Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 3 Liga
Prykarpattia po sensacyjnej wygranej z Vikersonnem UA zwietrzyła szansę na wydostanie się ze strefy spadkowej i ostrzyła sobie zęby na kolejne zwycięstwo w tej rundzie. Ich rywalem był Deluxe Barbershop, mocno poobijany po meczu z Warsaw Sinaloa, chcący jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę.
Mecz przez większość czasu był pod kontrolą nominalnych gości – w dużej mierze na taki stan rzeczy wpłynęły dość szybko strzelone bramki przez zawodników Deluxe Barbershop. Od 9. minuty prowadzili oni już 0:2 i choć chęci do atakowania z jednej i drugiej strony nie brakowało, to taki wynik utrzymał się do końca pierwszej części. Spory wpływ na taki stan rzeczy mieli bramkarze obu zespołów, przy czym dyspozycja Elgiza Alasgarliego robiła spore wrażenie – golkiper Deluxa popisał się kilkoma naprawdę świetnymi interwencjami.
Druga połowa miała podobny przebieg do tej pierwszej. W Prykarpattii bardzo aktywny był Andrii Dutchak, jednak defensywa rywali działała bez zarzutu. Około 30. minuty doszło do kontrowersji – Deluxe Barbershop zdobyło bramkę na 0:3, jednak doszło do złej zmiany w ekipie gości podczas trwania akcji. Tu słowa uznania kierujemy do menedżera Deluxe Barbershop, który przyznał się do błędu, w wyniku czego bramka dla jego zespołu została anulowana. Co więcej, chwilę później Prykarpattia zdobyła gola kontaktowego i zamiast 0:3 zrobiło się 1:2. Gospodarze nie zdołali jednak wyrównać i taki wynik utrzymał się do końcowego gwizdka.
Tym samym Deluxe zdobył jakże cenne trzy punkty, a zawodnicy tego zespołu mogą być dumni, że zwyciężyli w duchu rywalizacji fair play.
Po potknięciu w pierwszej kolejce lider 3. ligi - Vikersonn - był wyraźnie zmotywowany, by się zrehabilitować i utrzymać pierwsze miejsce. Z kolei rezerwy Łowców chciały przerwać swoją nieudaną serię właśnie w starciu z liderem.
Początek meczu był bardzo dynamiczny. Szybko podyktowano rzut karny, którego nie wykorzystał Viacheslav Tymkiv – świetnie w tej sytuacji zachował się Andrij Prikaziuk. Chwilę później Viacheslav jednak się zrehabilitował, skutecznie dobijając piłkę do siatki i wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Przez dłuższy czas wynik pozostawał wyrównany i trudno było przewidzieć, w którą stronę przechyli się szala – czy Vikersonn powiększy przewagę, czy Łowcy doprowadzą do remisu. Łowcy mieli swoją szansę, gdy po żółtej kartce dla Oleha Marcenyuka mogli grać w przewadze, jednak nie potrafili tego wykorzystać. Co więcej – po powrocie do gry to właśnie Marcenyuk został bohaterem spotkania.
Choć początek był wyrównany, dalsza część meczu przebiegała już pod dyktando Vikersonna. Jeszcze przed przerwą zbudowali solidną przewagę, zdobywając pięć bramek, na co Łowcy odpowiedzieli tylko jedną. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – Vikersonn był szybszy, pewniejszy i bardziej konkretny w swoich działaniach. Największą gwiazdą spotkania został Oleh Marcenyuk, który zdobył aż pięć bramek. Viacheslav Tymkiv dołożył hat-tricka, a Kiril Pshyk zakończył mecz z dubletem. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem Vikersonna – 12:3.
Lider w świetnym stylu zareagował na potknięcie z poprzedniej kolejki, natomiast Łowcy II przedłużyli swoją nieudaną serię. Jedynym jaśniejszym momentem dla nich był piękny gol Artema Pavlika po potężnym strzale. Teraz najważniejsze będzie szybko zapomnieć o tym meczu i wrócić do walki o kolejne punkty.
W ramach 3. ligi zmierzyły się ze sobą ekipy Tonie Majami i Husarii Mokotów. Na papierze faworytem była drużyna z Mokotowa i ostatecznie pewnie pokonała rywala 10:5.
Od samego początku inicjatywę przejęła drużyna Tomka Hubnera. Szybko objęli prowadzenie za sprawą trafienia Krzyśka Mamli i kontrolowali przebieg gry, spokojnie tworząc ataki pozycyjne, nierzadko wykorzystując do tego bramkarza. Byli bardziej poukładani w konstruowaniu swoich akcji, cierpliwie czekali na znalezienie luki w szykach obronnych rywali. Gracze ToNieMajami bazowali na szybkich zrywach i kontrach oraz na przebłyskach indywidualnych poszczególnych zawodników. Było to jednak za mało, aby zagrozić rozpędzonym przeciwnikom. Niestety dla nich większość tych akcji była skutecznie neutralizowana przez defensywę Husarii.
