Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 12 Liga
Batalia między Lisami bez Polisy a Shitable była ważna z dwóch powodów. Zwycięzca nie tylko zwiększał swoje szanse, na zajęcie miejsca w TOP 5 ligi, ale też przedłużał nadzieję, na doszlusowanie do podium. Pojęcie faworyta nie miało tutaj racji bytu, dlatego z tym większą ciekawością oczekiwaliśmy bezpośredniej rywalizacji. I nie zawiedliśmy się. Mimo dużej ambicji po obu stronach, żadnej z drużyn nie udawało się wyrobić sobie większej przewagi. Pierwszego gola zdobył Fedir Ivanchenko, ale szybko odpowiedział lider Lisów, Damian Borkowski. Okazji w premierowej połowie było sporo, więcej kreowali gracze Shitable, jednak Krystian Załucki bronił skutecznie a ponieważ obydwie strony zdobyły w tej odsłonie jeszcze po jednym trafieniu, to na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:2. Ciekawiej zrobiło się w drugiej połowie. Najpierw pięknym golem z ostrego kąta popisał się Ivan Kirianov, potem Shitable dołożyli jeszcze jedno trafienie i tym sposobem zbudowali sobie dość solidną zaliczkę. Lisy zdawały sobie sprawę, że proces odrabiania strat trzeba rozpocząć błyskawicznie, a nadarzyła się ku temu dobra okazja, bo po żółtej kartce dla Alexandra Krivetskyego, nominalnie gospodarze grali o jednego zawodnika więcej. No i temat zrealizowali tak jak trzeba – Damian Borkowski perfekcyjnie wyegzekwował rzut karny, skompletował hat-tricka a dystans do rywali wynosił już tylko jedno trafienie. Czas jednak uciekał i zastanawialiśmy się, czy Lisy dopadną swoją ofiarę. Odpowiedź przyszła w 49 minucie. Z piłką zabrał się Marcin Doch, przytomnie odegrał ją do Damiana Borkowskiego, a ten doprowadził do remisu. I gdyby tak się skończyło, to pewnie nikt nie mógłby mieć większych pretensji. Ale tuż przed końcem spotkania Lisy popełniły błąd w rozegraniu akcji. Spotkała ich za to bolesna kara w postaci bramki na 5:4 dla Shitable, którą zdobył Maksym Marchenko. Przegrywającym nie starczyło już czasu na kolejny zryw i na własne życzenie przegrali mecz, który był praktycznie zremisowany. Tym samym ich sytuacja w tabeli trochę się skomplikowała, chociaż na dobrą sprawę ani oni, ani Shitable nie mogą być jeszcze niczego pewni, dzięki czemu w dwóch ostatnich kolejkach sezonu możliwy jest jeszcze nie jeden zwrot akcji.
W samo południe na naszym boisku mierzyły się zespoły zajmujące dwa ostatnie miejsca w tabeli 12 ligi - AFC Niezamocni – Bagstar Wszedło. Goście na to spotkanie początkowo stawili się tylko w pięcioosobowym składzie. AFC Niezamocni, którzy do tej pory na swoim koncie posiadali tylko cztery zdobyte punkty w geście fair play wyrównali liczbę graczy na boisku. Spowodowana mniejszą liczbą zawodników wolna przestrzeń sprawiła, iż oba zespoły nie zważały na żar lejący się z nieba i grały szybką, interesującą dla oka piłkę. Jako pierwsi przewagę wolnej przestrzeni wykorzystali zawodnicy Bagstar i w 8 minucie objęli prowadzenie. Gospodarze w ekspresowym tempie po dwóch ładnych akcjach najpierw wyrównali, a chwilę później objęli prowadzenie. W 13 minucie spotkania na boisku był już komplet graczy. Wydawało się, że goście ruszą do odrabiania strat, lecz niefortunne samobójcze trafienie dało wiatru w żagle gospodarzom. Mecz coraz bardziej toczył się pod dyktando Niezamocnych, którzy ustalili wynik do przerwy na 5:1. Druga część spotkania zdecydowanie należała do AFC. Grający bez zmian goście mimo swojego zaangażowania coraz bardziej odstawali od rywala, który powiększał prowadzenie, a już drugi niefortunny gol samobójczy przechylił czarę goryczy. Tym samym drużyna AFC Niezamocni zanotowała swoje drugie zwycięstwo w sezonie 2023/2024, przerywając passę siedmiu porażek z rzędu, oraz awansując o jedną pozycję w tabeli. Goście, którzy ostatnie swoje punkty zdobyli w zeszłej rundzie, muszą jeszcze powalczyć o przerwanie złej passy.
