Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 12 Liga
Vikersonn II kontra Vox Populi było spotkaniem, które nie dostarczyło wielu goli, a hejterzy nazwaliby je meczem dla koneserów. My jednak potrafimy docenić solidne formacje defensywne. Trzeba jasno powiedzieć: był to bardzo wyrównany mecz.
Pierwsza połowa zdecydowanie lepiej zostanie zapamiętana przez zespół gości. To właśnie oni otworzyli wynik spotkania, i to dwukrotnie, nie pozwalając przeciwnikom na zdobycie choćby jednej bramki. Świetnie świadczy to o defensywie Vox Populi, na której czele stał tego dnia niezwykle pewny punkt całej drużyny Piotr Pieńkowski. Emanował spokojem i pewnością siebie, a jego kolejne, coraz bardziej spektakularne interwencje z pewnością mocno siedziały w głowach zawodników gospodarzy.
Druga część meczu była jednak bardziej optymistyczna dla Vikersonn II. Gospodarze rzucili się do szaleńczego odrabiania strat. Choć stracili trzeciego gola, zdołali odpowiedzieć dwoma trafieniami autorstwa Kyselova i wciąż tworzyli kolejne sytuacje. Ich gra momentami wyglądała naprawdę dobrze, lecz na ich nieszczęście bramkarz Vox Populi był w kapitalnej dyspozycji i nie pozwolił na zdobycie kolejnych bramek. Gospodarze mieli jeszcze wiele okazji, ale często brakowało im ostatniego podania lub precyzyjniejszego uderzenia. A jak wiemy 'niewykorzystane sytuacje lubią się mścić'. Nie inaczej było i tym razem. To Vox Populi wywozi komplet punktów i dopisuje kolejne trzy oczka do ligowej tabeli.
Vikersonn II, po trzech porażkach z rzędu, musi w ostatniej kolejce koniecznie zapunktować, jeśli chce jeszcze myśleć o wiosennej walce o strefę medalową. Goście natomiast, w znacznie lepszych nastrojach, podejdą do swojego ostatniego meczu tej jesieni. Po dwóch porażkach wreszcie nadeszło długo wyczekiwane zwycięstwo.
W przedmeczowych zapowiedziach zastanawialiśmy się, czy ktoś w tej rundzie będzie w stanie zatrzymać Rodzinę Soprano. Okazało się, że to pytanie zadaliśmy w idealnym momencie, bo uprzedzając nieco fakty, takim zespołem okazał się FC Łazarski. Oczywiście zauważaliśmy, że nominalni goście ostatnio radzili sobie całkiem nieźle, ale faworytem meczu pozostawał team Grześka Bogdańskiego. Przynajmniej do czasu, aż poznaliśmy składy obu drużyn.
W obozie gospodarzy brakowało kilku kluczowych zawodników: Filipa Motyczyńskiego, Krzyśka Kulibskiego, Jana Szaraty - graczy, którzy mogą zrobić różnicę. Takich problemów nie miał Łazarski, który stawił się w pełnej sile, wraz ze swoimi gwiazdami: Zhasulanem Kamantayem czy Yehorem Holubko.
Mecz zaczął się po myśli gospodarzy. Już w pierwszej minucie objęli prowadzenie po golu Wiktora Stańczaka. Był to chyba najłatwiejszy gol w jego życiu: po błędzie bramkarza wpakował piłkę praktycznie z linii bramkowej. Były to jednak miłe złego początki, bo chwilę później Łazarski doprowadził do wyrównania. I od tego momentu zaczął się koncert nominalnych gości. Łatwość, z jaką strzelali kolejne bramki, była godna podziwu. Strzały z dystansu, wystawienia do pustej bramki, stałe fragmenty - przekrój był naprawdę szeroki. Jeszcze przez moment Rodzina Soprano mogła myśleć o podjęciu rękawicy, ale trzy trafienia w końcówce pierwszej połowy właściwie przypieczętowały wygraną Łazarskiego. Po 25 minutach mieliśmy wynik 1:7.
Po zmianie stron przewaga Łazarskiego była widoczna nadal, co potwierdziły kolejne trzy bramki. Dopiero przy stanie 1:10 do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, zmniejszając straty do 3:10. Do końca meczu pozostawało około dziesięciu minut, ale wynik już się nie zmienił, za to zaczęły mnożyć się faule, co nie wpłynęło korzystnie na jakość widowiska.
Koniec końców Łazarski zasłużenie wygrał to spotkanie, bo był zespołem znacznie lepszym, a tym razem piłkarska jakość była wyraźnie po jego stronie.
Ta konfrontacja zapowiadała się na naprawdę zacięty pojedynek, bo obie ekipy znamy dobrze i wiemy, że żadna z nich nie odstawia nogi, a słownych potyczek czy fizycznych konfrontacji się nie boi.
To goście dużo lepiej weszli w to spotkanie. Mocnym strzałem w krótki róg bramkarza gospodarzy zaskoczył Łukasz Słowik, a chwilę później Kamil Marciniak pewnie zamienił rzut karny na gola. Niestety dla Melange, dali się łatwo sprowokować temperamentnym stylem gry Furduncio i od tego momentu zaczęły się ich problemy. Brazylijczycy jeszcze przed przerwą ustrzelili dwa gole, doprowadzając do wyrównania, a oba trafienia należały do genialnego tego dnia Marcosa Santany.
