Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 3 Liga
Ostatnia kolejka 3. Ligi Fanów przyniosła starcie dwóch zespołów, które przystępowały do meczu w zupełnie innych nastrojach. FC Vikersonn UA I miał już zapewnione mistrzostwo ligi i awans do wyższej klasy rozgrywkowej, natomiast Deluxe Barbershop w przedostatniej kolejce stracił szanse na promocję. Choć najważniejsze rozstrzygnięcia były już znane, obie drużyny stworzyły bardzo ciekawe widowisko, zakończone zwycięstwem Barberów 6:3.
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Deluxe. W 15. minucie prowadzenie swojej drużynie dał Mamed Jafar. Mistrzowie szybko odpowiedzieli – trzy minuty później Ivan Vovk wykorzystał podanie Yurii'ego Rubinskiego i doprowadził do wyrównania. W 20. minucie Deluxe ponownie objął prowadzenie za sprawą Asima Mizzayeva, jednak już chwilę później FC Vikersonn UA I znów wyrównał. Tym razem na listę strzelców wpisał się Viacheslav Tkachuk, a asystę zanotował Ivan Vovk. Po niezwykle wyrównanej pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis 2:2.
Po zmianie stron skuteczniejsi okazali się zawodnicy Deluxe Barbershop. W 34. minucie Said Aliyev, po podaniu Raula Mammadova, wyprowadził swój zespół na prowadzenie 3:2. Osiem minut później przewaga wzrosła do dwóch trafień. Khazar Narimanli znakomicie obsłużył podaniem Serhata Aksoya, który pewnym strzałem podwyższył wynik na 4:2. To był moment, w którym goście przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W 45. minucie Asim Mizzayev zdobył swoją drugą bramkę w meczu, zwiększając przewagę Deluxe do trzech goli. Mistrzowie zdołali jeszcze odpowiedzieć za sprawą Ivana Vovka, który dwie minuty później zdobył swoje drugie trafienie tego dnia i zmniejszył straty do wyniku 3:5. Ostatnie słowo należało jednak do Deluxe Barbershop. W 48. minucie Asim Mizzayev skompletował hat-tricka, wykorzystując podanie Zeyniego Suleymanliego i ustalając wynik spotkania na 6:3.
Mimo porażki FC Vikersonn UA I zakończył sezon jako najlepsza drużyna ligi, zapewniając sobie mistrzostwo jeszcze przed ostatnią kolejką. Deluxe Barbershop, choć wcześniej stracił szanse na awans, pokazał charakter i na zakończenie rozgrywek odniósł jedno z najbardziej prestiżowych zwycięstw w sezonie, pokonując świeżo upieczonego mistrza.
Nie wszystkie mecze ostatniej kolejki muszą być o coś. Czasem terminarz układa się w taki sposób, że naprzeciw siebie stają dwie drużyny, których ligowy los jest już przesądzony. W takich spotkaniach stawką pozostaje przede wszystkim chęć zakończenia sezonu w dobrym nastroju. Druga drużyna Łowców, mimo pewnego spadku, postanowiła sięgnąć po pełną pulę i odniosła przekonujące zwycięstwo.
Porażka 2:9 nie zrobiła ekipie GLK większej krzywdy. Zawodnicy, po kilku słabszych występach, byli już pogodzeni z miejscem w środku tabeli. Takie jest życie ligowca. Łowcy natomiast bardzo poważnie podeszli do tego starcia i już przed przerwą wypracowali sobie solidną zaliczkę. Wynik 5:0 wyglądał imponująco i trzeba przyznać, że był w pełni zasłużony.
Głównym egzekutorem okazał się Anton Nautiak, który imponował ustawianiem się w polu karnym i skutecznością pod bramką rywali. Jeszcze większy, choć mniej widoczny w statystykach, wpływ na grę miał jednak Heorhii Pechnikov. To właśnie on napędzał większość akcji rezerw Łowców, wspierał defensywę i umiejętnie rozprowadzał piłkę między partnerów. Bez przesady można nazwać go sercem tej drużyny.
