Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 4 Liga
Spotkanie lidera z wiceliderem 4. Ligi zapowiadało się jako absolutny hit kolejki – i nic dziwnego, bo jego wynik mógł przesądzić o końcowym układzie tabeli. Gospodarze przystępowali do meczu z bezpieczną przewagą, którą chcieli powiększyć, by spokojnie zmierzać po tytuł. Z kolei goście – Rock’n Roll – musieli wygrać, aby zbliżyć się do rywali i zachować realne szanse na mistrzostwo.
Niestety dla nich, niedzielne starcie nie potoczyło się po ich myśli. Już w 9. minucie kapitalnym wyrzutem z autu popisał się Maksym Shchur, a Yevhen Syrotiuk fenomenalnym wolejem pokonał bramkarza Rock’n Rolla. Gospodarze nie zwolnili tempa, nawet mimo czerwonej kartki, która na chwilę zmieniła układ sił na boisku. Kolejne sytuacje zamieniały się w bramki, a wszystkie trzy gole autorstwa Ivana Vovka przesądziły o losach meczu.
To właśnie Vovk był absolutnym bohaterem tego dnia – pewny w wykończeniu, skuteczny i nie do zatrzymania. Został nie tylko MVP tego spotkania, ale też całej 14. kolejki. Rock’n Roll momentami budował składne akcje, ale brak klasowego egzekutora był aż nadto widoczny. Ich pomysł z lotnym bramkarzem, stosowany przez większość drugiej połowy, nie przyniósł oczekiwanych efektów.
Ostatecznie mecz zakończył się pewnym zwycięstwem lidera, który zrobił kolejny krok w stronę mistrzostwa. Rock’n Roll najprawdopodobniej będzie musiał obejść się smakiem – chyba że utrzyma drugie miejsce, które również byłoby sporym sukcesem.
W meczu 14. kolejki 4. ligi Sportowe Zakapiory zmierzyły się z ekipą FC Patriot. Spotkanie zapowiadało się interesująco – i nie zawiodło. Było intensywne, fizyczne i wyrównane, a ostatecznie zakończyło się zwycięstwem gości 3:2, choć gospodarze mieli swoje okazje, by odwrócić losy meczu.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem walki o środek pola – obie drużyny miały swoje fragmenty przewagi. Wynik otworzyli Zakapiory po składnej akcji zakończonej precyzyjnym strzałem Trojanowskiego, któremu asystował Figura. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – chwilę później Morozowski wyrównał po podaniu Pedosiuka i na przerwę obie ekipy schodziły przy remisie 1:1.
Po zmianie stron FC Patriot pokazali większy spokój i skuteczność. Morozowski dołożył drugie trafienie, a chwilę później Bondarczuk podwyższył na 3:1 po dobrej akcji z Kramem. Gospodarze dostali szansę na powrót do gry po podyktowanym rzucie karnym, ale Łukasz Widelski trafił w poprzeczkę. Jakby tego było mało, Zakapiory chwilę później musiały grać w osłabieniu po żółtej kartce, co znacząco utrudniło pogoń za wynikiem. Mimo to nie złożyli broni. W końcówce Aleksy Sałajczyk zdobył kontaktową bramkę na 2:3, dając kibicom nadzieję na remis. Jednak mimo desperackich prób wyrównania, FC Patriot zachowali zimną krew i dowieźli zwycięstwo do końca.
To spotkanie pokazało, że nawet w fizycznej, wyrównanej grze decydują detale – skuteczność i opanowanie w kluczowych momentach. Zakapiory mogą szczególnie żałować niewykorzystanego karnego – to mogło być przełomowe zdarzenie dla późniejszego rezultatu...
Bad Boys nie zwalniają tempa! Drużyna Bartka Podobasa wykonała kolejny krok w kierunku Superbet Pucharu Ligi Fanów, pokonując w arcyważnym spotkaniu Team Ivulin 6:3. Bohaterem meczu był bezsprzecznie Kuba Solecki, który aż czterokrotnie wpisał się na listę strzelców, będąc motorem napędowym ataków gospodarzy.
Już od pierwszych minut napastnik w granatowej koszulce robił różnicę, niejednokrotnie musząc radzić sobie sam w starciach z silnymi obrońcami rywali. W 10. minucie pokazał nie tylko siłę, ale i technikę – utrzymał się przy piłce, minął rywala dwukrotnie w polu karnym i precyzyjnym strzałem przy słupku otworzył wynik spotkania. Chwilę później powtórzył wyczyn, znów wytrzymując fizyczny kontakt, uciekł obrońcom i uderzył nie do obrony na 2:0. Team Ivulin próbował odgryzać się przez dłuższy czas, ale bez większego efektu. Dopiero tuż przed przerwą zdobyli bramkę kontaktową, za sprawą Antosia Łahvinca, choć wtedy przegrywali już 3:0. Na przerwę Bad Boys schodzili z bezpiecznym prowadzeniem 3:1.
Po zmianie stron Team Ivulin rzucił się do odrabiania strat, podkręcając tempo. Kiedy wreszcie trafili na 3:2, odpowiedź była błyskawiczna – znów Kuba Solecki, nie do zatrzymania tego dnia, strzelił czwartą bramkę. Goście jeszcze raz zbliżyli się na jedno trafienie po kolejnym golu Łahvinca (4:3), ale i tym razem błyskawicznie zostali skarceni – najpierw trafił Solecki, a na 6:3 po kontrze wynik ustalił Bartosz Staniszewski.
