Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 7 Liga
Niewątpliwym faworytem meczu pomiędzy zespołami Q-Ice Warszawa oraz FC Melange byli goście, którzy w dwóch pierwszych kolejkach zgarnęli komplet punktów. Ich rywale to nowo powstała drużyna, która dopiero ogrywa się na naszych boiskach, czego efektem były wysokie porażki w poprzednich rywalizacjach. Od początku inicjatywę przejął zespół bardziej doświadczony i już w 2 minucie Łukasz Słowik otworzył wynik. Chwilę później ten sam zawodnik podwyższył prowadzenie, ale riposta rywali była natychmiastowa i mieliśmy tylko jedną bramkę przewagi. W dalszych minutach faworyci bardzo mądrze się bronili, dodatkowo kilka razy groźnie zagrozili bramkarzowi rywali, który trzykrotnie zmuszony był do wyjmowania piłki z bramki. Więcej w tej części się nie wydarzyło i do przerwy było 1:5. Druga połowa ponownie rozpoczęła się od dwóch trafień Melanżowników, na które oponenci odpowiedzieli jednym trafieniem. Mimo straconej bramki zawodnicy Melange nie stracili pewności siebie i z biegiem czasu podwyższali stan posiadania. Przy wyniku 11:2 wdarło się w ten zespół małe rozprężenie, co poskutkowało stratą dwóch goli i końcowym wynikiem w postaci 11:4. Q-ice przegrywa kolejne spotkanie w naszej lidze, ale rozmiar porażki nie jest tak duży jak wcześniej, co może być dobrym prognostykiem na przyszłość. FC Melange wygrywa za to po raz trzeci z rzędu i zalicza najlepszy start sezonu, jaki tylko można sobie wyobrazić.
W 7 lidze mająca na swoim koncie trzy punkty Kresowia Warszawa podejmowała Saską Kępą. Zawodnicy Korneliusza Troszczyńskiego jak do tej pory przegrali oba mecze, dlatego determinacja na wywalczenie pierwszych punktów była duża. Goście pierwszy raz w tym sezonie stawili się w naprawdę solidnym zestawieniu, co zapowiadało dobre zawody. Początek pierwszej odsłony prowadzony był w szybkim tempie, oba zespoły zbytnio nie kalkulowały i szybko dążyły do zdobycia gola. Pierwsi z bramki cieszyli się jednak gospodarze, a dokładnie Aleksander Martyniuk, który pewnie wykorzystał podanie kolegi. Saska szybko odpowiedziała i mieliśmy 1-1. W kolejnych minutach Kresowia odskoczyła na dwa trafienia i mogło się wydawać, że uspokoiła sprawę. Niestety tak nie było. Gospodarze zamiast grać spokojnie i cierpliwie czekać na rywala, grali na dużym ryzyku, często zapominając o obronie. To szybko wykorzystała ekipa z Saskiej Kępy i po kilku minutach na tablicy wyników było już 3:2. Bramka na 3:3, to kolejna strata piłki, po której Łukasz Pastewka pokonał bramkarza gospodarzy. Goście w swoich szeregach mają naprawdę solidnych zawodników, którzy wiedzieli, że to idealny moment, aby dokręcić śrubę. Tak też się stało i jeszcze przed przerwą Michał Lalak wykorzystał kolejny błąd oponentów i perfekcyjnym lobem przerzucił piłkę nad interweniującym bramkarzem. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:4, a to zapowiadało wiele emocji w drugiej odsłonie. Po zmianie stron Saska ponowie trafia do bramki Kresowi, tym razem na listę strzelców wpisał się Adam Zgórzak, który sprytnym zagraniem skierował piłkę do bramki. W tej części meczu, na boisku wiedzieliśmy sporo walki, która często kończyła się faulami i niepotrzebnymi dyskusjami. W 40 minucie meczu goście wychodzą na trzybramkowe prowadzenie, gdy akcję Łukasza Pastewki wykończył Sebastian Sitek. W końcowej fazie meczu Saska mocno opadła z sił, dała sobie nawet wbić dwa gole, dzięki którym Kresowia Warszawa miała jeszcze nadzieję na ugranie czegokolwiek, jednak na więcej zabrakło czasu. W ostatnich sekundach meczu goście pewnie rozbijali ataki rywali, a gdy wymagała tego potrzeba, wybijali piłkę jak najdalej od swojego pola karnego. Niestety widzieliśmy też wiele spięć pomiędzy obiema drużynami, o których jednak nie warto wspominać. Ostatecznie spotkanie kończy się wynikiem 5-6, Saska zdobywa pierwsze punkty i zrównuje się w tabeli 7 ligi z niedzielnym przeciwnikiem.
Tuż przed południem na nasze boisko wybiegli zawodnicy Rodziny Soprano i Złączonych. Gospodarze stawili się szerokim składem w przeciwieństwie do swojego rywala, który przyjechał bez choćby jednej zmiany. Rodzina Soprano już od pierwszego gwizdka sędziego narzuciła swoje tempo, regularnie ostrzeliwując bramkę rywala. Taki styl przyniósł pierwsze korzyści już w 5 minucie, kiedy to chcąc wybić piłkę skierowaną do bramki, Michał Olejnik niefortunnie umieścił ją w siatce. Mimo naporu gospodarzy Złączeni potrafili wykreować szansę na pokonanie bramkarza konkurentów, lecz brakowało im skuteczności. Rodzina Soprano natomiast systematycznie powiększała swój stan posiadania. Minutę przed końcem pierwszej połowy i wyniku 5:0 Piotr Gipsiak wykorzystał podanie od strzelca pierwszej bramki w meczu i Złączeni zdobyli swojego premierowego gola. Po chwili przerwy goście zaskoczyli gospodarzy. Po raz drugi Piotrek Gipsiak zdobył gola, dając sygnał, że przegrywający będą grać do samego końca o jak najlepszy wynik. Jednak gospodarze mieli odmienne plany i po raz szósty pokonali Dominika Dziedzickiego. Coraz bardziej zmęczeni Złączeni próbowali umieścić piłkę za plecami Aleksandra Grabowskiego, lecz upływający czas działał na ich niekorzyść. Gospodarze coraz częściej spokojnie rozgrywali piłkę na połowie rywala i w ostatecznym rozrachunku wygrali to spotkanie 9:2. Warto zwrócić uwagę, że udział przy wszystkich trafieniach miał Krzysiek Kulibski. Rodzina Soprano z dorobkiem 7 punktów zamyka podium, a Złączeni pozostali w strefie spadkowej.
