Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 5 Liga
Mecz Munji z Tornado zaczął się od dwóch szybkich ciosów gospodarzy. Już po około 5 minutach prowadzili 2:0 po dwóch golach Roberta Zająca. Po takim początku można było przypuszczać, że to spotkanie może się skończyć wysoką wygraną Munji. O dziwo, rywale wcale się nie podłamali, nie wywiesili białej flagi, a wręcz przeciwnie, toczyli wyrównany bój z rywalem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zliczając wszystkie dogodne sytuacje bramkowe, to Tornado wcale nie odstawało od oponentów. Jeszcze w pierwszej części, przy lepszej skuteczności, goście mogliby przynajmniej wyrównać. W premierowych 25 minutach jednak więcej goli już nie oglądaliśmy i do przerwy utrzymał się wynik 2:0. Po zmianie stron Tornado udało się zdobyć bramkę kontaktową, której autorem był Patryk Bejnarowicz. Można było liczyć na to, że po tym golu w gości wstąpi większa wiara w to, że uda się odwrócić losy meczu, ale niestety nie trwało to długo. W polu karnym tak niefortunnie piłka odbiła się od zawodnika Tornado, że ta zmyliła bramkarza i wpadła do siatki. Chwilę później Michał Sztajerwald strzelił na 4:1 i właściwie można powiedzieć, że było już po meczu. Munja miała już wystarczającą przewagę, by dowieźć zwycięstwo do końca. Jeszcze Tomasz Wiśniewski nieco zmniejszył rozmiary porażki, ale po końcowym gwizdku kolejna przegrana Tornado stała się faktem.
W niedzielny poranek na Grenady jako pierwsze do rywalizacji przystąpiły ekipy Pragi Warszawa z ADP Wolską Ferajną. Goście tego dnia mieli kłopot ze składem i na mecz stawili się w zaledwie pięciu. To nie zwiastowało łatwej przeprawy tym bardziej, że gospodarze jak zawsze mocno nastawili się na kolejne punkty i umocnienie się na szczycie tabeli. Pierwsze minuty to szybkie bramki Artura Markiewicza. Przy stanie 3:0 było wiadomo, że ten pojedynek będzie jednostronnym widowiskiem. Ekipa Kamila Jagiełło starała się ustawić szyki obronne i czyhała na ewentualne kontry. Po przechwycie Adama Wiśniewskiego nadarzyła się okazja na bramkę i efektownym rajdem przez całe boisko popularny Wiśnia strzelił gola na 3:1. To były jednak sporadyczne sytuacje bo w całej pierwszej połowie dobrze zorganizowana defensywa Pragi na zbyt wiele nie pozwalała swoim rywalom. Jeszcze przed przerwą ponownie obrońca gości z rzutu wolnego trafił do bramki przeciwników i wynik do przerwy nie był taki zły jak na okoliczności z jakimi musieli się mierzyć zawodnicy ADP Wolskiej Ferajny. Po 25 minutach mieliśmy rezultat 5:2. Po zmianie stron z każdą minutą goście opadali z sił, a gospodarze starali się zdobyć jak najwięcej bramek, które mogą się liczyć na koniec sezonu. W ataku szczególnie aktywny był jak zawsze Patryk Pawłowski, a znakomitą robotę i sporo niezłych akcji przeprowadzał Artur Markiewicz. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 12:3 i z perspektywy gry przez całe 50 minut w zaledwie pięciu zawodników brawa za walkę dla teamu Kamila Jagiełły. Praga Warszawa natomiast zdobywa kolejne cenne trzy punkty i widać że chce zakończyć rundę w fotelu lidera.
