Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 12 Liga
Rodzina Soprano, czyli ekipa Grzegorza Bogdańskiego podchodziła do tego spotkania w dobrych nastrojach po ostatnim zwycięstwie, a pozytywne nastawienie i radość z gry było widać już od pierwszych minut.
Przewaga gospodarzy na boisku była wyraźna, choć przez długi czas brakowało potwierdzenia tego faktu w postaci goli. W końcu jednak przełamanie nastąpiło – najpierw do siatki trafił Wiktor Stańczak, a chwilę później wynik podwyższył Filip Motyczyński. Po tych trafieniach mecz się otworzył i nabrał tempa. Choć w pierwszej połowie nie padło więcej bramek, obie drużyny zaczęły grać odważniej, szukając swoich szans w ofensywie.
Druga odsłona była bliźniaczo podobna do końcówki pierwszej połowy. Gospodarze utrzymywali wyraźną przewagę, co potwierdzili kolejnymi dwoma golami. Na otarcie łez zespół Furduncio Brasil F.C. II zdobył honorowe trafienie autorstwa Rafaela Godoya. Na szczególne wyróżnienie zasługuje bramkarz Rodziny Soprano, Kuba Sidor, który obronił rzut karny w kluczowym momencie meczu. Ta interwencja wyraźnie podłamała ofensywę gości i miała duży wpływ na ostateczny wynik spotkania.
Mecz zakończył się wynikiem 4:1 dla Sopranistów, którzy dopisali do swojego konta kolejne trzy punkty. Niestety, nie obyło się bez negatywnego akcentu – Grzegorz Bogdański obejrzał czerwoną kartkę, o której wolelibyśmy jednak zbyt wiele nie pisać. To na pewno nie jest obrazek, jaki chcemy oglądać na boiskach Ligi Fanów.
Gentlemani nie mają łatwego życia w tym sezonie. Liczba kontuzjowanych zawodników z kolejki na kolejkę tylko rośnie, a największy cios spadł na gospodarzy w środku tygodnia – kontuzji doznał Jakub Augustyniak, jeden z najmocniejszych i najpewniejszych punktów drużyny. Wobec tego rękawicę podjął, dosłownie i w przenośni, Sebastian Bartosik. Ale czy to był dobry wybór?
Początkowo Gentlemani jeszcze jakoś się trzymali – póki mieli w zapasie trochę sił, próbowali atakować, mieli swoje pojedyncze okazje, ale nie udało im się ich wykorzystać. O wiele skuteczniejsi byli natomiast gracze Vikersonna. W 5. minucie otworzyli wynik spotkania, a minutę później, po szybko rozegranej kontrze, było już 0:2. Z czasem przewaga gości stawała się coraz wyraźniejsza, co znalazło odzwierciedlenie w kolejnych trafieniach Mykyty Bondarenki i Oleksiia Kyselova. Na domiar złego, tuż przed przerwą padł gol samobójczy Jakuba Tryngiela i obie ekipy schodziły na przerwę przy wyniku 0:5.
Druga odsłona to również mecz do jednej bramki. Vikersonn sukcesywnie punktował przeciwnika, zdobywając kolejne gole, podczas gdy Gentlemani za wszelką cenę próbowali zdobyć honorową bramkę. Problem w tym, że wąska kadra sprawiła, iż z upływem czasu brakowało sił, a zagrożenie pod bramką Serhii Zaridze stawało się coraz mniejsze. I tu wracamy do pytania z początku – czy warto było postawić w bramce Sebastiana Bartosika, którego ewidentnie brakowało w ofensywie, by wspierał Pawła Domańskiego i Piotra Loze? Nie twierdzimy, że w innym ustawieniu gospodarze wygraliby ten mecz, ale można podejrzewać, że wynik byłby mniej dotkliwy.
Ostatecznie Vikersonn wygrywa 14:0 i rezultat ten w pełni oddaje przebieg meczu. Goście byli zespołem lepszym, bardziej wyrównanym kadrowo i przede wszystkim skuteczniejszym.
Pojedynek pomiędzy FC Melange a FC Łazarski nie zawiódł pokładanych w nim oczekiwań. Od pierwszych minut było jasne, że żadna ze stron nie zamierza odpuszczać — dominowała gra fizyczna, sporo było przepychanek, walki o każdy centymetr boiska i twardych wejść.
Obie drużyny podeszły do spotkania z dużą determinacją, a pierwsza połowa miała charakter taktycznych szachów – każda próba ataku była natychmiast neutralizowana przez przeciwnika. Pierwszy cios zadali gospodarze. Po faulu w polu karnym pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Łukasz Krysiak, który bezbłędnie zamienił rzut karny na bramkę, dając FC Melange prowadzenie. Goście jednak nie pozostali dłużni i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania. Do szatni drużyny schodziły przy wyniku 1:1, a mecz zapowiadał się na emocjonującą bitwę do samego końca.
