reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Na trzynastym poziomie rozgrywkowym od samego początku sezonu bardzo szybko zauważyć można, że trzy drużyny wyraźnie odstają od reszty stawki. Są to między innymi gracze z Ameryki Południowej, czyli rezerwy brazylijskiego Furduncio F.C. kierowane od zwycięstwa do zwycięstwa przez niezwykle szybkiego, zwinnego i przede wszystkim skutecznego w akcjach podbramkowych, Carlitosa Moreirę. Tym razem gracz oznaczony numerem „17” razem z kolegami stanął naprzeciwko zespołu z czuba grupy pościgowej, która jak zauważyliśmy na wstępie odpadła w przedbiegach. Mowa tu o niezwykle ciekawym zespole, czyli Gentleman Warsaw Team. Piotr Loze i spółka z sezonu na sezon zaliczają widoczny sportowy progres, przez co mogliśmy się spodziewać nie lada emocji i przede wszystkim twardej, męskiej gry, którą mimo tytułu gentlemanów, odznaczają się niedzielni goście tego pojedynku. Spotkanie rozpoczęło się od obustronnych prób weryfikacji umiejętności rywala. Okres ten zakończony został trafieniem wyżej wspomnianego Carlitosa Moreiry, który wykorzystał kapitalne podanie Piotra Marciniaka i nie pozostawił cienia szans golkiperowi Gentlemanów, Jakubowi Augustyniakowi. Mimo relatywnej kontroli ekipie z Brazylii zdecydowanie brakowało później skuteczności pod bramką rywali. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, przez co rezerwy Furduncio straciły prowadzenie przed przerwą, schodząc na nią przy remisie 1:1. W drugiej części spotkania ponownie jednak przejęli kontrolę, dominując na boisku, czego efektem było wysokie prowadzenie 5:1. Na samym końcu tego spotkania, goście zdołali jeszcze raz trafić do bramki, za sprawą solowej akcji Pawła Domańskiego, co ustaliło wynik na 5:2.

3
15:00

Po zeszłotygodniowej druzgoczącej porażce zawodnicy ekipy Niedzielnych II byli bardzo zdeterminowani, aby w końcu się otrząsnąć, a była ku temu doskonała okazja w meczu z grającymi nieco poniżej oczekiwań zawodnikami Old Boys Derby III. Początek meczu był wymarzony dla gości, a świetny fragment gry rozegrał Piotrek Sitarczyk, który najpierw wypracował asystę przy golu Łukasza Kacprzaka na 0:1, a następnie osobiście wpisał się na listę strzelców, pewnie wykańczając sytuację zapoczątkowaną przez Przemka Sosnowskiego. Gracze gospodarzy mają jednak bardzo dużo doświadczenia, a już na pewno zaszczepiony gen walki, który sprawił, że jeszcze przed przerwą złapali kontakt w postaci bramki Sławka Ogorzelskiego. Asystą przy golu ustalającym wynik pierwszej połowy na 1:2 popisał się Przemek Biały. Kiedy wydawało się, że Oldboje nawiążą walkę o punkty, wiatru w żagle dostali zawodnicy Niedzielnych. Po tym, jak w pierwszej połowie bardzo bliski zdobycia dwóch bramek był Maciek Piątek, ostatecznie udało mu się zdobyć upragnionego gola i to w naprawdę ładnym stylu. Po podaniu Marcina Aksamitowskiego, Maciek złożył się do strzału z dystansu, wobec którego był bezradny bramkarz rywali i mieliśmy 1:3. Asystujący przy bramce Maćka, Marcin Aksamitowski, również miał swój moment, kiedy w ładnej akcji kombinacyjnej z Przemkiem Sosnowskim stanął przed okazją zdobycia bramki i ją wykorzystał, podwyższając prowadzenie swojej drużyny. Do końca spotkania już tylko Niedzielni cieszyli się z bramek. Swoją świetną dyspozycję dnia potwierdził w końcówce meczu Przemek Sosnowski, który najpierw asystował przy golu Krzysztofa Kaski, a następnie po podaniu Marcina Aksamitowskiego ustalił wynik spotkania na 1:6. Ostatnia bramka też była niecodziennej urody, gdyż piłka została skierowana do bramki tak zwanym "krzyżaczkiem". Niedzielni II pewnie wygrali to spotkanie, a po ostatnim gwizdku było widać na ich twarzach niekłamaną radość ze zwycięstwa.

