Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
Mecz 14. kolejki 12. Ligi Fanów pomiędzy FC Vikersonn UA II a Rodziną Soprano zapowiadał się jako jedno z najważniejszych spotkań sezonu i zdecydowanie nie zawiódł oczekiwań. Starcie czwartej z drugą drużyną tabeli miało ogromne znaczenie w kontekście walki o awans do wyższej klasy rozgrywkowej, a oba zespoły stworzyły prawdziwe widowisko.
Od pierwszego gwizdka oglądaliśmy szalony, ofensywny futbol. Już po 10 minutach kibice zobaczyli aż cztery gole, a Rodzina Soprano prowadziła 3:1. Goście imponowali skutecznością i świetnie wykorzystywali każdą okazję, jednak gospodarze nie zamierzali się poddawać. Kolejne fragmenty spotkania były jeszcze bardziej spektakularne. W następnych 10 minutach padło aż pięć bramek, a wynik zmienił się na 5:4 dla Rodziny Soprano. Tempo meczu było niezwykle wysokie, a akcje błyskawicznie przenosiły się spod jednej bramki pod drugą.
Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gości, którzy pokazali większy spokój i skuteczność pod bramką rywali. Rodzina Soprano dorzuciła jeszcze dwa trafienia i schodziła na przerwę z solidnym prowadzeniem 7:4. Na szczególne wyróżnienie zasługiwali w tej części spotkania Nieskórski, Motyczyński oraz Zagrodzki - autorzy wszystkich bramek dla gości w pierwszej odsłonie.
Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił. Nadal oglądaliśmy bardzo otwarty mecz z ogromną liczbą sytuacji podbramkowych. Lepiej w drugą połowę weszli gospodarze, którzy dzięki trafieniu Shulhi zmniejszyli straty do dwóch goli i dali swoim kibicom nadzieję na odwrócenie losów rywalizacji. Odpowiedź Rodziny Soprano była jednak błyskawiczna. Dwa kolejne gole Motyczyńskiego oraz trafienie Morawskiego sprawiły, że w 38. minucie goście prowadzili już 10:5 i wydawało się, że mają spotkanie pod pełną kontrolą.
FC Vikersonn UA II nie złożył jednak broni. Końcówka należała do gospodarzy, którzy złapali drugi oddech i ruszyli do odrabiania strat. Strzelili aż cztery gole, ponownie wprowadzając sporo nerwowości do gry gości. Rodzina Soprano zachowała jednak zimną krew i odpowiedziała dwoma trafieniami, pieczętując niezwykle cenne zwycięstwo.
Ostatecznie po kapitalnym widowisku pełnym ofensywnej gry Rodzina Soprano pokonała FC Vikersonn UA II 12:9 i zrobiła bardzo ważny krok w kierunku promocji.
Dynamo Wołomin męczyło się w meczu z Luminą. Po prostu. Pierwsza połowa padła łupem gości, jednak cały mecz ostatecznie wygrali gospodarze. Czy Dynamo poradziłoby sobie bez nagłego przebudzenia po przerwie? Prawdopodobnie nie.
Bez wątpienia był to najbardziej zacięty mecz 14. kolejki w 12. lidze. Każdy błąd mógł mieć ogromne znaczenie, a niewykorzystana sytuacja przekreślić szanse na trzy punkty. Większą determinacją wykazali się zawodnicy z Wołomina, którzy rzutem na taśmę przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Lumina rozpoczęła strzelanie z wysokiego C. Piłka rozegrana przez Piotra Osińskiego trafiła do Matviia Puzyka, a ten przy pomocy rykoszetu pokonał Radosława Kanię. Chwilę później oglądaliśmy kolejną bramkę - wysoki pressing poskutkował golem do pustej bramki autorstwa Jakuba Łopacińskiego.
Dynamo odpowiedziało po odbiorze i precyzyjnym strzale z dystansu Michała Matyji. Bramki na chwilę przestały padać seryjnie, lecz ciągłe próby z obu stron mocno dynamizowały grę. Kolejne trafienia wydawały się tylko kwestią czasu i rzeczywiście nadeszły jeszcze przed przerwą.
