Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
Podczas pierwszego meczu rundy rewanżowej zmierzyły się ze sobą ekipy Shitable oraz Sportano Football Club. Gospodarze niedzielnego starcia znajdowali się przed tym meczem w środku tabeli, z niewielką stratą do czołówki. Goście natomiast z taką samą liczbą punktów co Weiti, okupowali ex aequo trzecie miejsce. Mogliśmy się więc spodziewać zaciętej rywalizacji. I nie pomyliliśmy się, ponieważ strzelanie rozpoczęło się bardzo szybko. Wynik otworzyli zawodnicy w niebieskich strojach za sprawą trafienia Filipa Motyczyńskiego, którego na dogodnej pozycji wypatrzył Patryk Kamola. To wydarzenie otworzyło nam worek z bramkami, czego efektem było stopniowo powiększane prowadzenie. Przy wyniku 0:4 co prawda gospodarze zdobyli swojego pierwszego gola, jednak w momencie, kiedy nabierali wiatru w żagle, arbiter główny tego spotkania, Piotr Krajczyński zagwizdał na przerwę. Po zmianie stron do głosu doszli ponownie reprezentanci Sportano Football Club, jednakże radość nie trwała zbyt długo. Rozjuszeni gracze Shitable wzięli się za odrabianie strat, a ich gra przypominała tę z końcówki pierwszej części. Udało im się bowiem zbliżyć się do rywala na zaledwie dwie bramki. Niestety to było wszystko, na co było ich stać. Być może gdyby spotkanie potrwałoby jeszcze kwadrans, wszystko byłoby możliwe. Próżno jednak gdybać. Finalnie mecz zakończył się wynikiem 3:5.
Rywalizacja NieDzielnych z Bagstarem była pojedynkiem zespołów ze strefy spadkowej. Obie ekipy choć przegrały swoje pierwsze mecze tej wiosny, pozostawiły po sobie całkiem niezłe wrażenie, dlatego trudno było tu wskazać jednoznacznego faworyta. Szczególnie, że zwycięstwo było niezwykle ważne, bo nie dość, że zwiększało szansę na utrzymanie, to jeszcze dawało nadzieję na walkę o środek tabeli. Wydaje się, że kluczowy dla losów tego pojedynku był sam początek, bo nie minęło jeszcze pięć minut, a NieDzielni prowadzili już 2:0. Najpierw wynik otworzył Marcin Aksamitowski, a chwilę później podwyższył Michał Karaś. Goście nie mieli wyboru, musieli się otworzyć, ale nie za bardzo mieli pomysł na konstruowanie akcji. Z dystansu próbował uderzać Filip Pacholczak, ale brakowało mu precyzji. Gospodarze natomiast po tak świetnym początku stracili nieco animuszu, ale w 14 minucie znów trafili do siatki rywala. Tym razem podanie z rzutu rożnego Michała Drosio wykorzystał Michał Karaś. 3:0 - takim wynikiem zakończyła się pierwsza część tego spotkania. W drugiej części Wszedło zaczęło grać lepiej, mecz był wyrównany, ale teamowi Rafała Jagóry brakowało skuteczności. Obili słupek i poprzeczkę, a reszta strzałów, które leciały w światło bramki dobrze bronił golkiper NieDzielnych. Nie pomogła nawet gra w przewadze po żółtej kartce dla zawodnika oponentów. Można było odnieść wrażenie, że tej niedzieli, nawet gdyby Wszedło grało drugi taki mecz, to nie daliby rady strzelić bramki. Zwyczajnie nie był to dzień dla graczy Bagstara, NieDzielni natomiast dowieźli korzystny rezultat, choć sami również mieli parę sytuacji do podwyższenia. Komplet punktów pada więc łupem teamu Jana Wójcika, który jest coraz bliżej wydostania się ze strefy spadkowej.
