reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Lider 12 ligi Essing Gorillaz, aby przybliżyć się do końcowego tryumfu musiało pokonać goniącą „pudło” drużynę Lisy Bez Polisy. Przez pierwsze piętnaście minut trochę lepiej grali gospodarze, którzy wyrobili sobie dwa gole przewagi. Mimo prowadzenia rywala Lisy prezentowały się dobrze na boisku i potrzebowały tylko dwóch minut, aby doprowadzić do remisu. Zaskoczeni takim obrotem spraw zawodnicy Essing Gorillaz starali się trochę mocniej przycisnąć rywala, lecz będący w fenomenalnej dyspozycji Krystian Załucki okazał się zaporą nie do pokonania. Wyrównana gra toczyła się do samego końca pierwszej połowy, w której to na minutę przed jej końcem, ku zaskoczeniu wszystkich, goście objęli prowadzenie. Wszystko wskazywało na to, że po chwili przerwy faworyci ruszą do odrabiania strat. Jednak Lisy Bez Polisy chciały zaskoczyć i skutecznie stawiały opór gospodarzom. W 30 minucie oba zespoły dopisały do swojego wyniku po jednym golu. Zaciekła gra o laur zwycięstwa toczyła się w najlepsze. Szybkie kontrataki, co chwilę zapierały dech w piersiach, a doprowadzenie do remisu w 38 minucie zwiastowało intensywną, emocjonującą końcówkę meczu. Finałowe fragmenty lepiej wykorzystali goście, którzy do samego końca musieli walczyć o zwycięstwo. Kluczowe okazały się trzy minuty od 43 do 46. W tym właśnie czasie Lisy Bez Polisy dość sensacyjnie wyszły na trzybramkowe prowadzenie, które zdołali utrzymać dzięki Krystianowi i grze zespołowej. W konsekwencji porażki Essing Gorillaz, co prawda utrzymało status lidera, lecz ich przewaga nad drugim zespołem zmalała do dwóch oczek. Lisy awansowały na czwartą pozycję i mają tylko 3 punkty straty do najniższego stopnia podium, lecz muszą bacznie oglądać się za siebie, gdyż ich przewaga nad goniącymi drużynami nie jest duża.

2
11:00

Mecz bez historii – tak naprawdę, to te trzy słowa mogą (czy nawet powinny) służyć za opis spotkania Bagstar Wszedło kontra FC Warsaw Wilanów. Prawdę mówiąc nie za bardzo jest tutaj o czym pisać, bo Bagstar przyjechał na mecz w 6 osób, z czego jedna szybko okazała się niezdolna do rywalizacji i grając o jednego mniej należało się spodziewać pogromu. Zwłaszcza, że rywale byli bardzo zdeterminowani, by trochę tutaj postrzelać i nabić statystyki swojemu najlepszemu zawodnikowi, Karolowi Kowalskiemu. Bagstar w pierwszej połowie jeszcze się trzymał, ale w drugiej wszystko się posypało i chociaż zawodnikom nie można odmówić ambicji, to kolejna wysoka porażka stała się faktem. Warto dodać, że w konsekwencji tej wygranej, zespół FC Warsaw Wilanów doszedł Essing Gorillaz na dwa punkty i jeśli ferajna Karola Świtalskiego gdzieś po drodze się nie wykolei, to w ostatniej kolejce będziemy mieli mecz o mistrzostwo między dwiema bezwzględnie najlepszymi ekipami 12.ligi.

3
13:00
( 2 : 2 )
10 : 2
Raport

Jak dotąd w rozgrywkach 12. ligi spora część rozstrzygnięć już zapadła. Wiemy jakie drużyny walczą o mistrzostwo oraz które z nich opuszczą ten poziom. Jedyne co pozostaje niewiadomą to środek w tabeli, w którym panuje nie lada ścisk. Minionej niedzieli Ajaks Warszawa pod wodzą „nowego” szkoleniowca, Carlo Ancelottiego (Long Kevina Trana) do swojego spotkania przystępował w roli murowanego faworyta. Ekipa zajmująca siódmą lokatę ma bowiem jeszcze szanse na wyśrubowanie swojego wyniku i zajęcie finalnie lepszej pozycji. Ich rywalem był pierwszy zespół NieDzielnych, który przed startem zawodów miał jeszcze cień nadziei na pozostanie w lidze. Od samego początku mecz prezentował się niezwykle wyrównanie. Pierwsi do głosu doszli nominalni gospodarze, którzy po kapitalnej asyście wprost od swojego bramkarza wyszli na prowadzenie, które później za sprawą kolejnego trafienia Bartka Kopacza zdołali podwyższyć. Od tego momentu w ich szeregi wdało się zbyt dużo błędów indywidualnych, co skrzętnie wykorzystali bardziej doświadczeni rywale. Najpierw Sławomir Godyński pokonał Mateusza Nowaka, a później tę sztukę powtórzył gracz oznaczony numerem dwa, kapitan zespołu, Jan Wójcik. Jak się później okazało było to ostatnie trafienie z pierwszej połowy. W drugiej części starcia wyraźnie lepsi okazali się gracze Ajaksu, niejednokrotnie grając ciekawą, schematyczną i przede wszystkim poukładaną grę. Zapewne była to zasługa niezwykle zaangażowanego szkoleniowca gospodarzy. Efektem tego było kolejnych osiem goli, które w zestawieniu z brakiem bramkowych argumentów w wykonaniu NieDzielnych, dopełniło dzieła, zapewniając pokaźną wygraną 10:2.

