Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 11 Liga
Już od kilku ładnych tygodni było wiadomo, że zdecydowanym faworytem w meczu Pogromców Poprzeczek z Piwem Po Meczu FC była ekipa gości. Natomiast tuż przed pierwszym gwizdkiem wydawało się, że niespodziewanie w lepszej sytuacji znaleźli się Pogromcy, bowiem rywale stawili się o ósmej rano przy Strumykowej w zaledwie pięcioosobowym składzie. Duch Pogromców nakazał jednak zagrać fair play i pierwszą połowę również zagrali w pięć osób. Piwo Po Meczu pokazało, że nie zawsze liczy się ilość, bo ważna też jest jakość, a tej im nie brakowało w niedzielny poranek. Dość szybko otworzyli wynik meczu i choć wyrównanie przyszło błyskawicznie, bo gola bezpośrednio z wznowienia gry zdobył Mateusz Niewiadomy, edukując w ten sposób gości, że tak - z takiej sytuacji też można zdobyć bramkę. Tak wygląda w praktyce siła doświadczenia. Jednak był to ostatni moment, w którym Pogromcy doskoczyli wynikiem do ekipy ubranej na zielono. Za sprawą kolejnych trafień Jakuba Królika, Janka Majeckiego i Karola Brążkiewicza goście uzyskali czterobramkową przewagę. Nadzieję na jakiekolwiek punkty dla Pogromców przedłużył Tomek Mazurek tuż przed przerwą strzelając na 2:5. W drugiej odsłonie meczu Pogromcy grali już w sześciu, ale nie zdołali odrobić strat. Dynamiczne ataki rywali przynosiły kolejne bramki, dzięki czemu wciąż utrzymywała się bezpieczna trzy- lub czterobramkowa przewaga. Zawodnicy Poprzeczek byli już pogodzeni z porażką, natomiast wielką radość w ich szeregach przyniosła bramka Pawła Korulczyka, który zaliczył swoje debiutanckie trafienie w Lidze Fanów, na co potrzebował pięćdziesięciu sześciu spotkań. Pewne trzy punkty dla gości, ale w obu ekipach po spotkaniu panowały pogodne nastroje. Po tym meczu Pogromcy spadli do strefy spadkowej, a rywale utrzymują się dalej na 5 miejscu.
Mecz na szczycie 11 ligi czyli Torpedo kontra Kometa. Goście przed tym spotkaniem mieli już zapewniony awans, a różnica pomiędzy pierwszym, a drugim miejscem wynosiła solidne 16 punktów. Przez cały sezon żadna drużyna nie urwała im choćby punktu, dlatego tak też można było zakładać przed tym spotkaniem, że raczej dla chłopaków z Komety będzie to bułka z masłem. Nic bardziej mylnego, bo Kometa w tym spotkaniu wystawiła tylko pięciu swoich graczy. Być może wczesna pora nie pozwoliła na wystarczającą regenerację, a może niektórzy przestraszyli się rywala. Zresztą nie byle jakiego rywala, bo FC Torpedo pamiętamy ze świetnych spotkań, które już u nas w lidze rozgrywali. Strzelanie rozpoczął Roman Zelinksyi i był to przedsmak serii bramek gospodarzy. Wysoka skuteczność podań i świetne rozgrywanie piłki w polu to cechy szczególne tego zespołu. Do przerwy wynik wynosił już 6:2, a Kometa była dosyć mocno zaskoczona. Poczuli się oni bardzo pewnie na Arenie przy ulicy Strumykowej i potraktowali ten mecz jak trening albo rozgrzewkę. Na tym wyniku jednak ukraińska drużyna się nie zatrzymała. W drugiej połowie znowu strzelanie rozpoczął Roman Zelinskyi, a z zespołu Komety do bramki strzelił tylko Kamil Pasik, jednak nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów dla gości, bo spotkanie zakończyło się wynikiem 15:4. Sytuacja w tabeli nie zmieniła się jednak FC Torpedo może poszczycić się historycznym w tej lidze triumfem nad niepokonaną dotąd Kometą.
Środek dnia, żar lejący się z nieba i wybiegane kilometry we wcześniejszym meczu u części zawodników gości sprawiły, że starcie pomiędzy FC Vikersonn, a Old Boys Derby III było wyrównane tylko przez kwadrans. W pierwszych kilkunastu minutach oglądaliśmy wymianę ciosów i trzeba przyznać, że było bardzo ciekawie, a wynik kształtował się następująco: 1:0 / 1:1 / 2:1 / 2:2 / 3:2. Bardzo dobrze prezentował się w tym czasie Andrii Kramarenko, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Niestety warunki pogodowe oraz zmęczenie w szeregach weteranów z ODB zaczęły dawać się we znaki, gdyż od tego momentu znaczną przewagę osiągnęli gracze z Ukrainy. Po golach Mykoli Lebediuka oraz, kompletującego tym trafieniem hat-tricka Andrija Kramarenko, do przerwy mieliśmy już trzybramkową przewagę gospodarzy w wymiarze 5:2. W drugiej połowie bardzo dobre zawody rozgrywał Ivan Nasinnyk, którego dwa kolejne trafienia wyprowadziła zespół gospodarzy na prowadzenie 7:2. Co prawda po golach Przemka Białego oraz Bartka Krywko zrobiło się 7:4, jednak od tego momentu do bramki trafiali już tylko piłkarze naszych wschodnich sąsiadów. Świetne podania Andrija Kramarenki, a także jego skuteczność sprawiły, że zakończył on spotkanie z imponującymi statystykami w postaci czterech goli oraz dwóch asyst. Całe spotkanie zakończyło się jednostronnym wynikiem 11:4 i trzeba przyznać, że rezultat oddawał to, co działo się w meczu, nie licząc wyrównanego pierwszego kwadransu. FC Vikersonn powalczy w ostatniej kolejce o srebrne medale i tutaj ciekawostka – będą musieli kibicować swoich ostatnim rywalkom, gdyż ODB III będą walczyli z FC Torpedo, a więc bezpośrednim rywalem Vikersonn’ów w walce o srebro. Będzie się działo !
