reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Jednym z pierwszych spotkań rozpoczynających 11 kolejkę w Lidze Fanów było to między Bad Boys, a Crimson Boys. Warto zwrócić uwagę, iż ekipa gości zajmuje 3 miejsce w tabeli z 18 punktami, a Bad Boys z 13 jest obecnie na 6 lokacie. Gospodarze przystąpili do meczu bez bramkarza i wydawało się, że ten element mógł mocno pokrzyżować im plany, by gonić ligową czołówkę. Ale nic takiego nie miało miejsca. Mimo, że to Crimson Boys byli delikatnymi faworytami, to w pierwszej połowie nie mieli za wiele do powiedzenia. To ekipa Bad Boys tworzyła świetne sytuacje, klepiąc do pustej bramki lub doprowadzając do strzałów z bliska w polu karnym przeciwnika. Do przerwy wynik brzmiał 6:0. W drugiej części mecz wyglądał identycznie. Całe spotkanie błyszczał Maciek Pyrka, panując nad środkową strefą boiska w tym meczu. Z kolei Crimsoni tego dnia nie byli ekipą, która kojarzy nam się z dobrym poziomem. Przy wyniku 10:0 i mając niecałe 3 minuty do końca goście się budzą i Adrian Witaszczyk przejmuje rolę rasowego napastnika, zdobywając pierwszą bramkę dla swojej drużyny. Chwile później Bartek Podobas, który pełnił rolę bramkarza Bad Boys i pracował prawie całe spotkanie na czyste konto zostaje pokonany po raz drugi, tym razem po stracie pod własnym polem karnym. Nie ma to jednego wielkiego znaczenia dla końcowego rozstrzygnięcia, bo zespół gości obudził się zdecydowanie za późno. Spotkanie zakończyło się wynikiem 10:2.

2
08:00

Niezwykle ważny pojedynek w niedzielny poranek stoczyły ekipy Iglicy Warszawa i Więcej Sprzętu niż Talentu. Gospodarze walczą o utrzymanie w lidze i w każdym spotkaniu muszą grać na całego, by swój cel osiągnąć. W ten weekend przyszli w szerokim zestawieniu i po ostatnim zwycięstwie liczyli na kolejne punkty. Goście liczą się w walce o medale i zwycięstwo przy korzystnych wynikach w innych meczach mogło im dać podium po tej serii gier. Ekipa Łukasza Krysiaka pierwsza wyszła na prowadzenie. Gdy padła bramka na 0:2 wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą. Jednak wtedy przebudził się zespół Radka Sówki. Będący w znakomitej formie ostatnio Sebastian Szczygielski najpierw dał gola kontaktowego a przed przerwą wyrównał wynik meczu. Zdobyte tuż przed przerwą dwie bramki uskrzydliły Iglicę i to ona sprawiała lepsze wrażenie na boisku. Do przerwy mieliśmy jednak remis 2:2. Po zmianie stron Więcej Sprzętu niż Talentu otrząsnęło się z letargu i wróciło do swojej gry. Jednak to gospodarze czekając na kontry potrafili po jednej z nich wyjść na prowadzenie. Goście musieli włączyć wyższy bieg, ale z akcji nic nie wychodziło. Dopiero po wrzucie z autu udało się ponownie osiągnąć remis. Końcówka niezwykle emocjonująca, gdzie więcej spokoju i skuteczności miał team Łukasza Krysiaka i to on strzelił bramkę dającą zwycięstwo. Iglica musi nadal walczyć o punkty praktycznie z każdym w tej lidze a Więcej Sprzętu niż Talentu wskoczyło na podium, ajednak przewaga nad ekipami ze środka tabeli jest znikoma i trzeba w kolejnych meczach wygrywać, by realnie myśleć o medalu.

