reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

4 kolejkę rozpoczęliśmy od dwóch spotkań 5 ligi. Na arenie Grenady na boisku A mierzyli się ze sobą gracze Tornado i ADP. Samo spotkanie jednak nie wskazywało na to, że te zespoły zajmują miejsca w dolnej części tabeli. Szczególnie nieźle od pierwszych minut prezentowało się ADP, które dość szybko objęło prowadzenie, po strzale z dystansu Pawła Roguskiego. Na 0:2 podwyższył Mateusz Nejman po fatalnym błędzie obrońcy. Zawodnik Tornado, będąc przy linii bocznej zagrał piłkę piętką do bramkarza, ale ta go minęła i Mateusz musiał tylko dostawić nogę. Trzecie trafienie to powtórka pierwszego – ponownie z dystansu trafił Paweł Roguski. Gospodarzom trudno było przebić się i stworzyć dogodną sytuację strzelecką pod bramką Kamila Jagiełły, a na domiar złego stracili jeszcze czwartą bramkę. Dopiero w końcówce pierwszej części udało się przełamać Tornado i zdobyć bramkę na 1:4. W drugiej połowie prowadzenie ADP podwyższył Adam Szczygielski i właściwie przewaga ADP była już dość wyraźna. Dopiero później do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, ale zazwyczaj ich akcje kończyły się co najwyżej na rzutach wolnych przed polem karnym. W końcu udało się Tornado zdobyć drugą bramkę, ale chwilę później znów do bramki trafili zawodnicy Wolskiej Ferajny. Końcowy wynik na 3:6 ustalił Arek Sajnog. ADP po dobrych zawodach, zasłużyło na zwycięstwo. Tornado natomiast musi czekać na pierwsze punkty do listopada.

2
08:00

Przypadkowe Grajki rozgrywają bardzo ciekawy sezon, bo choć nie widać tego po wynikach w tabeli, to niemal każdy mecz z ich udziałem dostarcza niemałych emocji. Tak było i tym razem, kiedy ekipa Czarka Klimkowskiego podejmowała East Team. Obie drużyny prezentują zbliżony poziom i nie miały ze sobą styczności do tej pory, przez co początek wyglądał trochę jak badanie terenu i sprawdzanie dyspozycji bramkarzy strzałami z dystansu. East Team był bliski zdobycia gola po zamieszaniu pod bramką Mateusza Tuzina, ale golkiper w ostatniej chwili wybił piłkę z linii bramkowej. Obie drużyny cierpiały na potworny brak celności i długo musieliśmy czekać na pierwsze trafienie, a to przyszło dopiero po kwadransie gry. Bauyrzhan Zhanuzakov dostał piłkę po precyzyjnym dośrodkowaniu i strzelił praktycznie nie do obrony, ale golkiper Przypadkowych popisał się fenomenalną paradą, a wyprowadzona kontratak skończył się golem strzelonym przez Mateusza Adamowicza. Nie minęły dwie minuty i bramkę wyrównującą strzelił Zhasulan Kamantay, a Przypadkowe Grajki z zaskoczenia znów wyszły na prowadzenie po golu Piotra Pieńkowskiego. W ostatniej akcji pierwszej połowy gola do szatni strzelił Mateusz Adamowicz i sytuacja East Teamu była daleka od komfortowej. W drugiej połowie Kazachowie wyszli zupełnie odmienieni, a koncertowy popis umiejętności urządził Adilet Akkigarov. W 31 minucie asystował przy golu Alpamysa Suleimenova, a chwilę później wyłożył piłkę Bauyrzhanowi Zhanuzakovowi, a ten nie dał szans golkiperowi Przypadkowych i mieliśmy remis 3:3. Adilet odwalił kawał solidnej roboty tak w ataku jak i obronie i zwieńczeniem jego zaangażowania była bramka z 43 minuty, która wyprowadziła East Team na prowadzenie. W końcówce tempo meczu wzrosło i Przypadkowe Grajki szukały drogi do bramki Nikity Galenchenko, ale zabrakło skupienia i pomysłu na coraz lepiej grający zespół gości. Kropkę nad i pod sam koniec meczu postawił Adilet Akkigarov strzelając gola na 3:5, w ten sposób przypieczętowując imponujący triumf East Teamu.

3
11:00

Piąta liga uchodzi za bardzo wyrównaną i również ten mecz można zdecydowanie opisać w taki sposób. Nie było tak jednak od początku. W pierwszych minutach dominowali Albatrosi i to oni oddawali dużo strzałów na bramkę, jednak przewrotnie do tego co widzieliśmy na boisku – pierwszego gola strzeliło Sante. Była to zasługa Piotra Kowalskiego przy asyście Dariusza Suchenka. Od tego strzału goście złapali wiatr w żagle i coraz więcej akcji działo się w polu karnym przeciwnika. Kolejne dwie bramki, które padły po sobie ekspresowo, strzelił Michał Rzeczkowski i Sebastian Łuczak chwilę później. Sędzia w pierwszej połowie pokazał jeden żółty kartonik oraz postanowił ukarać Albatrosów dyktując rzut karny. Adam Lewandowski nie przepuścił tej okazji i wspaniale go wykorzystał. Trzecią bramkę zdobył Tomasz Kawalec z niesamowitego uderzenia głową. Do przerwy wynik wyniósł 3:3 i gol Kawalca był w tym meczu ostatnim ponieważ druga połowa, mimo tego, że obfitowała w akcje podbramkowe, to żadna z nich nie zakończyła się golem. Szczególną uwagę warto zwrócić na świetną defensywę Albatrosów oraz ich gracza - Cezarego Małeckiego, który fenomenalnie przechwytywał piłki. Drużyny zebrały po jednym punkcie i obecnie FC Albatros plasuje się na trzecim miejscu, a Sante na szóstym.

