reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Spotkanie Bad Boysów z Miksturą to od zawsze zapowiedź emocji, niezależnie od pozycji drużyn w tabeli. Gospodarze nie mieli niestety do dyspozycji kilku kluczowych zawodników i to nie zwiastowało łatwej przeprawy. Rywale mieli znacznie lepszy skład, a z ważnych graczy nie widzieliśmy tylko Rafała Jochemskiego. Od początku to Mikstura prowadziła grę i dość szybko wypunktowała rywala. Dopiero przy stanie 0:4 Bad Boysi obudzili się i mieli swoje okazje. Z przodu próbował szarpać Piotr Wardzyński, ale był podwajany przez defensorów przeciwnika. Sygnał do walki dał Tomek Kotus, wykorzystując dobre podanie od Łukasza Winka. Do przerwy było 2:5 i rodząca się nadzieja, że uda się odwrócić niekorzystny wynik. Po zmianie stron Mikstura spuściła trochę z tonu i to wykorzystali przeciwnicy. Mądra gra z lotnym bramkarzem dała efekty w postaci skrócenia dystansu. Bramki strzelali Łukasz Winek oraz Tomasz Kotus i w obozie Mateusza Jochemskiego wkradła się nerwowość. Jednak w końcówce meczu głównie za sprawą kontr, goście skutecznie zamknęli to spotkanie i mogli się cieszyć z trzech punktów. Na wyróżnienie po ich stronie zasłużyli szczególnie Szymon Kolasa i Andrzej Łukomski, którzy byli niezwykle aktywni w ofensywie. Bad Boysi po porażce mają nieciekawą sytuację w tabeli i muszą szukać punktów w kolejnych spotkaniach. Mikstura umacnia się w czołówce tabeli i ma dużą szansę na podium po rundzie jesiennej.

2
10:30

Rock N Roll Warsaw prezentuje w trwających rozgrywkach imponującą formę. Ale przeciwko Sportowym Zakapiorom to wcale nie musiało wystarczyć, bo ekipa Daniela Lasoty jest bardzo trudnym przeciwnikiem i należało się spodziewać, że z dotychczasowych rywali postawi Rock N Rollowi poprzeczkę najwyżej. W dodatku faworyci mieli problem ze składem, bo wielu z ich graczy dojechało z opóźnieniem. To spowodowało, że początek spotkania należał do Zakapiorów, którzy spokojnie mogli otworzyć wynik, ale nie zrobili tego i gdy w obozie przeciwników dojechali kluczowi zawodnicy, to zaraz rezultat zmienił się na 1:0 dla Rock N Roll. Zakapiory odpowiedzieli trafieniem wyrównującym i ten stan trwał aż do 22 minuty. Wtedy to gra Sportowych kompletnie się posypała. Najpierw stracili gola po pięknym strzale Yaroslava Burlachenko, a potem sami sprokurowali zagrożenie, bo mogli kilkukrotnie wybić piłkę byle dalej, nie zrobili tego i można się domyślić, jak to się skończyło. Wiedzieliśmy jednak, że tutaj nie wszystko jest jeszcze stracone z perspektywy przegrywających. Potwierdził to gol po przerwie Aleksego Sałajczyka, ale co z tego, skoro dosłownie w dwóch następnych akcjach Zakapiory dały sobie wbić dwie bramki i wynik z ich perspektywy brzmiał już 2:5. Dało się odczuć brak w obronie Pawła Groszkowskiego, bo nie wierzymy, że przy jego obecności wpadłoby tyle goli dla Rock N Roll. Tak naprawdę, to mecz był już rozstrzygnięty a potem zamiast grać w piłkę, zaczęły się niepotrzebne utarczki słowne, które doprowadziły do eskalacji na 5 minut przed końcem, w sytuacji która wszystkim jest już chyba znana. Sędzia zdecydował się nie wznawiać gry i mecz, który był naprawdę niezłym widowiskiem, zakończył się skandalem. Jakie będą tego konsekwencje, tego dowiemy się wkrótce. Według nas trzeba tutaj zdecydowanych reakcji kapitana Daniela Lasoty, który jest bardzo zaangażowany, ale wizerunek jego ekipy psują niektórzy zawodnicy. Pozbycie się ich powinno stanowić fundament do odbudowy zaufania wobec tej drużyny, która – co wielokrotnie podkreślaliśmy – naprawdę potrafi grać w piłkę. Ale ostatnio jest o niej głośno z zupełnie innych powodów.

