Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Odmieniona po dwóch zwycięstwach drużyna Pogromców Poprzeczek podejmowała drugi zespół Furduncio Brasil. Większe szanse na zwycięstwo w tym pojedynku dawaliśmy gościom i od pierwszych minut raczej potwierdzali swój status faworyta. Długo utrzymywali się przy piłce, cierpliwie konstruując swoje akcje. Defensywa Pogromców była jednak dość szczelna i dopiero strzał z dystansu Elio Silvy otworzył wynik spotkania. Szansę na wyrównanie z rzutu wolnego miał Olek Markowski, ale świetną interwencją popisał się Bruno Martins. Niewykorzystana okazja się zemściła, bo chwilę później Furduncio podwyższyło prowadzenie i od tego momentu wynik na dłuższy czas się zatrzymał. Brazylijczycy wciąż próbowali ataku pozycyjnego, Pogromcy natomiast cofnięci do obrony wypatrywali swoich szans w kontratakach. Kolejną bramkę obejrzeliśmy w końcówce pierwszej części – najpierw żółtą kartką został ukarany Adam Maj za zagranie piłki ręką i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że pełnił on rolę bramkarza, a cała sytuacja miała miejsce na… środku boiska. I gospodarze nie mogliby mieć pretensji do sędziego, gdyby w tej sytuacji wyciągnął nawet czerwony kartonik. Furduncio szybko wykorzystało grę w przewadze i na przerwę zawodnicy schodzili przy wyniku 0:3. Po zmianie stron Pogromcy błyskawicznie zdobyli gola na 1:3 i właściwie przez dalszą część meczu powtarzał się ten sam schemat – Brazylijczycy znacznie dłużej utrzymywali się przy piłce, przy pomocy wysoko wysuniętego bramkarza długo rozgrywali swlje akcje, Pogromcy natomiast dobrze się bronili i de facto nie pozwalali rywalowi na dojście do klarownej sytuacji strzeleckiej. Sami jednak też nie tworzyli większego zagrożenia pod bramką Bruno Martinsa, przez co obie drużyny niejako wpadły w obopólny klincz. Szansę na przełamanie tego impasu miał Carlitos Moreira, ale przegrał pojedynek z Adamem Majem i nie trafił rzutu karnego. Dopiero pod koniec meczu Furduncio ustaliło wynik spotkania na 1:4, ale znów nie po koronkowej akcji, a po strzale z dystansu, gdzie właściwie piłka była w zasięgu golkipera. Gospodarze zagrali lepiej niż można było przypuszczać i nie jest to już drużyna jaką widzieliśmy na początku sezonu. Brazylijczycy może nie zachwycili z niżej notowanym rywalem, ale zrobili to co mieli zrobić – wygrali i teraz czeka ich rywalizacja z pozostałymi zespołami z podium.
ASAP Vegas jak i Gentleman Warsaw Team znajdowały się w drugiej części tabeli 13. ligi. Wydawałoby się, że faworyt jest tylko jeden – goście, jednak jak pokazuje historia - wszystko może się zdarzyć. Początek meczu zaskakujący, bo gospodarze rozpoczęli nawałnicę. Szczęśliwie dla gości Augustyniak dwukrotnie stanął na wysokości zadania, dużo czasu nie potrzebował na rozgrzewkę. Sama pierwsza faza spotkania lekko chaotyczna, mimo kreowania sytuacji podbramkowych z obydwu stron brakowało finalizacji. Oprócz tego pojawił się moment ostrzejszych komentarzy w szeregach obu zespołów oraz nerwowej, niepotrzebnej atmosfery. Do przerwy to goście wyszli na prowadzenie 0:1. Strzałem z półwoleja bramkę zdobył Paweł Domański. Gospodarze mogli pod koniec zdobyć gola wyrównującego, ale zabrakło konkretów. Po zmianie stron tempo gry spadło, gra była raczej na stojaka, fragmentami piłkę widzieliśmy tylko w powietrzu, jakkolwiek były też momenty, gdzie zespoły potrafiły wielokrotnie wymienić skuteczne podania po murawie. Goście zdołali wyjść na prowadzenie dwoma bramkami, ale brakowało jeszcze jednego gola, który by zamknął mecz. Gospodarze wciąż starali się determinacją i próbą odważnych podań kreować coraz to groźniejsze sytuacje. Presja i wiara w odwrócenie losów spotkania poskutkowała. Szybko zdobyli bramkę kontaktową, co spowodowało otworzenie gry, pojawiły się bardzo duże przestrzenie między formacjami, jak również okazje bramkowe. Ostatecznie ASAP Vegas zdobył bramkę na wagę remisu, która przez długi fragment gry wisiała w powietrzu i najzwyczajniej potwierdziła ich przewagę w tej części spotkania. Finalnie remis bramkowy 2:2.
