Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
Borowiki po udanym poprzednim sezonie i zdobyciu mistrzostwa chcieli dobrze rozpocząć sezon. Ich rywalem w pierwszej kolejce był Junak, który musiał zejść o kilka poziomów niżej wobec tego, że większość graczy, którzy stanowili o sile zespołu postanowiło zakończyć kariery. Sam kapitan Krzysiek Krzewiński do końca nie wiedział czego może się spodziewać po nowych zawodnikach, których zaprosił do gry. Początek spotkania należał do gości. To oni częściej byli przy piłce i zaczęli stwarzać sobie coraz lepsze sytuacje strzeleckie. Po jednej z akcji Yuriy Trush dał prowadzenie Junakowi. Po chwili ten sam zawodnik miał świetną okazję by podwyższyć, ale jego strzał z woleja był niecelny. Po okresie wyrównanej gry, mieliśmy rzut wolny dla gości. Krzysiek Krzewiński kapitalnie uderzył i było 0:2 dla ekipy z Pragi. Borowiki miały swoje okazje, ale brakowało wykończenia. W końcówce pierwszej połowy Mykola Senkiv po przechwycie dał gola kontaktowego. Do przerwy było 1:2. Po zmianie stron gospodarze dążyli do wyrównania i mieli kilka świetnych okazji. Skuteczniejszy był jednak Junak, który najpierw po akcji swojego kapitana i bramce Yuriyego Trusha podwyższył na 1:3, a dosłownie chwilę później Paweł Groszkowski strzelił na 1:4 i gospodarze byli w ciężkim położeniu. W końcówce mieli jeszcze dobre okazje, ale zabrakło skuteczności. Junak na inaugurację zasłużenie wygrywa, ale Borowiki jeżeli poprawią skuteczność to będą w kolejnych meczach na pewno zdobywać punkty.
Pierwsza kolejka sezonu nie dla wszystkich okazała się tak kolorowa. Niektóre ekipy prezentowały jeszcze formę wakacyjną i będą potrzebowały kilku tygodni by w pełni przygotować się do rozgrywek. Taką sytuację mogliśmy zaobserwować podczas meczu Decco Team, który zdominował swoich rywali. Strzelanie zaczęli już w pierwszej minucie, kiedy to Gałkowski jako pierwszy odnalazł się w zamieszaniu spowodowanym rzutem rożnym i pokonał bramkarza Orłów. Nieco później wyrównał wprawdzie Trzaskoma pięknym uderzeniem z wolnego w okienko, ale to by było na tyle jeśli chodzi o sukcesy OBA. Gałkowski i Kuca zadbali o to, by do przerwy w protokole meczowym widniał wynik 5:2, który był wystarczającą zaliczką, aby ze spokojem czekać na drugie 25 minut. Po przerwie Trzaskoma skompletował hat-tricka, ale chwilę później zwycięzcy postawili kropkę nad "i" - pięć goli w piętnaście minut zamknęło ten mecz. Doceniamy starania Daniela Trzaskomy, ale w tym spotkaniu musiał uznać wyższość duetu Gałkowski + Kuca, odpowiedzialnego za siedem bramek Decco Team. Młodzi gracze gospodarzy po raz kolejny imponują nam swoją dojrzałością piłkarską, ale pamiętajmy, że sezon jest długi, a Decco musi wytrzymać jego trudy. Goście zaś nie powinni się przejmować tym wynikiem, bo to tylko pierwsza kolejka, a mistrzem można zostać nawet przegrywając na inaugurację.
Doświadczenie kontra młodość - takim hasłem można by było sprzedać spotkanie NAF Genduś z popularnymi Skorpionami. Mecz od pierwszych minut był interesujący - obie strony nie bały się grać efektownie, czego dowodem był pierwszy gol spotkania, zdobyty piętką przez Pawła Nesterowicza. Gospodarze długo nie cieszyli się ze spotkania, ponieważ goście dość szybko wyrównali. Strzelcem gola był Bartek Filip, który na raty pokonał bramkarza - 1:1. Kolejne akcje obu stron nie przynosiły efektu, a na pierwszy rzut oka ciężko było wskazać stronę dominującą. W końcu impas przełamał Sebastian Groszyk, który wykorzystał podanie Igora Jeża z szybko rozegranego rzutu rożnego i zrobiło się 2:1. Wynik ten utrzymał się do końca pierwszej odsłony spotkania, a zawodnicy gości mieli w sobie bardzo dużo sportowej złości - frustracja była szczególnie wyczuwalna w obronie Skorpionów, która straciła dwie bramki po zamieszaniu i rykoszetach w polu karnym. Na szczęście drużyna prowadzona na boisku przez Pawła Poniatowskiego przekuła swoją złość na grę w drugiej odsłonie spotkania. Stopniowo goście nabierali rozpędu i w 33. minucie udało mi się wyrównać po bramce Aleksandra Wawrowskiego. Nie wybiła ich z rytmu nawet odpowiedź na 3:2 Marcina Ziaka i dalej niestrudzenie atakowali bramkę gospodarzy. Skorpionom pomogła również niefrasobliwość Gendusia w obronie - przy bramce na 3:3 Bartek Marciniak miał bardzo dużo swobody przy oddawaniu strzału. Jeszcze więcej wolnego miejsca miał Paweł Poniatowski, który przy bramce na 3:4, wraz z piłką od kolegi dostał pisemne gratulacje od Głównego Inspektoratu Sanitarnego za wzorowe zachowanie bezpiecznego dystansu. Mimo tego w ostatnich minutach spotkania NAF Genduś mógł jeszcze uratować choćby punkt - w 48. minucie Krzysztof Niewierkiewicz strzelił odrobinę nad bramką gości. Ostatecznie jednak zwycięstwo przypadło Skorpionom, a kropkę nad i w ostatniej akcji spotkania, postawił Paweł Pytko.