4
14:00

Jesienią w meczu tych ekip minimalnie wygrali zawodnicy WEiTI United. Jeśli bardziej zagłębimy się w historię ich starć z Shitable, to w dwóch dotychczas rozegranych spotkaniach zgarniali trzy punkty. Obie ekipy gonią czołówkę i to starcie miało duże znaczenie w kontekście dalszej walki o awans. Na początku meczu gra była dość wyrównana i oglądaliśmy akcje pod obiema bramkami. Jednak to Shitable wyglądał na boisku lepiej. Ich akcje były płynniejsze i bardziej składne niż ataki budowane przez rywali. Z każdą kolejną minutą meczu goście zaczynali przeważać i efektem tego była bramka zdobyta w 16. minucie przez Stasa Krayeuskiego. Przed gwizdkiem arbitra zapraszającym na przerwę obejrzeliśmy jeszcze dwie bramki graczy w białych koszulkach. Natomiast gra WEiTI pozostawiała sporo do życzenia. Po przerwie Shitable dalej przeważali i nadawali tempo grze. Warto wspomnieć o ich bloku defensywnym, który w tym meczu świetnie funkcjonował i skutecznie przerywał ofensywne poczynania oponentów. Nie pozwalali rywalom na wiele, a przy tym dalej punktowali, spokojnie doprowadzając do zwycięstwa w tej rywalizacji. Kompletnie nie wyszedł ten mecz WEiTI United. Nie zdołali znaleźć sposobu na zdobycie choćby jednej bramki i raczej nikt nie spodziewał się w tym starciu takiego rezultatu. Porażka 0:9 zdecydowanie utrudniła im pogoń za awansem w tym sezonie. W dodatku w środku tabeli zrobiło się ciasno i muszą punktować w przyszłych kolejkach, jeśli nie chcą stracić miejsca premiowanego przepustką do Pucharu Ligi Fanów. Tuż za ich plecami, ze stratą jednego punktu, jest zwycięskie Shitable, które w takiej formie może jeszcze namieszać w końcówce sezonu.

5
16:00

AFC Niezamocni to dość wdzięczny rywal dla Sportano. Te ekipy mierzyły się bowiem w poprzedniej rundzie i faworyci wygrali aż 11:2, nie dając oponentom żadnych szans. Teraz, gdy zobaczyliśmy kadrę Sportano, a w niej Filipa Motyczyńskiego i Adriana Kamolę, od razu wiedzieliśmy, że dzielną ekipę Dawida Brzoskowskiego czeka droga przez mękę. Podobnie jak samego kapitana, który z racji braku nominalnego bramkarza, musiał stanąć między słupkami i dość szybko się przekonał, że jego kręgosłup będzie narażony na częste pochylenia przy wyjmowaniu piłki z siatki. Zaczęło się jednak dość niespodziewanie, bo to Niezamocni wyszli na prowadzenie po trafieniu Huberta Brzoska, ale był to ostatni moment, gdy gracze w błękitnych koszulkach byli o gola z przodu. Za chwilę dwie dwójkowe akcje duetu Motyczyński – Kamola i Sportano zmieniło wynik na 2:1. Ten rezultat również długo się nie ostał. Dawid Brzoskowski pokazał, że może skutecznie pełnić funkcję lotnego golkipera, po bo jednym z jego wyjść ładnym strzałem pokonał Mikołaja Abramowicza. No i to był de facto ostatni moment, gdy te zespoły miały ze sobą kontakt. W dalszej części pierwszej połowy uwidoczniła się duża przewaga faworytów, którzy wyszli na prowadzenie 6:2. Problem Niezamocnych nazywał się Filip Motyczyński. Mimo apeli kapitana, kolegom z pola nie udawało się ograniczyć jego poczynań, co powodowało, że wynik puchł. W drugiej połowie momentami wyglądało to lepiej. Bliskie krycie lidera przeciwników powodowało, że wielokrotnie tracił on piłkę, no ale swoje i tak zrobił. Finałowa odsłona była zresztą wolną amerykanką, gdzie dominowała ofensywa, stąd też końcowy wynik wyniósł aż 12:7. Mimo porażki zawsze staramy się szukać pozytywów i tutaj też w obozie Niezamocnych takie by się znalazły. Przede wszystkim fajny występ Łukasza Syrka (trzy gole i dwie asysty), jak również Huberta Brzoska. Po stronie Sportano wiadomo kto robił największe zamieszanie, natomiast jest to zespół grający bardziej zespołowo, niż może się wydawać, o czym zresztą świadczy fakt, że aż sześciu zawodników zdobyło w tym spotkaniu gola lub asystę. A i tak najważniejsza była wygrana, która pozwoliła pozostać na czele peletonu bijącego się o brązowy medal.

Reklama