Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
Inauguracja ligi jest zawsze jedną wielką niewiadomą, a gdy naprzeciw siebie stają dwie zupełnie nowe drużyny tym bardziej nie wiemy czego się spodziewać po debiutantach. Ajaks jak się dowiedzieliśmy przed meczem przystąpił do spotkania jeszcze bez swojego nominalnego bramkarza, w związku z czym między słupkami dochodziło do sporej rotacji. Rywalizacja rozpoczęła się po myśli gości – już w pierwszych minutach objęli oni prowadzenie po mocnym strzale z dystansu. Lisy miały w swoim repertuarze również inne zagrania – bramka na 0:2 to świetnie rozegrana akcja, gdzie wystarczyło zaledwie pięć podań, by przenieść futbolówkę spod własnego pola karnego pod bramkę rywala, a niepilnowany Damian Borkowski musiał jedynie dołożyć nogę, by skierować piłkę do siatki. Takich akcji w wykonaniu gości widzieliśmy zresztą więcej. Po przejęciu piłki przez obrońców, futbolówka była szybko przekazywana do przodu, a zawodnicy grając na jeden – dwa kontakty łatwo dochodzili do sytuacji strzeleckich. Ajaks próbował atakować, ale defensywa dowodzona przez kapitana Roberta Prządkę doskonale rozbijała ataki oponenta i Krystian Załucki nie za bardzo miał się czym wykazać. Do przerwy wynik brzmiał 0:5, po zmianie stron obraz gry właściwie się nie zmienił. Wciąż to Lisy miały przewagę, którą konsekwentnie przekuwały na kolejne gole. Prym wiódł wspomniany wcześniej Damian Borkowski, który w całym meczu zaliczył siedem trafień i jedną asystę. Nie dało się nie zauważyć, że goście górują fizycznie nad rywalem. Wygrywali niemal wszystkie stykowe pojedynki, szybciej doskakiwali do piłki, potrafili przepchnąć przeciwnika przy odbiorze. Do tego lepiej operowali piłką i nie ma co zakłamywać rzeczywistości, po prostu zasłużenie wygrali to spotkanie. Wynik 0:12 jest wysoki, ale Ajaks nie miał w tym meczu zbyt wielu argumentów. Nie ma jednak co się przejmować. Niejedna drużyna tak zaczynała swoją przygodę z Ligą Fanów, a potem gdy nieco się w naszych rozgrywkach otrzaskała, to wyglądało to znacznie, znacznie lepiej. I tego chłopakom życzymy.
Drugie miejsce jedenastej ligi kontra wicemistrz trzynastego poziomu rozgrywkowego. Do takiego starcia doszło minionej niedzieli na boiskach warszawskiego AWF-u. Naprzeciwko siebie stanęły ekipy Bagstar Wszedło oraz Sportano Football Club. Przed startem spotkania jakakolwiek próba predykcji mijała się naszym zdaniem z celem. Obydwie drużyny reprezentują bowiem podobny poziom, przez co mogliśmy się spodziewać bardzo wyrównanego meczu. Wszystko to się potwierdziło, a sami zawodnicy zapewnili nam nie lada emocji! Strzelanie rozpoczęli gospodarze, którzy objęli prowadzenie za sprawą trafienia nowego nabytku, Kacpra Pacholczaka. Radość jednak nie trwała zbyt długo, ponieważ Sportano Football Club relatywnie szybko zdołało wyrównać. Chwila dekoncentracji w szeregach defensywnych Wszedło poskutkowała stratą bramki, jednakże to właśnie reprezentanci Bagstara zdołali ponownie przejąć inicjatywę przed gwizdkiem sędziego Rafała Szczytniewskiego, który oznajmił przerwę w spotkaniu. Druga odsłona tego spotkania była zdecydowanie bardziej jednostronna. Gospodarze szybko podwyższyli swoje prowadzenie, do bezpiecznego 3:1. Mimo sygnału do odrabiania strat w wykonaniu Łukasza Tyburca, Sportano Football Club nie zdołał odrobić strat. Końcowy wynik to 5:3, a co za tym idzie Bagstar Wszedło może cieszyć się z pierwszego kompletu punktów w tym sezonie. Goście natomiast muszą obejść się smakiem i cierpliwie czekać na przyszły weekend, kiedy przyjdzie im się zmierzyć z FC Warsaw Wilanów, które wygrało w pierwszej kolejce aż 10:4 z Niedzielnymi.