4
16:00

Po dwunastu rozegranych kolejkach przyszedł czas na trzynastą serię gier. Na obiektach warszawskiego AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy znajdujące się na zupełnie innych biegunach w 13.lidze. Z jednej strony Pogromcy Poprzeczek, którzy od 4 meczów nie mogą wejść na zwycięską ścieżkę. Z drugiej strony Wystrzeleni - lider, który kroczy od wygranej do wygranej. Biorąc pod uwagę różnicę w tabeli faworyt w tym spotkaniu mógł być tylko jeden. Od samego startu widowisko było otwarte, z kategorii „cios za cios”, bo gdy jedni strzelali, to drudzy natychmiast odpowiadali. W obozie Pogromców dobrą pracę wykonywał niezawodny Mateusz Niewiadomy, w ekipie gości świetnie prezentował się Michał Opiński. Po dość wyrównanym początku, końcówka pierwszej połowy należała już do Wystrzelonych, którzy przy wyniku 3:3 odskoczyli gospodarzom na dwie bramki i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:5. Druga część tego pojedynku wyglądała podobnie jak końcówka pierwszej odsłony. Mimo tego, że gracze Pogromców nie poddawali się, to jednak byli tylko tłem dla rozpędzających się gości. Faworyci grali z polotem i fantazją, a każda zdobyta bramka nakręcała ich coraz bardziej. Wystrzeleni parli do przodu, a bezpieczny wynik tylko dodawał animuszu zawodnikom Michała Opińskiego i spółki. Wygrywali niemal każdą stykową piłkę, która jak bumerang wracała w okolice pola karnego Pogromców. Wynik 3-14 nie pozostawia złudzeń, kto był w tym spotkaniu lepszy. Goście dopisują kolejne 3 punkty i prowadzą w ligowej tabeli, gospodarze są natomiast nad przepaścią, dlatego muszą usiąść wspólnie i przedyskutować kilka spraw, bo już za tydzień kolejne spotkanie i następna okazja na zdobycie ligowych punktów.

5
16:00

Green Team solidnie spisuje się w drugiej części sezonu i biorąc pod uwagę, że w niedzielę rywalizował z zespołem ze strefy spadkowej, który pokonał jesienią 4:3, to pewnie dla wielu mniej uważnych obserwatorów 13.ligi mógł być tutaj faworytem. Ale ten, kto oglądał ostatnie spotkania Asap Vegas wie, że ta ekipa bardzo się zmieniła względem rundy jesiennej, ma wielu nowych, fajnych graczy i powoli zaczęło się to przekładać na wyniki. Dlatego podsumowując te wszystkie czynniki i biorąc pod uwagę, że Green Team musiał radzić sobie bez Wiktora Mikołajczaka, według nas wyżej stały szanse nominalnych gospodarzy. No ale nawet my nie zakładaliśmy, że będzie to starcie do jednej bramki. Tak naprawdę, to tutaj tylko przez pierwszych kilka minut poziom był wyrównany, gdy na gola Vegas odpowiedział Łukasz Jakubowski. Jak się później okazało – to było jedyne trafienie „Zielonych” w tym meczu, bo rywale po prostu nie dopuszczali ich do własnej bramki. Z kolei z przodu podopieczni Norberta Dymińskiego mieli bardzo dużą łatwość w kreowaniu sobie okazji i nic dziwnego, że sprawa trzech punktów była załatwiona już do przerwy. Wynik 5:1 nie dawał żadnych nadziei przegrywającym, tym bardziej, że musieli sobie radzić tylko z jednym rezerwowym i widać było upływającą energię. Druga połowa była jeszcze bardziej jednowymiarowa niż pierwsza. Zawodnicy Green Teamu wyczekiwali ostatniego gwizdka, z kolei przeciwnicy konsekwentnie dążyli do dwucyfrówki i swój cel osiągnęli. Rezultat 10:1 nie tylko pokazuje różnicę klas, ale też jasno daje do zrozumienia, jak to spotkanie wyglądało. Dzięki wygranej Asap ucieka ze strefy spadkowej i z takim potencjałem nie ma możliwości, by jeszcze tam wrócił. Green Team stracił z kolei jakiekolwiek złudzenia, że może powalczyć o medal w tej edycji i jedyne co mu pozostaje, to bronić czwartego miejsca, które w naszej ocenie i tak byłoby sporym sukcesem tego zespołu.

Reklama