Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 12 Liga
Ważną lekcją, którą wszyscy przyjmujemy, oglądając rozgrywki Ligi Fanów, jest to, aby nie skreślać nikogo przed startem spotkania. Tabela i statystyki mogą sugerować faworytów, ale boisko zawsze weryfikuje. Bagstar Wszedło do siódmej kolejki przystępował po pięciu porażkach z rzędu i niewykluczone, że rywale mogli ich delikatnie zignorować. Drużyna z najgorszym bilansem bramkowym w lidze szybko udowodniła, że nie należy ich lekceważyć. Wynik otworzył Kamil Dźwilewski, a płaskim strzałem z dystansu prowadzenie gości podwyższył Filip Pacholczak. Przed przerwą gola kontaktowego strzelił Borkowski, pewnie wykorzystując rzut karny. W drugiej połowie znów zaatakowali gracze, na których nikt nie stawiał i po agresywnym pressingu w polu karnym rywala ponownie zdobyli dwubramkową przewagę. Historia zatoczyła koło, bo znów prowadzenie gospodarzy zmniejszył Damian Borkowski, obiegając rywala wokół linii bocznej boiska niczym Gareth Bale w pamiętnym finale pucharu Hiszpanii, niecałą dekadę temu. Hat-tricka ten zawodnik skompletował wymuszając stratę jednego z obrońców blisko bramki. Decydujące trafienie należało jednak do Bagstaru, gdy sprytnie wykonali stały fragment gry. Rafał Jagóra podał piłkę do Pawła Kaniowskiego z rzutu rożnego, a ten umieścił ją w siatce strzałem po ziemi. Dzięki wynikowi 3:4 goście zakończyli swoją serię porażek, przywracając nadzieję, by zakończyć rundę jesienną w bezpiecznej strefie. Po siódmej kolejce dzieli ich od tego celu zaledwie jeden punkt.
Kto zatrzyma lidera? Debiutujący w Lidze Fanów zawodnicy Essing Gorillaz są w tym sezonie - posługując się młodzieżową nomenklaturą - na prawdziwej “essie”. W siedmiu pierwszych meczach zdobyli komplet punktów, pokazując bardziej doświadczonym graczom nowe rozwiązania taktyczne, pozwalające im cotygodniowo dopisywać trzy oczka do swojego dorobku. Drużyna złożona z zawodników urodzonych w XXI wieku dominuje pod względem przygotowania motorycznego, a także stosowania nieoczywistych zagrań. Młodzieńczą ekstrawagancję wykorzystali również w starciu z trzecią siłą dwunastej ligi, zespołem Shitable. Ubrani w czarne stroje - jak na Goryli przystało - zawodnicy, przeważali w drugim listopadowym starciu, choć mieli niewielkie problemy ze znalezieniem drogi do bramki rywala. Optyczną przewagę zamienili na liczby w okolicach 15 minuty, gdy Olek Florczuk otworzył wynik spotkania płaskim strzałem z ostrego kąta. Asystę przy jego trafieniu zaliczył Filip Wolski - wybrany później na MVP całej kolejki. Największe zagrożenie pod bramką Essing Gorillaz w pierwszej połowie wynikło z niefortunnej interwencji jednego z obrońców gości. Jan Smokowski był bliski zaliczenia “wejścia smoka”, gdy chwilę po pojawieniu się na placu gry, skierował piłkę w poprzeczkę własnej bramki. Nie przełożyło się to na zmianę wyniku, a jedynie zwiększyło motywację gości w drugiej części spotkania. Po przerwie Filip Wolski znów zaliczył asystę, choć słowa uznania kierujemy przede wszystkim w kierunku Mikołaja Płatka, który wyszedł na pozycję, wyprzedził obrońcę i wykończył akcję z najbliższej odległości. Błyskotliwy skrzydłowy Essing Gorillaz sposobem gry przypomina reprezentanta angielskiego Brighton & Hove Albion F.C. - Ansu Fatiego. Młodszy o dokładnie cztery dni od Mikołaja Płatka Hiszpan od początku kariery przeplata doskonałe zagrania z nieudanymi akcjami. Ofensywny gracz z Łomianek naprzemiennie zachwycał nas imponującą “klepką” z boku boiska i rozczarowywał niewykorzystanymi sytuacjami pod bramką rywala. To dlatego swój występ zakończył z tylko jednym trafieniem na koncie - w przeciwieństwie do Olka Florczuka, który wykorzystał grę w przewadze jednego zawodnika i zapewnił Essing Gorillaz bezpieczeństwo do końca spotkania. Rozluźnienie w szeregach młodych zawodników lidera wykorzystali reprezentanci Shitable, zdobywając dwie bramki w końcówce spotkania. Nie wpłynęły one jednak znacząco na ostateczny rezultat, bo siódme zwycięstwo na swoim koncie zapisali debiutanci, umacniając się na pozycji lidera.