Nie tak miała wyglądać inauguracja sezonu w ósmej lidze! Zarówno Zakapiory jak i FC Po Nalewce zachowali się jak nazwy ich drużyn wskazują - nieodpowiednio. To oczywiście z przymrużeniem oka, choć w trakcie meczu nikomu nie było do śmiechu. Pięć żółtych kartek i agresywna sprzeczka przyćmiły wydarzenia sportowe. A szkoda, bo na przykład Łukasz Warchoł, profesjonalista jakich mało, zaprezentował się w naprawdę w doskonały sposób, strzelając dziewięć (!) zjawiskowych bramek. Prawda jest taka, że gdyby usunąć z tej historii kwestię całego zamieszania (które sprawiło, że przez kilka minut grali 3v3 w polu!) musielibyśmy się skupić na relacjonowaniu wyczynów Warchoła, a nie całokształcie spotkania. Napastnik Sportowych Zakapiorów trafiał z wolnego i z akcji. Zawsze uderzał piekielnie mocno i perfekcyjnie celnie. Głównie za jego sprawą SZ prowadzili w pewnym momencie 10:2, a próby Rudnika, Ogorzelskiego i Wiktoruka (4 asysty) na niewiele się zdały. Skończyło się 11:5, ale to mecz praktycznie bez historii - zepsuty przez niesportowe zachowania obu drużyn i uratowany przez imponującą grę Warchoła. Mamy nadzieję, że w kolejnych spotkaniach obie ekipy skupią się już tylko na futbolu, bo z ostrożności przypominamy, że zbyt duża agresja może skutkować zawieszeniem poszczególnych graczy na kilka spotkań, a jest to sytuacja, której bardzo chcielibyśmy uniknąć.
Elitarni Gocław po małych zmianach kadrowych trafili do 8 ligi i tu spędzą najbliższy sezon. Okazało się jednak, że to nie ułatwi im zadania, bo w 8 lidze też są zespoły, które potrafią grać w piłkę. W pierwszym meczu tego sezonu reprezentantom Gocławia przyszło się mierzyć z wesołą ekipą Tsubasy Ozora. Gospodarze rozpoczęli dobrze, byli chyba bardziej poukładani, a efektem tego była bramka Adama Długołęckiego, który wykorzystał dobre podanie Marcina Brzozowskiego. Tsubasa wchodziła dłużej w ten mecz, ale udało im się w końcu trafić do siatki rywala. Na raty, bo na raty, ale Rafał Urbanowicz trafił i doprowadził do remisu 1:1. Oba zespoły były oszczędne jak Szewczyk Dratewka w bramkach i do przerwy nie obejrzeliśmy więcej trafień. Druga połowa rozpoczęła się od kuriozalnej bramki, bo Marcin Głębocki, który pilnuje przestrzeni między słupkami gospodarzy, nie spodziewał się chyba, że tak idealnie dogra do Brzozowskiego, który musnął tylko piłkę i skierował ją do bramki. Elitarni przyciskali, ale świetnie bronił Rafał Zwierzchowski, który ratował Tsubasę raz za razem. Gospodarze skupili się w końcu na obronie wyniku, a to zostało skarcone przez Mateusza Wodnickiego, który zmienił idealnie tor lotu piłki zagranej przez Marcina Piłkę. Remis w tym spotkaniu oznacza umiarkowanie dobry początek dla obu ekip, ale to Tsubasa wyszła z tego meczu bardziej poobijana, bo niestety, ale Tomasz Wróbel odniósł poważną kontuzję żeber i będzie musiał odpocząć od piłki. Tomek, nie łam się, czekamy na Ciebie!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)