Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 10 Liga
To spotkanie od początku zapowiadało się ofensywnie, ale mało kto spodziewał się aż tak jednostronnego przebiegu. FC Depserados od pierwszych minut narzuciło swoje tempo i bardzo szybko zaczęło budować przewagę. Już na starcie meczu skutecznością błysnął Jan Szcześniak, który otworzył wynik i chwilę później ponownie wpisał się na listę strzelców.
FC Po Nalewce próbowało odpowiadać - swoje trafienia dołożył m.in. Balysh, utrzymując drużynę w grze w pierwszej fazie spotkania. Z biegiem czasu przewaga Depserados zaczęła jednak wyraźnie rosnąć. Świetnie funkcjonowała współpraca w ofensywie całej drużyny gości - gole dokładali Foryś, Ziemiński oraz Grzywaczewski, a wynik systematycznie „odjeżdżał”. Mimo że gospodarze potrafili jeszcze odpowiadać (m.in. trafienia Madejskiego czy kolejne akcje Balysha), to brakowało im zdecydowanie stabilności w defensywie.
Druga część meczu to już pełna kontrola ze strony Depserados. Skuteczność pod bramką rywala oraz większa intensywność gry sprawiły, że przewaga urosła do bardzo wysokich rozmiarów. Szczególnie wyróżniał się wspomniany wcześniej Szcześniak, który był najgroźniejszym zawodnikiem na boisku i zasłużenie został wybrany zawodnikiem meczu.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 15:6, co jasno pokazuje dominację jednej drużyny. FC Depserados zaprezentowało bardzo skuteczny i ofensywny futbol, podczas gdy FC Po Nalewce, mimo kilku dobrych momentów, nie było w stanie dotrzymać tempa niedzielnym rywalom.
Takie mecze sprawiają, że trudno uwierzyć, iż to dopiero dziesiąta liga. Starcie tych drużyn na Arenie Grenady spokojnie mogłoby uchodzić za pojedynek z wyższych poziomów rozgrywkowych - tempo, intensywność i jakość gry momentami przypominały realia nawet czwartej ligi. To było prawdziwe widowisko, które bez wątpienia można nazwać jednym z najlepszych meczów dnia.
Kapitalnie w spotkanie wszedł Gawulon, a jego główną postacią w pierwszej połowie był Patryk Sadurek. Najpierw popisał się świetnym wykończeniem po dalekim, przeszywającym podaniu od własnego bramkarza - przyjął, odwrócił się i mocnym strzałem po ziemi z dystansu otworzył wynik meczu. Chwilę później dołożył drugie trafienie, a jakby tego było mało, dorzucił jeszcze asystę, mając ogromny wpływ na przebieg pierwszej części spotkania. Dzięki jego skuteczności Gawulon schodził do przerwy z prowadzeniem 3:1.
Druga połowa przyniosła jednak zupełnie nową historię. Polska Górom pokazała charakter i przede wszystkim zawodnika, który potrafił odmienić losy meczu. Kamil Rytel, który jeszcze w pierwszej połowie wpisał się na listę strzelców, po przerwie wszedł na zupełnie inny poziom. Skompletował hat-tricka, raz po raz znajdując sposób na defensywę rywali i doprowadzając swój zespół do wyrównania 4:4. Mecz nabrał jeszcze większego tempa. Obie drużyny grały odważnie, bez kalkulacji, wymieniając się atakami i nie zamierzając zadowolić się remisem. Każda akcja niosła zagrożenie, a emocje rosły z każdą minutą. W końcówce więcej zimnej krwi zachował jednak Gawulon. W kluczowym momencie zdołali przechylić szalę na swoją stronę i zdobyli bramkę na 5:4, która ostatecznie rozstrzygnęła losy tego widowiska.
Polska Górom może odczuwać ogromny niedosyt - po takiej pogoni i odrobieniu strat byli bardzo blisko punktów. Jednak trafili na rywala, który tego dnia był po prostu odrobinę bardziej konkretny i skuteczny.
Spotkanie od pierwszych minut było bardzo atrakcyjne do oglądania – dynamiczne, fizyczne i prowadzone w szybkim tempie. Na boisku było widać sporo doświadczonych zawodników, którzy może nie nadrabiali szybkością, ale świetnie ustawiali się taktycznie i grali bardzo dojrzale. Nie brakowało twardych pojedynków, walki bark w bark i gry kontaktowej, jednak jednocześnie mecz był płynny i obfitował w składne, ładne dla oka akcje.
Początek należał do Bulbezu, który wszedł w spotkanie bardzo pewnie. Gospodarze szybko objęli prowadzenie 1:0, a chwilę później podwyższyli na 2:0, wykorzystując dobrą organizację gry i skuteczne ataki. Wydawało się, że kontrolują wydarzenia na boisku, jednak Grajki i Kopacze stopniowo zaczęli przejmować inicjatywę. Goście podkręcili tempo, zaczęli grać bardziej bezpośrednio i skuteczniej pod bramką rywali. Jeszcze przed przerwą odrobili straty i wyszli na prowadzenie, kończąc pierwszą połowę wynikiem 2:3.
