Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 6 Liga
Doświadczenia i talentu na pewno nie zabrakło w starciu weteranów z Bad Boys z nieprzewidywalną ekipa Więcej Sprzętu niż Talentu. Biorąc pod uwagę dorobek i przygotowanie do sezonu, lekkim faworytem byli gospodarze, jednak boisko szybko zweryfikowało prawdę. Początek spotkania był co prawda bardzo wyrównany, gdyż po bramce Łukasz Krysiaka z rzutu karnego na 0:1, szybko do wyrównania doprowadził Bartek Podobas. Popularny "Bart" wykorzystał poprzeczne podanie Damiana Borowskiego i w ekwilibrystyczny sposób wykończył akcję strzałem z "krzyżaka". Od tego momentu jednak goście wrzucili drugi bieg i oglądaliśmy piłkarski spektakl w ich wykonaniu. Gol na 1:2 to akcja Darka Piwowarskiego, który przechwycił niedokładne podanie rywali i bez litości wykorzystał stworzoną w ten sposób okazję. Świetny moment gry zaliczył Kamil Pietrzykowski, który najpierw, przy golu na 1:3, obsłużył dokładnym podaniem Łukasza Krysiaka, a następnie w popisowy sposób przelobował rywala, popędził na bramkę przeciwników i płaskim strzałem ustalił wynik pierwszej odsłony na 1:4. Po zmianie stron Bad Boys rozpoczęli od mocnego akcentu. Najpierw Damian Borowski pewnie wykorzystał rzut karny, a następnie gola kontaktowego na 3:4 zdobył Michał Podobas, który efektownym "rogalem" nie dał szans Pawłowi Prycińskiemu. Goście poczuli oddech rywali na plecach, więc do pracy znów ruszył Łukasz Krysiak, który w składnej, dwójkowej akcji z Filipem Maksymowem skompletował hat-tricka, podwyższając jednocześnie na 3:5. Gospodarze nie odpuszczali i w odpowiedzi również popisali się "klepką", w której Maciek Pyrka dograł do Bartka Podobasa a ten skrócił dystans dzielący obie ekipy do stanu 4:5. Do końca meczu strzelali już jednak tylko gracze WSNT, a konkretnie był to Maciek Staroszczyk, który dwukrotnie pokonał Krystiana Matyska po podaniach Eryka Wyszyńskiego oraz Łukasza Krysiaka. Ostatecznie ekipa Więcej Sprzętu niż Talentu po ciekawej walce wygrała 4:7, a zawodnikiem meczu został Łukasz Krysiak, zdobywca trzech goli i asysty.
W ramach inauguracyjnej kolejki szóstej ligi mierzyły się ze sobą ekipy Ciamajd oraz Wiecznie Drugich. Gospodarze przed tym starciem byli traktowani jako wielka niewiadoma. Mimo wdzięcznej nazwy są oni kompletnie nowym zespołem. Z tego powodu ciężko było określić faktyczny poziom ich umiejętności. Tym samym pojedynek z naszymi ligowymi ,,weteranami" malował się jako prawdziwy sprawdzian siły i weryfikacja. Niestety dla gospodarzy, Wiecznie Drudzy byli tego dnia w kapitalnej formie. Mowa tu w szczególności o liderze tej ekipy, Piotrze Kawce. ,,Kawa" w przerwie między sezonami wykonał bezapelacyjnie gargantuiczną pracę pod okiem trenera GKP Targówek. Efektem tego było aż siedem trafień oraz dwie asysty. To właśnie dzięki jego kapitalnej postawie i boiskowej dominacji rywale mieli ogromne problemy. Ciamajdy w tej rywalizacji stać było na zaledwie jedną bramkę, co w zestawieniu z aż dwunastoma Wiecznie Drugich stworzyło nieproporcjonalną różnicę poziomów. Mimo porażki 1:14 goście nie powinni składać broni. To dopiero początek ich ligowej przygody, a czas zdecydowanie będzie oddziaływać na ich korzyść. Zdecydowanie porażka stanowić będzie dla nich cenną lekcję, z której bez wątpienia wyciągną wnioski. Najbliższa szansa na rewanż już w niedzielę. Ciamajdy podejmą wtedy KS Iglicę Warszawa, która wygrała swoje pierwsze spotkanie w stosunku 5:4. Będzie to dla nich możliwość odbicia się z dołka formy oraz okazja zdobycia swoich premierowych punktów w naszych rozgrywkach, za co mocno trzymamy kciuki!
