Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Green Teamowi przyszło się zmierzyć z Old Boys Derby III w wyjątkowo ciężkich warunkach pogodowych i było jasne, że mimo szerokiej ławki rezerwowych w obu ekipach, tempo tego spotkania nie będzie powalało. Mimo to już w 3 minucie wynik otworzył Karol Daniel, który sprytnym lobem oszukał Sebastiana Durańskiego i goście wyszli na prowadzenie. Utrzymało się ono raptem do 5 minuty, kiedy po podaniu Daniela Kurowskiego Marcin Walczak uderzył na długi słupek i był remis. Po chwili kolejność strzelania goli odwróciła się - w 10 minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po trafieniu Macieja Rożka, a lada moment Sebastian Durański znów dał się przelobować, tym razem przez Jarosława Wołoszyna. Jeszcze przed przerwą obie ekipy miały wyśmienite okazje – Oldboysi zmarnowali sytuację jeden na jednego, a rzut karny Michała Kaźmierczaka kapitalną paradą obronił Piotr Arendt. Zabójczą końcówkę pierwszej połowy zaliczył Green Team i nagle po golach Krystiana Szkopa i Michała Kaźmierczaka zrobiło się 4:2 i z takim wynikiem drużyny udały się do szatni. Po wznowieniu gospodarze wciąż byli w natarciu i wyraźnie uaktywnił się Michał Kaźmierczak, który dołożył kolejne trafienie dla swojego zespołu. Na następnego gola musieliśmy czekać do samej końcówki, ale nie brakowało okazji do zmiany wyniku. Marcin Walczak został ukarany żółtym kartonikiem, ale goście nie byli w stanie wykorzystać przewagi liczebnej. W samej końcówce meczu doszło do sprzeczki słownej i Maciej Rożek oraz Piotr Grudzień zostali przez sędziego „obdarowani” czerwonym kartonikiem za niesportowe zachowanie i w efekcie oba teamy kończyły mecz grając po pięciu. W 48 minucie Karol Daniel strzelił na 5:3, ale na więcej zabrakło czasu i Green Team cieszył się z kolejnego zwycięstwa w tym sezonie.
Choć w tabeli obie drużyny dzieliła spora różnica, to patrząc na to jak w tej rundzie wygląda ASAP Vegas, co wskazywaliśmy już w przedmeczowych zapowiedziach, goście wcale nie byli bez szans w starciu z wyżej notowanym rywalem. Sam przebieg meczu, a szczególnie pierwszej części, potwierdził nasze przewidywania, że naprzeciw siebie stanęły dwie równorzędne drużyny. Długo utrzymywał się w tym spotkaniu bezbramkowy remis – nie wynikało to jednak z zachowawczości w grze, a wręcz przeciwnie, bo zarówno Brazylijczycy jak i ASAP mocno dążyły do zdobycia bramki, jednak klarownych sytuacji było stosunkowo mało i obaj golkiperzy jedynie parę razy musieli się wykazać swoimi umiejętnościami. Nie brakowało za to walki, jak i dobrego tempa, a być może nieco więcej dokładności przy ostatnim podaniu sprawiłoby, że wynik meczu zostałby otwarty wcześniej. A tak na pierwszego gola musieliśmy czekać aż do 17 minuty, kiedy to ASAP wyszedł z zabójczą kontrą, którą rozpoczął i wykończył Piotr Grygiel. Goście podwyższyli, ponownie po kontrze, tuż przed przerwą i ta bramka do szatni mogła spuścić nieco powietrza z Brazylijczyków. Niedługo po rozpoczęciu drugiej części spotkania, ASAP jeszcze dwukrotnie trafił do siatki rywala i sytuacja Furduncio stała się niezwykle trudna. Jeszcze jakąś iskierkę nadziei dał Caio Franca zdobywając gola na 1:4, ale tego dnia rywal był po prostu lepszy piłkarsko. Z każdą minutą wydawało się, że Brazylijczycy coraz bardziej opadają z sił i praktycznie nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce oponenta, a ten przypieczętował swoją wygraną w końcówce spotkania trafiając na 1:5. ASAP był w tym meczu zwyczajnie lepszy, bardzo dobrze i konsekwentnie zagrał w defensywie i przede wszystkim wygrywał stykowe pojedynki. Furduncio nie miało zbyt wielu argumentów, choć ambicji i woli walki nie możemy im odmówić. Ogólnie mecz mógł się podobać, szkoda tylko, że w samej końcówce nie wszyscy potrafili utrzymać swoje nerwy na wodzy. Na szczęście w porę udało ugasić ogień.