GLK odpowiedziało dwoma trafieniami z rzędu, wykorzystując błędy przeciwników. Szczególnie efektownie wyglądała bramka Sebastiana Dominiaka. Zawodnik zdecydował się na przewrotkę w sytuacji, w której mało kto spodziewałby się takiego rozwiązania, ale najważniejsze, że piłka wpadła do siatki. Na końcowy rezultat miało to niewielki wpływ, lecz samą akcję z pewnością warto będzie zachować na pamiątkę.
Ostatnia kolejka sezonu 3. Ligi Fanów przyniosła jedno z najciekawszych spotkań tej rundy. Warsaw Sinaloa mogła podejść do meczu bez większej presji, ponieważ awans zapewniła sobie już wcześniej. Zupełnie inne nastroje panowały w obozie P.P.B Artel Husarii Mokotów. Gospodarze potrzebowali kompletu punktów, by zagwarantować sobie udział w Pucharze Ligi Fanów, dlatego od pierwszego gwizdka było jasne, że emocji nie zabraknie.
Lepiej rozpoczęła Husaria. Już w 6. minucie Borowski wykorzystał podanie Hermanna i otworzył wynik spotkania. Chwilę później gospodarze zadali kolejny cios. Tula skutecznie zamknął akcję po dograniu Hubnera, a na tablicy wyników było już 2:0. Sinaloa szybko jednak odpowiedziała. W 17. minucie Gąska zdobył bramkę kontaktową po asyście Pielachy. Kilka minut później ten sam zawodnik ponownie odegrał kluczową rolę, notując drugie ostatnie podanie, które na gola zamienił Abbassi. Goście złapali odpowiedni rytm i jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Tym razem Gąska wystąpił w roli asystenta, a Abbassi po raz drugi wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:2 dla Warsaw Sinaloa.
Po zmianie stron gospodarze wrócili na boisko wyraźnie zmobilizowani. Świadomość stawki tego meczu sprawiła, że ruszyli do odrabiania strat z jeszcze większą determinacją. Husaria odzyskała skuteczność i zaczęła przejmować inicjatywę, stopniowo odwracając losy rywalizacji. Efekty przyszły bardzo szybko. Gospodarze nie tylko doprowadzili do wyrównania, ale również zbudowali solidną przewagę, obejmując prowadzenie 6:3. Choć sytuacja wydawała się komfortowa, Sinaloa nie zamierzała składać broni. Lider tabeli zdobył jeszcze dwie bramki, doprowadzając do nerwowej końcówki.
Przy wyniku 6:5 każdy błąd mógł kosztować gospodarzy utratę zwycięstwa i marzeń o grze w Pucharze Ligi Fanów. Husaria wytrzymała jednak presję i skutecznie broniła korzystnego rezultatu do ostatniego gwizdka. Po zakończeniu meczu mogła świętować nie tylko cenne zwycięstwo, ale również osiągnięcie celu, o który walczyła przez cały sezon.
Jedną z największych niespodzianek ostatniej kolejki było zwycięstwo FC Prykarpattia nad wicemistrzem rozgrywek, FC Comeback. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9:5 dla Prykarpattii, choć już pierwsza połowa zapowiadała spore emocje. Po bardzo wyrównanych 25 minutach zawodnicy Prykarpattii schodzili na przerwę z minimalnym prowadzeniem 4:3.