3
16:00

Spotkanie zespołów, które w tym sezonie są na przeciwległych biegunach. Gospodarze potrzebują każdego punktu, bo może on być kluczowy w kontekście utrzymania, goście natomiast są na pozycji lidera, wypracowali sobie dużą przewagę punktową nad pozostałymi drużynami i pewnym krokiem zmierzają w kierunku 5 ligi. Zgodnie z przewidywaniami mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia faworyta. Precyzyjnie z rzutu wolnego przymierzył Szymon Kolasa i mieliśmy otwarcie wyniku. Radość Mikstury nie trwała długo, bo kilka chwil później pod ich polem karnym dobrze spod opieki obrońcy uwolnił się Piotr Kawka i mocnym strzałem pod poprzeczkę zaskoczył Kubalskiego. To tylko podziałało mobilizująco na gości, którzy od tego momentu szybko starali się zdobyć kolejnego gola. I udało im się to w 10 minucie, gdy Patryk Zych przeprowadził piękną akcję, którą zakończył efektownym golem. I można powiedzieć, że od tego momentu pierwszej części gry do słowa doszli Wiecznie Drudzy. Najpierw ładnym, mierzonym strzałem popisał się Nowicki doprowadzając do wyrównania, później dwukrotnie po błędach przeciwnika i dobrych kontrach do bramki trafiał Krajewski. Wynik do przerwy 4:2! Druga odsłona obfitowała w sytuacje podbramkowe z jednej i drugiej strony. Mikstura miała jednak  swoich szeregach liderów, którzy w trudnym momencie wzięli odpowiedzialność na swoje barki. Patryk Zych po raz kolejny popisał się świetną indywidualną akcją i strzałem w długi róg bramki zaskoczył Zawadzkiego. Znowu z rzutu wolnego trafił też Kolasa. Ten sam zawodnik świetnie zachował się również w jednej z ostatnich akcji tego spotkania, kiedy to wykorzystał nieporozumienie w szykach obronnych przeciwników i trzeci raz w tym pojedynku wpisał się na listę strzelców. Ostatecznie lider tabeli dopisał kolejne 3 oczka na swoje konto, chociaż trzeba podkreślić, że Wiecznie Drudzy postawili naprawdę ciężkie warunki. 

4
17:00

Bez wątpienia zacięte starcie pomiędzy FC Vikersonn, a After Wola było najciekawszym meczem 6 ligi w 11 kolejce. Drugie miejsce w tabeli zajmowane przez gospodarzy gościło 4 miejsce, a w ligowej hierarchii te zespoły dzieliły zaledwie dwa punkty. Do 10 minuty wynik brzmiał 2:2. Kiedy jedna z drużyn wychodziła na prowadzenie, wystarczyły maksymalnie 3 minuty, aby to prowadzenie stracić. Wiele akcji było przerywanych faulem, co skutkowało później żółtą kartką. Warto też pochwalić obydwu bramkarzy, którzy ratowali swoje drużyny przed stratą większej liczby goli. Wynik do przerwy to 2:3. Na drugą połowę ekipa w białych koszulkach wydaje się być bardziej zmotywowana i lepiej przygotowana na mocne strony przeciwnika. Dzięki minimalnej przewadze ekipa z Woli mogła się bronić i grać na kontry, a wiadomo, że w taki sposób gra się najłatwiej. Mimo hattricka Yevheniego Kyrii oraz wielokrotnym nieziemskim interwencjom Serhiego Zaridze rywal Vikersonna wygrywa ten bardzo wyrównany mecz. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:4.

5
19:00

Kanonierzy kapitalnie zaczęli granie w 2024 roku. Najpierw pokonali Wiecznie Drugich, potem bez straty gola odprawili z kwitkiem Więcej Sprzętu niż Talentu i widać było, że są zdeterminowani, by w niedzielę skompletować hattrick zwycięstw. Były podstawy by sądzić, że ta sztuka się powiedzie, bo Czasoumilacze grają jak na razie w kratkę. Z jednej strony potrafią pokonać Bad Boys, by w następnej serii przegrać z Iglicą i stracić aż 10 goli. Do tego dochodził aspekt nowego boiska, albowiem na Arenie Grenady widzieliśmy ich po raz pierwszy. Ale trzeba przyznać, że było to raczej przyjemne doświadczenie, bo ten zespół okazał się fajny piłkarsko i wraz z rywalami stworzył emocjonujące zawody. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:2. Co prawda to Czasumilacze wyszli na prowadzenie, ale potem rywale doszli do głosu i wydawało się, że przy wyniku 2:1, Kanonierom pójdzie już z górki. Nie udało im się jednak utrzymać jednobramkowej przewagi, więc o wszystkim musiała zdecydować druga odsłona. Tutaj więcej okazji wyrobili sobie faworyci, tyle że zdołali to przekuć tylko na jednego gola - autorstwa Mateusza Nejmana. A gdy prowadzisz różnicą bramki, to musisz liczyć się z tym, że w końcówce spotkania może się zdarzyć wszystko. No i tak właśnie było – na trzy minuty przed ostatnim gwizdkiem Czasoumilaczom udało się stworzyć fajną akcję, Łukasz Szczerba zagrał do Mikołaja Kuszki, a ten strzałem po dalszym rogu, nie dał szans Oliwierowi Dołęgowskiemu. Wynik 3:3 nie zmienił już swojej postaci i drużyny musiały podzielić się punktami. Większe rozczarowanie na pewno towarzyszyło Kanonierom, bo oni mieli większe aspiracje, stworzyli ciut więcej okazji, no i przede wszystkim – nie możesz oddać wygranej, będąc tak blisko celu. Nie wolno jednak odbierać chwały Czasoumilaczom, którzy całe spotkanie dzielnie trzymali się za plecami przeciwników i zasłużyli, by nie wracać do domu z niczym. Ten remis nikogo więc nie krzywdzi.

Reklama