Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 10 Liga
Fuszerka podejmująca Gawulon to kolejny mecz, jaki nasi kibice oraz organizatorzy mogli podziwiać w miniony weekend na naszych obiektach. Spotkanie młodych, gniewnych, jeszcze niestyranych życiem pasjonatów piłki nożnej i Fuszerki, od której emanowała pewność siebie oraz doświadczenie zdobyte na orlikowych boiskach.
To właśnie gospodarze rozpoczęli ten mecz z przytupem. Ich plan taktyczny opierał się na twardej, fizycznej grze oraz dużej liczbie pojedynków główkowych w powietrzu. Właśnie w taki sposób zdobyli dwie pierwsze bramki. Gawulon jednak nie pozostał bierny — za sprawą Itermana i Marciniaka doprowadził do remisu w tej części spotkania.
Druga odsłona to już nieco większa kontrola meczu ze strony młodego zespołu gości. Zdobyli oni ładną bramkę zza pola karnego autorstwa Kacpra Pałki i wszystko wskazywało na to, że to właśnie oni zakończą mecz z kompletem punktów. W zespole Fuszerki bramki zdobywał jedynie Łukasz Prusik, a gdy zawodnicy Gawulonu zaczęli dawać mu mniej swobody, jakość gry gospodarzy wyraźnie spadła.
W ostatniej akcji meczu Fuszerka wywalczyła faul przed polem karnym rywali. Do strzału podszedł Maciej Chrzanowski — dobrze znany organizatorom ofensywny zawodnik — i kapitalnym uderzeniem umieścił piłkę w siatce, dając swojej drużynie remis. Był to prawdziwy „złoty strzał”, ponieważ zaraz po nim sędzia zakończył spotkanie. Ostatecznie obie ekipy musiały podzielić się punktami.
Spotkanie pomiędzy Wczorajszymi a Desperados zapowiadało się na ciekawy pojedynek dwóch drużyn o dużym potencjale ofensywnym. Gospodarze przystępowali do meczu w dobrych nastrojach – po dwóch wygranych i efektownym zwycięstwie nad Husarią Mokotów IV. Tym razem jednak trafili na zespół, który od pierwszego gwizdka nie pozostawił złudzeń, kto dominuje na boisku.
Depserados zaprezentowali się z niesamowitą dynamiką, świetnym wyszkoleniem technicznym i bardzo wysoką intensywnością gry. Ich ofensywna maszyna była nie do zatrzymania – gra kombinacyjna, szybkie wymiany podań, pressing i skuteczność w finalizacji sprawiły, że mecz praktycznie od początku był pod ich pełną kontrolą. Jan Szcześniak, wybrany MVP całej kolejki 10. ligi, zagrał kapitalne zawody – zdobył pięć bramek i zanotował cztery asysty, siejąc spustoszenie w szeregach defensywnych Wczorajszych. Równie błyskotliwy był Daniel Kłos – autor sześciu goli i trzech asyst. Ten duet był nie do zatrzymania, ale trzeba też pochwalić cały zespół Depserados – funkcjonowali jak dobrze naoliwiona maszyna.
Wczorajsi tym razem nie przypominali drużyny z poprzednich kolejek. Mimo ambitnej postawy nie byli w stanie dorównać rywalom ani tempem, ani jakością gry. Jakub Erebel (dwie bramki i asysta) oraz Bartek Muzyka (trzy gole) starali się trzymać wynik, ale ich błyski były jedynie pojedynczymi akcentami w meczu zdominowanym przez rywala.
Dla Depserados to jasny sygnał, że mogą być realnymi kandydatami do podium. Wczorajsi natomiast będą musieli jak najszybciej otrząsnąć się z tej porażki i wrócić na właściwe tory.
Husaria przystępowała do tego meczu jako zdecydowany faworyt – i w pełni potwierdziła swoją klasę. Choć to Bulbez jako pierwsi trafili do siatki, gospodarze szybko uporządkowali grę i narzucili własne tempo. Jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie 4:2, pokazując, że potrafią reagować spokojem, a nie nerwowością. Po zmianie stron obraz gry był już bardzo klarowny – Husaria miała wszystko pod kontrolą. Grali dojrzale, zespołowo i z dużą swobodą. W ataku pozycyjnym cierpliwie budowali akcje, w kontrach błyskawicznie przenosili grę pod bramkę rywala, a w defensywie grali odpowiedzialnie i skutecznie, nie pozwalając przeciwnikom na zbyt wiele. Ta równowaga między fazami gry była kluczem do zwycięstwa.
Na pochwały zasłużyli wszyscy zawodnicy, bo bramki i asysty rozłożyły się bardzo równomiernie – to pokazuje, że Husaria nie opiera się na jednym snajperze, tylko na dobrze funkcjonującym kolektywie. Świetne zawody rozegrali zwłaszcza Kuba Szlosek i Sergio Balej, którzy grali z ogromną odpowiedzialnością i spokojem – dawali drużynie stabilność w rozegraniu i odbiorze, a ich decyzje często napędzały ofensywne akcje. Nie sposób też pominąć Tomasza Hubnera, który doskonale dyrygował zespołem i utrzymywał odpowiednie tempo gry przez całe spotkanie.
