Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 7 Liga
Mecz pomiędzy KK Wataha Warszawa a Q-Ice Warszawa był starciem drużyn walczących o wydostanie się ze strefy dolnej tabeli. Choć końcowy rezultat – 2:6 – sugeruje jednostronne widowisko, to przebieg spotkania był o wiele bardziej złożony i pełen zwrotów akcji.
Od pierwszych minut to gospodarze narzucili swój styl. Dłużej utrzymywali się przy piłce, prowadzili grę na połowie rywali i regularnie dochodzili do sytuacji strzeleckich. Problemem była jednak skuteczność. Uderzenia Watahy często mijały cel, a kiedy już piłka leciała w światło bramki, między słupkami kapitalnie spisywał się Eduard Vakhidov. Bramkarz Q-Ice rozegrał pierwszą połowę niemal perfekcyjnie – jego interwencje nie tylko ratowały gości przed stratą gola, ale i wyraźnie deprymowały graczy Watahy. Gospodarze z każdą kolejną niewykorzystaną szansą grali coraz bardziej nerwowo. Tymczasem Q-Ice działało metodycznie – skutecznie wyprowadzało kontrataki i do przerwy prowadziło już 3:0.
Druga połowa rozpoczęła się jednak od niespodziewanego zrywu Watahy. Szybko zdobyli dwie bramki i momentalnie wrócili do gry, łapiąc kontakt na 2:3. Przez chwilę wydawało się, że gospodarze naprawdę mogą powalczyć o punkty. Niestety – tylko przez chwilę. Q-Ice zachowało zimną krew i szybko odpowiedziało. Przejęło ponownie kontrolę nad spotkaniem i dołożyło trzy kolejne trafienia, nie dając już Watasze żadnych złudzeń.
Oprócz znakomitego występu bramkarza, kluczową postacią był Vlad Yarmoliuk – autor hat-tricka i dwóch asyst. To głównie dzięki niemu Q-Ice zgarnęło pełną pulę i zrobiło ważny krok w stronę wydostania się z niebezpiecznych rejonów.
FC Melange kontra Rodzina Soprano – to starcie miało być wyrównanym pojedynkiem z nutą rewanżu za jesienny remis. Jednak rzeczywistość brutalnie zweryfikowała nadzieje gospodarzy. Mimo znanych nazwisk w składzie, takich jak Bartek Podobas czy Marcin Godlewski, Melange tego dnia musiało przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę.
A przecież wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Już na początku spotkania Łukasz Słowik po świetnym podaniu Kamila Pietrzykowskiego otworzył wynik meczu i wydawało się, że Melanżownicy mają wszystko pod kontrolą. Niestety… to był jedyny miły akcent dla ich drużyny.
Od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa kanonada w wykonaniu Rodziny Soprano. Rozpędzeni goście – w pełnym, szerokim składzie dowodzonym przez kapitan Magdę Kmieć – dosłownie zdemolowali przeciwnika. A prym wiódł nie kto inny jak Krzysztof Kulibski, który błyszczał na każdej płaszczyźnie: trzy gole i cztery asysty – absolutny lider tej rywalizacji. Kreował, rozgrywał, kończył akcje – robił wszystko, co trzeba.
Ale jego sukces to także zasługa całej drużyny – koledzy z zespołu doskonale odczytywali jego podania i bezlitośnie wykorzystywali każdą lukę w defensywie Melange. Pierwsza połowa mogła jeszcze dawać jakieś nadzieje, ale po przerwie gospodarze kompletnie się posypali, a Soprano nie odpuszczało ani na moment.
Ostateczny wynik – 1:12 – mówi sam za siebie. Zespół Magdy Kmieć wciąż utrzymuje drugie miejsce i po potknięciu lidera zbliża się do szczytu tabeli. FC Melange natomiast, jeśli marzy o medalowej strefie, musi wygrać wszystko do końca sezonu… i liczyć na wpadki konkurencji.
Kresowia Warszawa przystępowała do meczu z ADP Wolską Ferajną bez większej presji – spadek im nie groził, a walka o medale była już raczej poza zasięgiem. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja po drugiej stronie – dla Ferajny było to starcie o być albo nie być. Każdy kolejny punkt może być na wagę utrzymania, a porażka mogła ich znacznie do tego celu oddalić.
Goście rozpoczęli z wielką determinacją, szybko wychodząc na dwubramkowe prowadzenie. Mimo to Kresowia wcale nie wyglądała na drużynę słabszą – potrafili odpowiedzieć groźnymi akcjami, a sygnał do odrabiania strat dał niezawodny Anton Liashuk. Do przerwy padły jeszcze po jednej bramce z każdej strony, więc do szatni schodziliśmy przy wyniku 2:3 na korzyść ADP.
Po przerwie mecz toczył się w podobnym rytmie – sporo okazji, walka o każdy centymetr boiska, ale brakowało wykończenia. Gdy wydawało się, że Wolska Ferajna utrzyma prowadzenie, Kresowia wrzuciła wyższy bieg. Anton Liashuk raz jeszcze wziął ciężar gry na swoje barki, popisując się kapitalnymi rajdami i precyzją przy finalizacji.
