Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
Na Arenie Grenady Junak podejmował Elitarnych Gocław. Mecz od początku zapowiadał się bardzo zacięcie, gdyż nie można był wskazać wyraźnego faworyta. W spotkanie lepiej weszła drużyna Elitarnych Gocław, która od początku tworzyła okazję do wyjścia na prowadzenie. Ich konsekwentna postawa w grze pozwoliła wyjść dość szybko na prowadzenie po trafieniu Grzegorza Bednorza. Po straconej bramce gospodarze nie cofnęli się jednak na swoją połowę i cały czas parli do przodu. Elitarni nie robili sobie z tego problemu i łatwo oddalali zagrożenie spod własnej bramki. Jedno z wysokich wyjść Junaka skończyło się golem drużyny gości, która po stracie piłki przez rywala szybko wyszła z kontrą. Tym razem egzekutorem był Wojciech Sekulak. Druga część spotkania zaczęła się od słupka po strzale jednego z graczy Junaka, który mógł namieszać w dalszym przebiegu spotkania. Goście nie chcieli pozostawić nic przypadkowi i zaledwie kilka minut później powiększyli swoją przewagę na 0:3. Nic nie wskazywało, że Junak strzeli bramkę. Cały czas brakowało im ostatniego podania, które otwierałoby drogę do bramki przeciwnika. Jedyna szansa nadarzyła się, dzięki szybkości Adam Rakowskiego, który wpakował piłkę po dłuższym słupku po kontrze. Radość gości została szybko zakończona, bo kilka minut później Eljasiak zdobył bramkę na 1:4. W ostatnich minutach meczu Kolasa ponownie znalazł sposób na pokonanie bramkarza rywali. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 1:4. Zawodnicy Junaka muszą poważnie zastanowić się nad stworzeniem pomysłu na grę, który da im odpowiednią skuteczność do zdobywania punktów.
W odmiennych nastrojach do meczu przystępowały drużyny NAF Genduś oraz Sportowe Zakapiory. Ci pierwsi sezon rozpoczęli od dwóch porażek. Ich rywal znacznie lepiej wszedł w ten sezon, pewnie zdobywając 6 punktów. Już pierwsza akcja pokazała kto jest faworytem tego spotkania, kiedy to pięknym uderzeniem popisał się zawodnik gości Daniel Lasota. Z każdą kolejną minutą rosła przewaga zespołu gości, która została udokumentowana bramką na zakończenie pierwszego kwadransa spotkania. Kolejne minuty - mimo licznych sytuacji bramkowych nie przyniosły zmiany rezultatu. Sytuacja ta zmieniła się w końcowych fragmentach pierwszej połowy. Najpierw goście dorzucili kolejne dwa trafienia, a następnie na koniec w ostatniej akcji tej części meczu bramkę zdobyli gospodarze. Na początku drugiej połowy byliśmy świadkami walki w środkowej strefie boiska, która nie przyniosła zmiany rezultatu. Dopiero po dziesięciu minutach gry skuteczną akcję przeprowadzili goście, dzięki czemu odskoczyli swoim rywalom ponownie na cztery bramki. Chwilę potem gospodarze mieli doskonałą sytuację na zmniejszenie strat, jednak rzutu karnego nie wykorzystał Paweł Madej. Po tej niewykorzystanej sytuacji na boisku istnieli już tylko zawodnicy jednej drużyny, którzy jeszcze trzykrotnie pokonali bramkarza rywali. Ostatecznie Sportowe Zakapiory wygrali swój mecz 8:1 i z kompletem punktów przewodzą w tabeli. NA drugim końcu znajdują się zawodnicy NAF Genduś, którzy po trzech kolejkach mają zerowy dorobek punktowy.
