Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
W przedmeczowej zapowiedzi typowaliśmy przełamanie Borowików. Do tej pory zawodzili, ale była nadzieja, że zaskoczą i pokonają wyżej notowanych rywali. Musiały jednak zostać spełnione dwa warunki. Po pierwsze w dobrej formie musiał być Mykola Senkiv, a po drugie trzeba było liczyć na frekwencyjne kłopoty Elitarnych. Co się okazało w niedzielę? Niestety Mykola Senkiv jest nieobecny, a gospodarze mają przewagę kadrową. Tym samym, przynajmniej na papierze, Elitarni mieli większe szanse jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. W trakcie meczu również to udowadniali, chociaż Borowiki broni ani na moment nie złożyły. Do przerwy pojedynek był piekielnie wyrównany. Obserwowaliśmy multum akcji obu ekip i fantastyczne parady bramkarzy. Finalnie to EG schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem, zdobywając tę bramkę po efektownej klepce. Początek drugiej połowy był wyjątkowo otwarty, a ilość stuprocentowych sytuacji jednej i drugiej drużyny była szokująco duża. Skuteczniejsi okazali się Elitarni, którzy zdobyli w końcu drugą bramkę - strzelcem ponownie Eljasiak. Z drugiej strony Grzybki dalej atakowały, a nagroda SuperStar dla bramkarza Gocławian - Marcina Głębockiego, była jak najbardziej zasłużona. W końcu Borowiki skupiły się w pełni na pościgu wyniku i Elitarni zdobyli trzeciego gola, wybijając piłkę golkiperowi rywali. Trafienie Ułasiuka na 3:1 można nazwać bramką pocieszenia, bo tak się ten mecz zakończył. Wychodzi na to, że skuteczna defensywa potrafi być kluczem do sukcesu.
Spotkanie Junaka ze Sportowymi Zakapiorami miało dwa odmienne oblicza. Obie ekipy chciały koniecznie zdobyć punkty, a od pierwszych minut na boisku oglądaliśmy sporo walki. Dobrze jednak grały obie defensywy, a bramkarze w trudnych sytuacjach świetnie interweniowali. Dopiero w dziesiątej minucie na prowadzenie wyszli goście. Po solowej akcji Łukasz Warchoł minął dwóch rywali i precyzyjnym strzałem dał prowadzenie swojej ekipie. Radość z wyniku 0:1 trwała dosłownie minutę i po kapitalnym krosie Andrzeja Groszkowskiego, Paweł Groszkowski głową zmienił kierunek piłki i nie dał szans na interwencję Patrykowi Kowalczykowi. Mieliśmy zatem remis 1:1. Junak poszedł za ciosem i po rzucie wolnym na prowadzenie ekipę z Pragi wyprowadził kapitan Krzysiek Krzewiński. Goście starali się odrobić straty, ale brakowało wykończenia akcji i często zamiast zajmować się grą mieli do siebie pretensje o zmarnowane okazje. Wynik 2:1 utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze szybko dołożyli dwa trafienia. Najpierw Yuriy Trush, a chwilę później Adam Rakowski podwyższyli wynik spotkania. Sportowe Zakapiory starali się odmienić losy meczu i groźnie atakowali. Jednak Junak mądrze się bronił i miał w bramce jak zawsze kapitalnie dysponowanego Andrzeja Groszkowskiego. Goście nie byli wstanie wykorzystać nawet okresu przewagi po karze dla gospodarzy. Do tego w końcówce po kontrze stracili piątą bramkę. Po końcowym gwizdku mieliśmy wynik 5:1 i trzeba przyznać, że w pełni zasłużony. Junak zagrał skutecznie i konsekwentnie i to dało efekty. Sportowe Zakapiory niestety mimo, że mają spory potencjał to muszą grać bardziej zespołowo. bo za dużo było gry indywidualnej, która na dłuższą metę w piłce nie przynosi efektów.