Środek tabeli dwunastej ligi jest w tym sezonie płaski i równy jak murawa na arenie AWF. Jedna kolejka potrafi wywołać trzęsienie ziemi na poszczególnych pozycjach, a kwestia awansów i spadków długo pozostanie otwarta. Mimo walki o punkty zawodnicy nie zapominają o zasadach fair play. Przedstawiciele Niedzielnych wykazali się wspaniałomyślnością, zaczynając starcie z WEiTI United pięcioma zawodnikami, zważając na problemy kadrowe rywala. Bramkarz gości nieznacznie spóźnił się na pierwszy gwizdek, ale zastępujący go partner z drużyny zdołał zachować czyste konto. Do przerwy nie oglądaliśmy żadnych goli, ale to w dużej mierze zasługa golkipera po drugiej stronie boiska. Marcin Aksamitowski był tego dnia nie do pokonania: interwencje na przedpolu, efektowne parady bramkarskie, wybicia wślizgiem i rękoma - dawno nie oglądaliśmy tak udanego występu między słupkami! Będąc w takiej formie, Aksamitowski nie mógł skapitulować jako pierwszy. Wynik otworzyli jego koledzy z ofensywy, umieszczając piłkę w siatce po płaskim strzale ze skraju pola karnego. Zawodnicy WEiTI United kontynuowali swoje ataki, ale wciąż mieli problemy z pokonaniem doskonale dysponowanego bramkarza Niedzielnych (czasem pomagała mu nawet poprzeczka!). Udało im się to dopiero po strzale z rzutu karnego, który na bramkę zamienił Kwietniewski. Gospodarze nie czekali długo z odpowiedzią. Najpierw piłkę golkiperowi odebrał Jaszczak, dając prowadzenie swojemu zespołowi, a następnie asystował koledze po wrzucie z autu. Na końcu obie drużyny zdobyły jeszcze po bramce, ale wynik dla Niedzielnych był już bezpieczny - spotkanie zakończyło się rezultatem 4:2.