Mecz pomiędzy Sportano, a WEiTI mógł w dużej mierze zadecydować o tym, kto ostatecznie zgarnie brązowe medale w tym sezonie. Obie ekipy wiedziały już o wyniku Lisów z Shitable, dlatego zwycięstwo dla jednych i drugich było niezwykle cenne. Tym bardziej zdziwiła nas frekwencja po obu stronach. Gospodarze stawili się początkowo bez swoich kluczowych zawodników – Filipa Motyczyńskiego i Patryka Kamoli, co byłoby sporym handicapem dla WEiTI gdyby nie to, że sami przyszli na mecz bez zmian, co jak się okazało miało spory wpływ na ostateczny wynik. Należy jeszcze wspomnieć o geście Sportano wobec rywala, który zaczynał mecz grając o jednego mniej. Gospodarze postanowili zagrać po pięciu, dopóki na obiekt nie przyjdzie spóźniony zawodnik gości. Na szczęście taka sytuacja trwała bardzo krótko i po chwili obie drużyny mogły zacząć grać na poważnie. I lepiej w to spotkanie weszli zawodnicy WEiTI – dwie szybkie bramki Szymona Auguścika wyprowadziły jego drużynę na prowadzenie. Kapitan gospodarzy widząc co się dzieje na boisku postanowił jednak spróbować zagrać pomimo drobnego urazu, by pomóc swojej ekipie. Na szczęście dla Kamila Dąbrowskiego i spółki Sportano dość szybko zdobyło gola kontaktowego, a na boisko dotarł mocno spóźniony Patryk Kamola, który okazał się prawdziwym game changerem tego spotkania. Obie ekipy trafiły po razie i do o przerwy WEiTI prowadziło 2:3. Po zmianie stron mecz nabrał rumieńców. Co Sportano wyrównywało, to Weiti znów wychodziło na jednobramkowe prowadzenie. W tej rywalizacji mieliśmy pojedynek dwóch duetów – w zespole gości dobrze współpracowali Szymon Auguścik i Damian Czajka, w drużynie rywali w rolę Filipa Motyczyńskiego wszedł Maciej Kuligowski i jego współpraca z Patrykiem Kamolą układała się wręcz perfekcyjnie. Przy stanie 5:5 po raz pierwszy w tym meczu na prowadzenie wyszło Sportano i jak się okazało, rywale nie mieli już sił, by skutecznie odrobić straty. Nie mając nic do stracenia postawili wszystko na jedną kartę i dwie kontry gospodarzy definitywnie zamknęły to spotkanie. Znów w tym sezonie WEiTI zabrakło energii w końcówce, ale grając bez zmian w takich warunkach trudno było spodziewać się innego scenariusza. Team Kamila Dąbrowskiego wygrał niezwykle ważne dla nich spotkanie i jest o krok od zdobycia brązu w tym sezonie.
Im dłużej trwa sezon w 12.lidze, tym ekipa Essing Gorillaz coraz częściej pokazuje ludzkie oblicze. Wcześniej wydawało nam się, że nikt nie jest w stanie z nimi rywalizować, ale przeciwnicy w końcu zorientowali się, jaki jest największy atut Gorylków i praktycznie każdy z nich nie wchodzi już w otwartą wymianę ciosów z ekipą Franka Wita. No i nie spodziewaliśmy się, że inaczej będzie z NieDzielnymi. Podopieczni Janka Wójcika to na tyle doświadczona ekipa, że byliśmy przekonani, iż będą wiedzieli, jak się tutaj ustawić. No i do pewnego momentu zanosiło się na sensację wielkiego kalibru. Po golu Michała Karasia NieDzielni prowadzili 1:0, a potem długo utrzymywali ten wynik, choć nie brakowało przy tym elementu szczęścia, bo rywale zaliczali słupki bądź marnowali dogodne okazje. To się na nich zemściło, gdy po wyrzucie z autu Michała Drosio piłkę niefortunnie głową do własnej bramki przedłużył Alan Długołęcki i było 2:0. Wszyscy zdawali sobie jednak sprawę, że taki stan nie może trwać wiecznie. Że wreszcie faworyci będą mieli swój moment i zobaczymy jak wtedy zareagują gracze w żółtych koszulkach. I fatycznie – jeszcze przed przerwą straty zmniejszył Kuba Skwirtniański, a na początku drugiej połowie był już remis, gdy po faulu na Mateuszu Kiszce, rzut karny wykorzystał Filip Wolski. Marsz