Pojedynek na dnie ligowej tabeli. Oba zespoły przegrały dotychczas wszystkie swoje spotkania, więc dla obu był to mecz o sześć punktów - kluczowy moment w walce o utrzymanie. Faworyta upatrywaliśmy w Orłach, między innymi ze względu na szerszą kadrę. I ta różnica faktycznie była widoczna. Gospodarze mieli niemalże dwukrotnie dłuższą ławkę, dzięki czemu ich przewaga była odczuwalna również na boisku. Dość sprawnie Szymański i Trzaskoma otworzyli wynik spotkania. Nadzieję ekipie NAF dał Zakaszewski, ale nie na długo, bo przed przerwą strzelił drugiego gola - tym razem do swojej bramki. 4:1 i drugie 25 minut? Wciąż można powalczyć. Z takim przekonaniem ruszyli reprezentanci NAF Genduś, szybko zmniejszając stratę do dwóch goli. Niestety Orły wzięły to sobie do serca i zaczęły masowe strzelanie. Znów aktywni pod bramką byli Szymański z Trzaskomą, wykorzystując błędy bramkarza rywali i doprowadzając do wyniku 7:2. Później Groszyk wykorzystał jeszcze rzut karny dla NAF-u, ale to Orły miały ambicję, by udowodnić swoją przewagę - odpowiedzieli golem z innego stałego fragmentu gry, rzutu wolnego. Pod koniec ekipy wymieniały się kolejnością strzelania goli. Na 9:3 trafił Piłczyński, na 9:4 Klimaszewski, a na 10:4 Wiśniewski. Więcej bramek w tym meczu nie oglądaliśmy, ale na ich ilość nie możemy przecież narzekać. Orły Białe wracają z nadzieją, a NAF Genduś ze sporymi kłopotami.
Działo się! Tsubasa przystępowała do tego meczu po serii efektownych triumfów. Decco natomiast miało w pamięci zeszłotygodniowe zamieszanie sportowo-dyscyplinarne. Obie ekipy musiały jednak zapomnieć o przeszłości i skupić się na aktualnych wydarzeniach, bo mecz ten był niezwykle istotny dla układu tabeli. Początek zdecydowanie należał do Tsubasy. Weszli w mecz z dużą energią i koncentracją, dzięki czemu szybko wyszli na prowadzenie. Najpierw Niemirski ładnie okiwał obrońcę i pokonał bramkarza Decco. Później natomiast, jeden z lepszych duetów odpowiedzialnych za kreację, czyli Wodnicki + B. Pawlak, przygotowali Rafałowi Urbanowiczowi świetną okazję do zdobycia bramki na 2:0. Później kilka ofiarnych interwencji zaprezentował bramkarz Tsubasy, Jacek Romak, ale przy uderzeniu zza pola Piotrowskiego, nie miał nic do powiedzenia. Końcówka pierwszej połowy i początek drugiej również należały do gospodarzy, co zaowocowało ładną bramką Gutkowskiego. Później jednak coś się zepsuło. Zarówno w formie drużyny wygrywającej, jak i całym wyglądzie spotkania. Zawodnikom udzieliły się emocje, posypało się kilka żółtych kartek, padło parę ostrych słów i finalnie, wyróżniający się, Wodnicki doznał kontuzji po jednym z fauli. W całym tym zamieszaniu lepiej odnaleźli się jednak gracze Decco Team. Młodzi zawodnicy przejęli inicjatywę, dzięki nieprzeciętnym umiejętnościom, ale przede wszystkim doskonałej kondycji. Udało im się zabiegać zespół Tsubasy i finalnie dokonać imponującego powrotu. Kuca, Lipka i Piotrowski wzięli sprawy w swoje ręce - były gole z bliska i uderzenia z dystansu. Ostatecznie udało im się doprowadzić do przewagi 5:3, a zagubiona taktycznie drużyna rywali nie zdołała tego wyniku odwrócić.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)