Mecz bez historii. Zwycięstwo FC Po Nalewce było łatwe do przewidzenia, a więc wynik ten niespecjalnie nas zaskoczył. Ale zaraz, zaraz! To wcale nie musiało być takie oczywiste. Spotkanie zaczęło się od... dwóch poprzeczek po strzałach Borowików! Niewykorzystane okazje lubią się mścić - zwłaszcza, jeśli samemu popełnia się tak rażące błędy. W ciągu kilku chwil sprokurowali dwa rzuty karne - najpierw po wślizgu, a później, broniąc piłkę ręką niczym Suarez na Mistrzostwach Świata w RPA. Niestety dla gospodarzy, Marcin Wiktoruk (pełniący rolę bramkarza w tamtym meczu) wykazał się "zimniejszą krwią" niż zawodnik Ghany w 2010 roku i pewnie wykorzystał obie "jedenastki". Później było już tylko gorzej (lub lepiej - zależy od faworyzowanej przez czytelnika drużyny ;)). Na 3:0 trafił Miłosz Tabaka, mocnym uderzeniem "z czuba". Później szybka klepka dała szansę na bramki Piaseckiego i Grzywaczewskiego. Błąd bramkarza Borowików sprawił natomiast, że Ogorzelski zdobył szóstą bramkę w pierwszej połowie i zamknął ten mecz. W drugiej części spotkania niewiele się zmieniło - jedynie tempo nieco wyhamowało. Efektowna tiki-taka wielbicieli nalewek pozwoliła im na siódmą bramkę, a na końcu gola zdobył także Kacper Tabaka, dając sobie i całej swojej drużynie wiele radości. Przy wspomnianym trafieniu na 8:0 asystował Wiktoruk, dzięki czemu zapisał sobie najwięcej punktów do klasyfikacji kanadyjskiej (przypominamy, że grał na bramce). Gratulujemy zatem całej drużynie FCPN i mamy nadzieję, że Borowiki niedługo powrócą do formy.
Słaba pierwsza połowa i remisowa druga to przyczyny straty punktów liderujących Skorpionów. Po dwóch kolejkach ligowej rywalizacji doszło do starcia pomiędzy drużynami A.D.S Scorpions, a Decco Team. To właśnie ci drudzy lepiej weszli w mecz i od początku gry narzucili rywalom swoją ideę gry w piłkę nożną. Futbol przypominający bardziej grę na hali niż szóstkową "myśl szkoleniową" okazał się być kluczem do sukcesu dla zawodników w białych strojach. Ekwilibrystyczne rozegrania akcji i piękne strzały – te słowa idealne opisują boiskową prezencję młodziutkich graczy Decco Team, którzy dzięki temu zwycięstwu wyprzedzają rywali z Włoch o zaledwie punkt. Do rangi bohatera w szeregach drużyny natomiast urośli niewątpliwie bracia Piotrowscy. Jakub i Adam odpowiednio zdobyli cztery bramki i cztery asysty co walnie przyczyniło się do wygranej. W drużynie trenera Artura Kałuskiego natomiast na szczególną uwagę zasługiwał Jarosław Marek. Ten dobrze zbudowany stoper, którego cechują wola walki, oraz dobry przechwyt połączony z wyprowadzeniem piłki był jedną z wiodących postaci na boisku. Niestety dla szkoleniowca Skorpionów spora ilość urazów związana z absencją co najmniej czterech kluczowych graczy okazała się być zabójcza, przez co to właśnie rywale cieszyć się mogą z przełamania serii dwóch porażek z rzędu w meczach z jego podopiecznymi.
Mecz niewątpliwie z gatunku tych za 6 oczek. Orły Białe AUUU nie zdobyły dotąd żadnych punktów, a Tsubasa wyprzedzała niedzielnych gospodarzy zaledwie o jeden punkt. Tsubasa stawiła się niezwykle szeroką kadrą na to spotkanie, gospodarze byli mniej licznie zgromadzeni, ale jak na ich dotychczasowe mecze i tak wyglądało to nieźle. Początek zmagań wyglądał jak pojedynek Jana Krzysztofa Dudy z Magnusem Carlsenem, słowem – Szachy. Po krótkiej rozgrywce taktycznej przyszedł czas na prawdziwe wstrząsy. W ciągu dosłownie jednej minuty oba zespoły zdobyły po bramce, wracając lekko do wcześniejszego porównania – Szach. Mogliśmy pomyśleć, że znów będziemy świadkami zamkniętego spotkania. Na szczęście, bo jednak wolimy spektakularne ofensywne akcje, tak się nie stało. Worek z bramkami rozwiązał się na dobre, Tsubasa wyprowadziła kilka skutecznych ataków, wychodząc na prowadzenie 5:1. Pierwsza odsłona była na tyle szalona, że nawet przez chwilę Tsubasa nie mogła czuć się bezpieczna o wynik. Tak też się wydarzyło, Orły Białe jakby zamieniły się koszulkami i teraz to oni ruszyli do skomasowanych ataków, które doprowadziły ich do zdobycia bramki dający kontakt z zespołem bohatera japońskiej bajki piłkarskiej. Druga połowa to już jednak pełna dominacja Tsubasy, znów odskok na kilku bramkowe prowadzenie, którego już nie roztrwonili do końca meczu wygrywając ostatecznie 14:5, nie tracąc ani jednej bramki w drugich 25 minutach, można powiedzieć – Mat.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)