Zarówno Green Team, jak i Orły Zabraniecka desperacko potrzebowały punktów, aby móc marzyć o utrzymaniu się na bieżącym szczeblu rozgrywek. Oba zespoły stawiły się w bardzo skromnych zestawieniach, co przy pełnym słońcu oznaczało ekstremalny wysiłek. Zdecydowanie lepiej w tej sytuacji odnaleźli się „Zieloni”, którzy zastosowali starą, odwieczną zasadę: „Lepiej mądrze stać, niż głupio biegać”. Do tego trzeba przyznać, że bardzo odpowiedzialnie grali w obronie, czego efektem było czyste konto w pierwszej odsłonie. Sami gracze Green Team zdołali natomiast dwukrotnie pokonać Piotrka Jankowskiego, a miało to miejsce po golach Szymona Androsiuka oraz Kamila Jagscha i do przerwy mieliśmy 2:0. Po zmianie stron oglądaliśmy prawdziwy „happy football” i deszcz bramek, w którym strzelali główni gospodarze. Bardzo dobrze w tej części meczu czuł się Sebastian Szeleszczuk, który zanotował imponujące statystyki: hat-trick oraz dwie asysty. Sebastian zaskoczył nas nieco swoją postawą, gdyż poza świetną grą ofensywną potrafił niemalże „wyrosnąć” w obronie, gdy Orły przeprowadzały nieliczne kontrataki. Orły, które przybyły na to spotkanie bez zmian, z każdą minutą opadały z sił, czego efektem były kolejne trafienia gospodarzy. Goście na swoim koncie zanotowali co prawda dwa trafienia, autorstwa Tomka Kamińskiego (4:1) oraz Marcina Zawadzkiego (6:2) jednak w kontekście wyniku końcowego 9:2 były to tylko gole pocieszenia. Green Team po tej wygranej wyskoczył ze strefy spadkowej kosztem Pogromców Poprzeczek i biorąc pod uwagę układ terminarza w ostatniej kolejce, raczej zapewnili sobie byt na obecnym szczeblu rozgrywkowym!
Walczący o utrzymanie Vistula Varsovia podejmowali na „swoim” terenie wciąż liczących na awans Dynamo Wołomin. Od początku spotkania zauważyć można było przewagę „młodzieniaszków” z Wołomina. Co chwile atakowali, jak nie środkiem pola to skrzydłami. Vistula czujnie w obronie nie dawała się jednak zaskoczyć. Goalkeeper gospodarzy już na samym początku spotkania popisał się kilkoma ładnymi paradami. Jednak już w ósmej minucie goście objęli prowadzenie. Kacper Urban po sprytnym podaniu Kamila Pasieki zdobył bramkę na 0-1. Dynamo cały czas posiadało optyczna przewagę. Jednak doświadczone „wygi” z Vistuli już 4 minuty później wypracowali ładną i składną akcję i zdobyli bramkę na 1-1. Podrażniona i walcząca ciągle o awans ekipa „młodzieży” z Wołomina nie dawała za wygraną i w 16 minucie ponownie strzelili gola. Tym razem w roli asystenta zapisał się Kacper Urban, a Karol Ludwiniak pięknym strzałem z głowy pokonał bramkarza Vistuli. Mieliśmy więc na tablicy 1-2 dla wołomińskiej młodzieży. Takim tez wynikiem zakończyła się pierwsza część spotkania. Druga polowa to ponowne ataki Dynama lecz chłopaki z Vistuli nie pozostawali dłużni. Atakowali raz jedni, raz drudzy. Jednak to Dynamo zdobyło bramkę na 1-3. Bardzo aktywni w tym meczu Kamil Pasieka i Kacper Urban rozmontowali obronę gospodarzy i jedyne co bramkarz gospodarzy mógł zrobić to wyciągnąć piłkę z siatki. Dynamo chyba delikatnie zmęczone, troszkę zwolniło tempo co było wodą na młyn dla Vistuli. Kilka niebezpiecznych ataków gospodarzy mogło zwiastować zdobycie przez nich bramki kontaktowej lecz tak się nie stało. Starali się bardzo, ale bramkarz gości dzielnie stał na posterunku i już do końca meczu nie wpuścił żadnego gola. Gospodarze nie mogli jednak atakować cały czas i trochę opadli z sił, a młodzież z Wołomina skrzętnie to wykorzystała i w 35 minucie chłopaki zdobyli bramkę na 4-1. Bardzo aktywny w tym meczu Kamil Pasieka przyjął piłkę w środku pola, minął dwóch zawodników i kąśliwym strzałem w długi róg bramki pokonał goalkeepera gospodarzy. Mecz zakończył się wynikiem 4-1 dla ekipy z Wołomina. To bardzo ważne punkty dla nich w kontekście awansu do wyższej klasy rozgrywkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)