Przewaga Luminy i niedokładność graczy Dynama skutkowały kolejnymi golami. Na płaski strzał z dystansu Łopacińskiego odpowiedział kilka minut później z rzutu wolnego Matyja. Dynamo doprowadziło nawet do remisu po błędzie Osińskiego, który wykorzystał Adam Domidowicz, ale na przerwę to Lumina schodziła z jednobramkowym prowadzeniem. Yulian Salnikov złamał akcję do środka i pokonał Kanię strzałem zza pola karnego. Do bramkarza Dynama trudno mieć jednak pretensje - i tak kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą kolejnych goli. Drużyna wykorzystała jego postawę i po przerwie odrobiła wszystkie straty, choć to właśnie Salnikov podwyższył jeszcze wynik na 5:3.
Powrót Dynama rozpoczął się na dobre od gola Huberta Szulima, który po dalekim wrzucie z autu przejął piłkę i zmieścił ją pod pachą interweniującego Osińskiego. Na listę strzelców ponownie wpisał się Matyja, a dublet skompletował Konrad Krupa.
Dynamo złapało trochę oddechu, ale w końcówce dało się jeszcze zaskoczyć po błędzie Kanii. Jego próba strzału przez całe boisko do pustej bramki trafiła prosto pod nogi Łopacińskiego, który ustalił wynik spotkania na 7:6 dla Dynama Wołomin.
FC Melange od pierwszych minut całkowicie przejęło kontrolę nad spotkaniem i praktycznie nie pozwoliło rywalom rozwinąć skrzydeł. Gospodarze narzucili wysokie tempo, grali bardzo ofensywnie i z dużą swobodą kreowali kolejne sytuacje bramkowe. Już po pierwszej połowie prowadzili 6:2, a przewaga w grze była jeszcze większa, niż wskazywał sam wynik.
Vox Populi próbowało odpowiadać pojedynczymi akcjami i momentami potrafiło zagrozić bramce rywali, jednak Melange było zespołem zdecydowanie lepiej zorganizowanym, skuteczniejszym i bardziej konkretnym pod polem karnym. Gospodarze dominowali zarówno pod względem fizycznym, jak i piłkarskim, kontrolując przebieg meczu praktycznie przez pełne 50 minut.
Największą gwiazdą spotkania był Łukasz Słowik, który zanotował fenomenalny występ, zdobywając aż 5 bramek. Był niezwykle aktywny, dobrze ustawiał się w ofensywie i bezlitośnie wykorzystywał błędy defensywy rywali. Świetne zawody rozegrał również Bartłomiej Podobas, autor 2 goli i 2 asyst, który bardzo mocno napędzał grę ofensywną gospodarzy i regularnie brał udział w najgroźniejszych akcjach. W środku pola ważną rolę odegrał także Kamil Marciniak, który dołożył bramkę i 2 asysty. Dobrze łączył formacje, uspokajał rozegranie i dawał drużynie dużo jakości przy budowaniu akcji. Cała trójka była wiodącą siłą FC Melange i miała ogromny wpływ na końcowy rezultat.
Ostateczne 11:3 w pełni oddaje przebieg spotkania. FC Melange zdominowało rywala praktycznie w każdym elemencie gry i zasłużenie odniosło jedno z najwyższych zwycięstw tej kolejki.
Dla drugiej ekipy Furduncio była to okazja do odwrócenia wyjątkowo złej passy, ale ostatecznie Brazylijczycy musieli po raz kolejny uznać wyższość przeciwnika. Była to sąsiadująca w tabeli ekipa FC Razam, co coraz mocniej komplikuje ligową sytuację Canarinhos, bo drużynie Władysława Sopota brakuje do Furduncio II już tylko dwóch punktów.
U gospodarzy zawiodła przede wszystkim formacja ofensywna – na placu wyraźnie zabrakło bramkostrzelnych zawodników, takich jak Bruno Pessoa czy Diego Caballero, i bez nich ciężko było przebić się przez dobrze poukładaną defensywę Razamu.
