Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 7 Liga
Mecz w ramach 12 kolejki siódmej ligi, rozgrywany na arenie Strumykowa obdarował nas – obserwatorów sporymi emocjami – drużyna Kubanów podejmowała bowiem lidera rozgrywek, Lagę Warszawa. Gospodarze nie mogą poszczycić się ostatnio dobrymi wynikami, goście natomiast tydzień temu bliscy byli stracenia punktów z czerwoną latarnią ligi, Partyzantem Włochy. Poczucie pozornej niewiadomej w kwestii wyniku zwiększyło się gwałtowanie w pierwszej połowie tej rywalizacji. Gospodarze sensacyjnie objęli prowadzenie, co wprowadziło nerwowość w grze gości. Kolejne błędy w defensywie Lagi Warszawa wykorzystali Pozorski i Banak, dzięki czemu mieliśmy już 3:0. Z prawdziwego piłkarskiego nokautu drużynę lidera wyrwał dopiero gol Wojciecha Burasia, który to wlał nadzieję w serca zawodników w niebieskich strojach. Należy nadmienić ponadto, że bramkarz Kubanów, Piotr Arendt przed swoją kapitulacją niejednokrotnie musiał dwoić się i troić aby nie dopuścić do stracenia gola. Z tego powodu nie dziwi więc wybranie go zawodnikiem meczu, przez drużynę przeciwną. Druga odsłona rywalizacji to już natomiast popisowa gra i powrót na właściwe tory rozpędzonej lokomotywy. Bramki Jakuba Dmitruka, Daniela Krawczyka oraz Kamila Dąbrowskiego doprowadziły najpierw do wyrównania, a później do finalnego zwycięstwa 6:3. Wygrana, mimo że okazała, ma też swoje drugie dno. Należy traktować ją w kategorii sporego sukcesu w kontekście batalii o mistrzostwo siódmej ligi. Gdyby Ladze nie udało się odrobić straty, Dziki z Lasu dogoniłyby ją, zrównując się z Lagersami punktami.
Starcie ostatniej drużyny w tabeli z wiceliderem. Jedni notują długą serię porażek pod rząd, a drudzy od dawien dawna nie zaznali goryczy porażki. Trudno było zatem spodziewać się jakiekolwiek innego rezultatu niż zwycięstwa gości. Swoją przewagę udokumentowali już na początku meczu 12. kolejki. Dobrym pressingiem wymusili błąd jednego z obrońców Partyzanta, którego podanie trafiło pod nogi Tymka Kuroczko, a ten wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Napastnik Dzików zdobył również drugą bramkę, wykazując się doskonałym instynktem. Michał Makowski wcielił się w rolę Dawida Kownackiego z finału Pucharu Polski, uderzając na bramkę na tyle “szczęśliwie”, że piłka trafiła pod nogi Tymka Kuroczko (polskiego Joao Amarala), który skierował futbolówkę do bramki. Strzelecką serię TK przerwał na moment Szymon Bednarski - specjalista od stałych fragmentów gry. Technicznym uderzeniem z rzutu wolnego pokonał bramkarza i sprawił, że zanotowaliśmy wynik 0:3. Czwarte trafienie ponownie należało do Kuroczko, który w nietypowy sposób pokonał bramkarza z najbliższej odległości - o szczegółach tego gola opowiadał jeszcze długo po samej bramce. Kto zdobył piątego gola? Rzecz jasna Tymek Kuroczko! Przy jego bramce ponownie asystę zaliczył Makowski, ale tym razem w swoim podaniu (z wolnego) postawił na dokładność. Przed przerwą widzieliśmy również gola na 0:6 - Marek Dąbrowski załadował piłkę pod samą ladę pięknym uderzeniem z dystansu. W drugiej części meczu gola honorowego zdobył Krieger, ale owe trafienie z rzutu karnego było ostatnim autorstwa Partyzanta Włochy. Tymczasem FC Dziki z Lasu zaliczyły jeszcze sześć bramek, dzięki czemu mecz zakończył się przekonującym 1:12.
