Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 5 Liga
W samo południe oglądaliśmy najważniejsze starcie w 5 lidze. O tym jak istotny to był mecz dla obu zespołów mogliśmy się przekonać już od pierwszych minut, bo nikt nie zamierzał odpuszczać, a arbiter też pozwalał na męską grę. Początek spotkania należał zdecydowanie do East Teamu, który przeważał i dość śmiało poczynał sobie w ofensywie. To przełożyło się na bramki – po kilku minutach mieliśmy już 0:3 dla gości po szybkich, składnych akcjach. East Team grał to, do czego nas przyzwyczaił w tym sezonie, a Munja na początku nie bardzo miała pomysł jak zneutralizować rywala. Im dalej w mecz, tym bardziej to spotkanie się wyrównywało. W końcu do siatki trafili i gospodarze za sprawą Aksela Randal, a do końca pierwszej części obie ekipy zaliczyły jeszcze po jednym trafieniu. Do przerwy mieliśmy więc rezultat 2:4. Po zmianie stron znacznie lepiej w mecz weszli zawodnicy Munji. Już na początku drugiej połowy Kacper Drozdowicz zdobył bramkę kontaktową, a parę minut później wyrównał po świetnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Mecz zaczął się na nowo, ale jak się okazało, lepiej tę wojnę nerwów przetrwali gracze East Teamu. W trakcie tego spotkania byli znacznie skuteczniejsi od rywala, głównie dzięki dobrej dyspozycji Zhasulana Kamantay i Adileta Akkigarova. East Team odskoczył od rywala na 4:8 i takim wynikiem zakończyło się to spotkanie. Munja w końcówce miała parę sytuacji, ale wszystkie strzały leciały obok bramki. Nie udało im się także wykorzystać gry w przewadze. Niestety w trakcie meczu doszło również do krótkiej przepychanki pomiędzy zawodnikami obu drużyn. Podsumowując, był do niezły piłkarsko mecz, w którym było również sporo walki, niestety niekiedy zbyt ostrej z obu stron.
W kolejnym meczu na plac wyszli zawodnicy BRD i Pragi Warszawa. Mecz zaczął się obiecująco dla lidera 5 ligi – już na początku objęli prowadzenie za sprawą bramki Piotra Orzechowskiego. Wydawało się, że goście ruszą za ciosem, a tymczasem dość długo utrzymywała się jednobramkowa przewaga Pragi. Mimo że goście mieli przewagę, to nie przekładało się to na kolejne trafienia. Impas strzelecki przełamał dopiero Patryk Pawłowski, a jeszcze w pierwszej części trzecie trafienie dla swojego zespołu dołożył Paweł Orzechowski. Po premierowych 25 minutach Praga prowadziła 0:3. Po zmianie stron ponownie do siatki trafił Patryk Pawłowski, co spotkało się z odpowiedzią BRD. Po kontrze Łukasz Skwarnik wykorzystał podanie Mateusza Adamca. Takich wyjść z kontrą BRD miało jeszcze parę, ale w kluczowych momentach brakowało skuteczności. Praga też miała swoje okazje, ale mieliśmy wrażenie, że czasem zbyt długo zwlekają z wykończeniem, albo dobrze interweniował Marcin Adamczyk. Niemniej jednak Praga utrzymywała bezpieczne prowadzenie, a nawet konsekwentnie je powiększała. Na 1-5 podwyższył Paweł Orzechowski – najpierw skutecznie przejął piłkę w środkowej strefie, a potem ładnym technicznym strzałem umieścił piłkę w siatce. Wynik ustalił Patryk Pawłowski – zdobywca kolejnych dwóch bramek. Praga zasłużenie wygrywa 1:7 pozostając liderem 5 ligi. BRD grało ambitnie i na ile mogli, na tyle postawili się mocniejszemu tego dnia rywalowi.
Mecz pomiędzy Praskimi Wariatami, a FC Albatros rozstrzygnęła na swoją korzyść drużyna gości, która w rundzie wiosennej zdobyła swoje pierwsze cenne trzy punkty. Dobrze funkcjonująca tego dnia ekipa Albatrosów pokazała nam, że nadal chce walczyć o podium 5 ligi, a wcześniejsze niskie porażki były tylko wypadkiem przy pracy. Sam przebieg spotkania był relatywnie spokojny. Dokładność podań, szanowanie piłki powodowały częste wizyty pod bramką Wariatów z prawobrzeżnej części Warszawy. Bramkarz wraz z obrońcami dwoili się i troili, aby zatrzymać ofensywę gości. Gdyby nie ich starania i determinacja, wynik mógłby być wyższy. Większość spotkania toczyła się w środku pola i pod bramką gospodarzy, a próby zagrożenia bramki gości w wykonaniu Praskich Wariatów były szybko niwelowane przez ich obronę, dzięki czemu bramkarz nie miał zbyt wielu okazji do wykazania się w tym spotkaniu. Mamy nadzieję, że wynik tego meczu nie wpłynął negatywnie na drużynę gospodarzy i już w tą niedzielę pokażą nam piękno futbolu. Przed nimi jednak niezwykle trudne wyzwanie. Zadanie z gatunku niemożliwych będzie miało miejsce na arenie Grenady, gdzie podejmować będą w spotkaniu derbowym lidera tabeli, Pragę Warszawa. Goście natomiast mierzyć się będą z siódmym BRD Young Warriors, którzy w pięciu ostatnich spotkaniach wygrali zaledwie raz, odnosząc przy tym cztery porażki.