3
12:30

Ekipa FC Patriot ciągle szuka przełamania w nowym sezonie. Ale 4.liga jest na tyle silna, że podopieczni Dmytro Bobyra chociaż wcale nie grają źle, to nad nikim nie potrafią udowodnić swojej wyższości. W dodatku kapitan tej ekipy ma problemy kadrowe, co potwierdziło się w niedzielę, gdzie na ławce rezerwowych był tylko jeden gracz. W obozie BJM nastroje są zdecydowanie lepsze, aczkolwiek i tutaj kadra była dość wąska. To jednak nie przeszkodziło podopiecznym Oliviera Aleksandra w odniesieniu kolejnej wygranej. Nie było jednak tak łatwo, jak może się wydawać, zwłaszcza w pierwszej połowie. To Patrioci zaczęli tutaj zdobywanie goli, jednak rywale powoli zaczęli wchodzić na swój poziom i wynik zaczął się odwracać. Najpierw remis, potem zrobiło się już 1:2, aczkolwiek przy tym stanie wcale nie było pewne, kto strzeli kolejnego gola. Patrioci mieli ku temu okazję, gdy wyszli z bardzo groźną kontrą, w której mieli przewagę liczebną, ale nie potrafili tego wykorzystać. I lada moment przyszło im za to zapłacić golem na 1:3. Dopiero w końcówce pierwszej połowy ekipie z Ukrainie udaje się zmniejszyć straty, a na listę strzelców, po dobitce z rzutu wolnego wpisał się Mykyta Rai. Rezultat 2:3 zapowiadał spore emocje w finałowej części spotkania, ale skończyło się na zapowiedziach. Przewaga BJM robiła się coraz większa, a świetną partię rozgrywał Mikołaj Zawistowski, który niemal przy każdej bramce swojej ekipy miał udział jako asystent lub strzelec. Patriotów stać było jeszcze na jeden zryw, gdzie przy stanie 2:4 doszli na odległość jednego trafienia, ale potem nie było już czego zbierać Deweloperzy podkręcili tempo, a zmęczeni oponenci nie byli w stanie odpowiedzieć. Cztery ostatnie gole należały do BJM, który wygrał ostatecznie 8:3. Różnica bramek była jednak zbyt duża jak na to, co działo się na boisku. Do pewnego momentu oglądaliśmy wyrównane starcie i dopiero w końcówce gra Patriotów posypała się jak domek z kart. To już piąta z rzędu porażka tej ekipy. Z kolei Deweloperzy są drudzy i ponieważ przegrali tylko z liderem ligi, czyli Rock N Roll Warsaw, to zakładamy, że ich celem na tę część sezonu będzie obrona pozycji wicelidera. Zobaczymy, czy uda im się go zrealizować.

4
13:00

Zawodnicy FC Vikersonn po porażce w pierwszej kolejce weszli na odpowiednie tory i w kolejnych trzech spotkaniach zgarnęli komplet oczek. Drużyna Wiecznie Drugich jedyny do tej pory punkt zdobyła w pierwszej serii, a potem było już tylko gorzej. Mecz rozpoczął się nietypowo, bo od obijania poprzeczek przez obydwa zespoły. Najpierw zrobili to goście, a chwilę później dwukrotnie gospodarze. Doskonałą sytuację na otwarcie wyniku mieli zawodnicy z Ukrainy, którzy przez trzy minuty grali w przewadze zawodnika. I wykorzystali ją, dzięki czemu wyszli na prowadzenie. Chwilę później mieliśmy identyczną sytuację po drugiej stronie boiska i zaraz po otrzymaniu kartki przez przeciwnika, z rzutu wolnego wyrównał Łukasz Skierski i ponownie mieliśmy remis. Do końca pierwszej połowy, mimo kilku sytuacji bramkowych wynik nie uległ zmianie. W drugiej części meczu ponownie gra była wyrównana. Kolejny raz na prowadzenie wyszli gospodarze, którzy kilka minut później stracili je i na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego było 2:2. Chwilę po straconym golu po raz trzeci prowadzenie objęli gospodarze i było to ostatnie trafienie w tej potyczce. Mecz zakończył się zwycięstwem Vikersonna 3:2, ale Wiecznie Drudzy pokazali, że w piłkę grać potrafią i czekamy na kolejne dobre spotkania w ich wykonaniu.

Reklama