Pierwsze kolejki w nowym sezonie to zawsze wielka niewiadoma. Tak też było w przypadku spotkania pomiędzy zespołami AFC Niezamocni z Shitable, w którym ciężko było wskazać wyraźnego faworyta tego meczu. Już pierwsze akcje pokazały, że obydwie drużyny grają na podobnym poziomie i w pierwszych dziesięciu minutach wynik nie ulegał zmianie. Sygnał do zmiany tej postaci rzeczy dali goście, którzy pierwszy raz w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie. Kolejna minuta to składna akcja gospodarzy i ponownie w protokole meczowym mieliśmy wynik remisowy. Ostatnia bramka w tej części meczu była autorstwa zawodnika Niezamocnych i właśnie ten zespół na przerwę schodził z jednobramkowym prowadzeniem. Druga połowa zaczęła się od mocnego akcentu zespołu Shitable, którzy doprowadzili do wyrównania, ale riposta ich rywali znowu była niemal natychmiastowa. Tym razem to goście bardzo szybko skutecznie odpowiedzieli na straconą bramkę i po raz trzeci mieliśmy remis. Kolejne minuty to wymiana ciosów, czego efektem było strzelone bramki – po jednej dla każdej drużyny. Ostatnie minuty to przewaga zawodników zespołu gości, którzy pokonując dwukrotnie bramkarza rywali ustalili wynik spotkania na 6:4. Po bardzo zaciętym i ciekawym meczu pierwszy komplet punktów wpada na konto zawodników Shitable, a ojcami sukcesu był duet Ivanchenko-Bilyk, który zdobył wszystkie bramki w tym spotkaniu. Zespół AFC Niezamocni długimi fragmentami grał jak równy z równym, ale w decydującym fragmencie tego starcia dał sobie wbić dwie bramki i z boiska schodził bez zdobyczy punktowej.
W niedzielne południe mieliśmy możliwość oglądać widowisko 12 ligi o godzinie 15:00. Drużyna Warsaw Wilanów podejmowała NieDzielnych. Na prowadzenie już w 3 minucie wyprowadził Warsaw Wilanów Karol Kowalski, a 4 minuty później na 2:0 podwyższył Piotr Wdowiński. Nie czekaliśmy długo na odpowiedź NieDzielnych. W 9 minucie zdobyli bramkę kontaktową i pewnie chcieli pójść za ciosem, ale boisko brutalnie te plany zweryfikowały. Z minute na minutę robił się coraz większy chaos w ich poczynaniach, co świetnie wykorzystywał zespół gospodarzy. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem aż 6:2. Wydaje się że 4 bramki to wcale nie tak dużo, jednak nie w tym meczu. NieDzielni na drugą połowę przygotowali bardzo dużą niespodziankę. Zaczęli śmielej atakować i zaskoczyli drużynę z Wilanowa dwoma trafieniami. Bramkę na 6:4 zdobył niezawodny Michał Karaś. Do 43 minuty wynik brzmiał 6:4. Po tym okresie nastąpił nagły obrót sytuacji i kolejne dwa trafienia zdobyła ekipa z Wilanowa. NieDzielni wyglądali na trochę zrezygnowanych tym faktem i stracili kolejną bramkę w tej samej minucie. Mimo chęci powrotu do tego spotkania, nie byli już w stanie znaleźć sposobu na Macieja Dobrowolskiego, który był w znakomitej dyspozycji. I to w dużej mierze również dzięki niemu drużyna Warsaw Wilanów wygrała na inaugurację w stosunku 10:4!
Zupełnie nie wiedzieliśmy czego możemy spodziewać się po meczu Essing Gorillaz z WEiTI United, więc z dużą ochotą wyczekiwaliśmy pierwszego gwizdka sędziego. Na pierwszą bramkę nie czekaliśmy zbyt długo, bo już w 2 minucie debiutanckie trafienie dla Essing Gorillaz zaliczył Mateusz Kiszka, ładnym uderzeniem z dalszej odległości. Kolejne gole okazały się tylko kwestią czasu, bo po upływie kolejnych 5 minut do wyrównania stanu rywalizacji doprowadził Karol Rogodziński a chwilę później ten sam zawodnik wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gospodarze doprowadzili do wyrównania po samobójczym trafieniu Nikity Perminova, a chwilę później Essing Gorillaz odzyskał prowadzenie. Do końca pierwszej połowy oba zespoły szły "łeb w łeb" i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 5-4 dla gospodarzy. Druga połowa to już pełna dominacja debiutującej w naszej lidze ekipy, choć należy zauważyć, że WEiTI przyszło na ten mecz bez ani jednej zmiany i problemy kondycyjne były widoczne gołym okiem, co przy każdej nadarzającej się okazji skrzętnie wykorzystywali rywale. Pełna dominacja w drugich 25 minutach znalazła odzwierciedlenie w wyniku końcowym, bo Essing Gorillaz wygrało aż 13-7 i gospodarze mogą być w pełni zadowoleni po swoim pierwszym meczu w naszych rozgrywkach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)