Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 5 Liga
W starciu BRD Young Warriors z Pragą Warszawa faworytem wydawali się zawodnicy gości. Przynajmniej w pierwszej połowie gracze Patryka Pawłowskiego w 100% potwierdzili te przewidywania. Właściwie w pierwszych 25 minutach przewaga Pragi była dość wyraźna, co miało też odzwierciedlenie w wyniku spotkania. Pierwszą bramkę w tym spotkaniu zdobył Paweł Orzechowski, chwilę później po dobrze rozegranym rzucie wolnym podwyższył Shota Jilbladze i od tego momentu Praga sukcesywnie i konsekwentnie powiększała swoją przewagę, przy czym ataki Young Warriors były dość sporadyczne. Przy wyniku 0:2 uaktywnił się Patryk Pawłowski – jeszcze w pierwszej części skompletował hat-tricka i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 0:5. Szóstą bramkę dołożył powracający po ciężkiej kontuzji Artur Markiewicz. BRD dopiero w końcówce się przełamało, kiedy to Paweł Naszkiewicz przejął piłkę i zdobył premierowego gola dla swojej ekipy. Ostatnie zdanie należało jednak do Pragi, bo tuż przed końcowym gwizdkiem Patryk Pawłowski ustalił wynik do przerwy na 1:7. Po takiej kanonadzie, niestety w drugiej części nie zobaczyliśmy już zbyt wielu goli. O dziwo znacznie lepiej po przerwie grało BRD, które miało kilka naprawdę dobrych okazji do strzelenia bramki, ale albo dobrze bronił golkiper rywali, albo strzały blokowali obrońcy Pragi. Goście natomiast zatrzymali się na siedmiu golach i nawet gra w przewadze nie pomogła w podwyższeniu rezultatu. W końcówce spotkania BRD dołożyło jeszcze jedno trafienie i mecz zakończył się wynikiem 2:7, choć jeśli gospodarze zagraliby cały mecz tak jak drugą połowę, prawdopodobnie ten rezultat byłby znacznie lepszy.
Sporo emocji ale i kawał dobrego futbolu widzieliśmy w niedzielny poranek na Grenady w wykonaniu East Teamu i ADP Wolskiej Ferajny. Na początku to goście potrafili dobrze zagrać w ofensywie i mimo, że dostali już w trzeciej minucie karę minutową to nie tylko przetrwali ten okres bez straty gola, ale jeszcze potrafili szybko strzelić dwie bramki. Po okresie dobrej gry przytrafił się jednak moment przestoju. Jakby zadowoleni z wyniku goście rozluźnili się trochę i to gospodarze zaczęli stwarzać coraz więcej sytuacji bramkowych. Efektem tego był gol kontaktowy jeszcze przed przerwą, który dawał nadzieję na walkę o korzystny wynik. Do przerwy zatem mieliśmy rezultat 1:2. Po zmianie stron gospodarze dążyli do wyrównania i za sprawą składnej akcji całego zespołu ten cel szybko osiągnęli. ADP ponownie zaczęła grać tak jak w pierwszych minutach meczu i to ponownie przyniosło efekty. Gdy Czarek Majewski wykorzystał karnego wydawało się, że team Kamila Jagiełły postara się kontrolować grę i nie dopuści do powrotu rywali do meczu. Jednak upór zawodników East Teamu i wiara w końcowy sukces dała efekty. Ponownie doprowadzili do remisu i gdy wydawało się, że ten mecz skończy się podziałem punktów, to po rzucie wolnym East Team strzela na 4:3 i w tym momencie sędzia gwiżdże koniec spotkania. Kapitalny powrót z dalekiej podróży i cenne trzy punkty dla gospodarzy. Goście dobrze grali, ale niestety w końcówce nie potrafili utrzymać wyniku, a trzeba zaznaczyć że mieli kilka naprawdę klarownych sytuacji.
Niezwykle wyrównane i emocjonujące było spotkanie Stado Szakali z Munją. Od początku spotkania widać było, że każdej z ekip zależy na punktach i oglądaliśmy sporo sytuacji bramkowych. Lepiej ze skutecznością wyglądali goście i to oni po niespełna dziesięciu minutach prowadzili 0:3. Kapitalnie grał w tym fragmencie meczu Aksel Randal i to on miał swój udział w dwóch bramkach dla ekipy Macieja Affeka. Gospodarze obudzili się dopiero po trzech trafieniach rywali i zaczęli grać swój futbol. Szybko zrobiło się 2:3 po trafieniach Jana Mitrowskiego. Trzeba też podkreślić, że świetnie w środku pola zaczął grać Kamil Ceran, który znakomicie kreował kolejne akcje swojego teamu. Do przerwy było 2:3 i to zwiastowało spore emocje w drugich 25 minutach. Po zmianie stron Stado Szakali szybko wyrównało. Ponownie Kamil Ceran znalazł dobrze ustawionego kolegę i ten nie miał problemów z pokonaniem bramkarza gości. Po chwili Munja ponownie wyszła na prowadzenie, a uaktywnił się w ofensywie dotąd niewidoczny Michał Sztajerwald. Po strzelonej bramce było 3:4, ale wspomniany Michał jak już złapał rytm to musiał stanąć między słupkami swojego zespołu. Żółtą kartkę dostał golkiper Konrad Lewkowicz i to właśnie napastnik postanowił go zastąpić na czas kary. Gospodarze natychmiast wyrównali na 4:4. Końcówka niesamowita, bo obie ekipy trafiły po jednej bramce i przy wyniku 5:5 doszło do małej utarczki między zawodnikami. Zarówno zawodnik Munji jak i Szakali dostali po żółtej kartce i dosłownie chwilę później, na sekundy przed końcem meczu rzut karny dla gości. Michał Sztarejwald nie pomylił się i dał ku uciesze swojej drużyny komplet punktów.
