Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 2 Liga
Krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa Husaria Mokotów stanęła do rywalizacji z Tylko Zwycięstwo, które do tej pory miało na swoim koncie zaledwie 3 oczka i nie zapowiadało się na rychłe podreperowanie dorobku. Husaria w swoim zwyczaju zaczęła mecz ofensywnie, nie pozwalając rywalom opuścić własnej połowy. Taka gra szybko przyniosła efekty w postaci bramek. Najpierw Dominik Talarek zamienił na gola precyzyjne dogranie Piotra Milewskiego, a po chwili wcześniej asystujący Dominik wpisał się na listę strzelców. Tylko Zwycięstwo po pewnym czasie zaczęło się odgryzać, udawało im się przenieść swoje ataki w pobliże bramki strzeżonej przez Norberta Wierzbickiego, jednak Husaria nie bez powodu ma najlepszą defensywę w lidze i za każdym razem udawało im się zażegnać niebezpieczeństwo. Zawodnicy z Mokotowa do przerwy zdobyli jeszcze trzy bramki i przy prowadzeniu 5-0 Husaria schodziła na przerwę raczej już pewna zwycięstwa. Obraz gry w drugich 25 minutach nie uległ większej zmianie, choć trzeba oddać zespołowi TZ, że mimo powiększającej się straty do rywali nie odpuszczali nawet na moment. Ambitna gra to jednak na tym poziomie rozgrywkowym troszkę za mało, by myśleć o wygranej z jedną z najlepszych drużyn na tym szczeblu. Husaria zwyciężyła 9-0 i tym samym coraz wygodniej zasiada na pozycji lidera, natomiast Tylko Zwycięstwo po kolejnej porażce musi zerkać za plecy, bo miejsce w strefie spadkowej coraz bardziej zagląda im w oczy.
Trudno w to uwierzyć, że drużyny tej klasy co UEFA Mafia i AFC Goodfellas miały wspólnie zaledwie 1 punkt po trzech rozegranych kolejkach. Trudny terminarz to jedno, były też spotkania, gdzie jedni lub drudzy przegrywali minimalnie, no ale z racji bezpośredniej potyczki, ktoś wreszcie mógł przerwać tę fatalną passę. Inauguracja meczu wskazywała, że zrobi to zespół z Ukrainy. Bo mimo iż początek był równy i nikt nie wyrobił sobie wielkiej przewagi, to właśnie ekipa Goodfellas wykorzystała fakt, że rywale otrzymali żółtą kartkę i na 1:0 bramkę zdobył Kiryl Semerenko. Ten gol nakręcił ekipę w żółtych strojach i na 2:0 podwyższył Oleksandr Targomin. To nieco utemperowało zapędy zespołu z Ursynowa. Ale właśnie wtedy bardzo prosty błąd popełnił Artiom Pastushyk. W niegroźnej sytuacji za lekko zagrał do jednego z kolegów, na czym skrzętnie skorzystał Damian Paluszek. Nadzieja w ekipie UEFA Mafia odżyła, aczkolwiek misję odrobienia strat trzeba było przełożyć na drugą połowę. Tutaj dość szybko pojawiła się szansa, by doprowadzić do remisu. Tyle że rzutu karnego nie wykorzystał Michał Piłatkowski. Młodzi gracze z Ursynowa nie załamali się tymi okolicznościami, chociaż w pewnym momencie mogli stracić wiarę, że cokolwiek wpadnie do siatki gości, bo oprócz niewykorzystanej „jedenastki” zaliczyli też dwa strzały w obramowanie bramki Goodfellas. Rywale nie byli dłużni. Dysponowali chociażby rzutem wolnym, po którym Kiryl Semerenko obił słupek. Końcówka spotkania należała jednak do UEFY Mafii. Ursynowska młodzież w krótkim odstępie zdobyła dwie bramki, z czego zwłaszcza o tę drugą, która padła po podaniu z rzutu rożnego, ekipa Goodfellas powinna mieć do siebie sporo pretensji. Mimo, że Yaraslau Sycheuski i spółka rzucili się do ataków, to nie potrafili wyklarować sobie konkretnej okazji i przegrali mecz, który mieli praktycznie w garści. Ale abstrahując od wyniku, obejrzeliśmy naprawdę dobre, szybkie i ciekawe spotkanie, które nie pasowało do ekip z dolnych miejsc tabeli. Dlatego nie mamy wątpliwości, że dla jednych i drugich nadejdą w końcu lepsze czasy i to, co stało się na początku sezonu, pozostanie jedynie wspomnieniem.
