reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

To było spotkanie pełne zwrotów akcji, które na długo zostanie zapamiętane w 3. Lidze. Mecz FC Prykarpattia przeciwko Warsaw Sinaloa od pierwszych minut dostarczył wszystkiego, czego można oczekiwać od wielkiego widowiska.

Już w 1. minucie zawodnik Warsaw Sinaloa, Szymon Ryciuk, otrzymał czerwoną kartkę za zagranie ręką poza polem karnym. Tak szybkie osłabienie mocno wpłynęło na początek spotkania, a FC Prykarpattia momentalnie wykorzystała przewagę. Drużyna grała bardzo skutecznie, narzucała swoje tempo i do przerwy prowadziła aż 5:1. Patrząc na przebieg pierwszej połowy, mało kto był w stanie wyobrazić sobie, że ten mecz może jeszcze całkowicie odmienić swój przebieg.

Po przerwie Warsaw Sinaloa wyszło jednak na boisko odmienione. Drużyna pokazała ogromny charakter, determinację i wolę walki, krok po kroku odrabiając straty. Każda kolejna bramka dodawała zespołowi energii i wiary, że mimo bardzo trudnej sytuacji jest on w stanie wrócić do meczu. FC Prykarpattia długo utrzymywała prowadzenie, jednak z każdą minutą coraz wyraźniej było widać, że rywal nabiera rozpędu i przejmuje kontrolę nad spotkaniem.

Ogromną rolę w tym niesamowitym comebacku odegrał Patryk Abbassi, który rozegrał kapitalne zawody. Zanotował aż trzy bramki oraz trzy asysty, mając udział przy większości trafień swojej drużyny. Był liderem ofensywy, napędzał akcje i brał odpowiedzialność za grę w najważniejszych momentach meczu. Kiedy drużyna potrzebowała impulsu, to właśnie Patryk dawał jej kolejne sytuacje i gole, utrzymując Warsaw Sinaloa w grze mimo bardzo trudnego początku.

Na ogromne uznanie zasługuje również FC Prykarpattia, która przez dużą część meczu prezentowała bardzo wysoki poziom i była niezwykle skuteczna w ofensywie. Świetne spotkanie rozegrał Andrii Dutchak, który zanotował dwie bramki oraz trzy asysty i przez długi czas był jednym z najważniejszych zawodników na boisku. Jego aktywność i udział przy akcjach ofensywnych sprawiały ogromne problemy defensywie Warsaw Sinaloa.

Końcówka spotkania przyniosła jednak prawdziwy rollercoaster emocji. Warsaw Sinaloa doprowadziła do wyrównania, a chwilę później zadała decydujący cios, zdobywając bramkę na 9:8 i inkasując trzy punkty w nieprawdopodobnych okolicznościach!

2
12:00

Starcie „Dawida z Goliatem”? To zależy, na którą połowę spojrzeć, bo w pierwszej zarówno Tonie Majami, jak i Vikersonn walczyli praktycznie jak równy z równym. Nieśpiesznie, ale z wyraźnym planem na to spotkanie, goście przechodzili do stwarzania coraz większego zagrożenia pod bramką Szymona Świercza – najpierw Yurii Rubinski obił słupek, a niedługo później na 0:1 trafił zza pola karnego Roman Danchuk.

Bardzo szybko mogło dojść do wyrównania, lecz owocem pieczołowicie konstruowanej kontry było jedynie pudło Adama Bartosińskiego. Mimo delikatnej przewagi ukraińskiej ekipy w posiadaniu piłki, to nastawione bardziej na kontrataki Tonie Majami wyprowadziło cios wyrównujący. Szymon Świercz sprytnie wznowił grę od bramki, zagrywając do Romana Ciosa, ten odegrał do Patryka Kamoli, który przekazał futbolówkę Łukaszowi Świerczowi, a ten, wykonawszy zwód, „dziubnął” piłkę pod bramkarzem rywala.

Niestety, żywiołowe pretensje do sędziego dotyczące zbyt ostrej gry przeciwnika poskutkowały żółtą kartką dla Bartosińskiego. Grające w osłabieniu Tonie Majami zostało ukarane tuż przed przerwą, gdy do siatki trafił Rubinski.

