupek, to wydawało się z boku, że ten mecz będzie jednostronny. Kolejne minuty i kolejne stuprocentowe sytuacje wykreowane przez zawodników gości i wynik spotkania przede wszystkim w końcówce pierwszej połowy diametralnie uległ zmianie. Prowadzenie 0:5 przez Sante było mimo kilku akcentów rywali sprawiedliwe. Po zmianie stron bramkę dla Munji zdobył Robert Zając i mimo walki i chęci jego drużyny, ta iskierka nadziei nie przełożyła się na kolejne bramki. Munja ambitnie atakowała, ale „uderzała" jak głową w mur. Goście ewidentnie zaciągnęli hamulec ręczny i wyczekiwali ostatniego gwizdka, duża liczba zmian powodowała, że mimo tworzenia akcji brakowało konkretów. Nie zgodził się na to będący w świetnej dyspozycji Tomasz Cacko, który zdołał strzelić kolejną bramkę, jak się okazało ostatnią w tym spotkaniu. Ostatecznie Munja zaliczyła porażkę 1:6, natomiast Sante już za tydzień może potwierdzić, czy będą walczyli o górną połowę tabeli, czy był to po prostu ich dzień.

2
10:00

Na inaugurację nowego sezonu Tornado Squad mierzył się z Pragą Warszawa. Goście mieli czas na wypracowanie optymalnej formy, ponieważ rywalizowali z mocnymi zespołami w trakcie ligi letniej. Pierwsze minuty spotkania były bardzo spokojne. Obie drużyny nie forsowały tempa i badały na co mogą pozwolić sobie w grze z przeciwnikiem. Po kilku minutach meczu klarowała się przewaga gości w prowadzeniu gry. Po ładnie rozegranej akcji ofensywa gości rozłożyła obronę rywala na czynniki pierwsze po serii krótkich podań i Prażanie zdobyli pierwszą bramkę. Z ławki rezerwowej wyglądało to tak łatwo jakby grało się mecz w Fifę. Praga szybko podwyższyła prowadzenie, a tym razem z bramki mógł cieszyć się Patryk Pawłowski. Wszystko było pod kontrolą gości do momentu, gdy gospodarze założyli rywalom wysoki pressing, który przyczynił się do złego zagrania piłki przez jednego z defensorów Pragi, co poskutkowało stratą bramki. Jednak był to tylko wypadek przy pracy, a goście ponownie spokojnie zaczęli rozgrywać piłkę i często gościli pod polem karnym rywala. Widać było po ich zagraniach pomysł na grę, czego brakowało u gospodarzy. Tym razem po podaniu od Davida Zaubniaka ponownie na listę strzelców wpisał się Pawłowski. Goście z coraz większą łatwością przedostawali się w pole karne. Na 1:4 podwyższył Arek Garwacki, a zmasowana ilość dośrodkowań doprowadziła do bramki samobójczej rywali. Druga połowa przyniosła zmianę obrazu meczu. W porównaniu do pierwszej części gry to gospodarze zaczęli kreować więcej sytuacji do zdobycia bramki. Po jednej z nich piłka odbiła się od słupka i wylądowała w rękach bramkarza. Wystarczyła jedna składna akcja gości, aby po bramce Dariusza Pośniaka podwyższyli swoje prowadzenie. Mecz był już praktycznie rozstrzygnięty, a oba zespoły zwolniły tempo rozgrywania akcji. Po jednym z ostatnich zrywów Michał Nawrocki zdobył bramkę dla swojego zespołu, ale przewaga rywali była już zbyt ogromna, aby zmienić losy spotkania. Wynik meczu na 2:7 ustalił po przeprowadzeniu kontrataku Arek Garwacki.

3
11:00

Zarówno ADP Wolska Ferajna, jak i Przypadkowe Grajki rozpoczęli nowy sezon z wielkim entuzjazmem, obie ekipy nie kombinowały, tylko przy jak najmniejszej liczbie podań dążyli do stworzenia podbramkowych sytuacji. Przy takim stylu gry taktyka schodziła na drugi plan, ale dobrze to się oglądało. Wynik spotkania otworzył Czarek Majewski, który znalazł się w odpowiednim miejscu i huknął z półwoleja nie dając szans bramkarzowi rywali. Goście po chwili skutecznie wyrównali, po składnej dwójkowej akcji. Mecz był bardzo otwarty z duchem gry fair play i w skutek tego sędzia interweniował tylko w niejednoznacznych sytuacjach. Do przerwy mieliśmy sytuacje z obydwu stron i ostatecznie wynik był remisowy - 2:2. W drugiej połowie goście nadal podtrzymywali dobre tempo, co przerodziło się najpierw na strzał w słupek, by w kolejnych minutach budować przewagę nad rywalami. Głównymi autorami takiego stanu rzeczy byli Mateusz Adamowicz oraz Jakub Palka, którzy bardzo dobrze współpracowali. I kiedy wydawało się, że APD nie podniesie się ze stanu 2:5, to gracze Wolskiej Dumy byli w stanie dołożyć kolejne dwie bramki i można sądzić, że gdyby mecz trwał dłużej, to na fali byliby w stanie choćby wyrównać stan meczu. Determinacja i ich dążenie do przełamania doprowadziło ich do wyjścia z opresji. Mimo, że nie osiągnęli celu, a ostatecznie przegrali 4:5 po przyjemnym dla oka widowisku, to takie spotkanie może napędzić ADP do zdobycia punktów w kolejnych spotkaniach. Przypadkowym Grajkom należy natomiast pogratulować świetnego przygotowania i zdobycia 3 punktów w pierwszym meczu.

