reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:30
( 1 : 0 )
3 : 2
Raport

Niepokonana do tej pory Laga Warszawa stara się umocnić na fotelu lidera 7 ligi. Aby tego dokonać musiała pokonać ostatnią drużynę w tabeli – KS Partyzant Włochy. W rundzie jesiennej przyszło im to bez trudu wygrywając aż dziewięciobramkową przewagą. Tym razem już tak łatwo nie było, a oglądając to spotkanie można było się spodziewać niespodzianki w wykonaniu chłopców z Warszawskich Włoch. W pierwszej połowie padła tylko jedna bramka dla gospodarzy, którą zdobył ładnym wolejem Jakub Dmitriuk. Więcej bramek już w tej części meczu nie oglądaliśmy, lecz nie mogliśmy narzekać na nudę. Więcej akcji zakończonych strzałem oddali Partyzanci, co prawda brakowało trochę szczęścia, bo jak nie poprzeczka i słupek, to bramkarz ratował Lagę przed stratą bramki. Gospodarze też nie próżnowali i dążyli do powiększenia swojej przewagi, a na ich drodze stała dobrze zorganizowana obrona, którą swoimi powrotami z pod bramki rywala wspierała reszta drużyny. Na początku dalszej części spotkania, bo już w 4 minucie Partyzanci zdołali wyrównać. Zadziałało to jak płachta na byka, co skutkowało zdobyciem w przeciągu dwóch minut dwubramkowej przewagi na korzyść Lagi. Dziesięć minut przed końcem meczu bramkę ustalającą wynik w pięknym stylu głową po podaniu kapitana Maćka Boguszewskiego zdobył Miłosz Bieliński. Każda z drużyn miała jeszcze szansę na zmianę rezultatu w tym meczu i jedynie dobra gra obydwu bramkarzy spowodowały zakończeniem spotkania przy wyniku 3:2.

2
12:30
( 0 : 1 )
5 : 3
Raport

W sporcie najważniejsze jest fair play. Można świetnie grać w piłkę, ale grając nieczysto, nigdy nie zasłużymy na szacunek. Z podobnego założenia wychodzi drużyna Dzików z Lasu, która mecz z Wiecznie Drugimi rozpoczęła w okrojonym składzie, czekając na zawodników swoich rywali. Pierwszą połowę oba zespoły zaczęły w systemie 4 vs 4, za co raz jeszcze dziękujemy i gratulujemy gospodarzom. Czy strzał Wiecznie Drugich w poprzeczkę na początku meczu również należy traktować jako uśmiech w stronę gospodarzy? Trudno powiedzieć, bo oba zespoły w pierwszej połowie generalnie miały problem z trafieniem do siatki. Szymon Szpak zmarnował sytuację “sam na sam” po podaniu Bednarskiego, a ostatecznie w pierwszej części meczu oglądaliśmy tylko jedną bramkę. Co ciekawe, zdobyli ją goście (grający już w pełnym składzie), gdy wrzutkę Małkowskiego wykorzystał Krajewski. Początek drugiej połowy należał jednak do Dzików. Na 1:1 trafił Kuroczko, który wykorzystał przerzut za plecy obrońców autorstwa Bednarskiego i z ostrego kąta pokonał bramkarza gości. Na prowadzenie FCDZL wyszli dzięki technicznemu uderzeniu swojego lidera - Bednarskiego, który płaskim strzałem zaskoczył golkipera WD. Podobną skutecznością pochwalić się nie mogli goście, którzy ponownie obili obramowanie bramki (i tym razem trudno już mówić o jakimkolwiek akcie wdzięczności). Finalnie zdołali jednak wyrównać, po efektownej klepce. Swoistą tiki-taką odpowiedzieli również gospodarze, gdy strzelali na 4:2 (wcześniej Makowski zaliczył piękne trafienie z dystansu po przejęciu). Ten sam Makowski miał okazję do strzelenia na 5:2, ale w najprostszej sytuacji uderzył w poprzeczkę. Skuteczniejszy był Bednarski, który zdobył gola dającego trzybramkowe prowadzenie. Tą bramką niejako dobił Wiecznie Drugich, którzy wprawdzie zdołali strzelić na 5:3 (z rzutu wolnego), ale nie mieli już szans, żeby zdobyć w tym meczu jakiekolwiek punkty.

