reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Spotkanie między Team Ivulin a Miksturą to pojedynek ekip, które w pierwszej kolejce z boiska schodziły bez zdobyczy punktowej. I obydwie do niedzielnej potyczki przystąpiły z chęcią otwarcia swojego dorobku. Lepiej mecz rozpoczęli goście, strzelając bramkę w 5 minucie, ale już 60 sekund później ponownie mieliśmy remis. Kolejne kilka minut to popis Rafała Jochemskiego, który w krótkim odstępie dwa razy pokonał bramkarza rywali. Jak się później okazało, były to jedyne trafienia w pierwszej połowie i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 1:3. W drugiej części meczu formacje defensywne obydwu drużyn dały się rozpędzić ofensywie przeciwników, dzięki czemu byliśmy świadkami sporej liczby bramek. Strzelanie rozpoczęli goście, ale na ich dwa gole tym samym odpowiedzieli rywale. Doskonałą szansę na podwyższenie wyniku miał Filip Junowicz, lecz jego strzał z rzutu karnego obronił bramkarz. Przestrzelona jedenastka nie załamała tego zawodnika i w kolejnych minutach razem z kolegami jeszcze trzy razy cieszył się z gola, a on sam zasłużenie został wybrany MVP tego spotkania. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Mikstury 8:3 i zespół ten inkasuje pierwsze punkty w sezonie. Dla Team Ivulin była to już druga ligowa porażka i trzeba szybko się otrząsnąć, by wrócić na właściwą drogę.

2
11:00

Tuż przed południem na boisko wybiegli zawodnicy FC Patriot i FC Vikersonn. Obie drużyny z zerowym dorobkiem punktowym od pierwszych minut były bardzo zmotywowane do gry. Mecz od początku był dość twardy i nikt nie odstawiał nogi w walce o piłkę. Częściej pod bramką rywala byli zawodnicy Vikersonna, lecz zanim padła pierwsza bramka zobaczyliśmy żółtą kartkę dla Artema Bondarchuka. Trzy minuty przewagi wykorzystał Ivan Vovk i goście wyszli na prowadzenie. Chwilę później sytuacja się powtórzyła. Wpierw Ivan zdobył drugiego gola, a Artem kartkę, która wykluczyła go do końca meczu. Na boisku i poza nim zaczęło iskrzyć. Na szczęście górę wzięło umiłowanie do gry w piłkę i emocje mimo napiętej trochę się rozluźniły. Gospodarze mieli trudności w tworzeniu dobrych akcji ofensywnych, które goście rozbijali w zarodku. Przy wyniku 0:3 po raz pierwszy Yurii Buts umieścił piłkę w siatce oponentów. Tuż przed przerwą oba zespoły dopisały do swojego konta jeszcze po jednej bramce i na przerwę schodziły przy wyniku 1:4. Dalsza część meczu nie różniła się wiele od pierwszej odsłony. Bezradni gospodarze starali się odwrócić losy spotkania, lecz nie mogli znaleźć skutecznego remedium na grę oponenta. Goście natomiast powiększali swoje prowadzenie. Mecz zakończył się dość okazałą wygraną FC Vikersonn 8:2 i właśnie ta drużyna cieszyła się z pierwszych punktów w sezonie 2024/2025. FC Patriot musi jeszcze chwilę poczekać na punkty, lecz jeśli poprawi grę ofensywną, to będą one tylko kwestią czasu.

3
11:00

W niedzielę w godzinach przedpołudniowych doszło do starcia ekipy Rock'n Roll Warsaw oraz Bad Boys. Początek meczu był niezwykle wyrównany - obie drużyny szły łeb w łeb, strzelając naprzemiennie gole. Z biegiem czasu przewaga gospodarzy zaczęła się bardziej zarysowywać, przez co na koniec pierwszej połowy mieli czterobramkową zaliczkę. Na pewno gościom nie pomagały kłótnie oraz wzajemne obwinianie się o stracone gole, co było wodą na młyn dla przeciwników. Co by nie mówić, Bad Boysi mają bardzo dobre początki, ponieważ na starcie drugiej części spotkania zmniejszyli straty do dwóch  bramek. Niestety dla nich, sytuacja z pierwszych 25 minut się powtórzyła. Gracze Rock'n Roll Warsaw z każdą kolejną minutą rozkręcali się. Jak to się mówi, nieważne jak zaczynasz, lecz ważne, jak kończysz. Z tego założenia ewidentnie wyszli gospodarze starcia, którzy zakończyli mecz pewną wygraną 12:7, tym samym zajmując fotel wicelidera 4 ligi.

