Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 12 Liga
Nieposiadające choćby punktu Sportano Football Club podejmowało zespół Niedzielnych, który okupował miejsce w środku tabeli. Gospodarze od samego początku przeważali na boisku, wykorzystując większą liczbę zmian oraz brak nominalnego bramkarza pomiędzy słupkami gości. Strzelanie zawodnicy Sportano rozpoczęli już w 3 minucie, a Niedzielni odpowiadali im tym samym, dzięki czemu na przestrzeni 10 minut zobaczyliśmy aż sześć trafień, z dwubramkową przewagą gospodarzy. Krótka ławka rezerwowych coraz bardziej dawała się we znaki gościom. Efektem tego poza mało efektywną grą była strata kolejnych bramek. Mimo, że Marcin Aksamitowski robił co mógł, nie był w stanie zatrzymać napastników gospodarzy. Zanim sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy gospodarze powiększyli swoją zdobycz bramkową o dwa gole, tracąc tylko jednego. Wynik 6:3 do przerwy zwiastował pierwsze punkty oraz zwycięstwo Sportano Football Club. Dryga część meczu okazała się bardziej wyrównana niż się tego spodziewaliśmy, o czym mogą świadczyć tylko dwa zdobyte gole - po jednym dla każdej ze stron, co miało miejsce w ostatnich minutach spotkania. Dzięki zwycięstwu gospodarze przybliżyli się do opuszczenia strefy spadkowej, a goście mimo porażki nie zmienili swojej pozycji w tabeli.
Zupełnie inaczej toczą się losy ekip WEiTI United i Bagstaru w trwającym sezonie. Ci pierwszy przegrali premierowe spotkanie w lidze, ale potem zanotowali dwa zwycięstwa z rzędu. Drudzy odwrotnie – początek mieli wyborny, a potem równia pochyła. Ale jasnym było, że tutaj możemy się spodziewać wyrównanej batalii, chociaż gdy okazało się, że gracze WEiTI nie mają ani jednej zmiany, to zaczęliśmy się zastanawiać, czy starczy im sił na pełne 50 minut. Zacznijmy jednak od początku. Pierwsza połowa to prawdziwa jazda bez trzymanki. Zaczęło się od dwóch goli dla WEiTI autorstwa Kazimierza Lipskiego, co jednak nie podcięło skrzydeł Bagstarowi, który powoli instalował sterowniki w to spotkanie. I chociaż za każdym razem gdy odrabiał połowę strat, to rywal wracał do bezpiecznej, dwubramkowej przewagi, to ten schemat stracił na znaczeniu pod koniec inauguracyjnej odsłony. Rafał Jagóra i spółka złapali wreszcie swój rytm, zdobyli dwa gole z rzędu, a powinni nawet prowadzić, lecz Kuba Wrzosek zmarnował w jednej akcji dwie doskonałe okazje i pewnie do tej pory nie wie, jak to się stało, że nie zapisał się wówczas na listę strzelców. Ten zawodnik zrehabilitował się jednak w drugiej połowie i Bagstar po raz pierwszy w meczu był o gola z przodu. Ten fakt, w połączeniu z coraz większymi problemami ekipy WEiTI ze zdobywaniem bramek sugerował, że gracze w błękitnych koszulkach będą w stanie dowieźć swoje prowadzenie do końca. Wiara była tym większa, że dobrze prezentował się bramkarz Oskar Głuszniewski, który długimi fragmentami stanowił mur nie do przejścia. Jednak wszystko się posypało, a kluczowy moment to zejście z boiska Piotrka Parola. Kontuzja chwilowo uniemożliwiła kontynuację gry temu zawodnikowi, co bardzo szybko wykorzystali oponenci. Najpierw gola po indywidualnym rajdzie zanotował Kazimierz Lipski, a na 6:5 piłkę do bramki wbił Szymon Auguścik. Bagstar walczył do końca, szansę miał Filip Pacholczak oraz wspomniany Piotrek Parol, który ostatecznie wrócił do gry, ale widać było, że nie może dać z siebie tyle, ile chce. Więcej goli już nie padło i po dramatycznym boju WEiTI zwyciężyło 6:5. W naszej ocenie sprawiedliwy byłby tutaj remis, ale biorąc pod uwagę, że triumfatorzy gole zdobywali wtedy, gdy w teorii powinni nie mieć już sił, to jednak chyba na te trzy punkty zasłużyli. Szkoda jednak Bagstaru, który walczył naprawdę ambitnie, a mimo dużego poświęcenia ponownie został z niczym…
Ajaks Warszawa nie może zaliczyć pierwszej części rundy jesiennej do udanej. Z jednym punktem i dwoma wysokimi porażkami plasował się w dolnej części tabeli. Natomiast jego rywal Essing Gorillaz był po przeciwnej stronie. Samotny lider z największą liczbą strzelonych bramek. Mecz zapowiadał się na jednostronne widowisko. Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu gospodarze nie chcieli tanio sprzedać skóry i poza skuteczną obroną również stwarzali zagrożenie w polu karnym swojego rywala. Goście potrzebowali aż trzynastu minut, aby po raz pierwszy umieścić piłkę w siatce strzeżonej przez Kacpra Bielenia. Gra z minuty na minutę nabierała na szybkości i twardości po obu stronach, a bramkarze mieli coraz więcej pracy. Kiedy Olek Florczyk podwyższył prowadzenie wydawało się, że Essing Gorillaz będą spokojnie budować swoją bramkową przewagę. Jednak na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy wynik z rzutu karnego ustalił Bartek Kopacz, zdobywając swojego pierwszego gola w tym meczu i zmniejszając stratę do oponenta. Druga odsłona meczu była jeszcze bardziej emocjonująca. Gospodarze chcąc odrobić straty grali zdecydowanie odważniej, lecz ich starania wielokrotnie zatrzymywał Marek Kurzelewski nie pozwalając na doprowadzenie do wyrównania. Oba zespoły w tej części meczu strzeliły po dwa gole i różnica z pierwszej połowy zdecydowała o zwycięstwie Essing Gorillaz, które zanotowało czwartą wygraną z rzędu. Zawodnicy Ajaksu mimo przegranej zaprezentowali się naprawdę z bardzo dobrej strony, a ich gra napawa optymizmem na nadchodzące spotkania. Dlatego wierzymy, że zła passa szybko się od nich odwróci i ucieczka z ostatniego miejsca niedługo stanie się faktem.