Mecz który odbył się przy Arenie Picassa o godzinie 17.30 na sektorze B pomiędzy drużynami FC Polska Górom, a SGS dostarczył nam dużo piłkarskich emocji. Szósta w tabeli Polska Górom podejmowała dziewiąty SGS. Mecz od początku toczył się w dynamiczny sposób. SGS strzał w słupek, Polska Górom strzał w poprzeczkę i tak wyglądało to do 18 minuty. Wtedy to SGS ruszył mocniej do ataku co zaowocowało zdobytymi bramkami. 3 szybkie akcje, dwie Jakuba Westfala i jedna Krzysztofa Gryfińskiego i już było 3-0 dla SGS . Do końca pierwszej połowy można było zaobserwować dosyć dużą przewagę ekipy SGS i takim też wynikiem się ta połowa zakończyła. W drugiej połowie chłopaki z Polska Górom wzięli się do roboty i szybko wyrównali na 3-3. Jakub Stępniak trafił dwa razy, a Oskar Zakrzewski raz i zrobił się remis. Dalsza część spotkania przebiegała już w dosyć fizycznej i agresywnej formie co zaowocowało dwiema żółtymi kartkami, po jednaj dla każdej z drużyn. Sędzia delikatnie przytemperował zawodników obydwu ekip co przełożyło się na mniejszą agresję i paradoksalnie większą ilość okazji do zdobycia bramki. Od 30 minuty spotkania rozpoczął się festiwal strzelecki obydwu ekip. Jakub Westfal zdobył bramkę na 4-3 dla SGS, a za chwilę Marek Witusiński wyrównał na 4-4. Chwilę później ten sam Marek Witusiński strzelił bramkę na 5-4 dla Polska Górom i SGS musiało się „spinać”. Tak też uczynili i na 10 minut przed końcem spotkania Damian Jakubik zdobył bramkę wyrównującą na 5-5. Takim wynikiem zakończyło się to ciekawe spotkanie i myślę, że kibice, którzy je oglądali nie czuli się w żaden sposób zawiedzeni.
Ósma w tabeli drużyna - Żoliball gościła trzecie FFK Oldboys, które od początku rundy wiosennej wygrywa swoje mecze strzelając powyżej dziesięciu bramek. Goście od samego początku zaczęli atakować bramkę rywali, nie dając dojść im do głosu. Bardzo mocna linia ofensywna z Przemkiem Szabatem na czele nie dawała odpocząć młodszym przeciwnikom. Pomimo starań, gospodarze nie byli w stanie zatrzymać tej dobrze naoliwionej maszyny, której doświadczenie było aż nadto widoczne. Poszanowanie piłki, spokój i dokładność dośrodkowań, co i rusz kończyły się oddaniem strzału w światło bramki Kuby Łasickiego. Nie zdziwiło Nas, kiedy po gwizdku sędziego kończącego pierwszą część meczu na tablicy wyników był rezultat 0:6. Dalsza kontynuacja meczu to przebudzenie gospodarzy i powolne odrabianie strat. Nie mając już nic do stracenia Żoliball zaczęło grać odważniej, strzelając w dość krótkim czasie trzy bramki. Od tej chwili głównie oglądaliśmy bramkarzy obydwu zespołów jak wyjmują piłkę z siatki. W samej drugiej połowie padło aż piętnaście z dwudziestu jeden goli w całym meczy. Prawie połowę z nich, bo dziesięć strzelił Przemek Szabat będący „zmorą” bramkarzy 7 ligi. Teraz przed Żoliball trudny pojedynek z liderem. FFK, jako jedyna drużyna na swoim poziome rozgrywek przekroczyła 100 trafień i będzie się mierzyć z siódmą drużyną ligi.
W spotkaniu 12 kolejki siódmej ligi mieliśmy przyjemność oglądania starcia pomiędzy czwartą, a szóstą drużyną rozgrywek. Więcej Sprzętu Niż Talentu, mierzyło się z ekipa Wiecznie Drugich, Piotra Kawki. Spotkanie obfitowało w szerokie spektrum emocji, co sprawiło, że oglądało się je z niezwykłą przyjemnością oraz zaciekawieniem. Strzelanie rozpoczęli gospodarze, którzy relatywnie wcześnie otworzyli swoje strzeleckie konto. Za sprawą fenomenalnego podania Damiana Bartodzieja, piłkę do siatki zapakował Krzysztof Pałka. Jako, że obydwie drużyny preferują raczej grę z kontrataku oraz skuteczną grę w defensywie, obserwować mogliśmy w następnych fragmentach spotkania zaciętą rywalizację. Starcia bark w bark, częste przechwyty oraz boiskowe przepychanki bezapelacyjnie dodały kolorytu temu widowisku. Jeżeli dodamy do tego wprost kapitalną dyspozycję obydwu bramkarzy, maluje nam się obraz meczu godnego przystawki przed Ligą Mistrzów. W pewnym momencie, przed końcem pierwszej odsłony pojedynku, gospodarzom udało się podwyższyć swoje prowadzenie oraz nabrać delikatnie większego poczucia spokoju. Kontrolę nad rywalem pomógł powiększyć natomiast Daniel Dąbrowski, którego kapitalnym podaniem wypatrzył Mariusz Grzybowski. Wynik z pierwszej połowy nie zmienił się w drugiej odsłonie rywalizacji. Goście mieli sporo szans, ale niestety dla nich, żadnej nie udało się wykorzystać. Mimo tej porażki zdecydowanie obydwu ekipom należą się szczere gratulacje. Był to pokaz siły, boiskowej dojrzałości oraz przede wszystkim piłkarskich umiejętności. Czapki z głów Panowie, to było bardzo dobre widowisko!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)