reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Mecz Kresowii Warszawa z FC Torpedo, zgodnie z zapowiedziami, był klasycznym przykładem piłkarskich szachów. Obie drużyny skupiły się na solidnej obronie i nie dopuściły do wielu straconych bramek. Pierwsze pięć minut należało do drużyny gości, którzy przeważali, ale brakowało im celnego ostatniego podania. Dopiero w 8. minucie przyszło otwarcie wyniku. Torayev, po podaniu Kazakowa, trafił do siatki. Chwilę później, po asyście Martyniuka, dołożył drugą bramkę, podnosząc prowadzenie gospodarzy. Mecz znów uspokoił się na kilka minut, a Torpedo próbowało ponownie narzucić swój styl gry. Jednak bramkarz Kresowii, Jan Siwiński, kilkukrotnie uratował swoją drużynę, broniąc dwubramkowego przeważania. W 18. minucie Oleksandr Tovchyha precyzyjnie dograł piłkę do Romana Zelinskyiego, który umieścił ją w siatce, zmniejszając dystans do przeciwników. Kilka minut później, po potężnym strzale Oleksandra, Kresowia wyrównała na 2:2, nie dając szans Siwińskiemu na obronę. Druga połowa rozpoczęła się od wielu niedokładności z obu stron. Kazakow wkrótce jednak ponownie wyprowadził Kresowię na prowadzenie. Torpedo miało szansę na wyrównanie, ale minimalny brak precyzji Olega Ilnytskyiego sprawił, że piłka nie znalazła się w siatce. Kolejne próby Torpedo były skutecznie blokowane przez defensywę Kresowii, na czele z ich bramkarzem, który był w znakomitej formie. Kazakow, wykorzystując błędy w obronie rywala, przechwycił piłkę i przeprowadził zabójczą kontrę, która zakończyła się zwiększeniem przewagi białoruskiej drużyny do dwóch bramek. Choć Torpedo próbowało jeszcze odpowiedzieć, bramka Janka wydawała się "zaczarowana". Ostateczny wynik ustalił Tsetsema, który dzięki swoim warunkom fizycznym, przestawił obrońców i pewnie pokonał bramkarza. Kresowia Warszawa odniosła pierwsze zwycięstwo w lidze, pokazując solidną defensywę i skuteczność w kluczowych momentach. Jeśli utrzymają taki poziom, będą trudnym rywalem dla każdej drużyny. Torpedo natomiast miało swoje momenty, ale nie zdołało w pełni rozwinąć skrzydeł w tym spotkaniu. Jednak ich zespołowa gra i współpraca pokazują, że mają potencjał na udany sezon.

2
09:00

Poranne starcie doświadczonej ekipy FC Melange z borykającymi się ze zmienną formą i grającymi - naszym zdaniem - poniżej swojego potencjału zawodnikami KK Wataha Warszawa rozpoczęło się zdecydowanie lepiej dla gospodarzy. Trzeba przyznać, że słynący raczej z gry statycznej weterani z Bielan grali naprawdę kreatywną piłkę, dzięki czemu wyszli na prowadzenie 2:0 już w pierwszych 10 minutach. Sporo obiecujących akcji ofensywnych w drużynie przeciwnej kreowali Wojciech Wolny oraz Hubert Korzeniewski, jednak przez długi czas zarówno blok defensywny, jak i stojący w bramce Bartosz Jakubiel nie pozwalali przeciwnikom na otwarcie worka z bramkami. Przełom nastąpił przy stanie 4:2, kiedy to Melanżownicy stracili kontrolę nad meczem na kilkanaście minut, a świetne chwile notował wspomniany wcześniej Hubert Korzeniewski, dzięki któremu goście schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. W szeregach gospodarzy widać było nerwy i niepotrzebne dyskusje, więc zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądać druga połowa. Ta na szczęście zaskoczyła pozytywnie, gdyż obejrzeliśmy świetny pojedynek, w którym nastąpiła wymiana cios za cios, a samo spotkanie było arcyciekawe. Do samego końca nie było jasne, kto i czy w ogóle zdobędzie jakiekolwiek punkty. Wśród Melanżowników świetnie -  jak zawsze - spisywał się Łukasz Słowik, którego bramki i asysty pozwoliły utrzymać kontakt z przeciwnikami. Natomiast w ekipie Watahy rewelacyjny w ataku był niezmiennie Hubert Korzeniewski i to głównie dzięki jego pięciu trafieniom na minutę przed końcem wynik brzmiał 9:9. Kiedy wydawało się, że w tym starciu dojdzie do podziału punktów, bramkę na wagę trzech punktów dla FC Melange zdobył Andres Carmona, a w ekipie triumfatorów eksplodowała radość. Ostatecznie FC Melange pokonał po bardzo zaciętym i pełnym zwrotów pojedynku KK Watahę Warszawa 10:9, a zawodnikiem meczu został kapitan gospodarzy, Łukasz Słowik.

