reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

W meczu 7. ligi Q-ICE Warszawa pokazało, że nie zamierza łatwo odpuścić walki o utrzymanie. Po ostatniej bolesnej porażce z Saską Kępą drużyna zareagowała w najlepszy możliwy sposób, odnosząc spektakularne zwycięstwo nad wyżej notowanym FC Melange aż 11:4!

Przed tym spotkaniem sytuacja gospodarzy wyglądała nieciekawie – zajmowali 8. miejsce w tabeli, mieli na koncie 10 punktów i aż 5 oczek straty do bezpiecznej pozycji. Goście natomiast walczyli o awans, będąc na trzecim miejscu z dorobkiem 23 punktów. Jednak to Q-ICE od samego początku przejęło inicjatywę i zdominowało rywala. Już do przerwy prowadzili 4:1, a w drugiej połowie tylko powiększali swoją przewagę. Kluczową postacią meczu był Vlad Yarmoliuk – potężnie zbudowany napastnik Q-ICE, który w pełni wykorzystał swoje warunki fizyczne. Sześć bramek i jedna asysta to dorobek, który przesądził o losach meczu i pokazał prawdziwą siłę ofensywną gospodarzy. W szeregach FC Melange nie zawiódł natomiast Łukasz Słowik – legenda drużyny, który zdobył trzy bramki i jako jeden z nielicznych próbował poderwać swój zespół do walki.

Ostatecznie Q-ICE Warszawa zwyciężyło 11:4, odnosząc jedno z najbardziej efektownych zwycięstw w sezonie. Dzięki tej wygranej drużyna znacząco zbliżyła się do bezpiecznej strefy, pokazując, że mimo wcześniejszych problemów wciąż liczy się w walce o pozostanie w lidze. Jeśli utrzymają taką formę i skuteczność w ofensywie, nadchodzące kolejki mogą przynieść jeszcze wiele emocji.

2
10:00

Świetne widowisko zobaczyliśmy na Arenie Grenady – ale trudno się dziwić, skoro na boisku spotkały się dwie najskuteczniejsze drużyny 7. ligi. Shot DJ pokonał ADP Wolską Ferajnę w meczu, który śmiało mógłby być wizytówką Ligi Fanów. Było wszystko: sportowe emocje, ofensywny futbol, comeback gości, dramatyczna końcówka, a nawet obroniony rzut karny przez zawodnika z pola!

Gospodarze, zgodnie z planem i naszymi przedmeczowymi przewidywaniami, dobrze weszli w mecz i objęli szybkie prowadzenie 3:1. Nie do zatrzymania byli Jeremi Szymański i Maksym Hluschenko, którzy w ciągu sześciu minut dwukrotnie rozmontowali obronę rywali. Shot DJ nie zwalniał tempa, ale świetnie spisywał się Artur Hermann, który długimi fragmentami utrzymywał swoją drużynę w grze. W końcówce pierwszej połowy ADP Wolska Ferajna zaczęła dochodzić do klarownych sytuacji – najpierw Oskar Nieskórski wykorzystał długie podanie od bramkarza, a tuż przed przerwą napastnik gości ponownie pokonał Elie Rosinskiego. Wynik 4:3 do przerwy zapowiadał duże emocje po zmianie stron.

Choć można było odnieść wrażenie, że kontaktowe gole ADP były trochę przypadkowe, druga połowa rozwiała wszelkie wątpliwości. Pomimo niewykorzystanego rzutu karnego (kapitalna interwencja... Jeremiego Szymańskiego!), goście najpierw wyrównali, a później wyszli na prowadzenie. Spora w tym zasługa Bartka Oleksiewicza, który pojawił się na Grenadzie spóźniony, ale szybko odrobił swoją nieobecność – najpierw asystował przy golu na 4:4, a później efektownie zablokował groźny strzał. Gościom długo wychodziło niemal wszystko, zarówno w ataku, jak i obronie, natomiast Shot DJ zmagał się z własną nieskutecznością. Alex Wolski trafił na 4:5, a Oskar Nieskórski podwyższył na 4:6 – wydawało się, że gospodarze już się nie podniosą.

Nic bardziej mylnego! Michał Wasiak i Jeremi Szymański stali się bohaterami ostatnich minut. Najpierw Michał dobił strzał Jeremiego, zdobywając bramkę na 5:6, a chwilę później Jeremi doprowadził do remisu. ADP Wolska Ferajna w ciągu kilku minut straciła kontrolę nad meczem, którą miała przez większość drugiej połowy. Nerwowość zakończyła się jeszcze jednym kontratakiem Shot DJ i zwycięskim trafieniem Michała Wasiaka na 7:6 w ostatniej minucie meczu.

Goście mieli jeszcze jedną szansę, by wyrwać choćby punkt, ale strzał zakończył się na słupku bramki strzeżonej przez Elie Rosinskiego, a chwilę później sędzia zakończył pojedynek. ADP Wolska Ferajna z pewnością czuła ogromny niedosyt – końcówka kosztowała ich nie tylko 3 punkty w prestiżowym spotkaniu, ale prawdopodobnie także szansę na medal w tym sezonie.

3
11:00

Patrząc na nasze przedmeczowe zapowiedzi, musimy posypać głowę popiołem – wyraźnie stawialiśmy na Rodzinę Soprano, a okazało się, że to Sante było tego dnia zdecydowanie skuteczniejsze. Na nasze usprawiedliwienie: nie mogliśmy przewidzieć, że Sante dokona śmiałego transferu i sprowadzi Daniela Smoczyńskiego, który – trzeba to przyznać otwarcie – wniósł sporo jakości do gry tej drużyny.

