Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Minionej niedzieli mieliśmy przyjemność oglądać zmagania w ramach drugiej kolejki rozgrywek Ligi Fanów. Podczas inauguracji sezonu, zespoły Szeregu Homogenizowanego oraz Wystrzelonych odnieśli pokaźne zwycięstwa (odpowiednio 11:2 z Pogromcami Poprzeczek oraz 9:3 z rezerwami Niedzielnych). Z tego powodu spotkanie na papierze wydawało się pozornie wyrównane. Niestety dla gospodarzy już od samego początku zarysowała się wyraźna przewaga rywali. Gracze Wystrzelonych kontrolowali mecz, narzucając tym samym swoje warunki gry. Kluczowymi postaciami dla ekipy występującej w znacznikach byli: doświadczony Karol Rodak (były reprezentant Gastro Sparty) oraz Witek Kalinowski. To właśnie ten duet walnie przyczynił się do prowadzenia 1:5 do przerwy. Warto również nadmienić, że przez całe spotkanie ta dwójka strzeliła aż 8 bramek! Dla Szeregu Homogenizowanego zdecydowanie nie było to przyjemne doświadczenie. Mimo tego przed nimi jeszcze zdecydowana większość rundy, w której mogą wielokrotnie nas zaskoczyć. W najbliższy weekend zmierzą się z ekipą Piwa Po Meczu, która kapitalnie weszła w rozgrywki, zdobywając komplet punktów. W przypadku ich rywali nadchodząca kolejka zapowiada się o wiele łatwiej, ponieważ podejmą czerwoną latarnię ligi, czyli Pogromców Poprzeczek. Dzięki wysokiemu zwycięstwu 14:1 będą bezapelacyjnym faworytem tego starcia.
Warto też nadmienić, że dzięki ostatniej kanonadzie ich kluczowy snajper znalazł się w czołówce wyścigu o koronę króla strzelców, obejmując drugie miejsce w klasyfikacji tuż za Filipem Ptaszkiem z Szeregu Homogenizowanego.
Wicelider 13 Ligi Furduncio Brasil F.C. II podejmował ekipę Old BOys Derby III. Mecz toczył się w spokojnym tempie, chociaż nie brakowało przyspieszeń. Do 19 minuty walka toczyła się o środek pola, którą wygrali zawodnicy z Brazylii. Chociaż podanie do strzelca bramki było od polskiego zawodnika (Piotr Marciniak), to gola zanotował rodowity Brazylijczyk Elio Silva. Piłkę umieścił w siatce rywala uderzając prosto w okienko. Goście co prawda chcieli się odgryzać, starali się atakować i pressować, ale nie starczyło już na to czasu w pierwszej połowie. Druga odsłona spotkania to wciąż trwająca walka o przewagę w środku pola. I nadal wygrywali ją przedstawiciele drużyny z Ameryki Południowej. Grając coraz śmielej gospodarze zapomnieli jednak o obronie z czego skrzętnie skorzystała ofensywa gości. W zamieszaniu w polu karnym jeden z zawodników drużyny przyjezdnej został mocno kopnięty i arbiter pokazał na wapno a Wojciech Zadrożniak bez problemu wykorzystał tę okazję. Mieliśmy więc 1-1. Poddenerwowani takim obrotem spraw gospodarze mocniej nacisnęli na przeciwników i w 44 minucie zdobyli swoje drugie trafienie. Sędzia podyktował rzut wolny, do piłki podszedł tym razem Piotr Marciniak i ładnym uderzeniem pokonał golkipera ekipy z Osiedla Derby. Mieliśmy więc 2-1, lecz nikt nie miał zamiaru odpuszczać. Gospodarze chcieli już chyba trzymać wynik, ale oponenci starali się wykrzesać z siebie jeszcze trochę, aby zdobyć wyrównującą bramkę i tak też się stało. W 47 minucie, czyli pod sam koniec meczu Andrzej Garman ładnym podaniem obsłużył nadbiegającego Artura Gaconia i ten drugi bez problemu zdobył swoje pierwsze trafienie w tym spotkaniu. Tyle że mecz trwa 50 minut i gra się do ostatniego gwizdka sędziego. Brazylijczycy dobrze o tym wiedzieli a goście chyba się trochę zapomnieli, ponieważ w 49 minucie bramkę na 3-2 zdobył zawodnik Furduncio, niezawodny Elio Silva. Otrzymał on bardzo ładne podanie od Julio Katza i bez problemu wykończył akcję, dającą jego drużynie 3 punkty. Po tym trafieniu arbiter zagwizdał po raz ostatni i Furduncio II wygrywa z Old Boys Derby III 3-2. Dzięki temu zwycięstwu ekipa z Brazylii jest wiceliderem tabeli 13 ligi a OldBoys Derby III okupują czwartą lokatę.