Gdyby nie remis z Green Teamem, ekipa Piwo Po Meczu mogłaby się pochwalić perfekcyjnym bilansem na wiosnę. Ale i tak ten zespół może być zadowolony ze swoich występów, a ponieważ jest w formie, to jego jedynym celem na starcie z Gentleman Warsaw Team, były trzy punkty. Co prawda Gentlemani też prezentują się solidnie, jednak nie ma się co oszukiwać – od zespołów z czołówki trochę ich dzieli, co według nas miało się w tym starciu potwierdzić. No i nie pomyliliśmy się. Wynik 5:1 sugeruje co prawda, że nie było to spotkanie do jednej bramki, natomiast przewaga faworytów była nie do podważenia. Myląca była szczególnie pierwsza połowa, zakończona wynikiem zaledwie 1:0 dla faworytów. Piwosze mieli bowiem dużo więcej okazji, częściej utrzymywali się przy piłce i tylko własnej indolencji zawdzięczają, że prowadzili tak skromnie. Gentlemani byli z kolei totalnie bezzębni. Z przodu ciężko było im cokolwiek wykreować, a z tyłu popełniali sporo błędów w wyprowadzeniu piłki i właśnie po jednej ze strat Sebastiana Bartosika, gola dla Piwo zdobył Maciek Szcześniak. Druga połowa zaczęła się ciekawie, bo od gry w przewadze Gentlemanów. Gdy wydawało się, że to idealny moment, aby pokusić się o wyrównanie, gola zdobyli przeciwnicy. Potem role się odwróciły. To ekipa Michała Danga musiała sobie radzić o jednego mniej, ale niestety nie była tak skuteczna jak oponenci i za chwilę Jakub Augustyniak wyjmował piłkę z siatki po raz trzeci. Piwosze zaczęli punktować swoich konkurentów i myśleliśmy, że wygrają do zera. Jednak w 49 minucie szczęście uśmiechnęło się do Sebastiana Bartosika, po którego strzale z rzutu wolnego piłka zaliczyła rykoszet i zaskoczyła Łukasza Kaplę. Prawda jest taka, że nawet ten jeden gol, to był za dużo jak na niedzielną formę Gentlemanów. Piotr Loze niewidoczny, Paweł Domański więcej krzyczał niż grał, a reszta zawodników nie miała siły przebicia. Dlatego rezultat 1:5 to dość niski wymiar kary, za dość niską jakość, jaką zaprezentowali przegrani. Piwo wygrywa jak najbardziej zasłużenie i z racji porażki Furduncio umacnia się na drugiej pozycji w tabeli.
Poziom w 13.lidze, jak na dość niską klasę rozgrywkową, jest naprawdę wysoki. I pokazują to wyniki NieDzielnych II, których widzieliśmy w akcji wiele razy w tym sezonie i wielokrotnie pokazywali niezłą grę, a pozostawali bez punktów. Potwierdzeniem powyższej tezy była również ich niedzielna potyczka z Wystrzelonymi. Rywal to lider tabeli, a skoro NieDzielni okupowali przedostatnią lokatę, to ktoś niezorientowany mógł się spodziewać pogromu. Wiedzieliśmy jednak, że tutaj wcale nie musi być tak jednostronnie, chociaż pierwsza połowa trochę nas w tym względzie zweryfikowała. Wystrzeleni zaczęli bowiem z wysokiego C i jeszcze przed upływem 10 sekund wyszli na prowadzenie po golu Michała Opińskiego. Potem mieli kolejne okazje, ale podopieczni Marcina Aksamitowskiego wytrzymali napór, a potem dość niespodziewanie wyrównali za sprawą Maćka Piątka. Radość z remisu nie trwała jednak długo, chociaż i w tym przypadku zawodnicy w żółtych koszulkach mieli 200% okazję do zdobycia gola zrównującego rezultat, ale Maciek Piątek w sobie tylko znany sposób nie trafił na pustą bramkę z odległości 3 metrów. I chyba nie musimy tłumaczyć, jak to się skończyło. Wystrzeleni podkręcili tempo, dołożyli dwa gole i do przerwy prowadzili aż 4:1. Po zmianie stron wielkich emocji nie było. Faworyci kontrolowali sytuację, mieli nawet cztery gole zapasu, natomiast trzeba pochwalić NieDzielnych za ambicję. Ich gra do końca została wynagrodzona, udało im się zdobyć dwie bramki i przegrali tylko i aż 3:5. Była walka, było podjęcie rękawicy, ale można powiedzieć, że skończyło się jak zwykle. Wystrzeleni nie pokazali co prawda wszystkich swoich atutów, lecz to i tak wystarczyło, by odnieść w miarę spokojne zwycięstwo. Chociaż dziś możemy gdybać, co byłoby, gdyby Maciek Piątek wygrał ten nierówny pojedynek z pustą bramką przy stanie 1:2…
Niedzielne zmagania w trzynastej lidze kończyło spotkanie Szeregu Homogenizowanego z Pogromcami Poprzeczek. Gospodarze byli faworytem, dlatego byliśmy trochę zdziwieni, gdy goście po kilku minutach prowadzili z wyżej notowanym rywalem 1:4. W ekipie Mateusza Niewiadomego w tym spotkaniu w bramce wystąpił Adam Maj, który już w tym sezonie stawał między słupami i byliśmy ciekawi jak ta zmiana wpłynie na cały zespół. Gospodarze po słabszym początku jeszcze przed przerwą potrafili dogonić wynik, a szczególnie aktywny w ofensywie był Marcin Kołacz, który w całym meczu popisał się aż siedmioma asystami. Do przerwy Szereg potrafił nie tylko wyrównać, ale nawet wyjść na prowadzenie. W przerwie faworyci mobilizowani przez kapitana starali się dobrze wejść w drugie 25 minut. Po zmianie stron goście jakby trochę zeszli z dobrego poziomu, który prezentowali wcześniej. Błędy w obronie i słabsza forma golkipera Pogromców dawała kolejne szanse na bramki przeciwnikom. Szereg Homogenizowany czując, że rywale nie są już tak zwarci w defensywie strzelał kolejne bramki. Goście także starali się stwarzać okazje, ale nieskuteczność powodowała że wynik stawał się coraz mniej korzystny. Nie pomogły rajdy skrzydłem Olka Markowskiego, który kilka razy szarżował na bramkę przeciwnika. W końcówce Artur Moczulski jak na kapitana przystało dorzucił swoje trafienia dla prowadzących i Szereg zasłużenie wygrywa to spotkanie 13:6. Nie ma co ukrywać, że Pogromcy liczyli na więcej, lecz trzeba wyciągać jakieś pozytywy i w tym kontekście należy ich pochwalić za niezłą pierwszą połowę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)