Mecz pomiędzy Orzełami Stolicy a KSB Warszawa w czwartej kolejce Ligi Fanów przyniósł widowiskową konfrontację między dwiema drużynami sąsiadującymi w czubie tabeli drugiej ligi. Przed meczem Orzeły Stolicy zajmowały trzecie miejsce, a KSB Warszawa było na drugiej pozycji, co dodawało spotkaniu napięcia. Potyczka rozpoczęła się obiecująco dla gospodarzy, gdy w 5 minucie Maciej Kiełpsz przejął piłkę na prawym skrzydle i po dynamicznym rajdzie umieścił ją w siatce, otwierając wynik. W 10 minucie, po rzucie z autu, sprytna akcja Tomasza Czerniawskiego zakończyła się golem głową, dając Orzełom dwubramkowe prowadzenie. Pierwsza połowa była pełna intensywnych akcji, a obie drużyny zawzięcie atakowały, jednak to gospodarze utrzymali przewagę 2-0 do przerwy. Po zmianie stron KSB Warszawa podjęło zdecydowane starania, aby odwrócić losy meczu. Ich wysiłki zaowocowały dwiema bramkami zdobytymi przez Macieja Grabickiego, z czego jedna była efektem rzutu karnego, co doprowadziło do wyniku 3-2. Jednak gracze Orzełów Stolicy, szczególnie Tomasz Czerniawski, który ostatecznie został uznany za MVP kolejki, wykazywali się doskonałą grą obronną, uniemożliwiając rywalom zdobycie decydujących goli. Wspaniałe interwencje bramkarza Jana Ławcewicza dodatkowo wspierały defensywę drużyny. Im bardziej zespół KSB naciskał na atak, tym bardziej wystawiał się na kontrataki ze strony gospodarzy, którzy skutecznie wykorzystywali błędy rywali w obronie. Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 6-3 na korzyść Orzełów Stolicy, co przesunęło ich na drugie miejsce w tabeli, a KSB Warszawa spadło na trzecią pozycję. Oba zespoły zaprezentowały dobry poziom piłkarski, co obiecuje niezwykle ekscytujący rewanż na wiosnę. Ich postawa jest wyraźnym sygnałem, że walka o awans do pierwszej ligi będzie niezwykle zacięta i nieprzewidywalna.
Dziki Młochów podejmowali późnym, niedzielnym wieczorem Warszawską Ferajnę. Od samego początku zaznaczyła się duża przewaga ekipy gospodarzy. W 6 minucie bardzo aktywny tego dnia Michał Śpiewak wykorzystał podanie w tzw. uliczkę i bez problemu trafił na 1-0. Minutę później na 2-0 poprawił Kamil Skrzydlewski, po ładnej klepce ze strzelcem pierwszej bramki. W tym momencie do głosu doszła ekipa przyjezdnych. Stało się to niestety po samobójczej bramce napastnika Dzików. Ten prezent spowodował, że na tablicy wyników mieliśmy stykowe 2-1, ale nie podcięło to skrzydeł ekipie gospodarzy. Na 3-1 trafił bardzo aktywny Jacek Miracki, który wykorzystał podanie po krosie od Ayhana Emiroglu. Nawałnica gospodarzy trwała w najlepsze a Warszawska Ferajna była coraz bardziej przyciśnięta do ściany. Na 4-1 i 5-1 trafił Michał Dobiegała. Najpierw wykorzystał ładne zagranie z klepki od Przemysława Skrzydlewskiego, by chwilę później na 5-1 trafić soczystym uderzeniem pod poprzeczkę. Bezbronny golkiper mógł tylko obserwować lot piłki... Po tej akcji arbiter zakończył pierwszą połowę. Druga odsłona to szybka bramka na 6-1 rozpędzonych Dzików. Jacek Miracki ładnie uderzył po długim rogu bramki rywala i golkiper mógł tylko wyciągnąć piłkę z siatki. Na 7-1 ponownie trafił Jacek Miracki, tym razem po ładnej klepce od Michała Śpiewaka. 