Bulbez, mimo porażki, nie mają powodów do wstydu. Kilku zawodników naprawdę błysnęło w ofensywie – wyróżniali się Szymon Golonka oraz Rafał Dobrosz, którzy potrafili stworzyć zagrożenie pod bramką rywala i podejmowali odważne, indywidualne próby. Cały zespół grał ambitnie, nie rezygnując z walki nawet przy niekorzystnym wyniku. Takie mecze, choć bolesne, potrafią budować charakter – a jeśli Bulbez utrzymają determinację i energię, punkty w końcu przyjdą.
Końcowy wynik 10:5 dla Husarii był w pełni zasłużony. To nie tylko dowód skuteczności, ale też potwierdzenie, że za tą drużyną stoi prawdziwy zespół – zgrany, świadomy i pewny siebie. Bulbez, choć po trzech kolejkach wciąż bez punktów, pokazali serce do gry i zaangażowanie, które z czasem na pewno przyniesie efekty.
W ostatnim akcencie spotkań na Arenie Grenady starły się drużyny znajdujące się w zupełnie odmiennych nastrojach i z różnym dorobkiem punktowym. Grajki i Kopacze – lider tabeli z kompletem zwycięstw – podejmowali FC Polska Górom, którzy wciąż czekali na swoje pierwsze zwycięstwo po dwóch ciężkich remisach na początku sezonu.
Już w 2. minucie ekipa gości wyszła na prowadzenie po strzale z dystansu Huberta Krzemińskiego. Wbrew szybko objętemu prowadzeniu przez GiK, gospodarze nie załamali się i konsekwentnie nacierali na bramkę rywali, starając się jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Niestety, jedna z kontr zakończyła się rzutem rożnym, który goście zamienili na gola – na tablicy wyników widniał wówczas rezultat 0:3. Tuż przed przerwą FC Polska Górom zdobyła bramkę do szatni po pięknej, kombinacyjnej akcji całego zespołu, dając sobie nadzieję na odrobienie strat w drugiej połowie.
Po zmianie stron Grajki i Kopacze nie pozostawili jednak złudzeń – dominowali przeciwników, długo utrzymywali się przy piłce, kreowali kolejne dogodne sytuacje i imponowali skutecznością pod bramką rywala. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Jakub Zarychta, który poprowadził swoją ekipę do zwycięstwa, notując jedno trafienie i aż trzy asysty. Przy wyniku 1:7 bramkę na otarcie łez zdobył Borys Guz, jednak to goście postawili kropkę nad „i” w ostatniej akcji meczu, ustalając wynik na 8:2.
Trzeba przyznać, że końcowy rezultat nie oddaje w pełni przebiegu spotkania – FC Polska Górom zasłużyła na uznanie, ponieważ mecz, jak na 10. klasę rozgrywkową, stał na naprawdę wysokim poziomie. Pewne jest natomiast to, że Grajki i Kopacze podtrzymali swoją zwycięską passę, umacniając się na pozycji lidera.
Późnym wieczorem na Arenie AWF odbyło się niezwykle ciekawe spotkanie pomiędzy FC Górką Kazurką a FC Po Nalewce. Obie drużyny liczyły na zdobycie cennych punktów, które pozwoliłyby im umocnić pozycję w tabeli.
Początek spotkania był wyrównany – obie ekipy szukały swoich szans w strzałach z dystansu, jednak brakowało im precyzji. Zarówno gospodarze, jak i goście zostawiali sporo miejsca w środku pola, co skutkowało dużą liczbą prób z dalszej odległości. Bramkarze obu drużyn byli jednak dobrze dysponowani i skutecznie zażegnywali zagrożenie, gdy piłka zmierzała w światło bramki.
Na pierwszego gola kibice musieli czekać do 14. minuty, kiedy to Michał Kurowski wykorzystał podanie Dawida Madejskiego i precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza Górki. Odpowiedź gospodarzy przyszła bardzo szybko – już trzy minuty później, po świetnej zespołowej akcji, Jan Majewski wyłożył piłkę Michałowi Mazurowi, który skierował ją do pustej bramki, doprowadzając do wyrównania. Przed przerwą jednak to FC Po Nalewce ponownie objęli prowadzenie, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:1.
Druga część meczu rozpoczęła się idealnie dla gości – zaledwie kilka sekund po wznowieniu gry Kacper Konowrocki mocnym strzałem po ziemi przy słupku podwyższył na 3:1. Wydawało się, że FC Po Nalewce mają mecz pod kontrolą, jednak Górka Kazurka nie zamierzała się poddawać. Gospodarze najpierw zdobyli bramkę kontaktową, a następnie Michał Mazur pewnie wykorzystał rzut karny, doprowadzając do wyrównania. Końcówka należała już jednak całkowicie do Górki. W 43. minucie błysnął Mikołaj Krasicki, trafiając efektownie z woleja po krótkim słupku, a minutę później ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik na 5:3. Goście zdołali odpowiedzieć jedynie trafieniem w ostatnich sekundach, ale nie byli już w stanie odwrócić losów spotkania.
FC Górka Kazurka pokazała charakter i sięgnęła po cenne zwycięstwo po znakomitym finiszu. FC Po Nalewce musi przełknąć gorycz porażki, choć długo wydawało się, że to właśnie oni wyjdą z tej potyczki zwycięsko.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)