W przedmeczowych zapowiedziach stawialiśmy, trochę wbrew tabeli, na wygraną Przypadkowych Grajków. I przynajmniej w pierwszej części meczu wydawało się, że ten typ nie był wcale taki kontrowersyjny. Już w 4 minucie gospodarze wyszli na prowadzenie, za sprawą Macieja Krupińskiego. Parę minut później było już 2:0 po bramce tego samego zawodnika i byliśmy świadkami małej niespodzianki. Grajki cofnęły się na własną połowę, wciągając w nią swoich rywali, którzy atakowali nawet całą piątką. To dawało przestrzeń Grajkom do kontr i często nawet jednym długim podaniem potrafili przenieść się pod bramkę rywala z groźną akcją. Niestety dla nich, nie wykorzystali wszystkich swoich okazji i w dalszej części meczu to się zemściło. Ataki Szakali w końcu przyniosły efekty, choć pierwszą bramkę zdobyli z rzutu wolnego. To przełamało szczelną do tej pory obronę Grajków i jeszcze przed przerwą Szakale wyszli na prowadzenie 2:3. W drugiej połowie sprawy w swoje ręce wziął Kamil Ceran. To on dyrygował grą Szakali i zdobył dwie bramki, dzięki którym jego zespół odskoczył rywalowi na 2:5. Od tego momentu goście powiększali swoje prowadzenie, jednocześnie grając znacznie swobodniej w ataku. Szybka wymiana piłki i dobrze dopracowane sytuacje strzeleckie zamieniały się na kolejne gole dla tej drużyny. Przy stanie 2:8 Grajki jeszcze raz trafiły do siatki, ale ten gol za wiele nie zmienił w obrazie gry. Ostatecznie skończyło się na 3:10, choć z przebiegu całego spotkania Przypadkowe Grajki nie zasłużyły na aż tak wysoką porażkę.
Od pierwszych minut w meczu Sante z BRD Young Warriors w ramach 7.kolejki było pozostawione przez zawodników obu drużyn dużo miejsca, co pozwalało wykorzystywać przewagi w pojedynkach 1vs1. BRD na początku meczu dwukrotnie bardzo groźnie przeprowadzili kontrataki, jednak dopiero po pięknym strzale zawodnika gości piłka odbiła się od poprzeczki I trafiła w plecy bramkarza. Kolejny gol dla gości padł po błędzie gospodarzy i mieliśmy już 0:2. Sante, do czego nas już przyzwyczaili z minuty na minutę się rozkręcali, czym dawali wyraz w postaci liczby wypracowanych ataków. Tak zdominowali ten fragment gry, że potrafili zremisować I wyjść na prowadzenie jeszcze przed przerwą na 3:2. Po zmianie stron rywale szybko się otrząsnęli i to oni zaczęli prowadzić grę podobnie jak to miało miejsce na początku pierwszej połowie. Prym wiódł Arkadiusz Bieniek. Gra nam się trochę podostrzyła, ale sędzia potrafił skutecznie zareagować, czym ochłodził zapędy ligowców do ostrej, często niepotrzebnej gry. Sante na czele z Adamem Lewandowskim nie byli w stanie wytrzymać kondycyjnie trudów spotkania i dzięki również temu przewaga rywali doprowadziła do zwycięstwa BRD Young Warriors 4:6, które im się należało z perspektywy obrazu całego spotkania.
Ten mecz miał przynieść nam odpowiedz na pytanie, czy East Team jest drużyną, która może bić się z najsilniejszymi o mistrza piątej ligi. Z drugiej strony Albatros miał udowodnić, że zasługuje na miano nazywania ich najsilniejszymi w lidze. Spotkanie było rozgrywane w bardzo dobrym tempie, dużo się działo pod bramkami obu bramkarzy, tylko gdzieś w ostatnim momencie waga meczu chyba paraliżowała napastników jednych i drugich. W pierwszej połowie oglądaliśmy trzy bramki, 2 dla East Teamu i jedna dla Albatrosów. W drugiej połowie, jak to przy spotkaniach takiej rangi, w dodatku przy stykowym wyniku zaczęło pojawiać się trochę uszczypliwości z obydwu kierunków, na szczęście wszystko było w granicach rozsądku i mecz dalej toczył się swoim dobrym, szybkim tempem. Zespół gospodarzy mógł podwyższyć prowadzenie, po niedozwolonym zagraniu we własnym polu karnym sędzia był zmuszony podyktować rzut karny, ale Piotrek Arendt wyczuł intencje strzelającego i wybił piłkę do boku. Druga połowa to również trzy gole, tylko, że dla dla zespołu gości i jeden dla East Teamu. Wynik 3:3 i na tyle pytań przed rozpoczęciem spotkania nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi, ale to dobrze, bo widać jak czołowe drużyny w tej lidze są wyrównane.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)