faworytów trwał w najlepsze i zanim się obejrzeliśmy, a NieDzielni musieli odrabiać straty. Sztuka ta udała im się po golu Janka Wójcika, ale błyskawiczna odpowiedź Kuby Skwirtniańskiego, po asyście Filipa Wolskiego, przywróciła Gorylkom minimalnym bufor bezpieczeństwa. Przegrywający szukali swojej okazji, by znowu wyrównać stan posiadania, lecz ta sztuka już im się nie udała, a sprawę załatwił gol Mateusza Kiszki, który zamknął wynik spotkania w stosunku 5:3. I chociaż ta wygrana rodziła się w bólach, to okazała się niezwykle cenna. Przy równoczesnej porażce FC Warsaw Wilanów, Gorylkom wystarczy remis w najbliższej kolejce, by zapewnić sobie tytuł. A wiedząc, że w ostatniej serii mają mecz z Wilanowem, nie ma sensu sprowadzać losów złota do nerwowej końcówki. Spokojni o swój los mogą być za to NieDzielni. Oni w niedzielę zaprezentowali specjalność zakładu – grali nieźle, skończyli źle. W tabeli, gdzie jednym z kryteriów byłoby „dobre wrażenie”, byliby znacznie wyżej. Tylko czy to stanowi dla nich jakiekolwiek pocieszenie?
FC Warsaw Wilanów dość nieoczekiwanie dostał szansę od losu, którą były aż dwie straty punktów w tej rundzie przez Essing Gorillaz. A ponieważ te ekipy zostały sparowane w ostatniej kolejce sezonu, to wydawało się, że nie może być lepszego zwieńczenia sezonu w 12.lidze, niż ich bezpośredni mecz o złoto. Ale na ferajnę Kuby Świtalskiego czekała jeszcze jedna, bardzo trudna przeszkoda – Ajaks Warszawa. Tę drużynę spokojnie możemy nazwać rycerzami wiosny, bo z zespołu, który pałętał się w okolicach strefy spadkowej, nagle stali się pogromcami potentatów i niewykluczone, że skończą sezon w górnej połowie tabeli. Dodatkową trudność dla Wilanowa stanowił fakt, iż chłopaki nie mogli liczyć na swojego najlepszego zawodnika, Karola Kowalskiego. I to miało przełożenie na przebieg spotkania, bo zespołem, który kreował więcej okazji byli oponenci. Tyle że w bramce nominalnych gości kapitalnie spisywał się Maciek Dobrowolski i to głównie dzięki jego postawie, oraz efektownej bramce Piotra Wdowińskiego, pierwsza połowa zakończyła się remisem. W drugiej inicjatywa wciąż była po stronie Ajaksu, natomiast FC Warsaw Wilanów potrafił się odgryzać. Szanse mieli chociażby Kuba Świtalski, jak również Marcin Sieradzki, gdzie piłka doszła jeszcze do Michała Supłata, ale nie dał on rady skierować jej do bramki. Wynik 1:1 ostał się aż do 46 minuty. Wówczas sprawy w swoje nogi wziął zawodnik, po którym można się było tego spodziewać w pierwszej kolejności. Bartek Kopacz najpierw przytomnie wprowadził futbolówkę do tercji przeciwnika, potem oddał strzał, który został zablokowany, ale piłka wróciła do strzelającego, a ten uderzeniem z przewrotki (gdzie po drodze był jeszcze rykoszet) pokonał golkipera Wilanowa! Przegrywający musieli wtedy postawić wszystko na jedną kartę, tyle że w drugiej odsłonie zawodziła ich skuteczność, bo choćby Maksym Samulak mógł doprowadzić do remisu. Brak wyrównania spotkał się z karą w postaci bramki Ksawerego Kehla, na którą zdołał jeszcze odpowiedzieć Kuba Świtalski i to emocjonujące widowisko skończyło się minimalnym triumfem Ajaksu. Wynik 3:2 jest sprawiedliwy, bo jednak w naszej ocenie Ajaks wykazał więcej inicjatywy, no i miał niesamowitego Bartka Kopacza. Tym samym FC Warsaw Wilanów musi się obejść smakiem w kwestii złota, bo nie wydaje nam się, by Essing Gorillaz mogli potknąć się w najbliższej kolejce. Z kolei Ajaks jest już tylko o dwa punkty od czwartej pozycji i gdyby udało mu się to osiągnąć, to należałoby to potraktować w kategoriach małego mistrzostwa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)