W zapowiedziach stawialiśmy na Przypadkowych Grajków, jednak brak nominalnego bramkarza i paru ważnych zawodników musiało nieco zweryfikować pogląd na faworyta tego spotkania. FC Albatros natomiast pojawili się w mocnym składzie, ale przynajmniej przez pierwsze minuty mecz był dość zacięty. Na początku paroma interwencjami popisał się Czarek Klimkowski, ratując Grajków przed utratą gola. Bezbramkowy remis utrzymywał się dość długo, bo do 15 minuty, ale wtedy tę niemoc przełamał Michał Kowalczyk, kiedy to mocnym strzałem z rzuty wolnego dał prowadzenie Albatrosom. Cztery minuty później mieliśmy już 0:2, gdy po dwójkowej akcji Kowalczyk – Hemperek ten drugi umieścił piłkę w siatce. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza część tego spotkania. W drugiej części Przypadkowe Grajki na chwilę wróciły do gry, gdy z indywidualną akcją ruszył Krzysztof Stachowicz i zdobył bramkę kontaktową. Długo się gospodarze nie cieszyli, bo już minutę później Albatrosy znów odskoczyły na jedną bramkę. Natomiast gole Damiana Kurasiewicza na 1:4 i Macieja Dyjewskiego na 1:5, który tym razem cały mecz rozegrał w polu, w przeciągu zaledwie 5 minut właściwie zamknęły ten mecz. Więcej goli już nie padło, choć było parę okazji do zmiany wyniku. Nie pomogła Albatrosom nawet żółta kartka dla rywala i gra w przewadze przez 3 minuty, gdyż Grajki w okresie gry w osłabieniu dzielnie się broniły. Ogólnie końcówka meczu to był okres mocnej walki z jednej i drugiej strony, na którą sędzia przyzwalał. Rywalizacja zakończyła się zasłużoną wygraną FC Albatros, choć trzeba oddać, że Grajki zostawiły sporo zdrowia na boisku.
Tornado Squad wciąż pozostaje bez punktu. Team Michała Nawrockiego musiał tym razem uznać wyższość drużyny Sante, ale był to dość zaciekły pojedynek i kwestia wyniku pozostawała otwarta do ostatniego gwizdka. O wyrównanym charakterze tej rywalizacji świadczy chociażby fakt, że pierwszą bramkę obejrzeliśmy dopiero po kwadransie gry, kiedy Grzegorz Kozłowski zdecydował się na samodzielny rajd środkiem boiska i w sytuacji jeden na jednego nie dał szans bramkarzowi Tornado. Co ciekawe bramka ta obudziła nieco ospale do tej pory grającą ofensywę gospodarzy i już po minucie mieliśmy remis po golu Mateusza Bieleckiego. Tuż przed przerwą rozerwał się worek z bramkami. Najpierw trafił Tomasz Cacko, już akcję później był znów remis, tym razem po golu Michała Nawrockiego, ale Sante odpowiedziało błyskawicznie drugim trafieniem Tomasza i na tablicy widniał wynik 2:3. Tornado miało jeszcze wyśmienitą okazję do wyrównania przed samym gwizdkiem, ale obrońca gości wybił piłkę dosłownie z linii bramkowej. W drugiej połowie obie drużyny mimo szerokich rezerw nie starały się forsować tempa i w efekcie nie oglądaliśmy już żadnych goli, co nie zdarza się zbyt często w ligach szóstek. Oczywiście akcji nie brakowało ani z jednej, ani z drugiej strony, szczególnie, że Tornado Squad musiało gonić wynik. Chłopakom zabrakło trochę determinacji, ale również i szczęścia, choć i golkiper Sante Kamil Opałka miał niemały wpływ na utrzymanie wyniku. Nawet źle przeprowadzona zmiana przez gości i minuta gra w przewadze nie dała gospodarzom szansy na ustrzelenie remisu i mecz zakończył się wynikiem 2:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)