Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 2 Liga
Husarię interesowało w tym spotkaniu jedno - zwycięstwo! Przyszli na mecz zmotywowani w bardzo dobrym zestawieniu. Już w 2 minucie spotkania wynik otwiera kapitan drużyny - Tomasz Hubner. Nie czekaliśmy długo na odpowiedź, bo po 5 minutach bramkę dla gospodarzy strzela Maksimilian Pająk. Husaria nie przestaje napierać, ciągłym atakiem spycha przeciwnika pod samą bramkę Ivana Losika. Zawodnicy techniczni, wybiegani oraz bramkarz robiący przewagę. Nie dali przeciwnikowi w tej połowie nic do powiedzenia. Wchodząc na drugą połowę nie zatrzymali się, już po 3 minutach od gwizdka rozpoczynającego finałową część tego spotkania bramkę strzela obrońca Kamil Apoczkin. Z perspektywy Goodfellas zrobiło się nieciekawie, coraz bardziej wychodziła na wierzch nieobecność wielu ważnych graczy. Dodatkowo tylko Jedna zmiana to zdecydowanie za mało na tak dobrze dysponowaną Husarie. Na listę strzelców i asystentów wpisał się także bramkarz drużyny gości. Norbert Wierzbicki notuje kolejny genialny występ, pokazując swoją rewelacyjną grę nogami i pomagając w ten sposób kolegom w rozegraniu akcji. Wynik sprawiedliwy dobrze odzwierciedlający to spotkanie. Goodfellas próbowali, ale jednak to za mało na tak dobrze dysponowanego rywala. Husaria notuje kolejny udany występ w debiutanckim sezonie Ligi Fanów i może cieszyć się z zasłużonego kompletu punktów.
Bieżący sezon lepiej rozpoczął zespół Green Lantern, który w pierwszej kolejce pewnie pokonał swoich rywali różnicą sześciu bramek. Ich przeciwnik, Orzeły Stolicy po bardzo wyrównanym spotkaniu z boiska schodzili z jednopunktową zdobyczą. Mecz rozpoczął się idealnie dla drużyny gości, którzy już w 3 minucie objęli prowadzenie. Kolejne minuty to ponowne ataki tego zespołu, czego efektem były strzelone kolejne dwie bramki. Wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem, ale po początkowo świetnym okresie w grze Zielonej Latarni coś się zacięło i do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Coraz częściej i odważniej zaczęli atakować bramkę rywali i dopięli swego notując pierwsze trafienie w tym meczu. W tej części gry mimo kilku bardzo dobrych sytuacji bramkowych wynik do przerwy nie uległ zmianie i drużyny schodziły na przerwę z rezultatem 3:1. Druga połowa zaczęła się idealnie dla zespołu Orłów, którzy w ciągu pięciu minut zdobyli dwie bramki, dzięki czemu doprowadzili do remisu. Kolejny kwadrans gry to akcje z obydwu stron, ale wynik nie ulegał zmianie. Kluczowa dla losów spotkania akcja miała miejsce na pięć minut przed końcowym gwizdkiem arbitra, kiedy to bramkę zdobył Jan Wnorowski. Zawodnik ten był niewątpliwym bohaterem spotkania i jego dwie bramki oraz dwie asysty walnie przyczyniły się do końcowego zwycięstwa w stosunku 4:3. Zawodnicy Green Lantern mogą czuć duży niedosyt z takiego obrotu spraw, bo przez dużą część meczu kontrolowali przebieg tej rywalizacji, ale w ostatecznym rozrachunku schodzili z boiska bez zdobyczy punktowej.
Bardzo emocjonujący mecz drugiej kolejki oglądaliśmy w rywalizacji drużyn Dzików Młochów i Korsarzy. Zapowiedź tego spotkania zwiastowała dużą dawkę rywalizacji i emocji, i rzeczywiście tak się stało. Dziki Młochów, po porażce z jednym z kandydatów do medali w poprzednim meczu, stawili czoło Korsarzom, którzy po premierze mieli już trzy punkty na swoim koncie i dążyli do kontynuacji zwycięskiej passy. Na otwarcie wyniku nie musieliśmy czekać zbyt długo, bo do 2 minuty meczu, a bramkę zdobył Patryk Orzeł z drużyny Korsarzy. Jednak Dziki Młochów nie zamierzali pozostawać w tyle i niecałą minutę doprowadzili do wyrównania za sprawą Śpiewaka. Przez resztę pierwszej połowy Dziki Młochów zdołali wyjść na prowadzenie, a na przerwę schodzili z jednobramkową przewagą. Po przerwie rywalizacja toczyła się na pełnych obrotach, a bramki padały jak na zawołanie. Obie drużyny starały się przejąć kontrolę nad meczem, jednak nikt nie miał zamiaru ustąpić. Ostatecznie, wynik tego zaciętego pojedynku to 6:5 dla ekipy Dzików Młochów. Dziki udowodnili, że ich nieustępliwość i ambicja pozostały niezmienne, a walka do końca jest ich znakiem rozpoznawczym. Jednak Korsarze również pokazali się z bardzo dobrej strony, mimo braku zmian utrzymywali jakość na boisku. Po drugiej kolejce obie ekipy sąsiadują w środku tabeli i jeśli ustabilizują formę, mogą jeszcze sporo namieszać.