Dokładnie w samo południe na Arenie Grenady rozpoczęła się szóstoligowa potyczka między KS Iglicą a Miksturą. Pojęcie faworyta raczej tutaj nie istniało, być może ciut większe szanse dawaliśmy ekipie Mateusza Jochemskiego, jednak Iglica nawet jeśli nie zawsze coś jej wychodzi, to wszystko potrafi nadrobić determinacją, tak więc tutaj każdy scenariusz był możliwy. Potwierdziła to boiskowa rzeczywistość, bo obejrzeliśmy bardzo wyrównane starcie, chociaż zapowiadało się inaczej, bo Mikstura swojego pierwszego gola w meczu zdobyła już w... pierwszej akcji. No ale za tym trafieniem wcale nie poszły kolejne – wręcz przeciwnie, to Iglica prezentowała się z minuty na minutę coraz lepiej i to spowodowało, że lada moment mieliśmy wynik 2:1. Oglądając Miksturę odnosiliśmy wrażenie, że tej drużynie ciężko złapać właściwy rytm. Co prawda udało jej się doprowadzić do wyrównania, lecz dalsza część pierwszej połowy należała do oponentów, którzy zbudowali sobie dość bezpieczną, dwubramkową przewagę i zdawali się pewnie zmierzać ku trzem punktom. Jednak w drugiej połowie, długimi fragmentami wreszcie oglądaliśmy taką Miksturę, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Gra zaczęła się zazębiać, co pozwoliło na dogonienie rywala i ciekawe perspektywy nawet na komplet punktów. Co więcej – ten zespół grał nawet przez trzy minuty w przewadze, ale nie potrafił wykorzystać okoliczności, za co spotkała go kara, bo to oponenci w samej końcówce zdobyli bramkę na 5:4. Mikstura rzuciła w ostatnich fragmentach wszystko na jedną szalę i niewiele zabrakło, by osiągnęła cel, lecz po strzale Kamila Sygitowicza piłka trafiła tylko w poprzeczkę. Za chwilę sędzia zagwizdał po raz ostatni i w obozie Iglicy zapanowała duża radość. Nic dziwnego – cenne zwycięstwo na inaugurację nad trudnym rywalem po prostu musi cieszyć. Zupełnie odmienne nastroje panowały po drugiej stronie boiska. Ale prawda jest taka, że nawet jeśli niewiele zabrakło tutaj do remisu, to Mikstura tylko krótkimi fragmentami (i to głównie w drugiej połowie) grała tak, jak powinna. I to boli chyba bardziej niż stracone punkty.
Na rozpoczęcie zmagań w 6 lidze drużyna Vikersonn podejmowała zawsze groźny zespół Crimson Boys. Gospodarze na to spotkanie stawili się z bardzo bogatą ławka rezerwowych i licznymi wzmocnieniami. Goście z żelazną kadrą meczową i tylko dwójka zmienników mieli ciężkie zadanie, aby stawić czoła zawodnikom z Ukrainy. Spotkanie rozpoczęło się od szybkich ataków z obu stron, już od pierwszych minut meczu wiedzieliśmy, że będzie to bardzo otwarty mecz z dużą ilością okazji podbramkowych. Na pierwszego gola nie trzeba było długo czekać i już w 3 minucie Piotr Zieliński wyprowadza gości na prowadzenie. Odpowiedź ekipy Vikersonn była blyskawiczna i już po chwili mieliśmy 1-1, a klika minut później 2-1. Zdobywcą obydwu bramek był świetnie dysponowany od pierwszych minut Yevhen Syrotiuk. Spotkanie przebiegało w sportowej atmosferze, a akcje przenosiły się z jednej pod drugą bramkę. W kolejnych minutach byliśmy świadkami kilku kuriozalnych akcji. Najpierw samobójcze trafienie zaliczają gospodarze, następnie ten sam błąd popełniają goście i mamy 3-2. Jeszcze przed upływem pierwszych 25 minut najpierw Andranik Petrosjan ponownie doprowadza do remisu a po chwili tuż przed przerwą goście zaliczają drugie samobójcze trafienie i to Vikersonn schodził na przerwę z przewagą jednego gola. Po zmianie stron gra gości zupełnie się rozsypała, o ile akcje zaczepne były jeszcze prowadzone z pomysłem, to gra w obronie gości była w bardzo słaba. Gospodarze już od początku drugiej części spotkania powiększali swoją przewagę, zdobywając bramki w bardzo łatwy sposób. W 36 minucie meczu wynik na tablicy pokazywał 10-5 i tylko prawdziwi optymiści widzieli jeszcze szansę na odrobienie strat przez ekipę Crimson Boys. W końcowych minutach meczu, worek z bramkami się rozwiązał i gospodarze zdobywali gole praktycznie z każdej akcji. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 15-7, co w zupełności oddaje przebieg spotkania. Vikersonn zasłużenie wygrywa pierwsze spotkanie w sezonie 23/24 i pokazuje, że w tym sezonie może się liczyć w walce o najwyższe cele w 6 lidze.