Po zmianie stron to Łazarski wyszedł na prowadzenie 2:1, wykorzystując chwilowe rozluźnienie gospodarzy. Wtedy jednak do akcji wkroczył bohater spotkania — Kamil Pietrzykowski. Jego waleczność, zmysł do gry ofensywnej i skuteczność sprawiły, że Melange najpierw wyrównał, a następnie wyszedł na prowadzenie 3:2, którego nie oddał już do końca meczu.
Ostatecznie doświadczenie oraz skuteczność Pietrzykowskiego przesądziły o wygranej FC Melange. Łazarski musiał się obejść smakiem.
Dynamo Wołomin po dwóch porażkach chciało jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę, natomiast Razam, wygrywając swój pierwszy mecz tydzień wcześniej, liczyło na podtrzymanie dobrej passy i zdobycie kolejnego kompletu punktów. Oba zespoły mierzyły się ze sobą w poprzednim sezonie i wtedy zaliczyły po jednej wygranej, więc spodziewaliśmy się dość wyrównanej batalii.
Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała te przypuszczenia. Już po trzech minutach Dynamo Wołomin prowadziło 2:0, a w rolach głównych wystąpili Michał Matyja i Mikołaj Matera – zdobywcy bramek. Nie minęło 15 minut, a na tablicy widniał wynik 5:0, ponownie za sprawą tej samej dwójki. Można śmiało stwierdzić, że duet Matyja–Matera właściwie przesądził o losach spotkania już w pierwszej połowie. Ta zakończyła się wynikiem 6:0, a obaj zawodnicy zaliczyli hat-tricki. Szczególnie Mikołaj Matera wyrósł na gwiazdę tego meczu – oprócz trzech bramek zanotował także trzy asysty. Niestety, nie był to dzień dla zawodników Razam. Piłka często im odskakiwała, podania były niecelne, a goście popełniali sporo niewymuszonych błędów. Dynamo natomiast w pełni kontrolowało przebieg gry. Przy wysokim prowadzeniu szansę dostali dublerzy, którzy również radzili sobie całkiem nieźle.
Druga część meczu była już nieco mniej intensywna. Dynamo nie atakowało z takim rozmachem jak wcześniej, co pozwoliło rywalom śmielej ruszyć do przodu. W końcówce zawodnikom Razam udało się zdobyć dwie bramki, ustalając wynik na 6:2. Choć po pierwszej połowie można było spodziewać się wręcz deklasacji, gospodarze spokojnie dowieźli zwycięstwo i zasłużenie zgarnęli komplet punktów.
Niezwykle zacięty mecz oglądaliśmy na poziomie dwunastej ligi, gdzie mierzyły się ekipy Vox Populi i Luminy. Pierwsza połowa przyniosła sporo walki na boisku, ale zobaczyliśmy tylko jedno trafienie – już na początku spotkania. Od tego momentu obie drużyny miały swoje okazje, jednak brakowało skuteczności.
Obaj bramkarze spisywali się kapitalnie, kilkakrotnie ratując swoje zespoły w bardzo trudnych sytuacjach. Z drugiej strony napastnicy nie mieli tego dnia najlepszego dnia – seryjnie marnowali dogodne szanse. Do przerwy mieliśmy wynik 1:0, więc wszystko mogło się jeszcze wydarzyć w drugiej połowie.
Po zmianie stron Lumina stworzyła sobie kilka dobrych sytuacji, ale ponownie zabrakło szczęścia i zimnej krwi pod bramką rywali. Vox Populi przetrwało trudniejszy moment i po jednej z akcji podwyższyło prowadzenie. Goście nie dawali jednak za wygraną – tym bardziej, że do końca meczu pozostawało jeszcze sporo czasu. W końcu niemoc strzelecką przełamał Maksim Zimavy, zdobywając gola kontaktowego, który dawał nadzieję choćby na remis. Niestety dla Luminy, końcówka należała do gospodarzy. Duet Krzysztof Bujnowski i Krzysztof Stachowicz świetnie współpracował ze sobą i to właśnie oni byli autorami dwóch trafień, które przesądziły o losach meczu.
Ostatecznie Vox Populi wygrało spotkanie 4:1 i może realnie myśleć o walce o czołowe lokaty. Lumina, zaledwie z jednym punktem na koncie, musi się zmobilizować przed kolejnymi potyczkami, bo sytuacja w tabeli wciąż nie wygląda zbyt korzystnie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)