Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 12 Liga
Wicelider 12 ligi Shitable podejmowało outsidera Sportano Football Club. Goście po przegranych dwóch pierwszych meczach musieli wygrać, aby podnieść się z ligowego marazmu i nie pozostać na ostatnim miejscu w tabeli. Gospodarze natomiast po remisie z Ajaksem Warszawa chcieli zdobyć trzy punkty, aby aktywnie włączyć się do walki o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Początek pierwszej połowy to ładna i kombinacyjna akcja z klepki. Piłkę do kolegi z drużyny zagrał Robert Matusevitch a ładnym strzałem wykończył całą akcję Yevheni Kovnat i mieliśmy 1-0. Ta bramka nie podcięła jednak skrzydeł zawodnikom gości, którzy zabrali się ostro do odrabiania strat i chwilę później trafili na 1-1. Paweł Czubak ofiarnie powalczył o piłkę w środku boiska, zagrał ładnie do Dawida Dziadkowca który bez problemu pokonał bramkarza. Mecz zaczynał się więc od początku. Obie drużyny starały się przejąć środek pola, aby bez problemu kreować swoje okazje. Bardziej skorzystała na tym ekipa przyjezdnych, która trafiła na 2-1. Po zamieszaniu w polu karnym rywala największą przytomnością umysłu i instynktem wykazał się duet Dawid Dziadkowiec i Paweł Czubak. Pierwszy ładnie zagrał w uliczkę, drugi ze spokojem oszukał bramkarza rywali. Pierwsza połowa dobiegała już powoli końca, ale ekipa gospodarzy nie chciała pozwolić rywalom na granie swojej gry i zaatakowała mocniej. Efektem tego była bramka na 2-2 do szatni. Gol ten padł po dosyć kuriozalnej sytuacji. Bramkarz Sportano źle ocenił ustawienie swoich kolegów z drużyny, zagrał niecelnie w sam środek pola, gdzie dobrze ustawiony był Fedir Ivanchenko i reszta było formalnością. Po tej akcji arbiter zakończył pierwszą połowę. Druga odsłona to ponownie akcja Fedira Ivanchenki, któremu asystował Viacheslav Gladyschev i mieliśmy 3-2 dla gospodarzy. Po tej bramce Shitable bardzo mocno podkręcili tempo i ostro przycisnęli. Minęło kilka minut nawałnicy gospodarzy i na tablicy wyników pojawiło się 6-2 dla gospodarzy. Sportano nie potrafiło znaleźć recepty. Na 7-2 trafił Maksym Marchenko po podaniu Fedira Ivanchenki. 8-2 to już zasługa Luki Danylenko, który po przechwycie skorzystał z sytuacji sam na sam i bez problemu pokonał golkipera rywali. Chwilę później było 9-2 a gospodarze cisnęli coraz mocniej. Popełnili jednak mały błąd, który dał bramkę gościom. Ponownie Dawid Dziadkowiec został obsłużony ładnym podaniem od Filipa Motyczyńskiego i ten pierwszy trafił na 3-9. Więcej bramek w tym meczu Sportano już nie zdobyło a Shitable nadal atakowali. Szybko zwiększyli swoją przewagę i finalnie wygrali 11:3. Po tym spotkaniu triumfatorzy umacniają się na pozycji wicelidera 12 ligi z siedmioma punktami i dwoma straty do Essing Gorillaz. Natomiast ich oponenci pozostają outsiderem i tracą coraz więcej punktów do strefy wolnej od spadku.
Minionej niedzieli na boiskach warszawskiego AWF-u mieliśmy okazję obserwować spotkanie pomiędzy dziewiątym Ajaksem Warszawa a czwartym WEiTI United. Gospodarze jak dotąd zapunktowali tylko raz, remisując 3:3 z Shitable. Goście natomiast pokonali w drugiej kolejce 6:5 Lisy Bez Polisy. Rywalizacja pomiędzy zespołami od samego początku była dość jednostronna. Mimo ogromnego zaangażowania gospodarzy, przez długi okres odbijali się oni od defensywy rywala. Goście natomiast skrzętnie wykorzystywali defensywne błędy przeciwników. Efektem tego było wysokie prowadzenie do przerwy w stosunku 6:1. Druga odsłona była już o wiele bardziej interesująca. Ajaks Warszawa wreszcie złapał wiatr w żagle, znajdując finalnie drogę do bramki. Zdecydowanie bardziej ofensywna postawa spotkała się jednak z kolejnymi stratami w drugiej linii, przez co spotkanie zakończyło się dla nich wyraźną porażką 6:12. Najbliższa szansa na rewanż już w niedzielę. Ajaks podejmie wtedy liderujące Essing Gorillaz, które jak dotąd zdobyło komplet punktów. Spotkanie z kategorii niemożliwych do wygrania? Nic bardziej mylnego. Być może to właśnie tym razem ekipa pod wodzą Kevina Trana zdoła wejść na upragnioną, zwycięską ścieżkę! WEiTI United zagra natomiast z Bagstar Wszedło, przystępując do spotkania w roli wyraźnych faworytów. Będzie to dla nich ponadto okazja na wyprzedzenie trzeciego FC Warsaw Wilanów i zajęcie miejsca w strefie medalowej.