W drugiej odsłonie zmagań podopieczni Ihora Makhlaia przejęli już całkowitą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, dokładając kolejne gole, których mogło być jeszcze więcej, gdyby nie świetna dyspozycja Szymona Świercza. Wiele akcji drużyny grającej w pomarańczowych trykotach kończyło się wręcz „szośtkowymi” wyłożeniami na przysłowiowego pustaka. Znakomita współpraca Rubinskiego, Vovka i Marcenyuka sprawiła, że ze stykowego 1:2 Ukraińcy odskoczyli aż na 1:7. Wprawdzie gospodarze zdołali zmniejszyć stratę do trzech goli dzięki trafieniom Michała Świercza, Bartosińskiego oraz Ciosa, ale idealny strzał z woleja w okienko autorstwa Marcenyuka skutecznie podciął im skrzydła. Od tej pory goście byli praktycznie bezbłędni, a prawdziwą ostoją ich gry defensywnej był Viacheslav Tkachuk, który nie tylko świetnie czytał zagrania przeciwników, ale również popisał się czterema asystami.

Spokojne rozgrywanie piłki z broniącym dostępu do bramki Maksymem Shchurem, a następnie błyskawiczne przyspieszenia akcji wymęczyły dysponujących tylko jednym zmiennikiem gospodarzy. To ostatecznie sprawiło, że rezultat spotkania, początkowo wyrównanego, przeobraził się w okazałe 4:11.

3
14:00

W 16. kolejce walczące o strefę medalową Deluxe Barbershop podejmowało FC Łowcy II, którzy potrzebowali zwycięstwa, aby wciąż liczyć się w walce o wydostanie ze strefy spadkowej.

Jako pierwsi cios zadali gospodarze, jednak FC Łowcy II bardzo szybko odpowiedzieli trafieniem wyrównującym. Od tego momentu mecz zamienił się w prawdziwą wymianę ciosów. Jedna akcja napędzała kolejną, a tempo spotkania praktycznie ani na chwilę nie spadało. W ekipie Deluxe świetnie funkcjonował duet Asim Mizzayev – Raul Mammadov. Obaj zawodnicy praktycznie przez cały mecz napędzali ofensywę swojej drużyny, regularnie tworząc zagrożenie pod bramką rywali. Po stronie Łowców równie mocno wyróżniali się Denys Deneha oraz Heorhii Pechnikov, którzy brali na siebie ciężar gry ofensywnej i odpowiadali za większość najgroźniejszych akcji swojego zespołu. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:4 dla Deluxe Barbershop, co doskonale oddawało przebieg tej części spotkania i skalę emocji, jakie oglądaliśmy na boisku.

Drugą część lepiej rozpoczęli zawodnicy Deluxe. Ponownie świetnie prezentowali się Raul oraz Asim, którzy raz po raz rozbijali defensywę przeciwników i skutecznie wykorzystywali wolne przestrzenie. FC Łowcy II próbowali odpowiadać przede wszystkim dzięki aktywności Heorhiia Pechnikova, który nie pozwalał swojej drużynie stracić kontaktu z rywalem.

W pewnym momencie Deluxe Barbershop odskoczył nawet na 7:4 i wydawało się, że gospodarze mają już pełną kontrolę nad spotkaniem. Łowcy pokazali jednak ogromny charakter i nie zamierzali się poddawać. Heorhii wspólnie z Denysem ruszyli do odrabiania strat, zmniejszając przewagę rywali do zaledwie jednej bramki i ponownie wprowadzając ogromne emocje do meczu. Kluczowa okazała się jednak skuteczność. Zawodnicy Deluxe imponowali wykończeniem akcji i potrafili wykorzystywać swoje sytuacje praktycznie bezbłędnie. Zupełnie inaczej wyglądało to po stronie Łowców, którzy w drugiej połowie aż czterokrotnie trafiali w poprzeczkę, mając sporo pecha pod bramką przeciwnika.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Deluxe Barbershop 10:7. Bezdyskusyjnym bohaterem meczu został Raul Mammadov, autor czterech bramek i jednej asysty. Ogromne pochwały należą się również Asimowi Mizzayevowi, który także miał udział przy pięciu trafieniach swojej drużyny.

Dzięki temu zwycięstwu Deluxe Barbershop nadal pozostaje w grze o medale. FC Łowcy II mimo bardzo ambitnej postawy znaleźli się natomiast w niezwykle trudnej sytuacji i ich szanse na utrzymanie w lidze stają się coraz mniejsze.