4
12:30

Chyba mało kto mógł przypuszczać, że Szmulki mogą skutecznie stanąć na drodze Sportowym Zakapiorom. Raczej spodziewaliśmy się wygranej faworytów, którzy na Arenie Grenady przegrywają rzadko lub wcale. Ale już pierwsze minuty pokazały, że spotkanie będzie wyrównane. Zaczęło się od gola dla Zakapiorów, jednak potem złe zgranie piłki przez Pawła Groszkowskiego wykorzystał Kuba Kaczmarek i był remis. Potem doszło z kolei do kuriozalnej sytuacji. Z autu bramkowego piłkę kopnął bramkarz Szmulek, Karol Dębowski, a jego vis-a-vis celowo przepuścił piłkę do siatki, myśląc że gol nie będzie uznany. Ale wyszła tutaj nieznajomość przepisów, bo z popularnej „piątki” można zdobyć gola, co już po meczu potwierdziliśmy jeszcze w kilku sędziowskich źródłach. Faworyci szybko się jednak podnieśli i po trafieniu z główki Daniela Lasoty do przerwy było 2:2. Druga odsłona różniła się przebiegiem od pierwszej. Szmulki okazały się bardzo skuteczne i ze stanu 2:2 wyrobiły sobie dwubramkową przewagę. Zakapiory były pod ścianą, ale wtedy przypomniał o sobie Kamil Lepianka. Najpierw zanotował trafienie po indywidualnym rajdzie, a potem po strzale z dystansu, gdzie piłka po drodze zaliczyła jeszcze nieprzyjemny rykoszet i Karol Dębowski był bez szans. Te dwa gole sugerowały, że przewaga psychologiczna jest po stronie Sportowych. Chłopaki wyglądali też lepiej fizycznie, jakby zachowali więcej sił na końcówkę spotkania. Nie mogli jednak zbudować akcji, po której zainkasowaliby bramkę na wagę trzech punktów. A na domiar złego, rywal pokarał ich dosłownie ostatnim dotknięciem piłki. W 50 minucie sędzia podyktował rzut wolny dla Szmulek, a do piłki podszedł Kuba Kaczmarek. Wydawało się, że ciężko mu będzie zdobyć bramkę, ale mur okazał się tak ustawiony, że piłka przeszła obok niego i ku zaskoczeniu wszystkich, wpadła do bramki przy bliższym słupku. Sędzia za chwilę zagwizdał po raz ostatni i niespodzianka stała się faktem. Można powiedzieć, że Zakapiory przegrały na własne życzenie. Według nas, to był mecz na remis, ale jeżeli tracisz gola z autu bramkowego, a potem z rzutu wolnego, gdzie wystarczyło dobrze ustawić mur, to po takiej porażce możesz być wściekły.

5
16:30

BJM Development wydaje się być w dobrej formie na początku sezonu. Świadczyło o tym chociażby pewne zwycięstwo w 1.kolejce nad Miksturą i domyślamy się, że podobny plan chłopaki założyli sobie w konfrontacji z Wiecznie Drugimi. Ci z kolei mieli na swoim koncie punkt za remis ze Szmulkami i znając charakter Piotrka Kawki, nie było opcji, by z tym jednym oczkiem pozostali po dwóch meczach. Sprawa zapowiadała się nieźle, bo początkowo BJM wyglądał jak ekipa węgla i papy. Brakowało nominalnego bramkarza (bo wszyscy wiemy, że Filip Odoliński, chociaż broni fenomenalnie, to na powrót między słupki jest dla niego jeszcze za wcześnie) i dopiero z czasem zaczęli dojeżdżać kolejni gracze. Sęk w tym, że gdy dojechali, to odmienili oblicze spotkania. Bo początkowo było tutaj wyrównanie, wynik z 0:0 dość szybko zmienił się na 1:1, ale potem umiejętności indywidualne Deweloperów zaczęły robić różnicę. Nic więc dziwnego, że już do przerwy zrobiło się 4:1 i Wiecznie Drudzy tak naprawdę nie mieli nic do stracenia w drugiej połowie. I zaczęli mocno, bo od gola swojego kapitana. A potem mieli sporo dobrych fragmentów, gdzie długo utrzymywali się przy piłce i można było odnieść wrażenie, że za późno tutaj zorientowali się, że rywal wcale nie jest nie do ugryzienia. Problem w tym, że nie potrafili przenieść tego na wynik. Gdyby udało im się zanotować trafienie kontaktowe, to być może ta relacja miałaby zupełnie inny wydźwięk. No ale plan się nie powiódł, a postawienie wszystkiego na jedną kartę w ostatnich minutach spowodowało, że oponenci zrobili dwie kontry, strzelili dwie bramki i wygrali 6:2. Na tak dużą różnicę bramek Wiecznie Drudzy chyba nie zasłużyli. Bo jak pisaliśmy – długimi fragmentami pokazywali, że wiedzą o co w tym sporcie chodzi. Zabrakło po prostu konkretów z przodu. Takie z kolei mieli Deweloperzy, a szczególnie w ich szeregach podobał się nowy nabytek, czyli Miłosz Matuszewski. Pewnie bronił też Michał Mocarski i to wszystko złożyło się na wygraną, która jednak wcale tak łatwo nie przyszła. Ale najważniejsze, że kolejne punkty są na ich koncie.

Reklama