3
12:00

O godzinie 12:00 na obiektach warszawskiego AWF-u miało miejsce spotkanie Q-Ice Warszawa vs Shot DJ. Gospodarze liczyli na przełamanie po pierwszej kolejce, która zdecydowanie nie poszła po ich myśli, natomiast goście będący na fali, mieli nadzieję na drugi w tym sezonie komplet punktów. Ta sztuka udała się gościom. Po pierwszej połowie prowadzili oni aż 2:11 m.in. za sprawą Maksyma Hlushchenko, który był dla faworytów niczym tlen. Strzelał, asystował, wyprowadzał, odbierał. Doskonale obsługiwany przez swoich kolegów łącznie w tym spotkaniu zapisał na swoim koncie 9 trafień oraz 6 asyst! Druga połowa niczym nie różniła się od pierwszej. Goście cały czas korzystali ze swojej ewidentnej przewagi w dynamice i pomyśle na grę, dokładając kolejne trafienia. W ekipie Q-Ice na pochwałę zasługuje Dominik Turlej, który dołożył najwięcej od siebie, strzelając 2 gole w drugiej połowie, co niestety i tak zbytnio nie przełożyło się na przebieg meczu. Szkoda, wolelibyśmy oglądać bardziej wyrównane starcia w 7. lidze, ale liczymy, że przegrani dopiero pokażą, na co ich stać. Co do gości, z niecierpliwością czekamy na ich kolejne potyczki, bo tym spotkaniem pokazali, że zamierzają bić się tylko i wyłącznie o najwyższe lokaty w tabeli.

4
13:30

Zespół Złączonych ma na razie trudne wejście w 7.ligę. Najpierw porażka z KK Wataha, a w minioną niedzielę ekipa Mariusza Niedźwiadka musiała się znowu zmierzyć nie tylko z rywalem, ale i z własnymi problemami kadrowymi. Brakowało kapitana, brakowało nominalnego bramkarza, był tylko jeden zawodnik rezerwowy i byliśmy pewni, że to zapowiedź bardzo trudnych chwil, jakie czekały ich przeciwko ADP Wolska Ferajna. No i to się niestety potwierdziło. Już po 10 minutach wynik brzmiał 3:0 dla ADP, gdzie przy dwóch bramkach lepiej mógł się zachować Rafał Kostrzewa. Pogrom trwał w najlepsze, zrobiło się nawet 5:0, jednak Złączeni powoli zaczęli odpowiadać. Oczywiście nie było szans na remontadę, ale z każdą minutą malało ryzyko pogromu totalnego. Było to również pokłosiem „specjalności zakładu” w ADP, czyli wzajemnych pretensji. Najczęściej o to, kto ma grać, kto nie, jak również o wykorzystywanie (lub nie) kolejnych okazji. Złączeni robili natomiast swoje i do przerwy przegrywali „tylko” 2:6. W drugiej połowie cały czas trzymali dystans 3-4 goli straty, co jak na zaistniałe okoliczności, trzeba uznać za sukces. I podczas gdy przeciwnicy ciągle mieli sobie coś do wyjaśnienia, oni zdobywali gole i na kilka minut przed końcem było nawet 5:8. Takim też wynikiem to starcie się zakończyło i chociaż wygrana Wolskiej Ferajny nie była nawet przez chwile zagrożona, to trudno się po takim zwycięstwie cieszyć. Szkoda, że w meczu, gdzie można sobie postrzelać i wygrać bez wielkiego wysiłku, dochodzi do takich scen. Co do Złączonych, to można chyba stwierdzić, że oni zrobili tutaj wszystko co mogli. Wystarczyło to do honorowej porażki, chociaż gdyby w końcówce karnego wykorzystał Karol Pasternak, to mogło być jeszcze odrobinę lepiej. Mimo wszystko brawa dla nich, że mimo fatalnego początku nie złożyli broni i nie oddali tego spotkania za bezcen.

5
14:00

Drużyna Rodziny Soprano w pierwszym swoim ligowym spotkaniu zdobyła tylko punkt i patrząc na skład jakim dysponuje, ten wynik był małym zaskoczeniem. Zespół Saskiej Kępy po wyrównanym meczu schodził z boiska jako przegrany, lecz momentami gra tej drużyny mogła się podobać. Od początku inicjatywę przejęli gospodarze i szybko wyszli na prowadzenie. Na ripostę rywali czekaliśmy tylko chwilę i już w 7 minucie ponownie mieliśmy remis. Kolejne akcje faworytów przyniosły efekt w postaci dwóch bramek i od tego momentu trwała wymiana ognia, z której zwycięsko wyszła Rodzina Soprano, schodząc na przerwę z prowadzeniem 7:3. Druga połowa zaczęła się od ładnej bramki zespołu gości, ale kolejne fragmenty to pełna kontrola boiskowych wydarzeń przez gospodarzy. Na każdą straconą bramkę dwukrotnie odpowiadali swoim rywalom, dzięki czemu cały czas powiększali przewagę. Głównym motorem napędowym zespołu był duet Kulibski - Mikulski, którzy wspólnie zdobyli 8 bramek i zaliczyli 7 asyst. Efektem tych cyferek było okazałe zwycięstwo 16:7. Dla zawodników Saskiej Kępy to już druga porażka w tej rundzie i szansy na podreperowanie dorobku punktowego muszą szukać w kolejnej serii.

Reklama