Godzina 12:00 w taki dzień, jak ostatnia niedziela, to na pewno nie jest idealna pora do gry w piłkę. Ale taka właśnie przypadła na rywalizację z 12.ligi między Lisami bez Polisy a FC Warsaw Wilanów. Wystarczył szybki rzut oka na tabelę, by wskazać zdecydowanego faworyta w tej parze, jakkolwiek warto zauważyć, że chociaż te ekipy dzieli kilka miejsc w ligowej hierarchii, to Lisy były w stanie jako jedna z dwóch drużyn, zabrać punkty drużynie z Wilanowa w tamtej rundzie. W związku z tym chłopaki mogli sobie pomyśleć, że skoro udało się wtedy, to dlaczego ma się nie udać teraz. Plan był ambitny, natomiast mecz długo był bardzo wyrównany. Co więcej – to Lisy za sprawą Kamila Jarosza objęły prowadzenie, którego jednak nie utrzymały do końca pierwszej połowy. Wynik 1:2 niczego jednak nie przekreślał, zwłaszcza że żadna ze stron nie miała przewagi i każdy scenariusz był równie prawdopodobny. W obozie Warsaw Wilanów widać było jednak więcej atutów ofensywnych, które wreszcie przełożyły się na konkrety. Po ładnej dwójkowej akcji między Karolem Kowalskim a Kubą Świtalskim do bramki trafił ten drugi i faworyci na chwilę zbudowali sobie dwubramkowy bufor. Rywale nie zamierzali odpuszczać. Trafienie Piotra Plewy, po kolejnej asyście Damiana Borkowskiego i było tylko 2:3. Ostatnie minuty to już nerwówka, bo tutaj nawet przypadkowa wrzutka w pole karne mogła spowodować, że wynik zmieni swoją postać. Wszystko rozstrzygnęło się w 48 minucie. Wówczas błąd popełnił Damian Borkowski, który stracił piłkę w newralgicznej strefie na rzecz Kuba Świtalskiego, a ten znalazł sposób na Krystiana Załuckiego i podstemplował sukces nominalnych gości. Te trzy punkty, nawet jeśli były raczej planowane przez zespół z Wilanowa, muszą dobrze smakować, bo rywal był trudny i to nie był spacerek. Lisy pokazały charakter i według nas jeszcze niejednej wyżej notowanej ekipie popsują humor w niedzielne popołudnie. Życzymy im tego jak najszybciej, zwłaszcza że ciągnie się za nimi passa czterech kolejnych porażek. Ale ponieważ w najbliższej kolejce zagrają z Niezamocnymi, to wydaje się, że koniec tej czarnej serii jest już blisko.
W 12 lidze o godzinie 15:00 na sektorze A zmierzyły się ze sobą ekipy Ajaks Warszawa i Weiti United. Drużyna gospodarzy zajmuje obecnie miejsce nad strefą spadkową z dorobkiem 10 punktów, ekipa gości jest 4 i zgromadziła przez rundę jesienną 15 oczek. Bardzo szybko zespół Kevina Long Trana traci pierwszą bramkę. Starając się odrobić straty i jednocześnie grając zbyt wysoko, tracą kolejną bramkę. Zespół przeciwny pokazuje swoją dobrą grę przez mądre ustawienie i skuteczne rozgrywanie piłki w defensywie ze spokojnym atakiem pozycyjnym. W końcu po dobrym podaniu kapitana zespołu z obrony, Ajaks zdobywa pierwszą bramkę w tym spotkaniu a strzelcem został Bartek Kopacz. Do przerwy wynik był sprawiedliwy, dobrze odzwierciedlający spotkanie, czyli 1:3 dla Weiti. Po wyjściu na drugą część spotkania drużyna niebieskich koszulek niestety zniknęła. Ekipa gospodarzy przejęła całą kontrolą nad boiskowymi wydarzeniami, mimo kilku znakomitych interwencji na bramce Huberta Soroki. Weiti nie wypuściło już zwycięstwa z rąk i wygrało aż 7:1.
Patrząc na ostatnie spotkanie tych ekip w rundzie jesiennej spodziewaliśmy się meczu do jednej bramki i pewnej wygranej znaczącą ilością goli w wykonaniu Essing Gorillaz. Po pierwszych trzech minutach spotkania, ku naszemu zaskoczeniu to Niezamocni otworzyli wynik za sprawą Dawida Antoniaka. Prowadzenie gospodarzy utrzymywało się do 10 minuty. Wtedy to duet Skwirtniański i Florczuk po bramce tego pierwszego doprowadził do wyrównania. Kilkanaście sekund później ponownie w roli głównej wystąpił ten sam duet i tym razem to Florczuk wyprowadził Goryli na prowadzenie. Gra do końca pierwszej połowy szła pod dyktando gości i do przerwy Niezamocni przegrywali już 2-5. Po zmianie stron jako pierwszy na listę strzelców ponownie wpisał się Olek Florczuk. Bramka zdobyta przez MVP 10 kolejki to prawdziwa ozdoba tego spotkania. Olek mocnym i precyzyjnym strzałem z okolic połowy boiska zmieścił piłkę tuż obok słupka pokonując bezradnego bramkarza. AFC Niezamocni nie złożyli broni i mimo wyraźniej przewagi Goryli starali się odmienić losy meczu. Wykorzystali rozluźnienie w szykach obronnych gospodarzy, spowodowane teoretycznie pewnym wynikiem i w drugiej połowie zdobyli pięć bramek. Pokazali wolę walki i okupując ostatnią pozycję w tabeli nawiązali rywalizację z liderem, mimo spisywania ich na straty, za co należy się im pełne uznanie. Ostatecznie przegrali dwiema bramkami, ale widać w nich ogromny zapał do walki. Drużyna Essing Gorillaz wygrywa i wciąż jest niepokonana w Lidze Fanów. Mimo to nadal mamy odczucie, że nie pokazali nam jeszcze pełnego potencjału i nie grają na 100% swoich możliwości. Ich regularna seria zwycięstw wskazuje na to, że aspirują do wyższych celów, chcą osiągnąć awans i sprawdzić się na wyższym poziomie rozgrywkowym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)