Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
Start 12. ligi przyniósł wynik, którego niewielu się spodziewało. Faworyzowana Rodzina Soprano musiała uznać wyższość FC Vikersonn UA II, a spotkanie zakończyło się efektownym zwycięstwem gospodarzy aż 10:4. Choć pierwsza połowa nie zapowiadała tak jednostronnego finału, po przerwie drużyna z Ukrainy włączyła wyższy bieg i kompletnie zdominowała rywali.
Pierwsze 25 minut było wyrównane. Oba zespoły odpowiadały sobie cios za cios, a na tablicy widniał remis 3:3. Wydawało się, że w drugiej części zobaczymy podobny obraz gry, tymczasem Vikersonn UA II wszedł na zdecydowanie wyższy poziom intensywności. Zagrali szybciej, agresywniej i przede wszystkim skuteczniej, całkowicie rozbijając defensywę Rodziny Soprano.
Kluczową postacią spotkania był Oleksii Kyselov, który rozegrał kapitalne zawody – cztery zdobyte bramki i asysta mówią same za siebie. To on prowadził ofensywę gospodarzy, świetnie odnajdując się w polu karnym i wykorzystując każdy błąd przeciwników. Równie duży wpływ na wynik miał Mati Musoew, autor dwóch goli i aż trzech asyst. Jego aktywność i wizja gry sprawiły, że ataki Vikersonna były płynne i niezwykle groźne.
Rodzina Soprano próbowała gonić wynik, ale w drugiej połowie była bezradna wobec dobrze zorganizowanego i skutecznego przeciwnika. Najlepszym strzelcem gości okazał się Krzysztof Kulibski, zdobywca dwóch bramek, jednak tym razem nie był w stanie poprowadzić swojej drużyny – jego występ był daleki od najlepszych z poprzednich sezonów.
Ostatecznie gospodarze wygrali różnicą sześciu trafień, wysyłając mocny sygnał na początek rozgrywek. Pokazali, że nawet druga drużyna Vikersonna może być groźnym przeciwnikiem, a przy takiej formie ofensywnej będą liczyć się w walce o czołowe lokaty. Dla Rodziny Soprano to bolesny start sezonu i szybka lekcja pokory – jeśli chcą walczyć o medale, muszą wyciągnąć wnioski z tej dotkliwej porażki.
Niezwykle jednostronne starcie oglądaliśmy już w pierwszej kolejce dwunastego poziomu rozgrywkowego Ligi Fanów. Doświadczony Melange podejmował debiutującą w rozgrywkach ekipę Vox Populi i – co tu dużo mówić – to właśnie „stare wygi” pokazały młodym wilkom, jak gra się w piłkę.
Pierwsza połowa toczyła się pod pełne dyktando gospodarzy. Cztery zdobyte bramki to wręcz najniższy wymiar kary, jakim pomarańczowi potraktowali ligowych nowicjuszy. W tej części meczu zdecydowanie wyróżniał się Marcin Godlewski – autor dwóch goli i dwóch asyst, a przy tym motor napędowy całej drużyny. Jego wkład w grę, determinacja i walka o każdą piłkę nie umknęły uwadze rywali.
Kiedy wydawało się, że przy prowadzeniu 4:0 mecz nieco się uspokoi, zawodnicy obu zespołów szybko wyprowadzili nas z błędu. Goście zaczęli odważniej atakować, jednak to Melange wciąż punktował, błyskawicznie i mądrze kontrując. Ostatecznie licznik gospodarzy zatrzymał się na aż jedenastu trafieniach!
Warto też pochwalić bramkarza Bartosza Jakubiela, który zachował czyste konto – rzadko spotykane w tych rozgrywkach. Melange rozpoczął sezon od efektownego zwycięstwa 11:0, a debiutujące Vox Populi, mimo niepowodzenia, może teraz powiedzieć sobie "pierwsze śliwki robaczywki" i nadziei na otwarcie dorobku poszukać w najbliższą niedzielę.
\W meczu FC Łazarski – Gentleman Warsaw Team zobaczyliśmy prawdziwy thriller.
Do 18. minuty Łazarski przegrywał już 0:3 i sytuacja wyglądała bardzo źle, choć nie była jeszcze całkowicie beznadziejna. Wystarczyło jednak mniej niż dwie minuty, aby losy spotkania odwróciły się o 180 stopni – trzy bramki padły jedna po drugiej i zrobiło się 3:3. Wynik się wyrównał, ale przewaga psychologiczna była już wyraźnie po stronie Łazarskiego. Potwierdziło się to zaraz po przerwie, gdy drużyna po raz pierwszy w meczu wyszła na prowadzenie. Niestety dla nich – był to zarazem ostatni moment, kiedy znajdowali się z przodu. Gentleman Team szybko wyrównał, a później całkowicie przejął inicjatywę, zdobywając jeszcze trzy bramki bez odpowiedzi i rozstrzygając spotkanie na swoją korzyść.
