reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Bywają takie mecze, gdzie nasze zapiski, które potem wykorzystujemy do sporządzenia notatek, są naprawdę bardzo obszerne. Głównie oznacza to, że w takim spotkaniu sporo się działo. Niestety w rywalizacji Tylko Zwycięstwo z Warszawską Ferajną, dość szybko doszło do nas, że nie ma sensu zapisywać słów kluczowych czy minut poszczególnych goli, bo będzie to mecz do jednej bramki. Można chyba dość boleśnie, aczkolwiek uczciwie stwierdzić, że Ferajna przyjechała na to spotkanie, nie po to by wygrać, ale żeby nie było walkowera, a rywal nie stracił swojego cennego czasu. Kacper Domański lepił skład na różne sposoby, ostatecznie udało mu się uzbierać kilku chętnych do gry, natomiast było jasne, że o jakiejkolwiek rywalizacji z TZ nie ma mowy. Należy jednak docenić postawę tego zespołu, zarówno w kwestii chęci gry, jak również na boisku, bo chociaż rywal już do przerwy prowadził 5:0 (a mógł znacznie wyżej), to Ferajna robiła co mogła. Zdało się to na tyle, że w końcówce meczu, przy stanie 0:8, Ferajna zdobyła dwie bramki z rzędu, co stanowiło w pewnym sensie nagrodę za jej wysiłek. Ostatecznie mecz przegrali 2:10 i tym sposobem zakończyli tę trudną dla siebie rundę. Chyba potrzeba tutaj jakichś zmian, bo jeśli nie pojawią się regularni zawodnicy, to ciężko będzie zbudować coś, co wszystkim – na czele z kapitanem – będzie przynosiło frajdę. Na szczęście czasu do kolejnej rudny trochę jest. Co do Tylko Zwycięstwo, to oni nie mieli tutaj żadnych problemów z wygraną, zagrali bardzo rozsądnie, każdy z zawodników z pola miał przynajmniej jednego gola lub asystę i widać, że z szacunkiem podeszli do tego meczu. I chociaż spodziewali się pewnie bardzo wyrównanej rywalizacji, to w ich sytuacji kluczowe są punkty, bo tych jest wciąż za mało. W tym momencie starcza ich na ósmą pozycję i zapowiada się bardzo zacięta walka o utrzymanie. Ale tym będą się martwić dopiero za kilka miesięcy.

2
17:00

Kilka tygodni temu to spotkanie mogłoby się zakończyć tylko w jeden sposób – wyraźną wygraną Dzików. Ale czasy się zmieniły. Ekipa Goodfellas zapomniała już o kiepskim początku sezonu, odbiła się od dna i zaczęła marsz w górę ligowej tabeli. I na niedzielę miała jasny cel – pokonać wicelidera. Szanse kształtowały się całkiem nieźle, bo drużyna z Młochowa miała tylko jednego rezerwowego, a w dodatku dawno nie grała na Grenady, z kolei przeciwnicy to boisko znali znacznie lepiej. No i już początek spotkania wskazywał, że faworytów czeka bardzo trudna przeprawa. Gdyby nie Arek Żyznowski, to już po kilku minutach było 2:0, a może nawet więcej. Golkiper Dzików bronił świetnie, lecz nie mógł odbijać wszystkich piłek. Na domiar złego, jego koledzy z pola byli początkowo bezzębni. Rywale dość łatwo rozbijali ich ataki i nawet Przemek Skrzydlewski, który zwykle nie ma sobie równych w pojedynkach szybkościowych, wielokrotnie musiał uznawać w tym temacie wyższość oponentów. Nic więc dziwnego, że po 25 minutach gry było 2:0 dla ekipy z Ukrainy. Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego gola dla Goodfellas. Strzał z dystansu Yana Galeckiego i Arek Żyznowski kapituluje. Dopiero przy stanie 0:3 Dziki odpowiadają trafieniem, lecz za golem autorstwa Michała Śpiewaka nie poszły kolejne. Przeciwnicy na to nie pozwolili, a przy okazji to oni byli bliżej kluczowej bramki na 4:1. Drużynę z Młochowa w grze trzymał bramkarz, którzy obronił nawet rzut karny wykonywany przez Yaraslaua Sycheuskiego, ale w końcu gracze z Ukrainy i tak zdobyli bramkę. Trzy gole różnice, przy kilkunastu minutach do końca – to wydawało się misją nie do zrealizowania dla Dzików. Chęci były, udało się nawet zdobyć gola na 2:4, a potem 3:4, lecz na więcej przeciwnicy już nie pozwolili. Przegrywającym nie pomógł fakt, że musieli sobie radzić o jednego zmiennika mniej, bo po dwóch żółtych kartkach w grze nie mógł już uczestniczyć Michał Śpiewak. Rywale to wykorzystali i finalnie wygrali 6:3. Trzy punkty trafiły w dobre ręce, bo zwycięzcy mieli więcej okazji, byli bardziej aktywni i nie ma mowy o przypadku. Taki sukces na pewno cieszy i sugeruje, że Goodfellas powalczą wiosną o coś więcej niż środek tabeli. Z kolei Dziki musiały przełknąć gorycz porażki, jednak cała runda była dla nich udana. Według nas taki zimny prysznic na koniec może mieć nawet pozytywne właściwości, bo determinuje by szukać rzeczy, które usprawnią ich grę. A jak widać wciąż jest w tym temacie trochę do zrobienia.