Warto też wspomnieć o fantastycznej dyspozycji Kamila Ostapińskiego, który wielokrotnie ratował kolegów z opresji i swoimi paradami zadziwił wielu obserwatorów. Gdy większość widziała piłkę w siatce, wtedy pojawiał się Kamil i wyprowadzał wszystkich z błędu. Wybitną aktywnością na boisku wykazywali się również wcześniej wspomniany Krzysiek Mamla oraz Patryk Borowski. Obaj zawodnicy w tym meczu skompletowali hat-tricki, co tylko pokazuje, że strzelanie bramek nie jest im obce.
Tym samym Husaria notuje trzecią wygraną z rzędu, zaś Tonie Majami w ten weekend opuściło arenę AWF-u bez punktów. Na pewno jednak nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i będą walczyć o utrzymanie na poziomie 3. ligi – to drużyna, która potrafi grać w piłkę, co udowodniła chociażby tydzień temu, pokonując wicelidera, FC Comeback.
Mecz na szczycie 3. ligi – obie drużyny, zarówno Comeback, jak i GLK, realnie aspirują do mistrzostwa, więc bezpośrednie starcie miało ogromne znaczenie i mogło mocno wpłynąć na końcowy układ tabeli. Wielu osób wskazywało GLK jako faworyta, jednak tego dnia lepszy okazał się Comeback.
Choć wynik przez długi czas utrzymywał napięcie, to patrząc na przebieg gry, więcej zagrożenia pod bramką rywali stwarzali zawodnicy w niebieskich koszulkach. Już w pierwszej połowie mieli kilka bardzo dobrych okazji, ale wykorzystali tylko jedną – na listę strzelców wpisał się Ivan Vidošević. Tuż przed przerwą GLK zdołało jednak wyrównać za sprawą Sławka Fariona i do szatni zespoły schodziły przy wyniku 1:1.
W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Dalej przeważał Comeback, a głównymi bohaterami zostali Konstiantyn Didenko oraz Ivan Vidošević. Pierwszy zakończył spotkanie z dorobkiem dwóch bramek i asysty, a drugi ustrzelił hat-tricka. To właśnie ich skuteczność pozwoliła odskoczyć na 5:1 i praktycznie rozstrzygnąć losy spotkania. W końcówce GLK zdołało jeszcze nieco zmniejszyć straty, ale ostatecznie przegrało 3:6, co raczej nie było dla nich dużym pocieszeniem. Zwycięstwo Comebacku jeszcze bardziej podkręca emocje w walce o mistrzostwo 3. ligi – zapowiada się naprawdę ciekawa końcówka sezonu.
Piorunujące wejście w mecz w 11. kolejce miała Warsaw Sinaloa, która już na samym początku po trafieniu Mateusza Nejmana wyszła na prowadzenie. Niedługo potem dwa kolejne gole dołożył najlepszy snajper drużyny, Patryk Abbassi. Gra gospodarzy wyglądała naprawdę dobrze – to nie były przypadkowe bramki, tylko efekt składnych, wypracowanych akcji całego zespołu.
Mimo że Orzeły Stolicy to bardziej doświadczona drużyna, na boisku to rywale prezentowali większy spokój, lepszą organizację i jakość w grze. Dużą robotę w bramce wykonywał też Kuba Baraniewicz, który nie tylko dobrze bronił, ale też pewnie kierował grą od tyłu, dając drużynie stabilność. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy Sinaloa dołożyła czwarte trafienie, a Orzeły Stolicy odpowiedziały jeszcze golem Macieja Kiełpsza. Po przerwie obie drużyny zaczęły spokojniej, a pierwszy gol w drugiej części padł dopiero po kwadransie i był to bardzo ładnie rozegrany atak gospodarzy, którzy rozklepali obronę rywali w sposób, którego nie powstydziłyby się zespoły z wyższych lig.
Przy korzystnym wyniku Sinaloa trochę uspokoiła grę i skupiła się bardziej na kontroli niż na atakowaniu. Nie stworzyli już wielu sytuacji, ale konsekwentnie dowozili prowadzenie. W końcówce Jan Wnorowski zdobył jeszcze dwa gole dla gości, jednak było już za późno, żeby odwrócić losy meczu.
Cieszy również spokojny przebieg spotkania i dobra atmosfera na boisku – oba zespoły skupiły się przede wszystkim na grze, co przełożyło się na naprawdę przyjemny mecz bez zbędnych nerwów. Sinaloa potwierdziła dobrą formę na początku rundy wiosennej, a sytuacja Orzełów robi się coraz trudniejsza, choć wszystko jeszcze w ich rękach. Mamy nadzieję, że nie powiedzieli ostatniego słowa i wnioski z tego spotkania przełożą na lepszą dyspozycję w kolejnych meczach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)