Na poziomie 13.ligi naszych rozgrywek pewnie trudno mówić o jakiejkolwiek presji związanej z wynikiem. Zwłaszcza, gdy teoretycznie tyczy się ona zespołu, który częściej musi gratulować rywalom zwycięstwa, aniżeli sama takowe gratulacje otrzymuje. Ale w niedzielę, na Arenie Grenady doszło do sytuacji, w której znani i lubiani NieDzielni stali się faworytem rywalizacji z Bagstar Wszedło. Stali się, albowiem wynikło to przedmeczowych okoliczności. Okazało się bowiem, że rywal dojechał na mecz bez zmian, bez nominalnego bramkarza i to powodowało, że ekipa Jana Wójcika stanęła przed dużą szansą, by wreszcie zainkasować w tej edycji trzy punkty. Była też jednak druga strona medalu. Czyli ryzyko potencjalnej porażki z oponentem, który ledwo się zebrał. I właśnie tutaj wracamy do wspomnianej wcześniej presji, bo w takim meczu nie za wiele możesz wygrać, za to wiele możesz stracić. NieDzielni ze swojego zadania wywiązali się jednak bardzo dobrze. Tak naprawdę, to był tylko jeden moment w tym spotkaniu, gdzie sytuacja trochę zaczęła im się wymykać z rąk. Było to na początku drugiej połowy, gdzie prowadzili 3:0, ale dali się zaskoczyć szybkim trafieniem na 3:1, potem zrobiło się 3:2, a niewiele zabrakło, by Bagstar doprowadził do remisu. W tym okresie dobrze spisywał się Piotrek Parol, który przesunął się z obrony do ataku i to on zdobył obydwie bramki dla ferajny Rafała Jagóry. Ale na tym się skończyło. NieDzielnym udało się zdobyć kluczową dla losów spotkania bramkę na 4:2 i chociaż rywal nie odpuszczał, znowu zmniejszył straty, to następne trafienie stanowiło przysłowiowy gwóźdź do trumny. Gracze w żółtych koszulki nie wypuścili okazji z rąk, dołożyli jeszcze dwa gole do swojego dorobku i wygrali ostatecznie 7:3. No i brawa dla nich. Wbrew pozorom to nie był łatwy mecz, rywal mimo braków kadrowych nie rozłożył im czerwonego dywanu i trzeba było wykazać się cierpliwością oraz skutecznością, by zainkasować całą pulę. Tak też się stało. I chociaż triumfatorom należy się chwała, to pochwalmy też przegranych, bo mimo trudnych okoliczności, niczego nie oddali tutaj za darmo.
Do bardzo ciekawego pojedynku doszło między Lisami Bez Polisy, którzy przed tygodniem musieli uznać wyższość rywali, a mającymi komplet punktów na swoim koncie FC Warsaw Wilanów. Od początku meczu widać było, że oba zespoły podchodzą do siebie z dużym respektem, akcje toczył się głównie w środku pola, z pojedynczymi atakami raz pod jedną bramką, raz pod drugą. Na pierwszego gola czekaliśmy mniej więcej do 7 minuty, kiedy to Konrad Prządka dokładnym wyrzutem piłki z autu obsłużył Przemysława Goworka, a ten wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W późniejszym etapie mecz był wyjątkowo wyrównany, mało było okazji podbramkowych, to była prawdziwa definicja stwierdzenia "piłkarskie szachy". Dopiero na 5 minut przed zejściem zawodników na zasłużony odpoczynek FC Warsaw Wilanów stanął przed wyśmienitą okazją do wyrównania. Po jednej z sytuacji w polu karnym sędzia główny odgwizdał rzut karny, a na bramkę zamienił go Karol Kowalski. Do przerwy zatem remis 1-1 i zapowiedź dużych emocji w drugich 25 minutach. Po przerwie mecz do złudzenia przypominał wydarzenia z pierwszej części gry. Zacięta rywalizacja o każdy kawałek boiska, duża nieustępliwość i chęć zdobycia bramki. Dopiero w okolicy 37 minuty ekipa z Wilanowa wyszła na prowadzenie, kiedy to bardzo dobre podanie Piotra Wdowińskiego na bramkę zamienił Marcin Sieradzki. Niestety dla gości ich radość z prowadzenia nie trwała zbyt długo, bo już w jednej z następnych akcji Lisy Bez Polisy doprowadziły do wyrównania po bramce, której autorem był Damian Borkowski. Mecz, który przyniósł nam bardzo dużo emocji, nie przyniósł nam zwycięzcy, ale obie ekipy zasługują na słowa pochwały po takim występie.
Meczem do jednej bramki można było nazwać spotkanie w 12 lidze, w którym drużyna AFC Niezamocni zmierzyła się z Essing Gorillaz. Już na początku spotkania, świetnym indywidualnym rajdem popisał się Filip Wolski, który pewnym strzałem otworzył wynik tego spotkania, a dwie minuty później było już 0-2, kiedy to piłkę do siatki skierował Kuba Skwirtniański. Goście dominowali w każdej części boiska, zakładali wysoki pressing, z którym Niezamocni zupełnie nie mogli sobie poradzić. Essing Gorillaz bawili się piłką i gdyby tylko mieli więcej cierpliwości w rozgrywaniu akcji, wynik po pierwszej połowie mógłby być dwucyfrowy. Kiedy sędzia miał już kończyć pierwszą odsłonę spotkania, niespodziewanie Łukasz Syrek strzela pierwszą bramkę do gospodarzy. Wynik do przerwy to wysokie prowadzenie gości 1-8. Po przerwie dalej mogliśmy oglądać pełną dominację zawodników Gorillaz, a w tej części meczu szczególnie brylowali Filip Wolski i Kuba Skwirtniański, który zgromadzili razem dziewięć bramek. Niezamocni starali się walczyć do końca, jednak różnica w wyszkoleniu technicznym i kultura boiskowa gości była tak duża, że Dawid Brzoskowski i spółka musieli pogodzić się z klęską. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 3-12 i pokazuje, że triumfatorzy mają spore aspiracje w trwającym sezonie Ligi Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)