3
19:00

Sytuacja w tabeli 2 ligi jest bardzo ciekawa i wiele mogło się w niej zmienić po spotkaniu, w którym Green Lantern podejmował UEFA Mafia Ursynów. W roli faworyta niewątpliwie przystępowali goście, którzy w tym sezonie na boiskach Ligi Fanów prezentują się bardzo dobrze. Spotkanie od początku było wyrównane i widzieliśmy akcje zarówno pod jedną, jak i drugą bramką. Dość niespodziewanie jako pierwsi na prowadzenie wychodzą gospodarze, a autorem bramki został Tomasz Ciurzyński. Na odpowiedź gości nie musieliśmy długo czekać - pięknego gola z rzutu wolnego strzelił Adam Goleń. Mafia Ursynów poszła za ciosem I już po kilku minutach mieliśmy 1-2. Od tego momentu przewaga gości rosła z każdą minutą i tylko kwestią czasu były kolejne bramki. Przed przerwą Ursynowiacy dzięki Jakubowi Komendołowiczowi zdobywają jeszcze jedno trafienie i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-3. Po zmianie stron spotkanie otworzyło się zdecydowanie bardziej, obie ekipy postawiły na ofensywny futbol, czego skutkiem był prawdziwy strzelecki festiwal. Wynik w tej części spotkania otworzył Kamil Bieliński i przez chwilę zrobiło się nerwowo, kiedy na tablicy wyników mieliśmy rezultat 2-3. Mafia Ursynów szybko odpowiedziała dwoma trafieniami i wydawało się, że ma już mecz pod kontrolą. Green Lantern strzeliło jeszcze dwie bramki, ale tyle samo również straciło. W końcówce faworyci mieli jeszcze kilka bramkowych okazji, jednak szwankowała skuteczność i spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 4-7. Dzięki wygranej UEFA Mafia Ursynów przezimuje tę rundę na 3 miejscu. 

5
21:00

Drużyna KSB Warszawa po dwóch porażkach z rzędu wróciła na zwycięską ścieżkę i w ostatnich kolejkach zdobyła komplet punktów. W jeszcze lepszych humorach przed spotkaniem byli zawodnicy Husarii Mokotów, którzy tylko raz w tym sezonie stracili punkty i znajdują się w czubie ligowej tabeli. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy w 5 minucie objęli prowadzenie. Odpowiedź rywali była natychmiastowa i 120 sekund później był już remis. Kolejne minuty mimo kilku bardzo dobrych sytuacji bramkowych nie przyniosły zmiany rezultatu. W ostatnich fragmentach pierwszej części ponownie prowadzenie objęli gospodarze, ale tym razem odpowiedź rywali była jeszcze lepsza. Dwukrotnie zdołali pokonać golkipera rywali i na przerwę drużyny schodziły z prowadzeniem Husarii Mokotów 3:2. Kulminacyjnym momentem spotkania były premierowe odsłony drugiej połowy, w którym drużyna gości zdołała trzykrotnie pokonać golkipera rywali. Trafienia te sprawiły, że podopieczni Tomka Hubnera odskoczyli na bezpieczną przewagę, którą utrzymali aż do końcowego gwizdka sędziego. Przegrywającym udało się zdobyć jeszcze jedną bramkę, ale na to trafienie dwukrotnie odpowiedzieli oponenci i mecz zakończył się zwycięstwem Husarii w stosunku 8:3. Drużyna ta zdobyła kolejny komplet punktów i dzięki temu przerwę między rundami spędzi na fotelu lidera. KSB Warszawa po bardzo dobrej pierwszej połowie mogli liczyć na ugranie czegoś więcej, ale niestety dla nich rywale w drugich 25 minutach byli bardzo skuteczni i trzeba się było pogodzić z porażką na koniec rundy jesiennej.

Reklama