Minionej niedzieli, w ramach drugiej kolejki Ligi Fanów, mierzyły się ze sobą ekipy UEFA Mafia Ursynów oraz Tylko Zwycięstwo. Zarówno jedni, jak i drudzy rozpoczęli sezon od porażek. Gospodarze w pierwszej serii gier ulegli Korsarzom dwoma bramkami. Goście natomiast przegrali 1:7 z Green Lantern Tym samym bezpośrednie starcie było szansą na pierwsze ligowe punkty. Strzelanie rozpoczęli reprezentanci Tylko Zwycięstwo, którzy po trafieniu Andrzeja Morawskiego wyszli na prowadzenie. Po krótkim okresie gry udało im się natomiast podwyższyć stan rywalizacji na 2:0. Niestety dla nich po tej bramce doszło do drobnego rozluźnienia w formacji defensywnej, co poskutkowało utratą bramki przed przerwą. Moment odpoczynku pomiędzy połowami zdecydowanie zadziałał na korzyść gości, którzy dzięki swojemu doświadczeniu pewnie wypunktowali rywali, aplikując im przy tym dwie bramki. Dokładnie w tym momencie, kiedy już wszyscy spodziewali się braku emocji, zawodnicy UEFA Mafia rozpoczęli zmasowane ataki, rzucając się rozpaczliwie do odrabiania strat. Sygnał ku temu dał Daniel Sobotka, który wykorzystał błąd w ustawieniu bramkarza rywali i ekwilibrystycznym uderzeniem piętą posłał piłkę lobem do siatki. W końcowych pięciu minutach zrobiło się równie emocjonująco, kiedy to po podaniu Jana Golenia do piłki dopadł Norbert Wilk. Gracze gospodarzy mieli jeszcze kilka okazji. Po jednej z nich (tuż przed ostatnim gwizdkiem), wszystkim wydawało się, że szczęście ponownie uśmiechnie się w kierunku młodej ekipy. Niestety dla nich, arbiter tego spotkania, Piotr Krajczyński nie zdecydował się wskazać na wapno... Spotkanie zakończyło się więc minimalnym sukcesem Tylko Zwycięstwo.
Jak grać z polotem i przede wszystkim skutecznie? O metodę na sukces bezapelacyjnie należy zapytać ekipę z Bródna! KSB Warszawa na inaugurację ligi ograła faworyzowane Dziki Młochów 6:3. Tym razem przyszło im się zmierzyć z Warszawską Ferajną. Kacper Domański i spółka (w przeciwieństwie do rywali) nie mogli uznać początku rundy za udaną. Przegrali oni bowiem z Husarią Mokotów aż 13:0. Z tego powodu spodziewaliśmy się zdecydowanie wyrównanego meczu. Z jednej strony gospodarze - przepełnieni motywacją po wygranej, z drugiej goście - podrażnieni po porażce. Strzelanie rozpoczęli gracze w zielonych strojach, do piłki po podaniu Grabickiego dopadł Sobieszczuk, który technicznym uderzeniem po długim słupku pokonał golkipera rywali, Daniela Antonewicza. W dalszej części spotkania, Warszawska Ferajna zdołała relatywnie szybko doprowadzić do wyrównania. Niestety dla nich, KSB tuż przed przerwą po raz kolejny znalazło drogę do siatki, dzięki czemu ze sporą dozą spokoju mogli udać się na przerwę. Druga część pojedynku była o wiele bardziej interesująca. Gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie. Goście natomiast od stanu 6:2 wzięli się do odrabiania strat. Podrażniona Ferajna dwoiła się i troiła, aby nawiązać równorzędną walkę z młodszym, szybszym i lepszym technicznie rywalem. Szalona pogoń za wynikiem zakończyła się jednak dla nich przy stanie 7:5. Tym samym zespół w czarnych strojach po dwóch kolejkach pozostaje bez chociażby punktu, okupując ostatnie miejsce w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)