reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Przypadkowe Grajki w końcu zebrały solidny skład i od razu było to widać po ich dyspozycji na boisku. W starciu z BRD dość szybko objęli prowadzenie, za sprawą Macieja Krupińskiego. Zbyt długo nie cieszyli się jednak z prowadzenia, bo do wyrównania doprowadził Łukasz Skwarnik. Kolejne trafienie zaliczył Piotr Pieńkowski – przejął futbolówkę i ładnym mierzonym strzałem umieścił piłkę obok słupka, nie dając szans bramkarzowi. Długo utrzymywało się prowadzenie Przypadkowych Grajków – były sytuacje z jednej i drugiej strony, ale na kolejnego gola musieliśmy czekać aż do końca pierwszej części. Wtedy to do rzutu wolnego podszedł Paweł Sujak i ze znacznej odległości pokonał Mateusza Tuzina. Bramka była naprawdę przedniej urody, a chwilę po niej sędzia zakończył pierwszą połowę. Do przerwy był więc remis 2:2. W drugiej części Piotr Pieńkowski chyba pozazdrościł rywalowi ładnej bramki i sam, z sytuacyjnej piłki, zdecydował się na uderzenie z dystansu, po którym bramkarz mógł tylko wyciągnąć piłkę z siatki. Grajki podwyższyły potem wynik na 2:4, kiedy to prostopadłą piłkę świetnie posłał Michał Marczyk, a sytuację sam na sam wykorzystał Mariusz Żmuda. BRD goniło za wynikiem i Paweł Sujak znów trafił z dystansu zdobywając bramkę kontaktową na 3:4. Wtedy pokazał się z dobrej strony Maciej Krupiński – zdobywca dwóch goli, które de facto przypieczętowały zwycięstwo Przypadkowych Grajków. Gol na 4:6 Łukasza Skwarnika był już tylko trafieniem na otarcie łez. Po dobrym meczu zawodnicy Czarka Klimkowskiego zasłużenie wygrali i tylko szkoda, że w tak szerokim składzie nie przychodzili wcześniej, bo tych punktów mogliby zebrać znacznie więcej.

2
10:00

Po meczu Munji z FC Albatros oczekiwaliśmy wyrównanej i zaciętej rywalizacji. Obie ekipy podeszły do tego spotkania bardzo ambitnie i zebrały solidne składy z dużą ilością rezerwowych. Z początku oba teamy nie szalały z akcjami ofensywnymi i powoli, ale cierpliwie szukały błędów w obronie przeciwnika. Dopiero w 10 minucie dynamiczna akcja Munji przyniosła efekt – Tomasz Kalinka podał ze skrzydła, a Kacper Drozdowicz uderzył z pierwszej piłki i gospodarze objęli prowadzenie. Utrzymało się ono raptem przez minutę, a rzut karny na gola zamienił Cezary Małecki. Albatrosy przejęły inicjatywę i szybko przekuły ją na kolejną bramkę, tym razem Michała Kowalczyka. Munja odpowiedziała golem Piotra Skwarczyńskiego i kiedy wydawało się, że remis utrzyma się do przerwy, bramkę do szatni w ostatniej akcji pierwszej połowy strzelił Robert Zając i na tablicy widniał wynik 3:2. W drugiej połowie mecz tylko nabrał kolorów i nie brakowało twardej walki, ale sędzia nie musiał ani razu sięgać po żółty kartonik. Za to padały kolejne gola – Michał Kowalczyk wykorzystał rzut wolny i Albatros znów wyrównał, ale już akcję później było 4:3 po strzale Kacpra Drozdowicza. Punktem zwrotnym meczu okazał się gol Michała Konopki, który przedarł się przez obronę gości i nawet mimo tego, że był przytrzymywany przez zawodnika Albatrosów, nie dał się zatrzymać i załadował piłkę do siatki. Po chwili Michał wyłożył piłkę Pansherowi Bororzodowi, a ten pokonał Piotra Arendta i było już 6:3 dla Munji. Goście zgaśli w końcówce meczu i choć próbowali gonić wynik, robili to bez przekonania i nie byli w stanie realnie zagrozić bramce Konrada Lewkowicza. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem obie drużyny zaliczyły jeszcze po jednym trafieniu i mecz zakończył się zwycięstwem Munji 7:4.