Bad Boys udowodnili, że są drużyną silną, zorganizowaną i skuteczną. Dla Team Ivulin to bolesna porażka, ale nie bez pozytywów – walczyli ambitnie i momentami potrafili postraszyć. Jednak tego dnia musieli uznać wyższość dobrze dysponowanego przeciwnika.
Mikstura wciąż nie może przełamać złej passy tej rundy i mimo ambitnej postawy w meczu z BJM Development, po raz kolejny zeszła z boiska bez kompletu punktów. Gospodarze liczyli, że wreszcie przyjdzie przełamanie, szczególnie że goście na ogół punktują tylko wtedy, gdy dysponują solidnym składem. Tym razem jednak BJM stawiło się w pełnym zestawieniu i wykorzystało to w drugiej części spotkania.
Początek meczu był wyrównany. Obie drużyny badały się nawzajem, a Mikstura dobrze zorganizowana w defensywie długo nie pozwalała rywalom rozwinąć skrzydeł. Goście grali nerwowo, brakowało dokładności i pomysłu na rozegranie, przez co inicjatywa była po stronie gospodarzy. Mikstura zdołała wyjść na prowadzenie 2:0, ale nie potrafiła pójść za ciosem. BJM w końcu się przebudziło – zdobyli bramkę kontaktową, która dała im impuls do dalszego działania. Od tego momentu zaczęli dominować na boisku i jeszcze przed przerwą zdołali wyjść na prowadzenie 2:3.
Po zmianie stron Mikstura całkowicie pogubiła się w defensywie. Brak koncentracji, nieporadność przy kryciu i spóźnione reakcje były wodą na młyn dla dobrze usposobionych gości. Olivier Aleksander rozgrywał kapitalne zawody – dokładne podania i świetne decyzje w ofensywie przekładały się na kolejne trafienia dla BJM Development. Gospodarze, mimo walki i zaangażowania, znów pokazali słabość w drugiej połowie – po raz kolejny nie byli w stanie utrzymać tempa gry i odpowiednio zareagować na ataki rywala. Mecz zakończył się wynikiem 4:8, który w pełni oddaje przebieg drugiej części spotkania.
Dzięki temu zwycięstwu BJM Development wciąż liczy się w walce o czołową piątkę ligi. Mikstura natomiast musi pilnie szukać punktów, bo jeśli nie nastąpi przełamanie, grozi im spadek do niższej klasy rozgrywkowej...
Mimo że mecz 14. kolejki 4. Ligi Fanów rozgrywany był pomiędzy zespołami ze strefy spadkowej, nie brakowało w nim emocji i piłkarskich momentów godnych wyższej klasy rozgrywkowej. Przed pierwszym gwizdkiem Szmulki mieli dziesięć punktów przewagi nad zamykającymi tabelę Wiecznie Drugimi i niestety dla gospodarzy – ta różnica znalazła odzwierciedlenie również na boisku.
Choć przez długi czas spotkanie było wyrównane, a obie drużyny szukały swoich szans głównie poprzez mozolny atak pozycyjny, pierwsza bramka padła w dość nieoczywisty sposób – po pressingu i sprytnym „dziubnięciu” piłki przez Sebastiana Mędrzyckiego, Kacper Pacholczak wpakował ją do siatki. Gospodarze mogli szybko podwyższyć prowadzenie, ale świetną interwencją po strzale Pronobisa popisał się Bartek Zawadzki. Wiecznie Drudzy, mimo trudnej sytuacji, nie rezygnowali. Ich cierpliwość została nagrodzona, kiedy po indywidualnej akcji Szymona Juścińskiego doprowadzili do wyrównania. Na kolejne bramki trzeba było czekać aż do drugiej połowy.
Tam Szmulki znów przejęły inicjatywę. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym i świetnym zachowaniu w polu karnym, Kuba Marciniak zdobył gola na 2:1. Kluczowym momentem okazała się jednak czerwona kartka dla Szymona Małkowskiego, który zatrzymał wychodzącego na czystą pozycję Marciniaka – od tego momentu rozpoczęła się totalna dominacja gości. W dziesięć minut gry w przewadze Szmulki dołożyły trzy trafienia – ponownie trafił Marciniak (dwukrotnie), a do siatki trafił też Adrian Kaczmarek. Zawodnik z „dziesiątką” na plecach był tego dnia bezlitosny – zdobył łącznie sześć goli, kompletując dwa hat-tricki i skutecznie punktując przy każdej nadarzającej się okazji.
Gospodarze, mimo ambicji i wysiłku m.in. Rafała Chena i Antka Groneta, nie byli w stanie ponownie zagrozić bramce rywali, a ostatnie minuty były już tylko potwierdzeniem pełnej kontroli Szmulek nad tym meczem.
Wygrana 8:1 jest pewnym światełkiem w tunelu – choć nadal znajdują się w strefie spadkowej, forma i zaangażowanie zawodników dają realną nadzieję na utrzymanie. Dla Wiecznie Drugich była to natomiast bolesna klamra zamykająca sezon – nawet matematyczne szanse na ligowy byt właśnie się rozwiały.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)