4
17:00

Choć drużyny znajdują się na przeciwnych biegunach tabeli, dla obu ekip był to bardzo ważny mecz. Comeback wciąż ma matematyczne szanse nawet na mistrzostwo, ale równie realna pozostaje perspektywa wypadnięcia poza TOP 3. Orzełom Stolicy natomiast grozi spadek i aby zwiększyć swoje szanse na utrzymanie, po prostu musiały dziś wygrać.

Comeback rozpoczął spotkanie bardzo pewnie. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do nich - ogromna przewaga w posiadaniu piłki, momentami można było odnieść wrażenie, że wynosiła ona nawet ponad 80 procent. Spokojnie i cierpliwie rozgrywane akcje, świetny ruch bez piłki oraz wysoka kultura gry sprawiały, że mimo dobrej postawy Arkadiusza Ciołka bramkarz Orzełów raz za razem musiał wyciągać piłkę z siatki.

Druga połowa była już zdecydowanie bardziej widowiskowa. Zobaczyliśmy więcej emocji, dwie żółte kartki, bramkę samobójczą i znacznie bardziej wyrównany wynik tej części gry - 5:4 dla Comebacku. Mimo to końcowy rezultat 9:4 ani przez chwilę nie wydawał się zagrożony. Owszem, był moment, gdy Orzeły Stolicy zbliżyły się na 5:3 i można było poczuć delikatną nutę niepewności, ale wicelider ligi błyskawicznie zareagował. Comeback wrzucił wyższy bieg i bardzo szybko zamknął mecz.

Najlepszy zawodnik i bezdyskusyjny bohater spotkania? Oczywiście Kostia Didenko. Poker oraz dwie asysty mówią same za siebie. Na ogromne wyróżnienie zasługują także bracia Harkavka oraz Ivan Vidosević, którzy dołożyli kolejne pięć bramek i cztery asysty, mając ogromny udział w tym zwycięstwie. W ekipie Orzełów promykiem nadziei był Maciej Kiełpsz, autor hat-tricka, który do samego końca próbował utrzymać swoją drużynę w grze.

5
19:00

Mecz GLK z Husarią Mokotów zapowiadał się jako bardzo wyrównane starcie zespołów ze środka tabeli. Husaria znajdowała się wyżej i walczyła o czołówkę, natomiast GLK chciało zbliżyć się do górnej części stawki.

Spotkanie od początku było bardzo intensywne. Już w 6. minucie Farion, po podaniu Dominiaka, otworzył wynik dla GLK, a chwilę później – w 10. minucie – Sawicki, również po asyście Dominiaka, podwyższył prowadzenie. Husaria szybko odpowiedziała – w 12. minucie Hubner po podaniu Wdowińskiego zdobył bramkę kontaktową. W 13. minucie padła jedna z bardziej nietypowych bramek – na listę strzelców wpisał się bramkarz Zalech, zwiększając przewagę GLK. Husaria jednak nie odpuszczała i w 16. minucie Wdowiński po podaniu Kamińskiego ponownie zmniejszył straty, a w 20. minucie Hubner, po asyście Urmanowskiego, doprowadził do wyrównania.

Końcówka pierwszej połowy znów należała do GLK. W 24. minucie Wolszak po podaniu Zalecha trafił na 4:3, a minutę później Piątkowski, po asyście Sawickiego, podwyższył prowadzenie. Jednak jeszcze przed przerwą Husaria zdołała odpowiedzieć – w 29. minucie Borowski po podaniu Hubnera utrzymał swoją drużynę w grze.

Druga połowa była prawdziwą wymianą ciosów. W 35. minucie Sawicki, po kolejnym podaniu Dominiaka, zdobył następną bramkę dla GLK, ale już minutę później Urmanowski po asyście Hubnera odpowiedział trafieniem dla Husarii. W 37. minucie Hubner, tym razem po podaniu Borowskiego, doprowadził do remisu, pokazując ogromną determinację swojego zespołu. Końcówka spotkania należała jednak do jednego zawodnika – Sawickiego. Najpierw w 40. minucie ponownie wyprowadził GLK na prowadzenie, a następnie dołożył kolejne trafienia w 45. i 48. minucie, kompletując znakomity występ i przesądzając o zwycięstwie swojej drużyny.

GLK wygrało to spotkanie dzięki skuteczności w końcówce i świetnej dyspozycji Sawickiego, choć Husaria przez długi czas dotrzymywała kroku rywalom i kilkukrotnie wracała do gry w tym bardzo emocjonującym meczu.

Reklama