W przerwie słychać było motywacyjne okrzyki kibiców i apele o zachowanie chłodnej głowy kierowane do obu drużyn. Jednak gdy ekipy wróciły na boisko, dopiero wtedy zobaczyliśmy prawdziwe emocje. To świetne, pełne zwrotów akcji „meczycho” dostarczyło kilku kartek oraz zmian w prowadzeniu. Ostatecznie więcej spokoju zachowali gospodarze, stwarzając zabójcze kontry prowadzone przez wcześniej wspomnianego Marcosa Santanę, bez dwóch zdań najlepszego zawodnika tego spotkania.
Gdy Furduncio wyszło już na trzybramkowe prowadzenie, Melange próbowało jeszcze odrabiać straty, m.in. dzięki drugiemu podyktowanemu rzutowi karnemu, ponownie pewnie wykorzystanemu przez Marciniaka. Czasu jednak zabrakło i to Canarinhos ostatecznie wygrywają ten mecz, zgarniając bardzo cenne trzy punkty do ligowej tabeli.
Było to starcie ekip, które dawno nie posmakowały zwycięstwa. Spodziewaliśmy się raczej wyrównanego meczu i przez pierwsze kilkanaście minut dokładnie taki on był. Obie drużyny kreowały dużo okazji strzeleckich, a gra przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Dopiero w 10. minucie udało się wykorzystać chwilę nieuwagi w szeregach obrony Luminy - Nikita Kolokoltsev przejął niedokładne rozegranie, podał do Andreia Yakimuka, a ten nie dał szans bramkarzowi i Razam wyszedł na prowadzenie.
Jeszcze w pierwszej połowie można było zauważyć wyraźną różnicę w stylu obu zespołów. Gospodarze skupiali się na rozgrywaniu piłki i konstruowaniu drużynowych akcji, goście zaś stawiali na dynamiczne kontrataki. Jednak to FC Razam było wyraźnie skuteczniejsze w realizacji swoich założeń. Już w tej części spotkania gospodarze zbudowali przewagę, która okazała się dla Luminy nie do odrobienia. W 19. minucie gola „na raty” strzelił Maxim Shik, a w ostatniej akcji tej części meczu precyzyjnym uderzeniem przy słupku na 3:0 trafił Nikita Kolokoltsev.
Po zmianie stron ogólny obraz gry zasadniczo się nie zmienił, choć zmęczenie wyraźnie wpływało na siłę i celność strzałów po obu stronach. Na kolejnego gola trzeba było czekać niemal do samego końca. W 45. minucie Lumina w końcu zdobyła bramkę kontaktową, a na listę strzelców wpisał się Dmitry Prozorovskiy. Na więcej gospodarze jednak nie pozwolili, sami wyprowadzając dwa zabójcze ciosy. W 47. minucie szanse na ewentualny comeback gości zgasił Kiryl Karabeika, a chwilę później kropkę nad i postawił Władek Loikuts i FC Razam mogło cieszyć się ze swojego drugiego zwycięstwa w tej rundzie.
Mecz pomiędzy Dynamo Wołomin a Gentleman Warsaw Team zapowiadał się wyjątkowo emocjonująco ze względu na sytuację w ligowej tabeli. Mierzyły się ze sobą sąsiadujące ekipy, jednak to goście znajdowali się przed meczem w strefie spadkowej ze znacznie słabszym bilansem bramkowym od swoich rywali.
Spotkanie otworzył Adam Domidowicz, który strzałem na dłuższy słupek pokonał bramkarza Gentlemanów i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Dynamo Wołomin dzięki zaangażowaniu, komunikacji i determinacji prowadziło grę, kreowało sytuacje, a ataki gości skutecznie neutralizowało dobrą grą w strefie. Sumiennie dorzucali kolejne trafienia, a żelazna defensywa pozwoliła zachować czyste konto do przerwy. Obie ekipy schodziły do szatni przy wyniku 3:0.
Druga odsłona przyniosła masę emocji, ponieważ obfitowała aż w jedenaście goli zdobywanych ze zmiennym szczęściem. Początek znów należał do ekipy z Wołomina, która dorzuciła kolejne trzy trafienia. Na wyróżnienie zasługuje współpraca Adama Domidowicza i Andrzeja Śliwki i być może gdyby nie ich obecność, mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej. Widać było jednak, że w szeregach gospodarzy nastąpiło drastyczne rozluźnienie, wynikające z przekonania o pewnym zwycięstwie. Brak komunikacji był jednym z czynników, które pozwoliły Gentleman Warsaw Team wrócić do gry.
Dwa trafienia Piotra Loze oraz aż trzy gole strzelone przez wchodzącego do pola bramkarza gości, Sebastiana Bartosika, sprawiły, że w pewnym momencie wynik brzmiał 7:5, a atmosfera na ławce gospodarzy była napięta. Ostatecznie Dynamo Wołomin dorzuciło w końcówce dwa trafienia i zwyciężyło nad Gentleman Warsaw Team 9:5.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)