Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 4 Liga
Świeżo upieczony mistrz 4. ligi, FC Vikersonn, podejmował nadal walczących o utrzymanie Bad Boysów. Faworytem tego spotkania byli nominalni goście, aczkolwiek team Bartka Podobasa niejednokrotnie pokazał się w tej rundzie z bardzo dobrej strony, potrafiąc ograć wyżej notowanego rywala.
Początek meczu ułożył się idealnie dla mistrza, który już w 3. minucie objął prowadzenie, wykorzystując błąd rywala przy rozegraniu piłki. Pomimo niekorzystnego wyniku, gospodarze nie rzucili się od razu do odrabiania strat. Wynikało to poniekąd z taktyki, jaką obrał na ten mecz Vikersonn – często tworzyli przewagę, grając z wysoko wysuniętym bramkarzem. To dawało handicap w rozegraniu piłki, a w konsekwencji Bad Boysi musieli cofnąć się na własną połowę, szukając okazji do kontr lub licząc na błąd rywala.
I taki błąd nastąpił w 13. minucie, gdy obejrzeliśmy niemal identyczną akcję jak z początku spotkania – tyle tylko, że tym razem piłka trafiła do innej bramki. Kuba Solecki wykorzystał złe przyjęcie rywala, odebrał futbolówkę, rozegrał szybką klepkę z doświadczonym Tomaszem Kotusem i mieliśmy remis, który utrzymał się do końca pierwszej połowy. Nie oznacza to jednak, że w dalszej części spotkania brakowało okazji – parokrotnie Bad Boysów ratował słupek lub dobrze spisujący się między słupkami Igor Gozdecki, a i Źli Chłopcy mieli swoje sytuacje.
Druga odsłona miała podobny przebieg. Vikersonn nadal starał się budować akcje z pomocą wysoko ustawionego bramkarza, a w szeregach rywala próbował szarpać z przodu Kuba Solecki, ale tego dnia defensorzy gości skutecznie go powstrzymywali. Impas strzelecki trwał niemal do samego końca, i gdy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 1:1, do siatki po raz drugi w tym spotkaniu trafił Yevhen Syrotiuk.
Bad Boysi postawili wszystko na jedną kartę – między słupki wszedł Bartek Podobas. Niejednokrotnie taki manewr przynosił efekt, ale nie tym razem. Gospodarzom nie udało się odwrócić losów spotkania, a Syrotiuk chwilę później skompletował hat-tricka i ustalił wynik meczu na 1:3. Bad Boysi dzielnie stawili czoła mistrzowi ligi – i choć ostatecznie nie zdołali nawet zremisować, to bez wątpienia zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.
W 4. lidze, mimo zbliżającego się końca sezonu, w tabeli wciąż panuje duży ścisk. W starciu Mikstury z Rock’n Roll Warsaw to gospodarze znacznie bardziej potrzebowali punktów – zarówno w kontekście walki o utrzymanie, jak i ewentualnej przepustki do Pucharu Ligi Fanów.
Goście rozpoczęli mecz bez nominalnego bramkarza – rękawice musiał założyć zawodnik z pola, co już na starcie postawiło ich w trudniejszej sytuacji. Mikstura od razu ruszyła do ataku i już w 2. minucie Rafał Jochemski otworzył wynik, wykorzystując pierwszą dogodną okazję. Wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem, ale gra szybko się wyrównała. Rock’n Roll Warsaw odpowiedzieli błyskawicznie i doprowadzili do remisu. W dalszej części pierwszej połowy oba zespoły próbowały szczęścia strzałami z dystansu, choć niewiele z nich przełożyło się na realne zagrożenie. Gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie w końcówce tej części gry, jednak nie zdołali utrzymać wyniku – w ostatnich sekundach Artem Pavlik huknął zza pola karnego i do przerwy mieliśmy remis 2:2.