Druga część spotkania to już wyraźna dominacja gości. Grajki i Kopacze wykorzystali swoje doświadczenie, grali bardziej zespołowo i przede wszystkim imponowali skutecznością. Każda dobrze rozegrana akcja kończyła się groźnym uderzeniem, a przewaga rosła z minuty na minutę. Bulbez próbował odpowiadać, ale otwierając się w ofensywie, nadziewał się na szybkie kontry rywali.
Najważniejszą postacią meczu był Hubert Krzemiński, który rozegrał kapitalne zawody. Zdobył cztery bramki i zanotował dwie asysty, będąc motorem napędowym ofensywy swojego zespołu. Doskonale ustawiał się w polu karnym, dobrze czytał grę i aktywnie uczestniczył w budowaniu akcji. W ogromnej mierze to jego występ przesądził o wysokim zwycięstwie gości 4:10.
Na zakończenie dnia na Arenie Grenady obejrzeliśmy kolejne widowisko, które tylko potwierdziło, jak wyrównana potrafi być 10. liga. Spotkanie piątej w tabeli Husarii z przedostatnią Górką Kazurką pokazało, że różnice punktowe często nie oddają rzeczywistego poziomu drużyn - na boisku zobaczyliśmy rywalizację równą, intensywną i pełną zwrotów akcji.
Już od pierwszych minut było widać, że żadna ze stron nie zamierza kalkulować. Gra toczyła się w szybkim tempie, a zespoły odpowiadały sobie akcja za akcję. Strzelanie rozpoczął Robert Niemiec, który precyzyjnym uderzeniem otworzył wynik spotkania. Gospodarze nie nacieszyli się jednak prowadzeniem zbyt długo - Górka Kazurka błyskawicznie odpowiedziała, wykorzystując dwie szybkie kontry, które wybiły Husarię z rytmu. Mimo chwilowych problemów gospodarze potrafili wrócić do gry. Do wyrównania doprowadził Tomasz Hubner, ale to goście zadali ostatni cios w pierwszej połowie - świetna, kombinacyjna akcja zakończona efektowną „klepką” dała im prowadzenie 3:2 do przerwy.
Druga połowa przyniosła jeszcze więcej emocji. Najpierw Górka Kazurka narzuciła wysoki pressing, zmuszając Husarię do błędów i budując przewagę, która pozwoliła im odskoczyć na 6:4. Wydawało się, że kontrolują sytuację, ale wtedy gospodarze pokazali charakter. Husaria ruszyła do odrabiania strat z ogromną determinacją. Coraz odważniejsze wejścia, szybkie rozegranie i większa intensywność przyniosły efekt. Kluczową rolę odegrał ponownie Tomasz Hubner, który w tej fazie meczu skompletował hat-tricka i poprowadził swój zespół do wyrównania 6:6. W szeregach Górki świetne zawody rozegrał Michał Mazur, ale trzeba podkreślić, że cała drużyna gości zaprezentowała się bardzo solidnie - grali kolektywnie, walczyli o każdą piłkę i do samego końca trzymali wysoki poziom.
Finalnie padł remis, który najlepiej oddaje przebieg tego spotkania. Emocje jednak nie opadły wraz z końcowym gwizdkiem - napięcie było tak duże, że nie zabrakło również słownych spięć. To tylko pokazuje, jak bardzo obu drużynom zależało na zwycięstwie.
Fuszerka - Wczorajsi to kolejny mecz, jaki mieliśmy okazję oglądać tego dnia na naszych sektorach ligowych. Czysto teoretycznie, bazując na samej ligowej tabeli, mieliśmy tu spotkanie drużyny, która po rundzie jesiennej miała bić się o miejsce na podium - czyli zespołu gospodarzy - kontra zespół, któremu ta jesień totalnie nie wyszła i skończył ją na przedostatnim miejscu. Tak więc oczywistym było, że faworyt jest tylko jeden.
Ale nie pierwszy raz historia pokazała, że faworyci są tylko na papierze, a dopóki piłka w grze, szanse są zawsze zdecydowanie bardziej wyrównane. I taki był ten mecz. W pierwszej odsłonie spotkania gospodarze, jak przystało na ich pozycję w tabeli, przejęli kontrolę nad meczem. Ich przewaga - dwie bramki autorstwa Adriana Giski - miała dać im spokojną zaliczkę przed rozpoczęciem drugiej połowy. Tak się jednak nie stało.
To właśnie zespół gości po gwizdku rozpoczynającym drugą część ruszył na boisko niczym burza i nie dość, że odrobił straty, to jeszcze strzelił kilka goli z nawiązką. Krystian Łączny, zdecydowany lider w tym meczu w ataku drużyny FC Wczorajsi, ustrzelił w drugiej połowie hat-tricka i w dużej mierze to właśnie dzięki jego postawie zespół gości miał szansę zgarnąć pełną pulę. I ta sztuka im się udała, chociaż do ostatniej chwili gracze Fuszerki próbowali odrobić straty bramkowe. Dwa razy im się to udało, ponownie za sprawą Adriana Giski, który spotkanie zakończył z czterema golami.
Jednak po końcowym gwizdku to właśnie zespół gości mógł cieszyć się z pięknego comebacku i zdobytych bardzo ważnych trzech oczek, które dają im oddech, wyjście ze strefy spadkowej oraz - kto wie - może i szansę, by w tabeli poszybować wiosną do góry. Czas pokaże.
Obu drużynom życzymy powodzenia w kolejnych spotkaniach!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)