3
12:30
( 2 : 2 )
6 : 6
Raport

Absolutnie najciekawsze spotkanie, jakie odbyło się na Arenie Picassa w minioną niedzielę! Wracający do gry w piłkę po latach gracze SGS podejmowali tego dnia pierwszy zespół Więcej Sprzętu Niż Talentu, którzy mają aspiracje na medale. Bardzo szybko na prowadzenie wyszli faworyzowani goście, którzy po bramkach Łukasza Krysiaka oraz Jana Wojtyczka prowadzili 0:2 już po kilku minutach. Po tak efektownym rozpoczęciu spotkania w szeregach gości pojawiło się rozluźnienie, natomiast gracze SGS chyba w końcu „dotarli na mecz”, gdyż pierwsze 10 minut raczej przespali. Kiedy jednak wskoczyli na odpowiednie obroty, oglądaliśmy naprawdę doskonałe widowisko, z ich dobrą grą w roli głównej. Najpierw bramkę kontaktową zdobył po podaniu Pawła Rydera, Damian Jakubik. Świetną akcją kombinacyjną popisał się duet Daniel Dąbrowski oraz Krzysztof Grywiński, gdzie pierwszy z Panów kreował akcję, a drugi z nich pewnie wykończył, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:2. Po zmianie stron nadal oglądaliśmy efektowną wymianę ciosów, którą rozpoczęła bramka Damiana Bartodzieja. Trzeba przyznać, że było na czym zawiesić oko, gdyż Damian uderzył piłkę niemal z połowy boiska! Do odrabiania strat gospodarze zaangażowali Krzysztofa Grywińskiego, który w dwóch kolejnych akcjach, po podaniach Pawła Rydera, najpierw doprowadził do stanu 3:3, a następnie wyprowadził swój zespół na pierwsze w tym meczu prowadzenie 4:3. O swoich atutach przypomniał Łukasz Krysiak, kiedy to piłka po jego strzale odbiła się od jednego z obrońców i zatrzepotała w bramce strzeżonej przez Michała Urbańskiego. To, co wydarzyło się przy bramce na 5:4, jest trudne do opisania słowami, ale spróbujemy. Piłka przerzucona crossem przez niemal całe boisko, w okolice narożnika pola karnego rywali, leciała na tyle wysoko, że Radek Mosór nie decydował się na przyjęcie, a postanowił uderzyć piłkę przewrotką. Trafił ją tak szczęśliwie, że piłka poleciała dość mocno lobem, zaskakując bramkarza przeciwników i trafiając niemal w samo okienko bramki! Bramka niesamowitej urody najwyraźniej napędziła kolegów, gdyż po kilku minutach oglądaliśmy podwyższenie na 6:4, a na listę strzelców wpisał się Daniel Dąbrowski. Wydawało się, że SGS ma mecz pod kontrolą i kwestię dowiezienia kompletu punktów do końca meczu wyznaczał jedynie czas. Wtedy sprawę w swoje ręce wziął ponownie Łukasz Krysiak, który najpierw po indywidualnej akcji skrócił dystans na 6:5, a następnie dograł piłkę do ustawionego w okolicach środka boiska….bramkarza, Pawła Prycińskiego, który postawił wisienkę na torcie w postaci potężnego strzału z dystansu, dającego wyrównanie 6:6! Ten mecz miał wszystko: emocje, comebacki, gola z przewrotki i gola strzelonego przez bramkarza w ostatniej minucie. Genialne widowisko ze sprawiedliwym podziałem punktów.