Chociaż trudno zakładać, że ekipa Green Teamu będzie liczyła się w walce o medale 13.ligi, to już teraz można powiedzieć, że udało się zbudować fajną, solidną drużynę, która jest w stanie rywalizować z każdym. Teraz na Zielonych czekali Wystrzeleni, drużyna będąca bez porażki, aczkolwiek z jedną drobna skazą, w postaci remisu z Gentleman Warsaw Team. A skoro potrafili z nimi zremisować Gentlemani, to czemu nie Green Team? I pewnie takie było też nastawienie zespołu Roberta Zawistowskiego, chociaż akurat kapitana Zielonych w niedzielę zabrakło. Okazało się jednak, że Wystrzeleni bardzo szybko pozbawili złudzeń swoich oponentów. Energetyczny początek w ich wykonaniu spowodował, że błyskawicznie pokazali kto tutaj rządzi, a na wirtualnej tablicy wyników widniał rezultat 2:0. Przegrywający przebudzili się jednak po niemrawym początku i powoli zaczęli się odgryzać. Było to na tyle skuteczne, że zmniejszyli straty do jednego gola, ale jak się później okazało – ta bramka była ostatnią na dłuższy czas. Do głosu znów doszli bowiem gracze Karola Rodaka. Dobrze grał Michał Opiński, a techniką czarował Witek Kalinowski, który przy bramce na 3:1 ładnie zakręcił rywalem i popisał się świetnym strzałem. Lada moment było 4:1, a na początku drugiej odsłony kapitan Wystrzelonych popisał się idealnym, miękkim lobem do Kamila Wojciechowskiego, który nie zmarnował podania swojego kapitana i zrobiło się 5:1. Tutaj nic mogło się już wydarzyć. Chociaż Green Team miał w tym temacie inne zdanie. Znowu udało mu się wejść na wyższy poziom, co poskutkowało dwoma bramkami. Ale to byłoby na tyle. Oponenci uznali, że nie mogą dopuścić do nerwowej końcówki, co zresztą uczynili i bardzo spokojnie dowieźli korzystny wynik do finałowego gwizdka. Skończyło się na 8:4, co idealnie oddaje przebieg boiskowej rywalizacji. Wystrzeleni byli dużo lepsi, udowodnili że mają spore ambicje i w dobrych humorach będą przystępować do końcówki rundy jesiennej, gdzie powalczą o pozycję lidera. Green Team musiał z kolei obejść się smakiem, natomiast w tym składzie personalnym, gdzie jednak brakowało kilku ważnych graczy, po prostu nie był w stanie ugrać nic więcej. Ale sama gra wcale nie była zła, dlatego tę porażkę trzeba po prostu zaakceptować i powoli zacząć przygotowania do kolejnej, ligowej batalii.
Gdy lider 13 ligi podejmuje zespół znajdujący się w strefie spadkowej faworyt może być tylko jeden. Tak też było w tym przypadku, gdzie zespół Piwo Po Meczu podejmował drugą drużynę NieDzielnych. Spotkanie zgodnie z oczekiwaniami rozpoczęło się pod dyktando gospodarzy, którzy prowadzili grę i ostrzeliwali bramkę Marcina Aksamitowskiego, jednak piłka nie chciała znaleźć się w siatce, bo albo świetnie spisywał się bramkarz gości, albo w kluczowych sytuacjach brakowało ostatniego podania. To co długo nie udawało się gospodarzom udało się NieDzielnym, którzy za sprawą Łukasza Ostrowskiego dość niespodziewanie wychodzą na prowadzenie. Taki rezultat meczu nie utrzymywał się długo, bo faworytom wreszcie udaje się znaleźć drogę do bramki rywali. Jeszcze przed przerwą przewaga zawodników Piwo Po Meczu rośnie i zostaje udokumentowana kolejnymi bramkami, w związku z czym na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3-1. Drugie 25 minut świetnie rozpoczęła drużyna gospodarzy, która dość szybko odskoczyła na kolejne dwie bramki i na tablicy wyników widniał rezultat 5-1. Piwosze starali się grać prostą i dokładną piłkę, nie mieli też na sobie żadnej presji, co korzystnie wpływało na ich postawę na boisku. Chwilę rozluźnienia u przeciwników wyczuła drużyna NieDzielnych, która po raz drugi w tym meczu wyprowadziła bramkową akcję. Goście zagrali na przysłowiową ścianę i dzięki podaniu kolegi Łukasz Kacprzak zdobywa bramkę. Niestety na nic więcej tego dnia nie było już stać ekipę Marcina Aksamitowskiego i spółki. Gospodarze w końcówce spotkania dokładają jeszcze trzy bramki i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 8-2. Dzięki takiemu wynikowi Piwo Po Meczu utrzymuje prowadzenie w tabeli 13 ligi, a ekipa NieDzielnych musi szukać punktów w kolejnych spotkaniach.
Old Boys Derby III kontra Szereg Homogenizowany, czyli starcie ekip z odpowiednio piątego oraz szóstego miejsca ligowej tabeli, w której dzieli ich zaledwie jedno oczko – czyli coś, co lubimy chyba wszyscy. Wielkie emocje podyktowane bliskim sąsiedztwem w rozkładzie trzynastej ligi, więc przed startem zawodów wszyscy zacieraliśmy ręce na wyrównany pojedynek. Spotkanie rozpoczęło się wprost wybitnie dla ekipy Przemka Białego. Po faulu w polu karnym arbiter główny tego spotkania, Piotr Krajczyński podyktował jedenastkę, którą pewnie na gola zamienił Damian Miszewski. Niestety dla Old Boysów od tego momentu było już tylko gorzej. Do końca pierwszej odsłony stracili prowadzenie, schodząc na odpoczynek przy stanie 1:3. W drugiej części pojedynku znacząco zarysowała się różnica w kondycji w zestawieniu z młodszym rywalem. Wprowadziło to ponadto sporo niedokładności, co zaowocowało lukami w defensywie, które skrzętnie wykorzystywał przeciwnik. Wybitne zawody tego dnia w barwach Szeregu Homogenizowanego rozegrali w tej połowie również dwaj nowi zawodnicy, których postawa walnie przyczyniła się do finalnego sukcesu. Mowa tu o Aleksandrze Ryszawie oraz Tomaszu Świeczce, którzy zdobyli połowę z łącznie dziesięciu bramek swojej ekipy. Dzięki temu mecz zakończył się wynikiem 1:10. A już w przyszłym tygodniu kapitalna szansa przed nimi, by wyprzedzić OldBoys Derby III, ponieważ zmierzą się z czerwoną latarnią ligi, ASAP Vegas.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)