Czekaliśmy na to spotkanie pół niedzieli. Co prawda to tylko 13.liga, w dodatku drużyny, które prawdopodobnie nie będą się liczyły w walce o medale, ale chyba żadne inne zespoły w naszych rozgrywkach nie budzą tak dużej sympatii jak właśnie ten duet. Na boisku było równie przyjemnie. Spokojna atmosfera, żadnej złej krwi, a w dodatku wszystko rozpoczęło się od pięknej bramki, jaką dla Pogromców zdobył Andrzej Buczeń. Prowadzenie ekipy Mateusza Niewiadomego było zasłużone, chociaż wpływ na taki przebieg miał fakt, że Gentlemani grali przez długi czas o jednego mniej. Dopiero gdy dojechała reszta składu, mecz zrobił się bardzo wyrównany, tyle że Gentlemani musieli odrabiać już dwubramkowe straty, bo w tzw. międzyczasie trafienie samobójcze zanotował Paweł Margul. Ale byliśmy pewni, że przegrywający tak tego nie zostawią. Kluczowym było, aby jak najszybciej rozpocząć proces powrotu do spotkania, co udało się jeszcze w pierwszej połowie, albowiem wynik do przerwy brzmiał 1:2. Druga odsłona to lepsza gra Gentlemanów, jakkolwiek sytuacji nie brakowało z obydwu stron. Dobrze bronili obydwaj bramkarze, a różnicę zrobili zawodnicy z pola. Podobać mógł się Paweł Domański, który nakręcał akcje swojej ekipy i miał wyraźny udział przy dwóch bramkach kolegów. Hat-tricka skompletował natomiast Piotrek Loze i po prowadzeniu Pogromców nie było już śladu. Ostatnia szansa dla ekipy Mateusza Niewiadomego wiązała się z rzutem karnym, tyle że kapitan tej ekipy przegrał rywalizację z Jakubem Augustyniakiem i mecz zakończył się wynikiem 5:2. Dla Gentlemanów, licząc również Ligę Letnią, to pierwsze od dawien dawna zwycięstwo. I na pewno smakowało wyjątkowo. Co zaś tyczy się Pogromców, to nawet jeśli założymy, że trochę przyzwyczajeni są do porażek, to tutaj wcale nie musiało to się tak skończyć. Zabrakło kogoś, kto w drugiej połowie wprowadziłby trochę spokoju w defensywie. Kogoś takiego jak Michał Kowalski, bo mimo że na boisku był zawodnik z takim nazwiskiem na koszulce, to jednak do pierwowzoru trochę mu brakowało ?
