Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 7 Liga
Niewątpliwie najciekawiej zapowiadające się spotkanie między niepokonaną dotąd ekipą Lagi Warszawa, a mającymi wielkie aspiracje Wiecznie Drugimi. Na wstępie możemy powiedzieć, że spotkanie absolutnie nas nie zawiodło, widzieliśmy dużo jakości zarówno u jednych jak i u drugich, zabawy z piłką, zakładanie siatek rywalom czy piękne bramki. A że w futbolu głównie chodzi o bramki, to zdecydowanie lepiej mecz rozpoczęła ekipa Piotrka Kawki, która w jednej z pierwszych akcji spotkania wyszła na prowadzenie dzięki bramce Kuby Gajewskiego. Lagersi wzięli się za odrabianie strat, a ta sztuka udała się w dość niecodziennych okolicznościach. Po zagraniu któregoś z defensorów Wiecznie Drugich arbiter gwizdnął faul i uniósł swoją dłoń w górę, czyli oczywiście rzut wolny pośredni. Jak wiadomo z tej sytuacji nie może paść bramka bezpośrednio po uderzeniu piłki, natomiast.. może, jeśli któryś z graczy futbolówkę dotknie. I tutaj nastąpiła chwila zawahania zawsze pewnego w swoich poczynaniach Leonardo Gruczy, który nie do końca wiedząc co ma zrobić ostatecznie popełnił błąd, piłka po jego ręku wpadła do siatki i w tej sytuacji musieliśmy zapisać na jego koncie trafienie samobójcze. Do końca pierwszej odsłony padła jeszcze jedna bramka dla Lagi Warszawa. Po przerwie gra Wiecznie Drugich się troszkę posypała, a kolejne popisy szybkiej atrakcyjnej gry gospodarzy sprawiły, że już po pięciu minutach gry w drugiej części wyszli na czterobramkowe prowadzenie. Laga Warszawa już do końca spotkania kontrolowała wydarzenia na boisku i ostatecznie pewnie wygrała swoje spotkanie, stawiając się w bardzo korzystnej sytuacji przed wkroczeniem w środkową fazę rundy jesiennej.
DE-KLA-SA-CJA! W roli faworytów upatrywano doświadczony zespół Kubanów, który cechuje ogromna zawziętość i wola walki. Dziki natomiast dobrze zaczęły sezon, ale mogliśmy spodziewać się, że zawdzięczają to przede wszystkim młodzieńczej energii, która nie zawsze będzie wystarczającym argumentem punktowym. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że początkowo faktycznie to tak wyglądało - Kubany prowadziły przez moment 2:1. Kto wówczas przewidziałby, że za kilkadziesiąt minut dopiszemy do tej jedynki zero, żeby w protokole widniał wynik 2:10? Pewno niewielu, choć przewaga Dzików była widoczna długo przed bramkową deklasacją. Komu ją zawdzięczamy? Przede wszystkim Tymkowi Kuroczko, który zdobył siedem goli, notując dwie asysty. Zawodnik z numerem 13 z łatwością dochodził do sytuacji, a przelobowanie bramkarza i późniejsze trafienie "piętką" były zwieńczeniem jego fantastycznego występu. Nie tylko on strzelał piękne bramki. Szymon Bednarski wkręcił z rożnego, a wcześniej okiwał również bramkarza rywali. Doskonałym dryblingiem popisali się również Marek Dąbrowski i Konrad Adamczyk. Popularny "Kondziu" to nieoczywisty bohater tego spotkania. Transfer "last minute" Dzików okazał się strzałem w dziesiątkę, bo gracz z numerem 23 reprezentował tę liczbę niczym David Beckham w Realu Madryt - przyciągał uwagę wszystkich widzów, a także imponował umiejętnościami. W opisie tym nie mogło zabraknąć również kilku słów o bramce reprezentanta Kubanów, Jakuba Zygmunta, który gola zdobył bezpośrednio z rzutu wolnego mocnym uderzeniem pod poprzeczkę. Niestety nie dało to wiele jego drużynie, bo ostatecznie przegrali aż 4:15.
W meczu trzeciej kolejki zmierzyły się ze sobą drużyny Złotego Strzału i włochowskiego Partyzanta. Spotkanie było dla obydwu ekip szansą na zdobycie pierwszych pełnoprawnych punktów w nowym – ligowym sezonie, przez co spodziewać mogliśmy się zaangażowania po dwóch, zgoła odmiennych stronach barykady. Pierwsi do głosu doszli: starsi, już bardziej doświadczenie na naszych boiskach gracze Partyzanta. Wysokie prowadzenie 3:0 za którym stały bramki Polita, oraz Michała Danga nie wystarczyło w kontekście finalnego sukcesu i trzech punktów. To właśnie ich młodsi rywale sensacyjnie doprowadzili w drugiej połowie do remisu. Kapitalny tego dnia Tony Nguyen zdawał się być momentami wprost nieuchwytny dla stoperów przeciwnika – czego efektem był remis 3:3. Gdy wszystko zdawało się już pogrążać w stagnacji, wszyscy myśleliśmy już o remisie. Nie pomyliliśmy się, lecz przed finalnym gwizdkiem zobaczyliśmy jeszcze dwie bramki. Pierwsza z nich padła bezpośrednio po kapitalnie uderzonym wolnym przez Aleksandra Markowskiego, druga zaś miała dwójkowy charakter. Mowa tu po raz kolejny o postaci Wietnamskiego snajpera, któremu drogę do bramki pomógł odnaleźć Jan Garnczarek. Wybuch radości i euforii – te słowa podsumują emocje jakie towarzyszyły debiutantom w naszych rozgrywkach. Chłopaki włożyli w to spotkanie kawał serducha i widać, że w przyszłości mogą patrzeć ze spokojem, ponieważ potencjał niewątpliwie jest widoczny.







)
)
)
)
)
)
)
)
)