Początkowo wydawało się, że obie ekipy rozpoczną mecz w niepełnych składach, bo tuż przed godziną planowego rozpoczęcia spotkania, liczba zawodników po obu stronach była niewielka. Rywalizację rozpoczęliśmy z parominutowym opóźnieniem, czekając na bramkarza Przypadkowych Grajków, ale nie mogąc już przedłużać, gospodarze rozpoczęli mecz o jednego zawodnika mniej, a między słupkami stanął chwilowo Czarek Klimkowski. Stado Szakali od pierwszych minut, czemu nie ma co się specjalnie dziwić, przeważało, miało 2-3 sytuacje, ale ich nie wykorzystało. Grając w przewadze zdobyli tylko jedną bramkę, a chwilę po objęciu prowadzenia obie ekipy grały już w pełnych składach, po przybyciu spóźnionego golkipera gospodarzy. Grajki odpowiedziały kapitalnym golem Jakuba Palki po mocnym strzale z dystansu, ale długo ten remis się nie utrzymał. Szakale przeważały i po dwóch trafieniach odskoczyli na 1:3. Przypadkowe Grajki, ponownie po strzale z dystansu, zdobyły bramkę kontaktową, ale dwa gole Aleksandra Osowskiego sprawiły, że do przerwy wynik brzmiał 2:5 dla Szakali. W drugiej części goście jeszcze podwyższyli swój stan posiadania o dwie bramki i właściwie w tym momencie stało się jasne, że raczej zwycięstwa w tym meczu już nie oddadzą. Jeszcze gospodarzy stać było na jeden zryw, gdy po dwóch golach zmniejszyli przewagę rywala do stanu 4:7, ale kropkę nad i postawił Jan Mitrowski. Szakale zasłużenie zdobyły 3 pkt, lepiej wytrzymując trudy gry bez zmian. Tworzyli większe zagrożenie pod bramką przeciwnika, ich akcje były bardziej składne, choć Przypadkowe Grajki również mieli swoje momenty w tym spotkaniu. Tyle tylko, że to było zdecydowanie za mało na tak dysponowanego oponenta.
Bardzo ciekawe spotkanie zobaczyliśmy w meczu pomiędzy Tornado Squad, a Sante. Już od pierwszych minut dało się zauważyć lekką przewagę gospodarzy, którzy wysoko kryli przeciwnika. Mieli też swoje okazje do otworzenia wyniku meczu, ale brakowało lepszego wykończenia. Jak to w takich sytuacjach bywa, niewykorzystane sytuacje się zemściły i to Sante zdobyło premierowego gola, po kontrze. Na 0:2 podwyższyli po świetnie rozegranym rzucie rożnym i precyzyjnej główce. Sante poszło za ciosem i w opałach byli zawodnicy Tornado. Przetrwali jednak ten czas i po okresie przewagi Sante, zdobyli bramkę kontaktową. Piotr Markiewicz świetnie wypatrzył w polu karnym Tomka Wiśniewskiego, a temu nie pozostało nic innego jak skierować piłkę do siatki. Na ripostę Sante nie musieliśmy długo czekać, chwilę później Adrian Winogrodzki znów wyprowadził gości na dwubramkowe prowadzenie. Na tym etapie meczu dobrą robotę dla Tornado wykonał bramkarz, dzięki któremu utrzymywał się wynik 1:3. Sante jeszcze przed przerwą dopięło swego i zdobyło kolejną bramkę. W drugą część lepiej weszli zawodnicy Tornado. Zaczęli od ostrzeżenia, jakim był strzał w słupek, ale po kilku minutach już bardziej precyzyjny był Maciej Zamachowski i świetnym strzałem z dystansu posłał piłkę w okienko bramki rywala. Gospodarze szukali bramki kontaktowej, mieli ze 3 dogodne sytuacje, ale wynik wciąż pozostawał bez zmian. Dobry mecz w barwach Sante rozgrywał Tomasz Cacko, który skutecznie grał w odbiorze, dzięki czemu, przynajmniej częściowo, goście odpierali ataki oponenta. Do końca meczu zostało już dosłownie parę minut, a Tornado konsekwentnie szukało trzeciego gola. Sante mądrze się broniło, chcąc utrzymać prowadzenie. Gdy Michał Nawrocki w końcu zdobył upragnioną bramkę, zostało już niewiele czasu. Tornado rzuciło się do ataku i dosłownie w ostatniej akcji meczu Piotr Bratkowski zdobył bramkę na 4:4! Sędzia chwilę po tym zakończył mecz, a radość zawodników Tornado niosła się głośno po Arenie Grenady. Gospodarze do końca wierzyli, że uda im się odwrócić losy meczu i ta wiara się opłaciła. Warto grać do końca, a Tornado nie przestaje nas zaskakiwać w tej rundzie!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)