Początek meczu był niezwykle intensywny. FC Comeback często próbował swoich sił strzałami z dystansu, jednak świetnie między słupkami spisywał się bramkarz Prykarpattii. Jego liczne interwencje pozwalały utrzymywać drużynę na prowadzeniu mimo dużej presji ze strony rywali. To właśnie postawa golkipera była jednym z kluczowych elementów wyrównanej pierwszej połowy. Po stronie faworytów najjaśniejszą postacią był Ivan Vidosević. Zawodnik miał udział przy czterech trafieniach swojego zespołu, zdobywając dwie bramki i notując dwie asysty. Przez długi czas to właśnie jego aktywność w ofensywie pozwalała drużynie utrzymywać kontakt z rywalami. W ekipie Prykarpattii pierwszoplanową rolę odegrał Victor Yaremii. Autor dwóch bramek i dwóch asyst był motorem napędowym swojego zespołu, kreując akcje i skutecznie finalizując ataki. Za swój znakomity występ został wybrany MVP 14. kolejki ligi.
Druga połowa należała już zdecydowanie do FC Prykarpattia. Kluczowym momentem spotkania była czerwona kartka dla Mykhaila Harkavki z FC Comeback. Zawodnik został usunięty z boiska za wślizg od tyłu w sytuacji sam na sam, co znacząco utrudniło zadanie jego drużynie. Chwilę później Prykarpattia wykorzystała stały fragment gry. Do piłki podszedł Vladyslav Khmara, który perfekcyjnie wykonał rzut wolny, posyłając piłkę w lewy bok siatki bramki rywali. Trafienie podwyższyło prowadzenie i jeszcze bardziej napędziło jego zespół.
Od tego momentu prowadzący kontrolowali przebieg meczu, skutecznie wykorzystując przewagę oraz błędy przeciwników. Kolejne trafienia sprawiły, że końcowy wynik 9:5 stał się faktem, choć po pierwszej połowie niewiele wskazywało na tak wysokie zwycięstwo.
To bardzo cenny triumf dla FC Prykarpattia, która zakończyła sezon na siódmym miejscu w tabeli. Z kolei FC Comeback, mimo porażki, może być zadowolony z całych rozgrywek, które ukończył na znakomitej drugiej pozycji.
Dla obu ekip był to już mecz jedynie o honor, ale naprzeciw siebie stanęły drużyny o bardzo zbliżonym potencjale. W efekcie oglądaliśmy szalenie wyrównane starcie. O tym, jak bardzo, najlepiej świadczy fakt, że pierwszy gol padł dopiero w 34. minucie spotkania.
Duża w tym zasługa obu bramkarzy. Szymon Świercz oraz debiutujący w barwach Orzełów Damian Sewerynek pokazali kawał bramkarskiego rzemiosła. Z drugiej strony napastnicy obu zespołów nie imponowali tego dnia skutecznością, ale gdy piłka już zmierzała w światło bramki, robiło się naprawdę groźnie. Tylko świetne interwencje obu golkiperów pozwalały utrzymywać bezbramkowy remis przez tak długi czas.
Wynik spotkania, po podaniu Mateusza Wydrzyńskiego, otworzył Krzysztof Niedziółka. Goście nie nacieszyli się jednak prowadzeniem zbyt długo, bo w 39. minucie do wyrównania doprowadził Jakub Teodorski. Cztery minuty później Orzeły ponownie wyszły na prowadzenie, tym razem za sprawą Macieja Kiełpsza. Riposta przyszła błyskawicznie. Kapitalnym uderzeniem z niemal połowy boiska popisał się Roman Cios, zdobywając jedną z najładniejszych bramek tego spotkania.
Niewiele zabrakło, aby mecz zakończył się remisem, jednak w 48. minucie Krzysztof Niedziółka zdobył gola na 3:2 dla Orzełów. Dla gospodarzy, którzy nie mieli tego dnia ani jednego rezerwowego, był to bardzo mocny cios. Nie można im odmówić ambicji i walki, ale zwyczajnie zaczęło brakować sił. Orzeły wyczuły słabość rywala, wrzuciły wyższy bieg i dołożyły jeszcze dwa trafienia autorstwa Macieja Kiełpsza oraz Arkadiusza Ciołka.
W ostatniej akcji meczu wynik na 3:5 ustalił Jakub Teodorski. Obie drużyny pożegnały się jednak z 3. ligą w bardzo dobrym stylu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)