3
12:00

W zapowiedziach pisaliśmy, że ADP Wolska Ferajna to ekipa, która potrafi postawić się wyżej notowanemu rywalowi i trzeba przyznać, że ekipa Kamila Jagiełły postawiła bardzo trudne warunki Stadu Szakali. Goście byli tutaj typowani w roli murowanego faworyta, ale na boisku nie dało się tego odczuć, przynajmniej w początkowej fazie meczu. Wolska Ferajna zaczęła napierać na bramkę Damiana Bieńki już po pierwszym gwizdku i w 4 minucie Mateusz Nejman popędził lewym skrzydłem, oddał strzał z ostrego kąta sparowany przez bramkarza Szakali, ale w środku pola karnego nie było żadnego obrońcy i Mateusz dobił piłkę do pustej bramki. Jeszcze większy szok nastąpił, kiedy w 12 minucie Dawid Chudź nieco zaskakującym strzałem z dystansu podwyższył na 2:0. Stado Szakali wyglądało na nieco zagubione, ale paradoksalnie strata drugiego gola podziałała jak kubeł zimnej wody i już minutę później gola kontaktowego zdobył Jan Mitrowski. W pierwszej połowie nie oglądaliśmy już żadnych goli, ale za to początek drugiej części spotkania obrodził gradem bramek. Najpierw swoje drugie trafienie zaliczył Jan Mitrowski, ale Szakale znów straciły koncentrację w obronie. Strzał Bartosza Szatałowicza odbił się od słupka i znów niepilnowany Mateusz Nejman zapakował piłkę do siatki. Goście momentalnie odzyskali inicjatywę i błyskawicznie wyrównał Kamil Ceran, a już minutę później, po trzecim trafieniu Jana Mitrowskiego, Szakale pierwszy raz w tym meczu wyszli na prowadzenie. W 43 minucie Aleksander Osowski podwyższył na 3:5 i kiedy wydawało się, że goście mają już wygraną w kieszeni, gola na 4:5 strzelił Mateusz Romanowski. Końcówka to dramatyczna pogoń Wolskiej Ferajny, która dosłownie do ostatniego gwizdka szukała wyrównującego trafienia i niewiele zabrakło, żeby w ostatniej akcji meczu gospodarze zdobyli upragnionego gola, ale ostatecznie strzał chybił celu. Szakale zdobyły nieco wymęczone trzy punkty, dzięki czemu przezimują na drugiej pozycji w tabeli 5 ligi.

4
13:00

Drużyna zajmująca czwartą pozycję w tabeli Ligi 5 – East Team rywalizowała w ostatniej kolejce jesiennej rundy Ligi Fanów z ostatnią drużyną z tejże tabeli – Tornado Squad. Warto zwrócić uwagę, że gospodarze w tej rundzie nie zdołali jeszcze osiągnąć żadnych zdobyczy w postaci ligowych punktów. Goście rozpoczęli to spotkania zdecydowanie pod swoje dyktando. Byli bardzo aktywni od pierwszego gwizdka i narzucali swoje tempo gry. Kilka groźnych akcji nie dawało jednak zdobyczy bramkowych aż do 14 minuty. Wtedy po dwójkowej akcji na prowadzenie East Team wyprowadził Tursynbay Bekzat. Kolejna akcja i mamy 0:2. Tym razem do bramki gospodarzy trafił Khayrullaev. Do odrabiania strat rzuciła się ekipa Tornado i do przerwy mieliśmy remis 2:2. Druga połowa to już dominacja drużyny East Team. Napór tejże drużyny trwał już do końca spotkania. Po wielu szybkich i kombinacyjnych akcjach przyszedł czas na punktowanie rywala. Goście dołożyli trzy trafienia do obecnego dorobku i spotkania zakończyło się w pełni zasłużonym w Naszej opinii zwycięstwem East Teamu, który tym samym zbliżył się niebezpiecznie do podium w tabeli tracąc do trzeciej drużyny tylko punkt.

5
13:00

Meczem bez większej historii był pojedynek Sante z Pragą Warszawa. Ewidentnie nie był to dzień zawodników gospodarzy, którzy nie mieli zbyt dużo do powiedzenia w starciu z ekipą Patryka Pawłowskiego. Już na samym początku goście odskoczyli z wynikiem, który otworzył kapitan Pragi. Chwilę później po trafieniu Sebastiana Jarego było już 0:2 i wiadome było, że ten mecz może skończyć się wysoką wygraną Pragi. Kolejne dwa trafienia to świetna współpraca duetu: Patryk Pawłowski – Artur Markiewicz. Dopiero przy stanie 0:5 zobaczyliśmy pierwsze trafienie dla Sante. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do Pragi, która ustaliła wynik do przerwy na 1:6. W drugiej goście walczyli już nie o wygraną, ale o jak najlepszy rezultat w tym spotkaniu. I swój plan realizowali konsekwentnie, strzelając kolejne bramki. Z drugiej strony defensywa Sante też nie była najszczelniejsza tego dnia, a w dodatku zawodnicy Pragi w pełni wykorzystywali błędy które popełniała. Przy stanie 1:10 Sante stanęło przed świetną okazją, na drugie trafienie, kiedy to sędzia podyktował rzut karny. Wojciech Piotrowski pewnie wykorzystał „jedenastkę”, ale za wiele to nie zmieniło. Praga miała bezdyskusyjną przewagę i właściwie mogła tych bramek strzelić znacznie więcej. Sante też miało swoje okazje, bo rywale od pewnego momentu skupiali się już tylko na ofensywie.  Ostatecznie skończyło się na 3:14 i wynik w pełni oddaje boiskowe wydarzenia.

Reklama