To właśnie on był kluczową postacią drugiej połowy – napędzał ataki, kreował sytuacje i zdobywał bramki, które dały Kresowii zasłużone zwycięstwo 6:4. Gospodarze pokazali, że mimo braku stawki potrafią grać z pełnym zaangażowaniem i już niemal na 100% zapewnili sobie udział w czerwcowym Pucharze Ligi.
Z kolei ADP Wolska Ferajna znalazła się w bardzo trudnym położeniu – kolejne mecze będą dla nich finałami. Jeśli chcą utrzymać się w lidze, muszą w końcu zacząć przekładać walkę i ambicję na punkty. Bo margines błędu właśnie się skończył.
Kolejny świetny spektakl na Arenie AWF w ramach 7. ligi! Na boisku zmierzyli się liderzy z Shot DJ i plasujące się na 7. miejscu FC Dnipro United. Spotkanie zrobiło ogromne wrażenie na kibicach – było intensywnie, emocjonująco i bez kalkulacji.
Od pierwszych minut widać było determinację po obu stronach. Szybkie podania, wysokie tempo i wiele efektownych akcji – tak wyglądał początek tego widowiska. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, ale to Shot DJ wyszedł na prowadzenie po kapitalnym trafieniu Jeremiego Szymańskiego. Ten zawodnik był wszędzie – przewodził drużynie od pierwszego gwizdka i grał z niesamowitą intensywnością w każdym sektorze boiska.
W 16. minucie Dnipro doprowadziło do wyrównania, jednak zaledwie pięć minut później znów błysnął Szymański, który ponownie wpisał się na listę strzelców. Obie drużyny miały okazję na kolejne gole z rzutów karnych, lecz tym razem nerwy wzięły górę i żaden z wykonawców nie zdołał pokonać bramkarza.
Emocji nie brakowało również poza czysto piłkarskimi aspektami – sędzia aż trzykrotnie sięgał po żółtą kartkę. Po jednej stronie zawodnik Dnipro, po drugiej – aż dwóch graczy Shot DJ musiało na trzy minuty opuścić boisko.
Mecz toczył się w rytmie "cios za cios", ale przy stanie 3:3 to goście z Ukrainy zaczęli przejmować inicjatywę. Aż wreszcie objęli dwubramkowe prowadzenie i, mimo prób zrywów lidera, zdołali dowieźć korzystny wynik do końca.
Mimo porażki Shot DJ utrzymuje pozycję lidera tabeli, natomiast FC Dnipro United – dzięki tej wygranej oraz potknięciu Wolskiej Ferajny – awansowało o jedno oczko w górę. Ale bardziej niż to, na pewno cieszy ich fakt pokonania dużo wyżej notowanego przeciwnika.
W niedzielny wieczór na Arenie AWF ekipa Sante podejmowała drużynę Saskiej Kępy. Patrząc na tabelę i ostatnie wyniki, zdecydowanym faworytem spotkania byli goście. Jednak znając charakter i doświadczenie Sante w Lidze Fanów, można było spodziewać się ciekawego i pełnego walki pojedynku.
Początek spotkania był wyrównany – obie drużyny stwarzały sobie dogodne sytuacje strzeleckie, ale brakowało im skuteczności. Na pierwszego gola czekaliśmy do 8 minuty. Wówczas Saska Kępa objęła prowadzenie po pechowej interwencji Łukasza Gawrońskiego, który przy rzucie wolnym niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki, myląc bramkarza. Sante odpowiedziało błyskawicznie – już dwie minuty później doprowadzili do wyrównania. Goście rzucili się do ataku, dwukrotnie groźnie zagrażając bramce gospodarzy, lecz ofiarne interwencje defensywy Sante uchroniły ich przed stratą gola. Wkrótce potem to właśnie gospodarze wyszli na prowadzenie po składnej akcji duetu Kozłowski–Gawroński.
Końcówka pierwszej połowy była niezwykle intensywna. Mariusz Zgórzak dwukrotnie popisał się znakomitym przeglądem pola, notując asysty przy golach dających najpierw remis, a następnie prowadzenie drużynie z Saskiej Kępy. Ostatnie słowo w tej części gry należało jednak do Adama Lewandowskiego, który tuż przed gwizdkiem doprowadził do remisu 3:3.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia gości. Już w pierwszych minutach piłka spadła pod nogi Korneliusza Troszczyńskiego, który strzałem z woleja zza pola karnego, przy długim słupku, ponownie wyprowadził Saską Kępę na prowadzenie. Od tego momentu gra gospodarzy się posypała, a goście wyczuli swoją szansę. W ciągu zaledwie dziesięciu minut zdobyli trzy kolejne bramki, wyprowadzając wynik na 3:7.
Sante próbowało jeszcze coś zmienić, ale jeśli już dochodziło do sytuacji, to bramkarz gości za każdym razem stawał na wysokości zadania. W ostatnich czterech minutach ekipa Korneliusza Troszczyńskiego dołożyła jeszcze trzy trafienia, pieczętując efektowne zwycięstwo 10:3 i awansując na trzecie miejsce w ligowej tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)