4
12:00

O ile zawodników BRD Young Warriors znamy bardzo dobrze z poprzednich sezonów, o tyle gracze East Team byli dla nas zupełną nowością. Przed meczem dowiedzieliśmy się, że jest to mix piłkarzy z Kazachstanu, Uzbekistanu oraz Polski. Bardzo ciekawa mieszanka, a jak wiadomo, Liga Fanów jest bardzo otwarta na ekipy z każdej części świata. Spotkanie od początku układało się pod dyktando gospodarzy i było wyraźnie widać, że goście w czerwonych strojach przechodzili szok bojowy. Zdecydowanie nie brakowało im indywidualnych umiejętności, jednak gubili się w obronie, a bardzo dużo akcji ofensywnych kończyło się niepowodzeniem. Jeżeli chodzi o grę BRD, to "dzień konia" miał Kajetan Gramza. To właśnie on, po akcji kombinacyjnej z Arkiem Bieniek, otworzył wynik spotkania. Co ciekawe, ten sam zawodnik strzela bramki na 2:0 oraz 3:0, kompletując klasycznego hat-tricka bardzo szybko. Wynik pierwszej odsłony na 4:0, po dobrym podaniu Pawła Naszkiewicza, ustalił Artur Danisz. Początek drugiej połowy to nadal spory chaos w wykonaniu "Wschodu", czego dowodem była bramka Huberta Piętki, który dopadł do bezpańskiej piłki i pewnie pokonał Nikite Galenchenko. Kiedy wydawało się, że goście nie mają szans na pozbieranie się, zdarzyło się coś niespodziewanego. Sygnał do pogoni dał Alikhan Kamaladdin, dobijając piłkę odbitą rykoszetem od obrońcy gospodarzy. Świetnie zaprezentował się w tym okresie Bauyrzhan Zhanuzakov, którego trzy trafienia na 6:2 oraz 6:4, a szczególnie to na 6:5 napędziły kolegów z zespołu. Pojawiła się szansa na walkę o punkty i zrobiła się niesamowicie ciekawa końcówka meczu. Zimnej krwi nie zabrakło jednak bohaterowi z pierwszej części meczu, Kajetanowi Gramzie, który po asyście Adriana Kłoskowskiego ustalił wynik potyczki na 7:5, a gracze BRD mogli świętować komplet punktów już w inauguracyjnym spotkaniu.

5
18:00

Na inaugurację rozgrywek FC Albatros podejmował Stado Szakali, którzy zaliczają debiutancki sezon w Lidze Fanów. Było to kolejne spotkanie, w którym ciężko było wytypować, kto z niego wyjdzie zwycięsko. Od pierwszych minut można było zobaczyć większą pewność gry po stronie gospodarzy, którzy mieli też pomysł na przedostawanie się w pole karne rywala. Niepewność w szeregach defensywnych Szakali przyczyniła się do sprokurowania rzutu karnego, którego ostatecznie wyraźnie przestrzelił Cezary Małecki. Wedle przysłowia niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, tak też było i w tym przypadku. Bartosz Jakóbczyk zamienił podanie od Aleksandra Osowskiego na bramkę dając gościom prowadzenie. Szakale łapali z każdą minutę więcej pewności w grze. Przyczyniło się to do podwyższenia prowadzenia przez Osowskiego. Jednak w przeciągu kilkudziesięciu sekund Albatros złapał kontakt po trafieniu Michała Kowalczyka. Ta sztuka udała mu się drugi raz przed zejściem na przerwę doprowadzając tym samym do remisu. W drugiej części spotkania Albatros zostawiał sporo wolnej przestrzeni rywalom przed ich polem karnym, co skutkowało ostrzałem bramki Piotrka Arendta. Niestety musiał on skapitulować po strzale Jakóbczyka, który dał ponowne prowadzenie gościom. Gospodarze też mieli swoje okazję do strzelenie bramki, ale to Szakale byli w tym bardziej skuteczni i po bramce Kamila Cerana prowadzili już 2:4. Kilka minut później po jednej z akcji udało się Małeckiemu wpakować futbolówkę do siatki rewanżując się tym samym za przestrzelonego karnego na początku spotkania. Jednak Szakale zdążyli szybko odpowiedzieć, aby zachować bezpieczną przewagę nad rywalem i dowieść korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. W ostatnich minut meczu Małecki ponownie wpisał się na listę strzelców dając jeszcze nadzieję kolegom z zespołu na zdobycie choćby jednego punktu w tym spotkaniu. Niestety zabrakło już im na to czasu i ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:5.

Reklama