W meczu czwartej kolejki spotkały się dwie ekipy, które jeszcze nie przegrały w tym sezonie. Od początku mecz toczony był w szybkim tempie a oba zespoły były zdeterminowane do walki o komplet punktów. Szybko jednak swoją skutecznością gospodarze pokazali kto tego dnia jest lepiej dysponowany. W ataku brylował duet Karol Kowalski & Kuba Świtalski i szybkie prowadzenie podcięło trochę skrzydła gościom. Shitable starało się atakować, ale robiło to nieskutecznie a w defensywie popełniało sporo błędów, które rywale wykorzystywali tego dnia bezlitośnie. Do przerwy było 5:0 i spore zaskoczenie dla wszystkich, bo sądziliśmy że będzie to wyrównany pojedynek. Po zmianie stron nadzieję na pogoń za wynikiem dał Ivan Kirianov, strzelając dwie bramki z dystansu. Jednak gdy Shitable łapało moment lepszej gry, to Warsaw Wilanów potrafiło odpowiadać kolejnymi bramkami. W bramce swoje wybronił również Dominik Pietruczuk, co również było ważne w kontekście ostatecznego wyniku tego spotkania. Shitable w końcówce zmniejszyło rozmiary porażki, pokazując że potrafi grać na wysokim poziomie. Mecz zakończył się wynikiem 8:4, co umocniło gospodarzy na czele tabeli. Goście mimo porażki nadal zajmują dobre miejsce w środku stawki i z nadziejami podejdą do kolejnego meczu licząc na poprawę swojej pozycji w dwunastej lidze.
W starciu czwartej kolejki Ligi Fanów pomiędzy zespołami AFC Niezamocni a Lisy Bez Polisy obserwowaliśmy dynamiczne widowisko oraz zażartą walkę o zwycięstwo. Przed meczem różnice w formie obu drużyn wydawały się istotne. AFC Niezamocni mający zaledwie jeden punkt na koncie, starający się wyjść z kryzysu stanęli naprzeciw Lisom Bez Polisy, mimo niestabilnej gry, uznawanym za faworyta tego pojedynku. Pomimo stawienia się na mecz w bardzo wąskiej kadrze, gracze AFC Niezamocni na pewno mieli nadzieję na poprawę wyników, dążąc do zaskoczenia swoich rywali. Natomiast Lisom Bez Polisy, dysponującym głęboką ławką, towarzyszyła presja potwierdzenia swojej przewagi nad przeciwnikiem. Już w 2 minucie meczu Damian Borkowski wyprowadził Lisy Bez Polisy na prowadzenie, zdobywając pierwszego gola. Ta bramka zapoczątkowała dominację gości w pierwszej połowie, czego wyrazem był wynik 1:6 na korzyść ich drużyny. Szczególnie imponująca okazała się ładna bramka Damiana Borkowskiego, zdobyta po wkręceniu piłki do bramki z rzutu rożnego. Na początku drugiej połowy losy meczu zaczęły się komplikować dla Lisów Bez Polisy, gdyż Aleksander Klimaszewski otrzymał czerwoną kartkę, pozostawiając drużynę w osłabieniu. AFC Niezamocni próbowali wykorzystać tę szansę. Udało im się zbliżyć do rywali, między innymi za sprawą Dawida Brzoskowskiego, który wykręcił w tym meczu naprawdę solidne statystki w postaci dwóch bramek i trzech asyst co oznacza, że brał udział przy wszystkich bramkach swojej ekipy. Mimo ofensywnego podejścia AFC Niezamocni, Lisy Bez Polisy zdołali utrzymać prowadzenie do końcowego gwizdka, zwyciężając 7:5







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)