Spotkanie After Wola kontra Kanonierzy zamykało zmagania pierwszej kolejki na Arenie Grenady. I chociaż temperatura była coraz niższa a chłód stawał się coraz bardziej odczuwalny, to na ten mecz długo patrzyło się z przyjemnością. Tym bardziej, że jego przebieg był bardzo zaskakujący. Zacznijmy od tego, że Kanonierzy mimo iż mieli dość szeroki skład, to nie dysponowali bramkarzem. W tę rolę musiał więc wcielić się kapitan zespołu Artur Baradziej-Szczęśniak. I to, co wyprawiał Artur między słupkami, było naprawdę NIE-SA-MO-WI-TE. To ile razy w tylko sobie znany sposób bronił strzały rywali stanowiło powód, dla którego wciąż mieliśmy otwartą buzię i przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Nawet przeciwnicy, po kolejnych zmarnowanych próbach doceniali formę golkipera Kanonierów. Inna sprawa, że Arturowi sprzyjało też szczęście, bo bywały sytuacje, gdzie z opresji ratowali go koledzy. Najważniejsze było jednak to, że widząc fenomenalną postawę swojego kapitana, pozostali zawodnicy również dostroili się poziomem. Mimo, że sytuacji mieli zdecydowanie mniej niż oponenci, to ilekroć przekraczali połowę przeciwnika, to niemal zawsze wracali z golem. Fantastyczne było z kolei trafienie na 3:0, gdzie piłka krążyła jak po sznurku. Za chwilę zrobiło się nawet 4:0 i wszystko wskazywało na to, że Kanonierzy zapiszą inaugurację na plus. I wtedy stało się coś najgorszego, co mogło się stać z ich perspektywy. Kompletnie bezsensowną czerwoną kartkę zobaczył Adam Domidowicz. Jego fatalne zachowanie było początkiem końca dobrej passy Kanonierów. Wszystko zaczęło się sypać, rywal zaczął gonić i przeczuwaliśmy, że ekipie Artura Baradzieja-Szczęśniaka nie uda się obronić wypracowanej zaliczki. After Wola podkręcała tempa, regularnie zmniejszała straty i gdy zrobiło się 4:4, nie było wątpliwości, że gracze Pawła Fronczaka pójdą po zwycięstwo. Tak też się stało – miejscowi dorzucili do swojego dorobku jeszcze cztery trafienia i mecz, w którym przegrywali do przerwy 0:4, wygrali 8:4. I pewnie nie obrażą się za stwierdzenie, że ten sukces przyszedł im z dużą pomocą przeciwnika. Dziś trudno wyrokować, jakby to się wszystko skończyło, gdyby Adam Domidowicz postanowił nie zmarnować wysiłku kolegów. Jego zachowanie było karygodne i obróciło w niwecz naprawdę fajną, skuteczną, a czasami szczęśliwą grę współpartnerów. A najbardziej żal Artura Baradzieja-Szczęśniaka, który bezsprzecznie kroczył po miano MVP meczu, a może nawet kolejki. I chociaż piszemy to wszystko z perspektywy czasu, nadal trudno nam zrozumieć co się tutaj wydarzyło…







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)