4
11:30

Niedziela, 24 października 2021, przejdzie do historii światowego futbolu. Barcelona przegrała czwarte El Clasico z rzędu, Salah ustanowił szereg rekordów na Old Trafford, a Praga Warszawa zremisowała ze Stadem Szakali. Taki to był mecz, prawdziwe partidazo! Umiejętności techniczne prażan to również najwyższa półka. Już na początku Artur Markiewicz wykonał zwód, przypominający odwrócone Sombrero Flick, z którego słynął wybitny Jay-Jay Okocha (choć napastnika błękitnych koszulek nazywano Maradoną). Z drugiej strony dobrze wiemy, że nikt "sam meczu nie wygra", więc Zaubniak i Shota Jilbladze wzięli się za klepkę i w ten sposób zdobyli bramkę na 1:0. Szakale nie zamierzali jednak odpuścić. Kamil Ceran, absolutny bohater tego spotkania, przejął piłkę w środku pola i uderzył na bramkę. Na szczęście dla niego golkiper rywali popełnił błąd, więc wynik znów był wyrównany. Końcówka pierwszej połowy cechowała się tymi samymi wyróżnikami - reprezentanci Stada uderzali z dystansu, a gracze Pragi imponowali umiejętnościami technicznymi. W drugiej części meczu wyglądało to podobnie, a gra dalej była bardzo wyrównana. Gdy tylko prażanie poprawili rezultat bramkowy to Kamil Ceran trafił do bramki, ponownie wykorzystując nie najlepszą dyspozycję bramkarza. Później ten sam zawodnik trafił jeszcze w poprzeczkę z rzutu wolnego (obrońca wybił z bramki), podkreślając rosnącą przewagę Szakali. Niewykorzystane okazje się jednak zemściły, bo kapitan drużyny Pragi, Patryk Pawłowski, emanował ogromną wolą walki i zawzięciem - przejął piłkę, przeprowadził fantastyczny rajd i po bramce zaprezentował szaloną i emocjonalną radość. Niedługo później na 4:2 trafił Orzechowski, podcinając piłkę na pustą bramkę, po wcześniejszym przechwyceniu jej od bramkarza przeciwnika. To co wydarzyło się później zaskoczyło wszystkich. Najpierw Ceran dostał kolejną szansę na trafienie z rzutu wolnego - tym razem ją wykorzystał, a później poklepał z Jakóbczykiem i zdobył czwartą bramkę, dającą wyrównanie! W końcówce było jeszcze trochę ciekawych sytuacji (m.in żółta kartka dla Jaszczołta z Szakali i ataki obu drużyn), ale ostatecznie trzeba było zadowolić się podziałem punktów. Emocje utrzymywały się jeszcze na długi czas po ostatnim gwizdku sędziego, ale to już nie miało wpływu na finalny rezultat. Trzeba przyznać, że było to fantastyczne spotkanie, a odczucia piłkarzy udzielały się również obserwatorom. Do teraz na samo wspomnienie mamy ciarki!

5
18:00

Munja przystępowała do tej rywalizacji poważnie osłabiona, bo na boisku stawiło się jedynie 5 zawodników gospodarzy. Musieli już więc na starcie dawać z siebie znacznie więcej i można było zadać sobie pytanie, jak długo Munja wytrzyma kondycyjnie. O dziwo radziła sobie całkiem nieźle. Gracze BRD jakby mając z tyłu głowy to, że grają o jednego więcej, nie potrafili znaleźć skutecznego sposobu na przedostanie się pod bramkę rywala i nie potrafili wejść w odpowiedni rytm. Na pierwszą bramkę czekaliśmy aż do 10 minuty, kiedy w końcu niemoc gości przełamał Łukasz Sokołowski. BRD nie poszło jednak za ciosem i taki wynik utrzymywał się jeszcze przez parę minut. Munja mocno się broniła, ale jak nadarzała się okazja, to zawodnicy próbowali coś zdziałać i w ofensywie. Czasem najprostsze środki są jednak najskuteczniejsze i na 7 minut przed końcem pierwszej części mieliśmy... 1:1. Na mocny strzał z dystansu zdecydował się Michał Sztajerwald i byliśmy świadkami niemałej niespodzianki. Nie udało się jednak utrzymać takiego rezultatu. Łukasz Skwarnik ustalił wynik do przerwy na 1:2. Po zmianie stron już na początku drugiej części błąd w rozegraniu piłki przez Munję wykorzystał Paweł Naszkiewicz i BRD odskoczyło na dwie bramki. Kolejne trafienia wydawały się już kwestią czasu, ale ostatecznie skończyło się na 6 golach po stronie BRD. Munja zatrzymała się na jednym trafieniu z pierwszej części, ale i tak za postawę i walkę do końca należą im się brawa. BRD w pełni wykorzystała osłabienie rywala i zgarnęła kolejny komplet punktów.

Reklama