FC Torpedo zwykle grało na niższych poziomach rozgrywkowych. Przeskok do 7.ligi na razie okazuje się dla chłopaków dość poważnym testem, bo w dwóch premierowych kolejkach podopieczni Andrzeja Barana uzbierali jeden punkt. Przeciwko Watasze raczej nie stali na straconej pozycji, ale to jednak w rywalach upatrywaliśmy faworyta. No i nie rozczarowaliśmy się. Zespół Przemka Kacperskiego był tutaj zdecydowanie lepszy i tak naprawdę nie było momentu, w którym nominalni goście mogli się czuć zagrożeni. Ich atut leżał przede wszystkim w ofensywie. Mieli tam duet Hubert Korzeniewski – Maciej Lulka, który non stop nękał oponentów i zmuszał do ciągłej koncentracji Stefana Neculę, nowego bramkarza FC Torpedo. I chociaż wynik 0:0 trochę się przeciągał, to w końcu Wataha dopięła swego, potem dołożyła drugiego gola i pewnie szła po swoje. Wtedy jednak prosty błąd przytrafił się jej golkiperowi. Z prezentu Michała Woźniaka skorzystał Oleksandr Tovchyha, jednak za chwilę wszystko wróciło do normy. Z przechwytu Miłosza Czerneckiego użytek zrobił Maciej Lulka i Wataha ponownie miała dwa gole przewagi. Wynik 3:1 utrzymał się do przerwy, ale tylko naiwni mogli myśleć, że po krótkim odpoczynku coś się zmieni. W drugiej połowie przewaga faworytów była coraz większa, a Torpedo nie miało przebicia. Gol zdobyty w premierowej odsłonie długo pozostawał ich jedynym, z kolei konkurenci regularnie powiększali dorobek i prowadzili nawet 6:1. Finalnie wygrali 7:2 i ten rezultat dobrze oddaje różnicę, jaka była między tymi zespołami. Wygrała drużyna zdecydowanie lepsza, z kolei dla Torpedo to mogła być cenna lekcja, która pokazała, jak sporo im jeszcze brakuje do drużyn z czołówki. To też pokazuje, jak trudny czeka ich sezon, aczkolwiek znamy ich charakter i wiemy, że nikomu niczego za darmo nie oddadzą.
Shot DJ kontra ADP Wolska Ferajna to była niemal gotowa recepta na fajne widowisko. Ci pierwsi zaczęli świetnie sezon i udowodnili, że nawet bez Janka Jabłońskiego wciąż stać ich na duże rzeczy. Ale i Ferajnie nie mogliśmy nic zarzucić na początku tej edycji, o czym świadczyły dwie wygrane w dwóch meczach. No i początek tego starcia faktycznie zwiastował spore emocje. Ekipa Shot DJ dwukrotnie wychodziła na prowadzenie, lecz rywale dwa razy odpowiadali. Wszystko zmieniło się od stanu 3:2 dla zespołu rodem z Francji. Wówczas prowadzący zdobyli dwie, niemal identyczne bramki, gdzie w banalny sposób pozwalali zdobywać gole Maksymowi Hluschenko, który brał piłkę, przebiegł z nią kilkanaście metrów i pakował ją w siatce. Ferajna nie była w stanie w pierwszej połowie zbliżyć się na bliżej niż trzy trafienia i ta część meczu zakończyła się wynikiem 6:3. Nie wszystko było jeszcze stracone, tym bardziej, że w drugiej odsłonie miejscowi zdobyli kolejnego gola i przypuszczaliśmy, iż to może być początek ich skutecznego powrotu. Nic bardziej mylnego. Potem do głosu doszli przeciwnicy, a konkretnie wspomniany Maksym Hluschenko oraz Salif Yattara. Ten duet siał popłoch w defensywie Ferajny i z rezultatu 6:4, nagle zrobiło się 9:4. Tutaj już nie było żadnej nadziei, że ADP powstaną z kolan, tym bardziej iż Shoty nie pozwalali sobie na rozluźnienie i spokojnie dowieźli zwycięstwo do finałowego gwizdka. Wynik 10:5 jest sprawiedliwy i trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że Wolską Ferajnę widzieliśmy wielokrotnie w dużo lepszej dyspozycji. Tutaj tracili mnóstwo prostych goli, co w rywalizacji z tak skutecznie grającym rywalem, musiało się źle skończyć. Tym samy Shot DJ umocnili się na pierwszym miejscu w tabeli i wyglądają na zdecydowanego faworyta 7.ligi. Zwłaszcza, jeśli na każdy mecz będą dojeżdżali Maksym Hluschenko i Salif Yattara, bo naprawdę z dużą przyjemnością oglądaliśmy ich boiskowe popisy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)