Gospodarze udanie zainaugurowali nowy sezon od zwycięstwa z Gentleman Warsaw Team. Goście z kolei w swoim debiucie musieli uznać wyższość Brazylijczyków. Również drugie spotkanie nie zaczęło się po ich myśli. Już w 3 minucie po tym jak wykonywali rzut rożny nadziali się na kontrę, którą wykorzystał Marek Konopko. Swoją drogą piłka po przebitce tak niefortunnie odbiła się od zawodnika ASAP, że ten mimowolnie zaliczył asystę do rywala. Po kolejnych trzech minutach mieliśmy już 2:0 i znów w roli głównej wystąpił Marek Konopko. Piotr Zakrzewski zagrał mu piłkę po linii, ten przejął ją na środku boiska, wygrał pojedynek biegowy z rywalem i posłał futbolówkę po długim słupku niczym rasowy skrzydłowy. Goście musieli więc dość szybko zacząć odrabiać straty, ale dystans do rywala udało im się zmniejszyć dopiero w okolicach 15 minuty – mocny wyrzut z autu na bramkę zamienił Norbert Dymiński. Wszystko zaczęło się pomału układać dla ASAP Vegas, rywale dysponujący jedną zmianą powoli opadali z sił, jednak wszystko posypało się tuż przed przerwą. Piotr Chrościcki przegrał pojedynek z rywalem, który wychodził sam na sam z bramkarzem i niestety za faul taktyczny obejrzał czerwony kartonik. Goście musieli dograć dwie minuty pierwszej połowy w osłabieniu i przetrwać kolejne osiem w drugiej części. Do przerwy udało się nie stracić gola i wynik utrzymał się na poziomie 2:1. Po zmianie stron wydawało się, że uda się przetrwać w osłabieniu bez straty gola, jednak do pełni sukcesu zabrakło mniej więcej dwóch minut – najpierw bramkarza ASAP zaskoczył strzałem z dystansu Piotr Zakrzewski, a następnie zamieszanie w polu karnym wykorzystał Adam Stankiewicz. Gdy obie drużyny grały już w pełnych składach było 4:1. Dystans do rywala zmniejszył kapitalnym strzałem z rzutu wolnego Patryk Sobczyk – jak on zmieścił piłkę między murem, a linią końcową wie tylko on sam. To było jednak ostatnie trafienie gości – końcowy wynik 5:2 ustalił natomiast Marek Konopko. Czy ASAP Vegas miał szansę na choćby punkt? Oczywiście, bo przez większą część spotkania nie był wcale gorszy od rywala. Wszystko zmieniła czerwona kartka, ale tak to już w piłce niestety bywa...
Posiadanie dwóch drużyn w lidze to szansa, by podczas jednego weekendu aż dwukrotnie cieszyć się z odniesionych zwycięstw. Ale jest też druga perspektywa, znacznie mniej przyjemna, gdzie obydwa zespoły przegrywają swoje spotkania. Taki też scenariusz spotkał na inaugurację NieDzielnych, którzy wystawili dwa zespoły do rywalizacji i obydwa zaczęły sezon od porażki. Należało więc szybko wziąć się w garść i jako pierwsi okazji na przełamanie dostąpili NieDzielni II, którzy na Arenie Grenady podejmowali Green Team. „Zieloni” również nie popisali się w premierowej serii, dlatego im także bardzo zależało, by jedna przegrana nie zamieniła się w serię, którą trudno będzie powstrzymać. A jak wyglądał sam mecz? Nie da się ukryć, że nie było to wielkie widowisko. W pierwszej połowie zobaczyliśmy trzy gole, a jednego więcej zdobył Green Team. Ale NieDzielni o sposób w jaki stracili obydwie bramki powinni mieć do siebie sporo pretensji. Na 0:1 zaskoczył ich strzał z rzutu wolnego Daniela Kurowskiego, gdzie piłka leciała naprawdę długo, minęła po drodze kilku zawodników i chyba można było przeciąć tor jej lotu. To się niestety nie udało. Lepiej można się było zachować również przy trafieniu na 1:2, gdzie zdecydowania zabrakło bramkarzowi, co wykorzystał Wiktor Mikołajczak. Jedna bramka straty to jeszcze nic wielkiego, tyle że problem NieDzielnych leżał również w ofensywie. Tutaj możemy docenić starania napastników, natomiast było tam zdecydowanie więcej chęci niż jakości. Rywale pod tym kątem wyglądali dużo lepiej. Wspomniany Wiktor Mikołajczak czy Michał Kaźmierczak, to były konkretne argumenty Green Teamu i gdy ktoś z tej dwójki był przy piłce, to od razu robiło się groźnie. Nic więc dziwnego, że wynik rósł, w pewnym momencie było już 1:5, ale NieDzielni postarali się jeszcze o zryw, który przyniósł im dwie bramki, co troszkę rozruszało mecz. Na więcej czasu jednak nie starczyło i Zieloni zasłużenie wygrali to spotkanie w stosunku 5:3. Byli lepsi, mieli więcej argumentów i troszkę na własne życzenie zafundowali sobie nerwówką końcówkę. I właśnie za te finałowe fragmenty skromne brawa należą się NieDzielnym II. Szkoda tylko, że do roboty wzięli się tak późno, ale widocznie na tyle było ich stać w ten niedzielny wieczór.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)