Najjaśniejszą postacią w barwach Łazarskiego był Jakhongir Khayrullaev, autor hat-tricka, który dał swojej drużynie ogromną nadzieję na korzystny wynik. U Gentlemanów błyszczał duet Paweł Domański – Piotr Loze: pierwszy zanotował gola i trzy asysty, drugi natomiast skompletował hat-tricka i dorzucił jedną asystę.
Gentlemani dzięki temu zwycięstwu zaliczyli idealny start sezonu, pokazując ogromną siłę charakteru i prawdziwą mentalność. Z kolei Łazarski, mimo porażki, zostawił po sobie bardzo pozytywne wrażenie – przy takiej grze pierwsze punkty są tylko kwestią czasu.
Mocne wejście w nowy sezon zaliczyło Dynamo Wołomin. Ekipa Macieja Kosińskiego stanęła naprzeciwko nieco zagadkowej drużyny Lumina i pokazała się z bardzo dobrej strony. Już w pierwszej akcji meczu mogło być 1:0 i tylko świetna interwencja bramkarza gości uchroniła ich przed stratą gola. Mimo to Dynamo nie zwalniało i już w 3. minucie na prowadzenie wyprowadził swój zespół niezawodny Mikołaj Matera. Kolejne trafienie dołożył w 7. minucie, a chwilę później swoje trzy grosze dorzucił Adam Domidowicz i w niecały kwadrans gospodarze uzyskali wyraźną przewagę.
Ta przewaga zresztą rosła z minuty na minutę. Choć w końcówce pierwszej połowy gola kontaktowego zdobył Vlad Krupa, gospodarze byli po prostu znacznie lepiej zorganizowani, szczególnie w obronie. Akcje gości stawały się groźne, gdy rozgrywali piłkę na jeden kontakt, ale nie zdarzało się to często – w pozostałych sytuacjach rozbijali się o solidny blok defensywny Dynamo. Ekipa z Wołomina grała przyjemny dla oka, zespołowy futbol, co przynosiło znakomite efekty.
Na początku drugiej połowy Andrzej Śliwka asystował przy golu Natalii Duby, po chwili sam wpisał się na listę strzelców, a niemal natychmiast kolejne trafienie zaliczył Mikołaj Matera. Lumina miała swoje momenty – jednym z nich było przepiękne uderzenie z rzutu wolnego w wykonaniu Danylo Polikevycha, który efektownym „rogalem” posłał piłkę do siatki tuż przy słupku.
W końcówce w szeregi Dynamo wkradła się lekka nonszalancja i gościom udało się nieco zmniejszyć straty, jednak zwycięstwo gospodarzy ani przez moment nie było zagrożone. Trzy punkty w pełni zasłużenie powędrowały na konto przybyszów z Wołomina.
Pierwsza kolejka 12. Ligi Fanów przyniosła spotkanie, które od początku zapowiadało się interesująco. Na boisko wybiegli gospodarze – Furduncio Brasil F.C. II – oraz drużyna FC Razam. Już od pierwszych minut było widać, że Brazylijczycy są lepiej przygotowani zarówno technicznie, jak i fizycznie, co szybko przełożyło się na wydarzenia boiskowe.
Pierwsza połowa należała zdecydowanie do gospodarzy. Bohaterem tej części meczu był Caio Barbosa, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Szczególne wrażenie zrobiło jego pierwsze trafienie – zdobyte bezpośrednio z rzutu rożnego. Precyzja i siła uderzenia całkowicie zaskoczyły bramkarza FC Razam, a kibice długo oklaskiwali tę efektowną bramkę. Drugie trafienie Barbosy również pokazało jego instynkt strzelecki i znakomitą technikę. Do przerwy Furduncio prowadziło pewnie 2:0.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Brazylijczycy kontrolowali tempo, imponowali wyszkoleniem technicznym i wydolnością, co pozwoliło im systematycznie powiększać przewagę. Do końca spotkania zdobyli jeszcze trzy bramki, pokazując pełną dominację w ofensywie. FC Razam zdołało odpowiedzieć jedynie jednym honorowym trafieniem.
Ostatecznie Furduncio Brasil F.C. II zwyciężyło 5:1, dając jasny sygnał, że będzie groźnym przeciwnikiem dla każdego w tej lidze. Ich gra łączyła widowiskowość z efektywnością, a postawa Caio Barbosy sprawiła, że już w pierwszej kolejce wyrósł on na lidera zespołu i kandydata do miana jednej z gwiazd rozgrywek.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)