Po przerwie tempo gry wzrosło. Najpierw Vladyslav Rakhmail wykończył składną akcję i dał prowadzenie Rock’n Roll Warsaw, ale już minutę później Mikstura odpowiedziała i znów był remis. Goście grali z wysoko ustawionym bramkarzem, co Mikstura próbowała wykorzystać próbami lobów z dystansu – jednak bez odpowiedniej precyzji. Ofensywne ustawienie zaczęło jednak przynosić efekty. Rock’n rollowcy dominowali w środku pola, długo utrzymywali się przy piłce i sukcesywnie budowali przewagę, która w pewnym momencie urosła do czterech bramek. Gdy wydawało się, że jest po meczu, w ich grze pojawiło się zbyt dużo swobody – ryzykowne zagrania kończyły się stratami, a gospodarze zaczęli je wykorzystywać. Mikstura wróciła do gry, zmniejszając straty do 6:7, choć trzeba powiedzieć, że wiele razy ratował ją bramkarz, Adrian Sosnowski.
Ostatecznie jednak to goście postawili kropkę nad „i” – ósma bramka przypieczętowała ich zwycięstwo 8:6. Dla Rock’n Roll Warsaw ten wynik nie zmienia już nic – srebro mają zapewnione i mogą spokojnie przygotowywać się do zakończenia sezonu. Mikstura wciąż musi walczyć – ich losy rozstrzygną się dopiero w ostatniej kolejce.
To spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie. Dwie drużyny ze strefy spadkowej stanęły naprzeciw siebie w meczu, który mógł mieć kluczowe znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. Zwycięstwo jednej z ekip mogło znacznie poprawić jej sytuację przed ostatnią kolejką.
FC Patriot rozpoczęło fantastycznie – szybko zdobyli dwa gole i dali jasny sygnał, że przyjechali po pełną pulę. Nie ustrzegli się jednak błędów – brak koncentracji w obronie kosztował ich stratę bramki. Jedno z podań w tył zostało przechwycone przez czujnego Kubę Marciniaka, który pewnym uderzeniem zdobył gola kontaktowego dla Szmulek. Chwilę później Yurii Buts był o włos od skompletowania hat-tricka – jego strzał zmierzał w samo okienko, ale świetną interwencją popisał się bramkarz gospodarzy, odbijając piłkę na słupek. FC Patriot mogli ponownie odskoczyć w 14. minucie, jednak Maksim Abramau zmarnował rzut karny, posyłając piłkę obok bramki. Niewykorzystane okazje szybko się zemściły. Szmulki przejęły inicjatywę pod koniec pierwszej połowy – najpierw doprowadziły do remisu, a chwilę później wyszły na prowadzenie 3:2.
Po zmianie stron obraz gry całkowicie się odwrócił. Szmulki zaczęły przeważać, spychając rywali do defensywy i systematycznie zwiększając swoją przewagę. W 35. minucie prowadziły już 5:2, a ich ofensywa nie zwalniała tempa. Po wrzucie z autu autorstwa Igora Szyjkowskiego, niezawodny tego dnia Kuba Marciniak strzałem głową zdobył kolejnego gola – było 6:2. Gospodarze bezlitośnie wykorzystywali rozbitą defensywę FC Patriot, dorzucając kolejne trafienia. Goście odpowiedzieli dopiero w końcówce, ale ostatnie słowo należało do Łukasza Pronobisa, który ustalił wynik meczu na 9:3 efektownym trafieniem... z własnego pola karnego!
To ważne zwycięstwo znacząco przybliża Szmulki do utrzymania w lidze. Mimo to sytuacja na dole tabeli wciąż pozostaje otwarta i ostateczne rozstrzygnięcia poznamy dopiero po ostatniej serii spotkań.
W ostatnią niedzielę na Arenie AWF doszło do starcia drużyn ze środka ligowej tabeli. W 4. lidze o medale wciąż walczyło kilka zespołów, a rozstrzygnięcia tej kolejki mogły mieć kluczowe znaczenie w kontekście walki o trzecie miejsce. Sportowe Zakapiory i BJM Development zmierzyły się w meczu o ogromną stawkę – tylko zwycięstwo pozwalało im realnie myśleć o bezpośrednim awansie do 3. ligi.
Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy od pierwszego gwizdka przejęli inicjatywę i szybko stworzyli kilka groźnych sytuacji. Już w pierwszej minucie bramkę otwierającą wynik zdobył Łukasz Widelski, a chwilę później podwyższył prowadzenie kapitan zespołu, Daniel Lasota. Mimo wąskiej kadry BJM Development nie zamierzał odpuszczać i w kolejnych minutach przejął kontrolę nad grą, co zaowocowało trafieniem Mikołaja Zawistowskiego. Zakapiory nie dały się jednak wybić z rytmu – ponownie zaczęły spokojnie budować swoje akcje i jeszcze przed przerwą dołożyły dwa trafienia. Rywale odpowiedzieli po błędzie przy wyprowadzeniu piłki, a obie drużyny zeszły do szatni przy wyniku 5:3.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy – Daniel Lasota trafił po raz kolejny, dając swojej ekipie prowadzenie 6:3. Kolejne minuty należały jednak do gości. BJM ruszył do ataku, czując że to ostatni moment, by odwrócić losy meczu. Zakapiory cofnęły się do obrony i szukały swoich szans w kontrach, ale ten plan nie przyniósł efektu. Dwa trafienia Oliwiera Aleksandra sprawiły, że zrobiło się gorąco – na tablicy wyników widniało 6:5, a do końca pozostawało jeszcze kilka minut. Zmęczenie dawało się we znaki obu ekipom, ale tempo spotkania nie zwalniało. Łukasz Widelski ponownie wpisał się na listę strzelców, podwyższając wynik na 7:5, jednak odpowiedź gości była natychmiastowa – znów przewaga zmalała do jednej bramki. W końcówce emocje sięgnęły zenitu. BJM miało jeszcze jedną, doskonałą okazję na wyrównanie, ale świetną interwencją popisał się weteran ligowych boisk, Andrzej Groszkowski.
Sportowe Zakapiory zdołały utrzymać prowadzenie do ostatniego gwizdka i zgarnęły trzy punkty. Okazało się jednak ostatecznie, że obydwie ekipy pożegnały się z marzeniami o awansie, bo strata do Team Ivulin wynosi 4 punkty i jest nie do nadrobienia w ostatniej kolejce...
W 17. kolejce 4. Ligi Fanów doszło do pasjonującego spotkania pomiędzy zespołami Wiecznie Drudzy a Team Ivulin, które zakończyło się zwycięstwem gości 3:5 – mimo bardzo wyrównanego pierwszego fragmentu meczu. Fani zgromadzeni na Arenie AWF byli świadkami intensywnego widowiska z wieloma zwrotami akcji.
Pierwszą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Już na początku meczu Małkowski wpisał się na listę strzelców, finalizując dokładne podanie od Michała Starosty i dając prowadzenie Wiecznie Drugim. Radość nie trwała jednak długo – Łachwiniec szybko doprowadził do wyrównania, wykorzystując błąd w ustawieniu defensywy rywala. Mimo utraty gola gospodarze dalej naciskali i ponownie wyszli na prowadzenie po skutecznym wykończeniu solowej akcji w wykonaniu Skierskiego.
Tuż przed przerwą Rutkouski z Team Ivulin zaskoczył bramkarza gospodarzy mocnym strzałem z dystansu, doprowadzając do remisu. Wynik 2:2 do przerwy dobrze oddawał przebieg gry – była otwarta, szybka i pełna ofensywnych akcji z obu stron.
Po zmianie stron inicjatywę przejęli goście. Team Ivulin zagrał bardziej zdecydowanie, wykorzystując błędy Wiecznie Drugich, zwłaszcza w środku pola. Kluczowe momenty nadeszły w drugiej połowie, kiedy zdobyli trzy kolejne bramki – trafiali m.in. Vanicki oraz ponownie zawodnik z numerem 25, który wyróżniał się dużą aktywnością na skrzydle.
Wiecznie Drudzy odpowiedzieli tylko jednym trafieniem – zdobytym po szybkim kontrataku – ale nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonego Ivulina. Mecz zakończył się wynikiem 3:5. Goście pokazali większą dojrzałość, lepsze przygotowanie fizyczne i skuteczność. Choć gospodarze walczyli do samego końca, to błędy w defensywie oraz nieskuteczność w końcówce przesądziły o ich porażce. Dla Ivulina to bardzo cenne punkty, które zagwarantowały im brązowe medale na uroczystym zakończeniu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)