Jednym z bardziej interesujących spotkań w 12 lidze był mecz pomiędzy Sportano Football Club a drużyną Ajaksu Warszawa. Te ekipy sąsiadują w tabeli i każda strata punktów była dodatkowo bolesna. Zdecydowanie lepiej to spotkanie rozpoczęli zawodnicy Ajaksu, którzy dość szybko objęli prowadzenie. Akcję całego zespołu wykończył Bartek Kopacz. Goście szybko ruszyli za ciosem i już po kilku minutach na tablicy wyników mieliśmy 0-2. Tym razem piłkę do bramki Sportano skierował Adam Bogusz. Gospodarze rozkręcali się bardzo powoli, ale z każdą minutą wyglądali lepiej. W ekipie gospodarzy świetnie wyglądał Filip Motyczyński, który był główną siła napędową większości ataków swojego zespołu. To co nie udawało się przez większość pierwszej połowy, udało się w jej końcówce. Wspomniany już Filip pokonał bramkarza Ajaksu i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-2. Drugą część spotkania rozpoczęliśmy podobnie jak pierwszą, bo to goście głównie atakowali i byli stroną dominującą. Ich ataki były przeprowadzane w szybkim tempie i z dużą dozą fantazji, jednak na końcu ciągle brakowało wykończenia. Gospodarze natomiast grali swoją piłkę, cierpliwie się bronili a gdy nadarzyła się okazja groźnie kontratakowali. W bramce świetnie dysponowany był Kamil Podgórski, który w pięknym stylu wybronił „jedenastkę”. To co nie udało się Ajaksowi z zimną krwią wykorzystali gospodarze, bramkę na 2-2 strzelił Marcin Rostkowski. Od tego momentu to właśnie Sportano przejmowało kontrolę na boisku, co udokumentowali kolejną bramką. Tym razem na strzał z dystansu pokusił się Paweł Bala i pokonał bezradnego w tej sytuacji bramkarza Ajaksu. W końcówce mecz nam się otworzył, widzieliśmy wiele okazji pod obiema bramkami, jednak nic nie wpadało. Taki stan utrzymywał się aż do 46 minuty, kiedy to rzut wolny z bocznej strefy wykonywał Paweł Bala i pięknym strzałem w samo okienko podwyższył wynik spotkania na 4:2, tym samym pieczętując wygraną swojego zespołu. Dzięki takiemu rezultatowi Sportano Football Club przeskakuje Ajaks Warszawa w tabeli i teraz to podopieczni Kamila Dąbrowskiego przez najbliższy tydzień mogą patrzyć z góry na drużynę niedzielnych oponentów.
Sytuacja dla FC Warsaw Wilanów, po przegranym meczu z Essing Gorillaz nie mogła się ułożyć lepiej. No bo jeśli chcesz wrócić na zwycięską ścieżkę, to czy możesz trafić przyjemniej, niż na ostatnią ekipę w tabeli? A tak się akurat stało, że najbliższym rywalem wiceliderów tabeli była właśnie czerwona latarnia 12.ligi, AFC Niezamocni. Dodatkowo w obozie ligowych outsiderów brakowało kilku ważnych graczy, w tym kapitana Dawida Brzoskowskiego. To nie mogło się dobrze skończyć i tak naprawdę tylko na początku meczu można było odnieść wrażenie, że tutaj jest możliwy inny wynik, niż wysoka wygrana faworytów. Początek był naprawdę obiecujący dla Niezamocnych, którzy wyszli na prowadzenie i chociaż szybko je stracili, to potem mieli kilka naprawdę dogodnych okazji do zdobycia bramki na 2:1. Przeciwnikom udzielał się w tym okresie zbyt duży pośpiech. Wiele rzeczy chcieli zrobić za szybko, co produkowało niedokładność. Ale powoli chłopaki zaczęli wchodzić na właściwe dla siebie obroty, a co najważniejsze – pojawiła się skuteczność. 2:1, 3:1, 4:1 i było jasne, że mecz zaczyna zmierzać w jednym kierunku. Druga połowa tylko to potwierdziła. W obozie przegrywających dyscyplina była z minuty na minutę mniejsza, natomiast po stronie wiceliderów wciąż widać było determinację i niewiele zabrakło, by każdy z zawodników zwycięskiej ekipy wpisał się do protokołu meczowego z asystą lub bramką. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 10:2 i można go dopisać do kategorii „do jednej bramki”. Faworyci wygrali zasłużenie, byli dużo lepsi i teraz czeka ich perspektywa dwóch spotkań, w których powalczą o umocnienie się na drugiej pozycji w tabeli. A Niezamocni? Cóż, niedzielną porażkę należało wkalkulować, ale w najbliższy weekend trzeba już przyjechać optymalnym składem, bo nadarza się prawdopodobnie ostatnia okazja w rundzie, by zasmakować zwycięstwa. Rywalem będzie bowiem BAGSTAR, który w ligowej hierarchii jest tylko o jedno oczko wyżej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)