Już w 1. minucie meczu Smoczyński wykorzystał dobre podanie od Grzegorza Kozłowskiego i nie dał szans Aleksandrowi Grabowskiemu. Na kolejnego gola musieliśmy chwilę poczekać, ale emocji na boisku nie brakowało. W 14. minucie rzut karny obronił golkiper Rodziny, a kontra, która poszła chwilę później, niemal skończyła się golem po drugiej stronie – kapitalną interwencją popisał się jednak bramkarz Sante, Krzysztof Wiśniewski. W 23. minucie gola „do szatni” znów zdobył Smoczyński, i pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem Sante 0:2.

W drugiej połowie Aleksander Grabowski kolejny raz popisał się refleksem, broniąc strzał z woleja Grzegorza Kozłowskiego, ale chwilę później już nie miał nic do powiedzenia – Kozłowski podwyższył wynik na 0:3. W końcu obudziła się ofensywa Rodziny Soprano – gola kontaktowego zdobył Michał Dryński. Jednak odpowiedź Sante była natychmiastowa: Tomasz Kawalec trafił na 1:4. Sytuacja powtórzyła się w 36. minucie – Jakub Mikłowski zmniejszył straty na 2:4, ale moment później Tomasz Cacko dołożył kolejną bramkę dla Sante. Tym razem goście poszli za ciosem – Łukasz Gawroński trafił na 2:6 i wydawało się, że tego prowadzenia już nie wypuszczą.

Jednak wtedy formę odnalazł Krzysztof Kulibski, który w zaledwie pięć minut zdobył hat-tricka. Pierwsze trafienie zasługiwało na szczególne brawa – napastnik Rodziny Soprano huknął niemal z połowy boiska, posyłając piłkę tuż obok spojenia bramki Sante. Mimo zrywów gospodarzy, było już za późno – choć niewiele brakowało, nie udało się doprowadzić do remisu, a Sante dowiozło korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.

4
13:00

To było ważne spotkanie dla obu ekip, bo stawką była walka o miejsce w górnej części tabeli. Na boisku od początku było czuć koncentrację i ostrożność, ale jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Bramkę zdobył Sławomir Gediga, który już w pierwszych minutach pokazał, że będzie miał sporo do powiedzenia w tym meczu. Saska Kępa grała bardzo rozważnie – bez zbędnego ryzyka, budując akcje cierpliwie i opierając się na dobrze zorganizowanej defensywie. Ich spokojowi sprzyjała też świetna postawa bramkarza Leszka Gallewicza, który kilkukrotnie uchronił drużynę od straty gola.

W 16. minucie przewagę podwyższył Marek Kwiatkowski, a chwilę później – jeszcze przed przerwą – ten sam zawodnik dorzucił kolejne trafienie. Do szatni Saska schodziła z zasłużonym prowadzeniem 3:1. Wynik nie oddawał jednak w pełni przebiegu gry, bo obie drużyny prezentowały zbliżony poziom. Saska po prostu wykorzystywała swoje okazje – przede wszystkim doświadczenie, fizyczność i zorganizowanie. Większość bramek była efektem dobrze rozegranych stałych fragmentów gry – rzutów z autu czy dośrodkowań, przy których Gediga doskonale odnajdywał się w powietrzu.

Po zmianie stron tempo gry spadło. Kresovia próbowała wrócić do meczu, ale brakowało im konkretów w wykończeniu akcji. Choć zdołali zdobyć jeszcze jednego gola w drugiej połowie, Saska nie dała sobie wyrwać zwycięstwa – dołożyła kolejne trafienie i spokojnie kontrolowała przebieg spotkania aż do końcowego gwizdka. Skończyło się więc na 2:4.

5
20:00

KK Wataha Warszawa – FC Dnipro United to kolejny mecz, który mieliśmy okazję oglądać w zeszłą niedzielę. Spotkanie to miało duże znaczenie, bo obie drużyny znajdują się w dolnych rejonach tabeli 7. ligi, a w obecnej sytuacji każdy punkt jest na wagę złota w walce o utrzymanie.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Dwa razy na listę strzelców wpisał się Hubert Korzeniewski, a jego drugie trafienie – kapitalny strzał z pierwszej piłki w prawy dolny róg – dało gospodarzom prowadzenie do przerwy.

Po zmianie stron na boisku zaczęli dominować goście. Kluczową postacią FC Dnipro United okazał się Vladyslav Budz, na co dzień zawodnik Impuls UA, który zrobił ogromną różnicę w ataku. To właśnie on czterema golami odrobił straty i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Przewagi tej goście już nie oddali do końca meczu – choć Wataha próbowała jeszcze wrócić do gry, głównie za sprawą kolejnych trafień Korzeniewskiego, dobrze zorganizowana defensywa Dnipro skutecznie broniła się przed naporem gospodarzy.

Goście dowieźli zwycięstwo do końcowego gwizdka, dając sobie cenny „tlen” w walce o utrzymanie w 7. lidze. Wataha natomiast musi mieć się na baczności – po dwóch ostatnich porażkach zbliżyli się niebezpiecznie do strefy spadkowej i każdy kolejny mecz będzie dla nich niezwykle istotny.

Reklama