8-1 to już dzieło Witolda Balickiego, który strzelił tę bramkę po ładnym rajdzie przez środek pola. Na 9-1 trafił Michał Śpiewak po sprytnym podaniu w uliczkę od Przemysława Skrzydlewskiego. Po tej kanonadzie ekipa gospodarzy zwolniła tempo rozgrywania, co skrzętnie wykorzystała drużyna gości i zdobyła swoją drugą bramkę w tym meczu. Konrad Pietrzak podawał a Kamil Jaśkowiak strzelał. Niestety było to wszystko na co pozwoliła w tym meczu ekipa Dzików. Przypieczętowali oni swoje pewne zwycięstwo dwiema bramkami zdobytymi pod koniec spotkania. Najpierw trafił Witold Balicki a na 11-2 wynik podwyższył Ayhan Emiroglu, po ponownej asyście bardzo aktywnego Michała Śpiewaka. Dziki Młochów plasują się na 4 miejscu w 2.lidze, przegrywając trzecią pozycję tylko mniejszą liczbą zdobytych bramek, natomiast Warszawska Ferajna ląduje na 9 miejscu i rywale powoli zaczynają jej odjeżdżać...
Spotkanie Green Lantern z Korsarzami zamykało tego dnia zmagania ligowe na Arenie AWF. Mimo wyjątkowo chłodnej aury zawodnicy obu drużyn postarali się o ciekawe widowisko, bo choć początek meczu zwiastował gładką przeprawę dla Latarników, to Korsarze pokazali, że zawsze walczą do końca. Pierwsza połowa toczyła się wyraźnie pod dyktando gospodarzy. Już w 3 minucie wynik otworzył Kamil Biliński, a minutę później trafienie dołożył Kacper Gastał. Po chwili mogło być już 3:0, ale tym razem gospodarze stuprocentowej okazji nie wykorzystali. Mimo to wciąż byli w natarciu i w 18 minucie na 3:0 podwyższył Mikołaj Wysocki, a jeszcze raz przed przerwą trafił Kamil Biliński i Green Lantern schodziło do szatni z bezpiecznym, wydawało się, wynikiem 4:0. Po zmianie stron goście wzięli się do odrabiania strat i powoli, ale skutecznie gonili wynik. W 29 minucie pogoń rozpoczął Mateusz Telakowiec, a już minutę później było 4:2, a sprytnym trafieniem z przewrotki popisał się Marcin Wątkowski. Goście napierali coraz wyraźniej, ale Latarnie również atakowały, chociaż brakowało precyzji – w 36 minucie po strzale Mikołaja Wysockiego piłka obiła słupek. Za to goście nie zdejmowali nogi z gazu – w 37 minucie gola zdobył Patryk Orzeł, a już po chwili był remis, kiedy bramkę zainkasował Jan Jabłoński. Green Lantern poczuło, że zwycięstwo zaczyna przeciekać przez palce, ale sytuacja uspokoiła się, kiedy w 40 minucie na 5:4 trafił Sebastian Bartczuk. Gospodarze odzyskali pewność z pierwszej części spotkania, a na dodatek żółtym kartonikiem został ukarany Bartłomiej Kowalewski. Choć Green Lantern nie przekuło przewagi liczebnej na gola, to czasu do końca meczu zostało już bardzo niewiele i Korsarze w końcówce musieli zaryzykować, żeby dogonić wynik. Tak się nie stało, a kropkę nad i w 49 minucie postawił Damian Dobrowolski i gospodarze wygrali 6:4.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)