Goście weszli w mecz zdecydowanie lepiej i w 6. minucie na prowadzenie swój zespół wyprowadził Szymon Raducki. Furduncio odpowiedziało golem Abbeya Negueby. Przy stanie 1:1 mecz zrobił się bardzo nerwowy i oglądaliśmy dużo fauli oraz niepotrzebnych dyskusji, ale zawodnicy dość szybko sami się otrząsnęli i sędzia nie musiał nikogo uspokajać żółtym kartonikiem. Zresztą w całym meczu arbiter sięgnął po „żółtko” tylko raz, ale w sytuacji bezdyskusyjnej, kiedy bramkarz Furduncio zagrał wślizgiem poza polem karnym. Gospodarze dobrze ustawili obronę, ale Razam szarpało podaniami, aż w końcu pewnym strzałem popisał się Andrei Yakimuk, a pierwsza połowa skończyła się skromnym prowadzeniem gości 1:2.
Po zmianie stron Brazylijczycy wyraźnie przycisnęli, ale nie byli w stanie pokonać golkipera gości. Razam za to wyprowadziło bolesny cios – w 30. minucie na 1:3 trafił Nikita Kolokotsev, a chwilę później padły dwie szybkie bramki. Najpierw dublet skompletował Szymon Raducki, a po chwili swoje pięć groszy dołożył Vlad Yermolakin i nagle zrobiło się 1:5.
Do końca pozostało jeszcze dużo czasu, ale ofensywa Furduncio była tego dnia daleka od formy i nie udało się odwrócić losów tego meczu. W bezpośrednim starciu lepsze okazało się Razam, ale w obecnej sytuacji obie ekipy będą prowadziły pojedynek „korespondencyjny” i każdy wywalczony punkt może być na wagę utrzymania w 12. lidze.
Batalia lidera z drużyną walczącą o utrzymanie często bywają brutalnym zderzeniem dwóch różnych światów i niestety dla Gentlemanów właśnie taki przebieg miało to spotkanie. Łazarski od pierwszych minut pokazał, dlaczego znajduje się na szczycie tabeli i dlaczego coraz głośniej mówi się o nim jako o głównym kandydacie do mistrzostwa.
Już początek meczu ujawnił ogromną różnicę w organizacji gry, przygotowaniu taktycznym, dynamice oraz intensywności działań ofensywnych. Goście praktycznie od razu przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku i narzucili tempo, za którym Gentlemeni po prostu nie byli w stanie nadążyć. Akcje Łazarskiego były szybkie, składne i niezwykle konkretne. Każda strata gospodarzy zamieniała się w groźny atak, a pressing lidera skutecznie odbierał rywalom możliwość spokojnego rozegrania piłki. Efekt był bezlitosny, gdyż już do przerwy tablica wyników wskazywała 7:1, co doskonale oddawało obraz pierwszej połowy.
Największe problemy defensywie Gentlemanów sprawiali przede wszystkim Stepan Cherevko oraz Artem Skyba. Cherevko był prawdziwym motorem napędowym ofensywy - zanotował trzy asysty i dwie bramki, świetnie odnajdując się między liniami i regularnie kreując sytuacje kolegom z drużyny. Skyba z kolei imponował skutecznością i wykończeniem akcji, kończąc spotkanie z dorobkiem czterech trafień.
Druga połowa nie przyniosła większej zmiany obrazu gry. Łazarski nadal kontrolował przebieg spotkania, choć gospodarze próbowali walczyć i momentami odpowiadać pojedynczymi akcjami. Różnica jakości była jednak zbyt duża, by realnie wrócić do rywalizacji. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 10:2, co dla Gentlemanów jest bardzo bolesną lekcją. Drużyna prowadzona przez Kubę Augustyniaka musi jak najszybciej wyciągnąć wnioski i skupić się na kolejnych spotkaniach, bo walka o utrzymanie trwa w najlepsze.
Łazarski natomiast wysłał jasny sygnał, że jest gotowy, by walczyć o mistrzostwo z Rodziną Soprano i FC Melange.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)