Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 5 Liga
Tylko 25 minut trwał mecz Munji ze Stadem Szakali. Niestety goście przyszli na mecz jedynie w pięciu, ale mimo to podjęli rękawicę i wyszli na to spotkanie. Munja, czego nie trudno się domyślić, od początku miała przewagę, co udokumentowała dwiema bramkami już w pierwszych minutach, z czego jedna padła po samobóju zawodnika Szakali. Wiadomo było, że Munja tego zwycięstwa nie wypuści z rąk i pozostawało pytanie ile bramek zaaplikuje przeciwnikom. Niestety, zbyt długa zabawa pod bramką przeciwnika sprawiła, że Munja wielu sytuacji po prostu nie wykorzystała. Szakale próbowały pojedynczych zrywów, ale widać było, że coraz mocniej opadają z sił. Mimo to udało się oddać parę celnych strzałów, lecz nie były one zbyt groźne. Do przerwy wynik brzmiał 5:0. Niestety na drugą połowę Szakale już nie wyszły – zgłosili kontuzje u dwóch zawodników, które uniemożliwiały im dalszą grę, przez co sędzia musiał przedwcześnie zakończyć to spotkanie. Mamy nadzieję, że goście w następnej kolejce stawią się w pełnym składzie. Munja natomiast łatwo dopisała sobie cenne 3 pkt, które mogą mieć ogromne znaczenie na koniec sezonu.
Dużo bardziej wyrównany mecz oglądaliśmy w starciu Sante – FC Albatros. Dość długo utrzymywał się bezbramkowy remis – obie ekipy jakby wyczekiwały na to, co pokaże przeciwnik. Na pierwszą bramkę czekaliśmy aż 15 minut i przez ten czas ataki były raczej nieśmiałe z jednej i drugiej strony. W kolejnych 10 minutach meczu jakby rozwiązał się worek z bramkami. Pierwsi prowadzenie objęli zawodnicy Sante, ale nie minęło zbyt wiele czasu, a w przeciągu jednej minuty Albatrosy zdobyły dwie bramki i wyszły na prowadzenie. Końcówka pierwszej części to już wymiana cios za cios. Najpierw Patryk Ułasiuk wyrównał, by minutę później Michał Karaś znów wyprowadził Albatrosy na prowadzenie, natomiast ostatni akcent pierwszej części to bramka na 3:3 Tomasza Cacko. W drugą część znacznie lepiej weszli zawodnicy Sante, dało się odczuć, że ich kolejna bramka wisi w powietrzu. Jeszcze na samym początku Albatrosów uratował bramkarz i słupek, ale chwilę później piłka już znalazła drogę do siatki – Tomasz Cacko po raz drugi wpisał się na listę strzelców, a pięć minut później Leszek Piotrowski wykorzystał świetne prostopadłe podanie, wyszedł sam na sam z bramkarzem i nie dał szans Maciejowi Dyjewskiemu. Goście dopiero po zdobyciu bramki kontaktowej na 5:4 odżyli i nabrali nadziei na chociażby remis. Do końca meczu pozostało wtedy już tylko ok 5 minut, ale ostatecznie Sante dowiozło korzystny wynik do końca.
Meczem do jednej bramki okazała się rywalizacja pomiędzy East Teamem z BRD. Jeszcze pierwsza połowa nie wskazywała na tak jednostronny wynik, ale mogło to wynikać z tego, że Młodzi Wojownicy przyszli na mecz jedynie w sześć osób i mogło im w pewnym momencie zabraknąć sił. W 11 minucie było 2:0 po dwóch bramkach Mislava Paic-Karega. Bramkę kontaktową dla BRD zdobył Adrian Nogieć i wydawało się, że goście jeszcze mogą powalczyć z rywalem. Jednak w końcówce pierwszej części East Team dołożył jeszcze dwa trafienia i do przerwy mieliśmy wynik 4:1. Druga połowa to już prawdziwy koncert w wykonaniu East Temu. Piłka niekiedy chodziła jak po sznurku pomiędzy zawodnikami gospodarzy, a akcje ofensywne były niezwykle płynne. To też przekładało się na sytuacja bramkowe, a co za tym idzie, na kolejne zdobywanie gole. Szczególnie prym w ofensywie wiedli Zhasulan Kamantay i Mislav Paic – Karega – pierwszy miał udział przy 6 golach, drugi przy 7. BRD nie miało zbyt dużo do powiedzenia – mimo ambitnego podejścia do meczu widać było, że East Team jest drużyną znacznie lepszą. BRD stać było już tylko na drugą bramkę w meczu, która padła na wynik 8:2, a ostatecznie skończyło się na 14:2. East Team w pełni wykorzystał potknięcia czołówki, a sposób w jaki zaprezentowali się w pierwszym meczu sprawia, że można śmiało pisać o tej drużynie w kontekście mistrzostwa.
W ramach 10 kolejki Tornado Squad w roli gospodarza podejmowało obecnego lidera 5 ligi Pragę Warszawę. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli Goście, którzy całą rundę jesienną pewnie utrzymywali się na szczycie ligowej tabeli. Natomiast Gospodarze usilnie trzymali się jej dołu nie zdobywając przy tym żadnego punktu. Praga weszła w ten mecz bardzo pewnie i długo utrzymywała się przy piłce nie dając rywalom ani sekundy wytchnienia. Zmasowany atak przyniósł Gościom prowadzenie, a autorem bramki była znana postać drużyny ze wschodniej strony Wisły, czyli Patryk Pawłowski. Po wyjściu na prowadzenie Praga zredukowała bieg z „5” na „2” i grała bardzo zachowawczo zostawiając więcej miejsca Tornado, które zaczęło utrzymywać się dłużej przy piłce. Rolę w meczu się odwróciły i coraz większe zagrożenie pojawiało się pod bramką Benickiego. Po raz pierwszy musiał skapitulować na rzecz Stokowca, który wyrównał stan spotkania. Obu drużynom udało się dowieźć do przerwy remis. Goście zaczęli na nowo tworzyć sytuacje bramkowe, ale tym razem bardzo solidnie w obronie zagrali defensorzy Gospodarzy. Początek drugiej części spotkania przyniósł Tornado Squad fenomenalną okazję na wyjście na prowadzenie, ale piłka obiła tylko słupek bramki rywala. Praga już coraz rzadziej wracała się za przeciwnikiem, czego skutkiem była strata kolejnego gola. Tym razem Kurowski wystawił na pustą bramkę do Kusaka, który z bliskiej odległości umieścił futbolówkę w siatce. Goście nie mogli na nowo złapać rytmu meczowego, a Tornado wyczuło swoją okazję na zdobycie pierwszych punktów w sezonie. Na 3:1 podwyższył Wiśniewski, ale Praga się nie poddawała i udało się jej zdobyć kontakt na 3:2, lecz dalej brakowało jej pomysłu na grę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:2, a worek z bramkami zamknął Kusak. Tym sposobem sensacja stała się faktem i Praga Warszawa traci punkty z Tornado Squad, co może być kluczowe przy końcowym układzie tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)