4
16:30
( 4 : 1 )
6 : 5
Raport

Spotkanie pomiędzy Żoliball z Kubanami nie miało wyraźnego faworyta. Obydwie drużyny pierwsze swoje spotkania po zimowej przerwie przegrały, jednak lepiej w nich zaprezentowali się niżej notowani gospodarze, którzy zanotowali minimalną porażkę. Goście natomiast bardzo wyraźnie przegrali swój mecz i na pewno mieli ochotę na szybkie zmazanie tej plamy. Jednak początek spotkania pokazał, że nie będzie to takie łatwe. Od początku to ich rywale wyglądali lepiej na boisku, stwarzając sobie groźne sytuacje bramkowe. Dwie z tych akcji zakończyły się celnymi trafieniami, dzięki czemu gospodarze wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Kilka minut później bramkę kontaktową zdobyli goście, jednak w tej części meczu nie byli w stanie nic więcej pokazać. Dodatkowo stracili dwie kolejne bramki i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4-1. Na drugą część spotkania drużyna gości wyszła z większym animuszem i efektem tego były zdobyte przez nich dwie bramki. Kiedy wydawało się, że za chwilę będziemy mieli remis kolejne trafienie zanotowali gospodarze. Nie zraziło to drużyny Kubanów, a w szczególności doskonale dysponowanego tego dnia Romana Popadiuka, który dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Warto odnotować, że bramka na 5:5 było strzelona przez niego bezpośrednio z rzutu rożnego i było to jego piąte trafienie w tym meczu. Niestety dla niego oraz jego drużyny niewiele to dało, ponieważ ostatnie słowo należało do gospodarzy, którzy strzelając bramkę w ostatnich fragmentach spotkania ustalili wynik końcowy na 6:5. Uczciwie trzeba przyznać, że byliśmy świadkami bardzo fajnego widowiska, z którego zwycięsko wyszła ekipa Żoliball i to oni mogą się cieszyć z kolejnych trzech punktów. Drużynie Kubanów należą się wielkie brawa za walkę do końca, ale z boiska ponownie schodzili bez zdobyczy punktowej.

5
18:30
( 2 : 1 )
11 : 4
Raport

Do bardzo wyrównanego spotkania miało dojść pomiędzy FFK Oldboys, a FC Polska Górom. W tabeli 7 ligi te drużyny dzielił tylko jeden punkt, a wygrana dawała szansę na zajęcie trzeciego stopnia podium. Tydzień temu gospodarze dość łatwo pokonali zespół Kubany, a goście, jako jedyni do tej pory urwali punkty liderowi remisując z Lagą Warszawa 5:5. Samo spotkanie rozpoczęło się od wyrównanych pojedynków pomiędzy piłkarzami obydwu drużyn i trwało do końca pierwszej połowy w której to Przemysław Nieszporek z FFK dał dwubramkowe prowadzenie swojej ekipy, a zniwelował je Kuba Kucharski do jednej bramki, co dało nam wynik tej części spotkania 2:1. Początek dalszej części meczu nie zwiastował tak wysokiego wyniku. Pomimo wyrównanej gry i staraniom gości aby zatrzymać gospodarzy, ta sztuka nie wychodziła. Rozpędzone FFK pozwoliło już tylko trzykrotnie umieścić piłkę w swojej siatce, a samo dołożyło aż 9 bramek do swojego licznika. Ostatnią bramkę w tym meczu ustalającą wynik 11:4 zdobył niezastąpiony Przemysław Nieszporek, który był jednym z filarów swojej drużyny strzelając łącznie trzy krotnie i zaliczając trzy asysty. Ta wygrana dała gospodarzom awans na trzecie miejsce podium, o którego utrzymanie zapewne łatwo nie będzie. FC Polska Górom po raz kolejny ma problem z utrzymaniem dobrej formy przez dłuższy okres, ale wierzymy, że ta tendencja się odmieni.

Reklama